Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 21-08-2011 21:18
I oto jest. Co prawda nie na białym koniu, tylko białym jachcie i nie do Poznania, ale za to nie do poznania i do Łodzi. Don Wilczyński wraca z urlopu.
Niewielki dwumasztowiec byłego premiera zawinął do portu, wysadzając na brzeg swego właściciela. Opalony, wypoczęty i bogatszy w nowe doświadczenia wysiadł na pomoście. Taksówka już na niego czekała.
- Do Lojangu, proszę.
- O, pan premier! Co za szycha! - bezzębny kierowca ze zdziwienia omal nie wypluł sztucznej szczęki - Da pan autograf, bo dzieciaki mi w domu nie uwierzą?
- Oczywiście - odparł don Wilczyński z wyrozumiałym uśmiechem. Jednak jest jakaś pamięć o nim w narodzie - Powiedz mi dobry człowieku, co nowego działo się u nas przez ostatnie 3 tygodnie?
- O, panie, że też pan tego nie widział! Pseudokibice pół Łodzi rozwalili. Obili wszystkie taksówki na naszym postoju, oprócz mojej - wyszczerzył zęby, mimo wzburzenia.
- Jacy pseudokibice?
- No, naszego Torpedo. Ładnie się chłopcy spisali. Pokonali przyjezdnych na tej nowej... Wesołej Rzeżni... Nie, Wesoły Rzeźnik Arena.
- Na czym?!! - ,,jak można tworzyć takie potworki? Już ja się domyślam, kto za tym stoi i komu to służy. Mnie nie ma i prywaciarze harcują".
- Fajna nazwa. Ale rzeźnia to była na ulicy, nie stadionie. Ta dzisiejsza młodzież...
(...)
- Dziękuję za jazdę. A oto obiecany autograf... - don Wilczyński złożył zamaszystą parafę na podsuniętym mu zwitku.
- Do widzenia. I powodzenia w wyborach, panie Jaskoviakus! - rzucił taksówkarz odjeżdzając - Będę na pana głosował!
Ach, ta pamięć w narodzie...
Salus Rei publicae suprema lex esto.
Edytowane przez Martinus de Wilczyno dnia 10-09-2011 10:47
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 10-09-2011 10:49
Eskwilingrad, 2031 rok
Świat się zmienił. Czuję to w ziemi. Czuję to w wodzie. Czuję to w kościach.
Rada Narodowa uchwaliła wczoraj ustawę o związkach partnerskich i międzygatunkowych. Co w tym dziwnego - spytacie. To, że i debata i głosowanie przebiegały zgodnie z regulaminem.
Pierwsi stanęli na ślubnym kobiercu don Jaskoviakus i don Wereman. Po wielu latach sporów politycznych uznali, że nie mogą bez siebie żyć, gdyż z nikim innym nie potrafili tak pięknie się kłócić. Wesele odbyło się w sprywatyzowanej Cafe pod Minogą (po 25 % udziałów mieli Velicky, Andriejew, Ilijew i osteryjska mafia).
Prezydent Tytus Zygmunciak objął 16 z rzędu kadencję. Gratulacje przyjął od rodziców - Adama i Magdy - oraz byłego El Presidente Ursusa Prystora, laureata chemicznego v-Nobla. Jego wynalazek otrzymywania gazu z głupków uczynił z wielu krajów potęgi gospodarcze.
Don Lupinus zamienił cylinder na sombrero i zapuścił brodę. Niestety, stetryczał już zupełnie i nie odróżniał nawet brzytwy od kosiarki. Pewnie stąd ten fantazyjny zarost.
Don Łuczak wreszcie posmakował władzy - wyemigrował i zasiadł na tronie Wurstlandii.
Niestety, don Khadil przesadził z piciem toniku (bo przecież gin to samo zdrowie). Epitafium głosi:
,,Swoje zrobiłem i wypiłem
Moje życie było krótkie
Więc choć o tym nie marzyłem
Bruderszafty pijam z Luckiem".
Wyjaśniła się sprawa posła Szadowiaka. Po wieloletnich nieudanych próbach oswojenia, kosmici odstawili go do domu.
I wszyscy (oprócz Khadila) żyli długo i szczęśliwie.
Dobrze, że w Eskwilinii nie ma dopalaczy, bo bym tworzył jeszcze większe bałwaństwa
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 12-09-2011 22:07
Z tymi dopalaczami to można jeszcze zmienić Marcinie
Jak zapewne wiesz- co nie jest zabronione- nie jest karane.
A nie przypominam sobie regulacji prawnych dot. narkotyków i dopalaczy?
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 21-09-2011 00:29
A można je zakupić?
tak w ogóle to witam tu wszystkich
Od jakiegoś czasu zaglądałem na nasze forum, ale to stare. Dobrze, że mi Wereman napisał, bo nie wiem czy bym się zorientował czy nasza wyspiarskie państwo się nie rozwaliło. Dobrze, że tak się nie stało. Widzę, sporo się dzieje !
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 19-06-2012 09:24
U nas bryndza, w Grecji feta
Bramkarz dobry, reszta nie ta.
czyli okres Wielkiej Smud... tj. Smuty
Lato, Lato stołek traci
Razem z Latą Smuda leci
Bo za nimi błędów las -
Już na EURO nie ma nas!
Lato, Lato nie płacz czasem
Nie becz gromko smutnym basem
Gdzieś Platini fuchę zaraz da -
San Marino też swój Związek ma.
Jerzy Jurandot - ''Mecz międzypaństwowy'' Wzięte z książki Humor polski - Pory roku, zeb. Jerzy Wittlin (polecam!)
Tłumy.
Ścisk.
Przy głowie głowa.
Prasa.
Loża honorowa.
Nagły zamęt.
Głowy w prawo.
Co tam?
Siadać!
Są już...
Brawo!
Cieślik. Gędłek. Łącz. Janduda.
Dobre miny.
Dziś się uda.
Dwa do zera...
Trzy do dwóch...
Siadać!!!
Nerwy.
Zamęt.
Ruch.
Nasi.
Sędzia.
Ich drużyna.
Piłka.
Gwizdek.
Nasz zaczyna.
Jedzie.
Podał.
Odebrali.
Znów ma.
Kiwnął.
Podał dalej.
Drugi jedzie.
Ga-zu!!
Kiwa.
Nasi gniotą...
Faul?
To bywa.
Gwizdek.
Trudno.
Nie w tym rzecz.
Grunt, że gniotą.
Mecz to mecz.
Wolny.
Gwizdek.
Ich.
Znów nasza.
Trzech na niego.
Groch i kasza...
Chcą odebrać.
On ucieka.
Jedzie.
Tem-po!!
Kiwnął beka.
Tłum szaleje.
Bramkarz klęka.
Zamieszanie.
Już już...
Ręka.
Gwizdek.
Na trybunach wre.
Była...
Gdzie tam!
Owszem...
Nie!
Karny.
Trudno.
Takie prawo.
Rozbieg.
Strzał.
W poprzeczkę...
Klawo!
Barmkarz wybił.
Kilka pięter.
Tamci.
Nasi.
Prawy.
Center.
Wolej.
Główka.
Bez obrony...
Jedzie.
Wyją.
Stop!
Spalony.
Gwizdek.
Psiakrew!
Rozpacz.
Bunt.
Nic, wygramy!
Wynik grunt.
Teraz tamci.
Dają gazu.
Ciąg na bramkę.
Gol.
Od razu.
Jadą znów.
Galeria śledzi.
Strzał.
Choroba!
Drugi siedzi.
Rozpacz.
Zryw.
Trybuny wyją.
Trudno.
Spuchli.
Ledwie żyją.
Gwizdek.
Koniec meczu.
Uff!
Sędzia kalosz!
Klapa.
Znów.
Postów: 1373 Miejscowość: Łódź Data rejestracji: 19.07.11
Dodane dnia 14-04-2013 23:46
Wiosenny eskwiliński wiatr przelatywał swobodnie przez otwarte na oścież drzwi balkonowe i brał we władanie obszerny gabinet El Presidente. Gdyby nie figurka Lincolna (będąca w istocie zakamuflowaną temperówką), która podtrzymywała papiery na biurku, wiatr już dawno ruszyłby z nimi w tango.
El Presidente zaciągnął się wyśmienitym cygarem smakowym - od czasu wyboru nabrał nieco wielkopańskich manier - i wyciągnął z satysfakcją w fotelu. ,,Do czego człowiek doszedł!" Na biurku lśniło pióro w kałamarzu i nowy, choć w stylu retro, telefon. ,,Ciekawe czy Anter trzyma jeszcze tego grata, który ciągle przerywał rozmowy? Może już się dawno popsuł? W końcu tyle czasu minęło od czasu, gdy byłem premierem..."
Zaciągnął się ponownie. ,,Ech, miał Adam gust..." W gabinecie pozostało po prezydencie de Sigmundzie kilka paczek cygar z limbeńskiej fabryczki. Nie była to jedyna pamiątka po poprzednikach. Na ścianie wisiała kompozycja z szabel - prezent weteranów armii dla Luczakiusa, z czasów budowy niepodległej Rzplitej. Fortepian - oczywiście Prystor! ,,Pewnie mu ojca przypominał...". Cygara de Sigmunda. Wszystko tworzyło atmosferę zadowolonego z siebie luksusu. I tylko popiersie Ursusa Prystora - ustawione przez przeydenta Jaskoviakusa - przyglądało się obecnemu El Presidente z kąta, lekko niezadowolonym spojrzeniem.
,,Do czego człowiek doszedł..." Na biurku równo ułożone leżały koperty z wykaligrafowanymi nagłówkami: Przewodniczący Rady Rządowej, minister... Komendant Kwatery Głównej, awans, degradacja... Postanowienie o rozwiązaniu... Tylko ostatnia koperta pozostawała niezaklejona.
,,Tak, to był pracowity dzień" - de Wilczyno zgasił cygaro i podszedł do balkonu by spojrzeć na niedaleki Plac Niepodległości - ,,A jutro będzie jeszcze zabawniej".
Do czego człowiek doszedł... No!
Salus Rei publicae suprema lex esto.
Edytowane przez Martinus de Wilczyno dnia 14-04-2013 23:52
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.