Lotnisko w Hassle g.00.05
Cheewazz wyprawił mały raut z okazji zdobycia Hassle. Cheewazz świętował zarówno swój sukces, jak i możliwość nocy w niekołyszącym się łóżku. Pił dużo, świadom strat w ilości promili we krwi jakie poczynił w jego organizmie sztorm zeszłej nocy. Zaproszona była cała śmietanka dowództwa, jednak don Sigmund wykpił się z tej uroczystości, tłumacząc to jakimiś rozkazami transportu lotniczego ze sztabu. Oficerowie znieśli oczywiście kilka toastów za poległych.
W walkach o Hassle, które były bardziej zacięte, niż zakładały najgorsze scenariusze, zginęło wszak 25 żołnierzy eskwilińskich, a 34 zostało rannych. Wzniesiona też toast za poległych skurczybyków-bojowników. Niech im ziemia ciężką będzie. 64 zabitych drani, 57 wziętych do niewoli. Ładny wynik. Trochę bolało Cheewazza, iż większość statystyk zanotował na swoim koncie kapitan de Sigmund, ale pocieszał się, iż on właściwie przyszedł na gotowe.
Wojska Cheewazza, ciągle przeczesywały jeszcze wyspę, ale prawdę powiedziawszy liczyć już mogli tylko na jakieś pojedyncze zbłąkane duszyczki. Większość piratów albo uciekała albo została wzięta jako jeńcy. Cywile radośnie powitali swoich wybawców i z chęcią udzielili informacji o kryjówkach bojowników na wyspie. No i zapewnili prowiant, głównie płynny, który właśnie Cheewazz i jego oficerowie spożywali.
Około godziny 1.00 Cheewazz zmożony przeżyciami tego dnia pożegnał swoich oficerów, zapowiadając zebranie o 7.00 w tej samej sali, celem omówienia kolejnych działań, po czym udał się na błogi i zasłużony spoczynek.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 11-05-2013 21:18
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 08-05-2013 00:32
Zostało tylko oczyszczenie wyspy. Do tego czasu de Sigmund dokonał przeglądu to co zdobyto dotychczas. Sporządzoną notatkę przedstawił majorowi Khadilowi i admirałowi von Weremanowi.
Na lotnisku zdobyto następujące samoloty:
Dwa Jak-52
Dwa An-2
Jeden Li-2
Dwa Ił-14
Jeden MIG-21 Bis (bez kilku części, ale stan bd
Jeden Jak-28 (podobnie jak MIG-21)
Wydano dyspozycje, by przywieziono części i natychmiast uruchomiono te maszyny.
Nasze Migi-29 nie mogą lądować na tym lotnisku (za krótkie)
Zdobyto magazyn z dużą ilością paliwa lotniczego,starych radzieckich bomb lotniczych, pocisków rakietowych i amunicji.
Ponadto wróg porzucił dotychczas:
4 ciężarówki
3 półciężarówki z wbudowanym km
3 moździeże 60 mm
2 ZPU-4
Liczne karabiny Ak i 14 ckm
8 wyrzutni granatów przeciwpancernych, ale jedynie 11 pocisków do nich.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 08-05-2013 01:08
g.2.20
Ze szczytu wzniesienia wsparta ogniem z dwóch moździerzy, ruszyły dwa plutony spadochroniarzy, które szybko zmusiło do poddania się grupkę bojówkarzy, znajdujących się o 6-7 km na zachód od lotniska. Po gęstym ostrzale strzeleckim nie mieli ochoty walczyć i krótko potem 10 z nich wyszło z lasu z podniesionymi rękoma. Znaleziono 5 ciał wroga. Starty własne- jeden lekko ranny. g. 4.42
Gdzieś w oddali padały jeszcze jakieś pojedyncze strzały.
Tymczasem de Sigmund zamiast spać, razem ze swoimi mechanikami i kilkoma pilotami cały czas coś dłubał w samolotach.
-Chłopcy, zależy mi, żeby wszystkie zdobyte maszyny były na chodzie.
Odpalili najpierw szkolne Jaki-52. Te chodziło prawie bezbłędnie, tylko gaźniki były zużyte, ale to w sumie drobnostka d zrobienia. Li-2 długo nie chciał odpalić, ale w końcu silniki zakaszlały i ruszyły. Tyle, że z hydrauliką tam niezbyt póki co... Oba Ił-14 pozytywnie zaskoczyły od razu i wydawały się w pełnej gotowości do lotu. Z bojowymi cackami było gorzej.
De Sigmundowi zależało, żeby je szybko naprawić. MIGI-29 nie mogą lądować na tym lotnisku (za krótkie), a przy ewentualnych uszkodzeniach od ostrzału lub usterek zbyt częste wysyłanie ich to ryzyko. Taki MIG-21 Bis i Jak-28 w zupełności by wystarczyły. Ale w pierwszym brakuje uszczelek i nowych przewodów paliwowych, a w drugim trzeba wymienić zapłon i spojrzeć na elektrykę. Bomby i pociski mają. Jak tylko wraz z nowymi oddziałami (które non stop przybywają w AN-tkach) dojadą części, coś z tego będzie !
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 08-05-2013 01:11
Lotnisko w Hassle, g. 7.00
W pomieszczeniu, gdzie parę godzin temu odbywał się raut, zgromadzili się oficerowie Cheewazza. Zawsze spóżnony von Ritter- dowódca batalionu eskwilinskiego, żądny chwały von Eicke, oraz niewyspany Thomassen. Cheewazz tradycyjnie powitał wszystkich szklaneczką whiskey, której tradycyjne nie wypadało odmówić.
-Donowie. Wg naszych najlepszych wieści Hassle jest całkowicie zdobyte. To był kawał dobrej roboty, dlatego daję teraz grenadierom, a przede wszystkim saperom- dzień przerwy na zregenerowanie sił. Natomiast ciebie Ritter muszę zdrowo opierdzielić. Czy masz jakieś wytłumaczenie dlaczego twoje wojska w ogóle nie pomogły nam w zdobywaniu Hassle?-.
-Don major kazał...-.
-Ja kazałem! Ja! Nie no żarty sobie chyba robisz! Ja kazałem ci się spóźniać?-.
-Proszę o wybaczenie, donie majorze-.
-Nie Ritter. Nie dostaniesz mojego wybaczenia. W raporcie dla dowództwa obsmaruje cię równo. Co więcej, osobiście dopilnuje by Cię zdegradowali, a jednego z Twoich przydupasów zrobię dowódcą eskwilińskiego- jak ci się to podoba?-.
-...-.
-Tak myślałem. Powiedz mi- który z twoich oficerów ma najkrótszy staż?-.
-...-.
-Zadałem ci pytanie!- warknął Cheewazz.
-Wallenrode...Ale to jeszcze świeżak. Sam nie wiem jak został porucznikiem.
-Świetnie- w takim razie ów Wallenrode dostanie misję zajęcia Oulu.
-Donie majorze, muszę stwierdzić, że to szalenie nieodpowiedzialne- zaoponował Thomassen.
-Pytałem cię o zdanie, kapitanie? Zresztą- nie przesadzajcie. Trzeba dać szanse młodym by się wykazać. To praktycznie bezludna wyspa. Jest na niej co najwyżej kilkunastu bojowników. Prosta misja. Ale i tak bałbym się ją powierzać Ritterowi. Ritter- przeakże temu Wallenrode, iż ma sobie dobrać 100 ludzi ze swojej kompanii i do końca tego dnia ma zająć i zabezpieczyć tą wyspę. Przetransportuje ich ,,Fortun".
-To oburzające. To po prostu...-.
-Nie jęcz Ritter. Wykonać rozkaz-.
-Dobrze, Khadil. Ale zobaczymy kto się będzie śmiał jak Wallenrode spieprzy tę akcję. Ja też sporządzę raport, oj sporządze.
-Odmaszerować!-.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 08-05-2013 02:14
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 08-05-2013 11:09
Tego wieczora Kanonierka przejęła trzy kutry patrolowe.
Jak się okazało, miało to decydujący wpływ na misję Wallenrode.
...
g. 8.15 Kajuta transportowca "Fortuna"
-Przecież tego nie da się zrobić !
-Ale panie kapitanie, takie są rozkazy...
-Powiedzcie Weremanowi albo Khadilwoi, żeby takie rozkazy sobie wsadził...
-Ale o co właściwie chodzi, przecież się zmieści spokojnie 100 ludzi
-Oczywiście, że się zmieszczą. Nawet 200 mogę przewieść. Ale Oume to mała wyspa która leży na płyciźnie. Moja "Fortuna" się tam nie dostanie. Jeżeli chcecie, mogę ich zabrać, ale będą musieli przepłynąć 700-800 metrów wpław z całym wyposażeniem.
-Dobra, coś wymyślimy.
....
Komandor Arnold Reiss zgłosił wszystko w dowództwie i postanowiono załadować Wallenrode na przejęte kutry. Ale zmieściło się tylko 50, a nie setka ludzi. Porucznik wybrał najlepszych:
Reiss pomyślał, że chyba ta sobie radę? W końcu ta wysepka ma 2 na 2,5 km, polanę, mały lasek i koniec wyspy. Debiut marzenie.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 08-05-2013 11:22
Postów: 42 Miejscowość: Derby Data rejestracji: 11.03.13
Dodane dnia 08-05-2013 23:22
Najpierw miałem dostać aż setkę chłopaków z mojej kompanii, lądowanie na bezludnej wyspie. Pewnie zero oporu, kilka strzałów i wakacje czas zacząć. Wybierałem plutonowych, aż tu telefon, że mamy się przenieść na jakieś zdezelowane kutry i w 60 tam jechać. Fajnie. Zmiana koncepcji i o godzinie 11 byli wszyscy przy molo z podstawowym sprzętem ładowani na te łajby. Odrapane, przy tylu luda obciążone wlokły się niemiłosiernie. Dotarliśmy po ponad godzinie podróży. Z jednej z dwóch map, które posiadaliśmy, wynikało, że wyspa ma 2 na 5 km wielkości i jest niezamieszkała. Najlepiej wylądować w małej zatoce.
g. 12:30
Całością wyszliśmy na plaże. Póki co cisza. Rozkazałem szerzej wyjść na wydmy. Wtedy ktoś nas zauważył. Widziałem na łące trzy postacie. Któraś z nich coś krzyknęła. Nie czekałem na resztę. Klepnąłem żołnierza obok, który celował z RKM. Puścił z taśmy długą serię zabijając dwóch na miejscu. Trzeci-ranny poddał się i wyśpiewał wszystko. Pozostali, czyli 10 mieli tylko osobiste kbk i zajmowali obozowisko z namiotami po drugiej stronie sporego lasku. Stawiałem stówę, że słyszeli strzały. Ostrożnie poszliśmy do przodu. Po 30 minutach doszliśmy do lasku.
Podzieliłem chłopaków na trzy dwudziestoosbowe oddzialiki. każdy miał 2 ckm i jedną wyrzutnię RPG. Nie uszliśmy 15 minut, gdy pod koniec lasu, z lewej strony słychać serie z AK. To nasi wpadki na obozowisko. Dobiegamy. W rzadkim gaju są te namioty, ale strzały padają za małym, kilkumetrowym wzgórku za nimi. Po zapachu dotarliśmy w sam raz na obiad. Ale takie strzelanie nic nie dawało, a wybijała 15. Wysłałem 10 ludzi plażą z prawej, żeby obeszli ich z jednej strony i 10 skrajem lasu z prawej z ckm. Po 20 minutach tamci mieli przechlapane. Zanim do nich dotarło co i jak mieli starty, ale zrozumieli, że za chwilę ich wybijemy. Rzucili karabiny.
Zabiliśmy im razem 6 ludzi. 8 wzięliśmy do niewoli. U nas jeden został lekko ranny. Po wszystkim wbiliśmy w pagórek flagę Eskwilińską na dwumetrowym maszcie. Pozbieraliśmy ich sprzęty i wróciliśmy na kutry. Było po 16.
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 09-05-2013 00:46
Brudny na twarzy od smaru de Sigmund skakał na płycie boiska jak szaman wzywający duchy o obfite plony.
-Działają, działają; Diaz odpalaj !
Chwila oczekiwania i już zebrał się mały tłumek gapiów, którzy obserwowali, jak de Sigmund zasiada w kokpicie i odpala silniki. Powoli przekręcił wajchę, system elektroniczny się załączył. Piknęło i komputer pokładowy zakomunikował o trybie włączenia silników. Za sekundę zaczęło się charakterystyczne buczenie.
-Jeeeest!
Wyłączył szybko, dzieląc się ze wszystkimi tę dobrą nowiną. Zza hangaru na chwilę wyjrzał i patrzył jak lądują kolejne samoloty transportowe z następnymi oddziałami, sprzętem i amunicją. Osobiście przejrzał i zrobił spis wciąż nowych stosów różnego rodzaju zapasów, które wypełniały lotniskowe magazyny.
On tymczasem zarządził malowanie godeł eskwilińskich na przejętych maszynach i uzbrojenie.
O 14 było wszystko gotowe.
-Widzisz Diaz, dla nich był to złom, bo nie potrafili wymienić kilku uszczelek i sprawdzić starego już trochę systemu w kokpicie. A to robota na parę godzin, ale trzeba być ogarniętym troszkę a nie...
Ładujemy do zasobników pociski niekierowane, do odpowiedniej przegrody naboje do działka 23 mm i podwieszamy bomby, mamy ich mnóstwo... No nie przesadzaj, nie całe dwie tony. Tyle to on podnosił jak wyszedł z fabryki. Trochę już przeżył jak widać, podwiesimy jedną tonę. Tak, cztery bombki po 250 kg.
Ale najpierw trzeba wrócić na parę godzin do Eskwilingradu na pierwsze posiedzenie RN. Dostał zgodę von Weremana. Zostawił jednak wiadomość, że przed 20 wróci. Ale trzeba się najpierw odpowiednio przebrać:
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Zebrani: Don admirał Wereman, don. major Cheewazz Khadil, don kapitan Adam de Sigmund
Za dona przyzwoleniem admirale Wereman *Cheewazz zasalutował* przedstawię teraz krótkie podsumowanie naszych dotychczasowych działań oraz sytuację na wyspie Bergo- naszym następnym celu strategicznym. *Cheewazz poczekał aż admirał Wereman skinie głową, po czym przystąpił do prezentacji*
Jak dotąd udało nam się zająć wyspę Hassle oraz Oulu. Podkreślę, iż właściwie bezkrwawe zdobycie Oulu to zasługa młodego dona Wallerode.
Dzięki przejęciu lotniska na Hassle udało nam się zdominować przestrzeń powietrzną. Wróg jednak wciąż dysponuje dość licznymi choć słabo wyekwipowanymi siłami morskimi, oraz licznymi oddziałami lądowymi, wliczając w to wojska pancerne.
Nasze dotychczasowe sukcesy kosztowały nas 25 zabitych i 36 rannych. Wróg poniósł straty sięgające 75 zabitych. Schwytaliśmy też 65 jeńców.
Jak więc wyraźni widać, nasze dotychczasowe działania pochłonęły dużo więcej ofiar niż ktokolwiek mógł zakładać. Wróg stawia zacięty opór i jest dobrze umocniony. Co więcej, straciliśmy już też efekt zaskoczenia, a wyspa Bergo, która jest naszym najbliższym celem jest lepiej umocniona niż Hassle i znajduje się tam większy garnizon wroga. Według wywiadu może być tam od 200 do 250 bojowników. Oto mapa wyspy:
Jak widać wyspa od zachodu jest chroniona przez pasmo gór. Samo to nie było by jeszcze najgorsze- można by wysłać tam piesze oddziały by zaskoczyły wroga od tamtej strony, jednak za pasmem rozciągają się bagna i gęsta dżungla. Przejście od tej strony byłoby ekstremalnie niebezpieczne i wykańczające, a poza tym wymagałoby znacznego rozproszenia sił, dlatego raczej powinniśmy odrzucić tę możliwość. Desant od południa, byłby względnie bezpieczny. Główne siły wroga zgromadzone są na północy wyspy. Jednakże piraci nie są w ciemię bici- już dawno zaminowali wybrzeże. Rozminowywanie trwałoby zbyt długo. Południe również nienadane się do desantu. Za to północ jest dobrze patrolowana przez siły morskie wroga, które stacjonują w porcie Bergo, oznaczonym kolorem czerwonym. Z naszych informacji wynika, iż wróg ma tam dwa duże patrolowce i 5 przejętych statków handlowych, oczywiście wyposażonych w działa, najprawdopodobniej kaliber 80 mm. Na każdym z nich znajduje się też co najmniej jedno działo przeciwlotnicze kaliber 40 mm. Najłatwiej byłoby zrobić nalot na to tałatajstwo, ale sztab chce byśmy przejęli port nienaruszony.
Dlatego są dwa miejsca do desantu- północno-zachodnie wybrzeże i południowowschodnie wybrzeże.
Jakie są zalety i wady obu z nich?
Zaletą północno-zachodniego jest to że jest mocno zalesione. Nasze lądowanie może więc pozostać niezauważone, o ile nie przyłapie nas któryś z patroli wroga. Aha- chaty, które widać na wybrzeżu są opuszczone, tak więc nie ma się czego obawiać. Wadą jednak tych terenów jest to, iż zmuszą nas do rozproszenia sił, gdyż przez dżungle wiedzie kilka małych ścieżek (tak małych, iż nie widocznych na mapie) i jedna umocniona kamieniami (zaznaczona). W okolicy jest też jeden posterunek wroga, opisany na mapie jako ,,Eglen 8r1;. Jest to, punkt który warto byłoby przejąć po cichu tak by nie zaalarmował reszty bojowników.
Południowschodnie wybrzeże to desant o wiele szybszy i łatwiejszy.
Nie będą nam przeszkadzać żadne krzaczory. Jednak zaleta jest też wadą- będziemy całkowicie odsłonięci i widoczni dla wroga. Nieco osłony dają nam te gaiki na południu, ale i tak będziemy widoczni dla mieszkańców wyspy. Niestety zaznaczone tutaj domy są zamieszkane, a mimo, iż większość mieszkańców wyspy popiera naszą walkę z piratami, to wszędzie znajdą się kolaboranci.
Tak jak więc mówiłem- największą wadą jest to że będziemy tutaj odsłonięci, ale z drugiej strony desant będziemy mogli tu przeprowadzić szybciej niż od północy, a poza tym będziemy mogli od razu uderzyć na port i nie będzie nas wstrzymywały operacje które przeprowadzić będziemy musieli atakując od północy.
Jakie to operacje? Pierwsza to unieszkodliwienie posterunku o którym wspominałem. Druga to baza wroga- Eglen-1 zaznaczona na mapie na niebiesko. Znajduje się tam dowództwo bojowników na wyspie. Teren jest otoczony z trzech stron dżunglą i jedyny atak lądowy można przeprowadzić nań z północy. Nie będzie to łatwe. Podwójna mur. Na murach stanowiska strzeleckie z rkm i pkm-ami. 2 lub 3 moździerze kaliber 60 mm. Nieco gorzej z obroną przeciwlotniczą- 2 przestarzała baterie przeciwlotnicze ZPU-4. W środku bazy znajduje się kilka nieopancerzonych pickupów uzbrojonych w karabiny maszynowe na pace oraz, być może, 1 lub 2 czołgi T-55. Generalnie zdobywanie tego z lądu oznaczałoby prawdziwą krwawą batalie i wymagałoby mnóstwa czasu. Dlatego w mojej ocenie lepiej by lotnictwo zrównało to z ziemią. W bazie tej stacjonuje za dnia około 50-60 bojowników. Nie ma tam żadnych cywili. Dlatego lotnictwo powinno zniszczyć wszystkie strategiczne cele w tej bazie. Przede wszystkim parking dla wozów bojowych, który jest niestety kryty. Ściany są dość grube więc należałoby użyć ciężkich bomb. Parking znajduje się w zachodnim skrzydle bazy. Również powinny zostać zniszczone bramy prowadzące do siedziby wroga, oraz mury w kilku miejscach- tak by nie nadawały się do obrony. Jeśli udałoby się- to dobrze byłoby zniszczyć także stanowiska moździerzy i rkmów. Natomiast reszty budynku lepiej nie tykać- by nie mnożyć ofiar ponad potrzeby.
Tak więc jeśli wybierzemy wariant północny, po zlikwidowaniu posterunku, będziemy musieli zostawić korpus liczący co najmniej 50 żołnierzy plus ratele, by dokończyli dzieła zniszczenia bazy wroga i wyłapali jeńców. Aby nikt nam się nie wymknął, korpus ten będzie musiał patrolować teren na północ od tej bazy.
Reszta oddziałów będzie mogła w tym czasie ruszyć na wschód by zająć Gordwig zaznaczony na mapie na zielono, a następnie port- Bergo (kolor czerwony).
Uderzając od wschodu, najpierw musielibyśmy zając Bergo, w którego okolicach ukrywa się nawet do 100 bojowników. Przy takim ataku oczywiście efekt zaskoczenia, który moglibyśmy mieć przy ataku północnym szlag by wziął. Następnie musielibyśmy zdobyć Gordwig, a później uganiać się po wyspie za piratami ze zbombardowanej Eglen-1.
Dlatego moja propozycja jest taka:
Na początku marynarka przeprowadza atak na port. Dobrze byłoby tutaj wykorzystać starego dobrego ,,Aldaryka Wielkiegor1;, który miałby na celu zatopić te patrolowce, które stanowią największe zagrożenie. Reszta marynarki wzięłaby na cel pozostałe łodzie. Wróg pomyślałby że szykujemy się do przejęcie portu i zapewne zacząłby tam koncentrować swoje wojska. Tymczasem od północy rozpoczęlibyśmy desant. W 30 minut po desancie zlikwidowalibyśmy Eglen-8. W tym samym czasie rozpocząłby się nalot bombowy na Eglen-1. W ciągu kolejnych 20 minut zablokowalibyśmy wrogowi drogę odwrotu z Eglen-1 zostawiając tam korpus do wyłapania jeńców.
Następnie kierowalibyśmy się do Gordwig likwidując po drodze posterunki Eglen-4 i Eglen-5. Gordwig osiągnęlibyśmy w 2,5-3h od desantu i jakieś 4 h od ataku floty na port. Flota, po zniszczeniu lub uszkodzeniu okrętów oczywiście odpynie. W Gordwig czeka na nas około 60 bojowników. Jest tam też 50 cywilów. Walka tam będzie więc trudna i zajmująca. Wróg musi więc zostać odcięty od wsparcia z Bergo. Dlatego po osiągnięciu przez wojska lądowe Gordwig, przeprowadzimy zrzut spadochroniarzy w połowie drogi między Gordwig a Bergo. Spadochroniarz dostaną także kilka opancerzonych pick-upów z karabinami na pace by mogli szybko się przemieszczać. Ich celem będzie zablokowania łączności między dwoma miejscowościami oraz likwidacja posterunków Eglen-3 i 6, znajdujących się pomiędzy tymi dwoma miastami. To będzie trudne zadanie, od którego będzie w dużej mierze zależeć powodzenie misji.
Mam nadzieję, iż Gordwig uda się zdobyć w 2-3 h. Po jego zdobyciu przemieszczamy się do Bergo i kończymy sprawę.
Całość akcji, od uderzenia floty po zajęcie Bergo powinno trwać około 10-12 h. Będzie to trudna akcja.
Jeśli któryś z Donów ma jakieś pytania, lub sugerowałby inne rozwiązania taktyczne to bardzo proszę. Jeśli nie- należy ustalić harmonogram ataku i liczbę wojsk które wezmą w tym udział.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 11-05-2013 23:13
Zgadzam się z przedstawionym planem. Dobre pomysły majorze.
Sugeruję wykorzystać siły morskie, by dla dezorientacji w sile kanonierki i fregat rakietowej ostrzeliwywała pozycje. W przypadku "Tura" zasięg ostrzału z bezpiecznej dla niego odległości to nawet 10-12 km w głąb lądu. Nie może jednak zawieść tutaj rozpoznanie i wsparcie lotnicze de Sigmund...
Siły trzeba rzucić spore. Proponuję połowę 1 batalionu Piechoty, Spadochroniarzy i Kompanię Piechoty Morskiej. W odwodzie wydzielony oddział z Grenadierów Pancernych. Przydadzą się naprawione samoloty z Haassle. No i całe przyznane nam siły morskie.
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
*Khadil już miał na końcu języka prośbę by dołożona do tego jeszcze podbatalion saperów, ale przypominał się, że oddział ten był mocno eksploatowany podczas zdobywania Hassle i stracił tam dużo krwi. Dlatego odpowiedział* Zgadzam się z donem, admirale Wereman.
Jednak wstrzymałbym się z ostrzeliwaniem portu jednak- wszak chce go don mieć cały, prawda? Poza tym staramy się minimalizować straty w cywilach. Jak dotąd żaden nie zginął co jest bodaj największym naszym osiągnięciem.
Proponuje by akcję rozpocząć jutro o 3.00. Da nam to przewagę osłony nocy podczas pierwszych działań. Poza tym o tej porze wróg jest najmniej czujny.
Harmonogram wyglądałby wtedy tak:
3.00-4.00- atak floty na Bergo
4.00-4.30- desant sił lądowych i likwidacja posterunku wroga
4.30-5.30- atak lotniczy na bazę wroga
5.00- zablokowanie drogi ucieczki z bazy wroga. Tutaj sugerowałbym korpus 50 ludzi pod dowództwem Wallenrode. Korpus patrolowałby tereny wokół bazy i wyłapywał bojowników. Stanowiłby też rezerwy i zabezpieczenie tyłów dla reszty armii. Sugeruje by korpus był wyposażony w 4 ratele.
5.30-6- zajęcie Eglen 4 i Eglen 5.
6.30-9.- zajęcie Gordwig
6.45- 7.30 lądowanie spadochroniarzy pomiędzy Gordwig a Bergo. Zajęcie posterunków Eglen 3 i 6. Rzuciłbym tutaj korpus 100 spadochroniarzy wyposażonych w 10 pickupów.
9.30- siły lądowe i korpus spadochroniarzy uderzają na Bergo.
12.00- zakończenie działań.
Oczywiście to harmonogram idealny. Wszyscy wiemy, że na pewno nie pójdzie tak gładko. Ale dzięki wczesnej porze ataku będziemy mieli spory margines błędu. Mimo wszystko uważam, iż operacja nie powinna trwać dłużej niż 12 h.
Donie de Sigmundzie- jakieś uwagi?
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 11-05-2013 23:59
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 12-05-2013 20:45
Mógłbym zacząć ostrzeliwywać drogi i odkryte oddziały wroga już teraz. Co donowie na to?
Ze spadochroniarzami nie będzie problemu, przygotuję ich tak, że wykonają swoje zadanie.
Sugeruję także mały desant o sile ok. 50-80 ludzi od zachodu, gdzie są bagna i gęste lasy. Wiem, że była mowa o tym, że jest to samobójstwo jeśli byłby to pierwszy rzut- uważam jednak, że ok. 8, kiedy wróg przesunie więcej grup na wschód, nie bezie pilnował tego terenu, a taka grupa mogłaby przeniknąć aż do ruin zbombardowanej wcześniej bazy zaznaczonej na niebiesko. Tam połączyliby się ze spadochroniarzami. I taki oddział wyczyściłby ten rejon.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Rozumiem że don kapitan sugeruje taki dodatkowy atak:
W mojej ocenie jest to zbyteczne. Jeśli wróg przeniesie swoje siły na wschód, to dodatkowe siły z zachodu nie będą nam potrzebne. Spadochroniarze zaś mają zostać zrzuceni pomiędzy Gordwig a Bergo. Tj. tutaj:
Zanim więc oba oddziały- zachodni i spadochroniarzy połączyliby się- minęłaby masa czasu. Moim zdaniem lepiej trzymać się utwardzonych dróg, tracąc na nieprzewidywalności ale zyskując na szybkości działań.
Co do ostrzeliwania dróg- zdecydowanie jestem przeciwny. Lepiej by były one w dobrym stanie- ułatwi nam to szybkie operowanie. Także przedwczesne ostrzeliwanie strategicznych celów wroga nie jest dobrym pomysłem- stracimy efekt zaskoczenia. Lepiej uderzyć raz a dobrze. Od razu spuszczając całe piekło na jakie nas stać na ich głowy.
A co o tym don sądzi admirale Wereman?
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 12-05-2013 21:22
Co do ostrzału - zgoda, ważne jest zaskoczenie w zajęciu Bergo. O wyznaczonej godzinie zaatakuje don wskazane cele i zrobi wszystko co się da, by przestały istnieć, zrozumiano de Sigmund?
Wyślę okręty, żeby rakietami raziły obronę przeciwnika. Musimy zmniejszyć starty, są za wysokie donowie...
Zgodzę się jednak z dodatkowym desantem z zachodu, przez lasy i bagniste tereny. W wykorzystaniu będą wszystkie transportowce, więc znów posłużą nam te przejęte kutry. Zadanie wykona grupa 50 ludzi. Zrobią tam zamieszanie i dodatkowo wprowadzą chaos i zdezorientują przeciwnika. I nawet więcej - jak uda im się przedrzeć przez gęsty las, muszą robić dużo huku. Może uda się rozdzielić wrogi garnizon i ułatwić sprawę zajęcia miasta Bergo.
Reszta zaakceptowana w zaproponowanej formie. Wygląda to dobrze. Więc zaczynamy o świcie.
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
4 Dzień operacji Goliat. Wybrzeże wyspy Bergo. g. 1:30
Admirał pykał fajkę z drzewa czereśniowego. Patrzył się na port Bergo.
-jego trzeba póki co oszczędzić.
Zarządził więc na korwecie "Tur" przesunięcie na południe i odszukanie innych celów. Z Kanonierką tak samo. Gdy odkryto nadmorskie lekkie umocnienia i okopy wraz ze zgrupowanymi siłami piratów. Kazał przyciemnić okręty. Przez godzinę panowała cisza. O 2:59 wcisnął dzwonek bojowy. Dawno wymierzone już działa i wyrzutnie rakiet na raz wyrzuciły swoje ładunki w ogniu i huku, niszcząc na wyspie całe kwadraty ziemi, na której jeszcze przed chwilą kręcili się albo spali piraci. Już pierwsza salwa wyeliminowała na amen co najmniej 30 bojowników. A ostrzał nie ustawał
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
Korweta Tur przesunęła swoje wyrzutnie rakietowe w kierunku miasta. Tak samo zrobiła podpływająca kanonierka. Celem jednak nie było miasto. Z portu wyłoniły się dwa okręty bojowe piratów i jeden transportowiec. Król Siling II pierwszy oddał strzały ze swoich dwóch 152 mm dział dziobowych. Pierwsza salwa była niecelna. Wroga jednostka klasy fregaty rakietowej podjęła walkę. Wystrzelony pocisk rakietowy przypuszczalnie kalibru 120 mm minął jednak kanonierkę znacznie. Druga salwa. Do dwóch 152 mm oddały strzał także cztery 100 mm.
Fregata piratów otrzymała pierwsze trafienie w burtę. Duża wyrwa zdradziła, że był to pocisk 152 mm. Kolejne trafienie to już mniejsza 100, która wybuchła na dziobie, ale nie wyrządziła większych szkód. Trafiona prawa burta zastopowała jednostkę do 10 węzłów. Wróg oddał bardzo niecelną salwę. Drugi okręt eskortujący i transportowiec zrobili zwrot na wschód, chcąc uciec w kierunku Truso. Tur wystrzelił trzy pociski do eskortowca. Ich system antyrakietowy zdołał zestrzelić jedną. Pierwsza rakieta z prowadnic kal. 180 mm trafiła w tył, wybuchając tuż pod mostkiem i zawalając maszt radiowy. Druga rakieta takiego samego kalibru trafiła w miejsce zejścia pod pokład do pomieszczeń załogi, powodując pożar. Eskortowiec stanął w ogniu i powoli się zanurzał targany eksplozjami amunicji. Większość załogi zginęła... Transportowiec oddalił się przez ten czas znacznie... Kanonierka prowadziła bój z fregatą. W czwartej salwie pocisk rakietowy kal. 120 mm trafił w dziób kanonierki, robiąc sporą dziurę z przodu, zabijając trzech marynarzy obsługi działka przeciwlotniczego i raniąc czterech pozostałych. Nie były to jednak poważne uszkodzenia. Zdenerwowany kapitan dał rozkaz jak najszybszego odwetu. Kilka minut później fregata piratów otrzymała bezpośrednie trafienie działem 152 mm w śródokręcie i zaczęła szybko tonąć. O 3.54 tonący okręt nagle się przełamał w pół i Królowi Silingowi II nie pozostało nic innego jak już tylko ratować rozbitków.
Admirał Maximilian von Wereman z pokładu Tura dał rozkaz okrętowi podwodnemuJaskoviakusa:
"Wrogi transportowiec płynie w twoją stronę. Nie dopuścić, żeby dopłynął z zapasami do Truso. Przejąć, albo w razie konieczności zatopić".
Oglądał przez lornetkę zniszczenia wokół Bergo. Czas na desant !
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
Edytowane przez Max von Wereman dnia 14-05-2013 23:21
Północno-zachodnie wybrzeże Bergo g. 4.00
Desant wojsk lądowych rozpoczął się zgodnie z planem. Ponieważ brzeg był sprzyjająco łagodny, okręty transportowe podpłynęły maksymalnie blisko brzegu, a następnie wojska lądowe zbiegły po trapach niemal wprost na plażę Bergo. Na początek została wysłana grupa 30 żołnierzy 2 kampanii batalionu eskwilińskiego.
Dopiero po zabezpieczeniu przez nią plaży zdesantowana została reszta 2 kompanii, wraz z pierwszą kompanią oraz kampania piechoty morskiej. Wyładowano także 4 ratele, które miały posłużyć 1 kompanii, w drugim etapie operacji.
Jeszcze w czasie rozładunku sprzętu major Khadil wysłał 10 komandosów pod dowództwem samego osławionego kapitana Modersa, celem zajęcia posterunku wroga o nazwie- Eglen 8.
Do zajęcia posterunku przez elitarną grupę wystarczyło 15 minut. Grupa szybko i niemal bezszelestnie pokonała półtorakilometrowy odcinek dzielący go od stacji wroga. Szybka lustracja obiektu, doprowadziła Moldersa do przekonania, iż na posterunku znajduje się obecnie 6 bojowników, z czego 4 śpi w stróżówce, a 2 przysypia na warcie. Molders wysłał dwóch zaufanych ludzi, którzy bez kłopotów zaszli strażników od tyłu i pewnym, żelaznym chwytem skręcili im karki. Następnie oddział wkroczył do obiektu budząc śpiących towarzyszy tamtych dwóch i skuwszy ich wyprowadzili z obiektu. Na wszelki wypadek Molders odciął jeszcze kabel prowadzący linię telefoniczną- niech tamci myślą, iż łączność nawala. Im później się dowiedzą, o naszym desancie tym lepiej. Grupa komandosów już miała wracać do reszty wojsk, gdy w dali zamigotały światła samochodu. Molders wydał szybki rozkaz:
-Zdejmujemy ciuchy jeńcom!-. Reszty nie trzeba było tłumaczyć. Szybko 6 komandosów z Moldersem na czele ubrało pirackie mundury. Jeńców skneblowano i umieszczono w stróżówce. Na spotkanie wrogiej jednostce wyszło 4 komandosów. 2 kolejnych czekało w pogotowiu przed wejściem. 4 pozostałych pilnowało jeńców. Pod posterunek zajechał łazik z którego wyskoczyło 6 piratów z ich pośpiechu wynikało, iż przynoszą jakieś ciekawe wieści.
Molders nie czekał jednak aż tamci cokolwiek powiedzą. Na powitanie wydał precyzyjny strzał ze swojego pistoletu wprost w głowę jednego z bojowników, który wydawał się być przywódcą. Zaraz za jego strzałem, nim zdezorientowani bojownicy zdążyli jakkolwiek zareagować, usłyszał trzy strzały swoich podwładnych. Każdy z nich precyzyjnie trafił w głowy bojowników. 4 ciała padły bezwładnie. 2 pozostałych bojowników rzuciło broń skomląc o pardon. Udzielono go nim. Molders zadał szybko szereg pytań. Uczynił to tonem tak spokojnym i łagodnym, iż przesłuchiwanym bojownikom ciarki przeszły po całym ciele, łącznie z końcówkami włosów. Szybko też udzielili wyczerpujących informacji na wszystkie pytania, uzupełniając dodatkowo swe wypowiedzi o dodatkowe informacje o które Molders nie zapytał, ale może raczyłby wiedzieć. Niestety niewiele z nich było pomocne. Grupa przybyła na posterunek by zmienić zmęczonych towarzyszy. Ich pośpiech wynikał z faktu, iż dowiedzieli się właśnie o ataku marynarki eskwilińskiej na port. Ale nie spodziewali się zastać żołnierzy na drugim końcu wyspy. Oprócz tego Molders dowiedział się kilku szczegółów o pozostałych posterunkach na wyspie, które mogły się przydać później. Nic wartego uwagi poza tym nie usłyszał. Na dokładniejsze spytki nie było zresztą czasu. Czas najwyższy wrócić i zameldować wszystko majorowi Khadilowi. Łazik okazał się w tej kwestii pomocny.
Północno-zachodnie wybrzeże Bergo, g.4. 35
Cheewazz z satysfakcją wysłuchał raportu Moldersa. ,,Żeby wszyscy otaczający mnie ludzie byli tak kompetentni jak Molders" rozmarzył się. Jednak na marzenia nie było czasu. Jeńców odesłał na trasportowce, a plażę kazał pilnować grupie 20 żołnierzy wydzielonych z sił grenadierów pancernych, którzy w tej misji mieli być siłami odwodowymi. Następnie reszta sił lądowych ruszyła w kierunku bazy wroga Eglen-1, która powinna być już od kilkunastu minut ostrzeliwana przez lotnictwo....
-De Sigmund jak zwykle się spóźnia- warknął do swego adiutanta Khadil, wypatrujący na niebie eskadry eskwilińskich sił powietrznych. Adiutant nie odpowiedział zajęty prowadzeniem przechwyconego łazika.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 14-05-2013 23:59
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 15-05-2013 00:38
Źle ustawiona godzina na zegarku majora Khadila, faktyczny czas to: g. 4.30
Mig 21 dona de Sigmunda i Ił-28 pilotowany przez Diaza leciały na wysokości 3000 metrów nad wyspą. Z powietrza de Sigmund miał świetny lądowanie oddziałów desantowych. Sam do ataku lotniczego dobrze się przygotował. Po naprawieniu MIGa-21 i IŁa-28 wyselekcjonował odpowiednie uzbrojenie:
MIG oprócz dwóch zasobników po 9 niekierowanych pocisków rakietowych każdy (małe, lekkie), jedno działko na dziobie, miał także podwieszone pod skrzydłami 6 lekkich bomb odłamkowych o wadze 150 kg.
Ił-28 w komorze bombowej miał 6 ciężkich, burzących bomb lotniczych o wadze 500 kg, które mogły kruszyć ściany i przebijać stropy. Dodatkowo, pod skrzydłami miał ciężkie pociski do niszczenia umocnień.
Tak wyekwipowani zatoczyli koło nad wrogą bazą, którą odszukali bez trudu.Najpierw gwałtownie lot zniżył Diaz. Pikował w dół na nieprzygotowanych na jakikolwiek atak obrońców. Nikt nie zauważył samolotów, nie włączono alarmów. Nawigator, Filip Kilewski wypatrzył odpowiedni moment i zwolnił dźwignię. Komora otworzyła się i samolotu wypadły grube cielska bomb.
Pierwsza bomba wybuchła na samym środku placu, robiąc duży krater i tłukąc szkła w budynkach. Druga przebiła dach dużego budynku mieszkalnego i wybuchła w środku, całkowicie dewastując i w połowie zawalając budowlę. Diaz jeszcze nie wiedział, że ta bomba zabiła 22 piratów pogrążonych w śnie... Trzecia wybuchła tuż przed boczną bramą, wyrwawszy ją z zawiasów i poszerzając wyrwę w murze. Czwarta spadła tuż za obręb bazy. Piąta przebiła strop jednego z budynków gospodarczych, zabijając kilku bojowników i powodując pożar. Szósta rozbiła wartownię przy głównej bramie. Sama brama wytrzymała jednak podmuch wybuchu. Diaz zakręcił Iłem, namierzył największy garaż z pojazdami, gdzie kręcili się ludzie i wyjeżdżał pick-up i odpalił obie rakiety. Trafił idealnie. Trzasnęły płomienie i zrobiło się bardzo głośno. Kolejno wybuchały i płonęły samochody i magazyn z benzyną. Cała wschodnia część bazy była poważnie uszkodzona. De Sigmund dał znak i Diaz zawrócił do Hassle po nowe bomby. Teraz czas na kapitana. Piraci dopiero teraz włączyli alarm. Wybiegali z budynków na plac do swoich stanowisk. De Sigmund leciał lotem koszącym i najpierw wystrzelił dwa pociski niekierowane, a potem pociągnął kilka strzałów z działka powodując duże zamieszanie i śmierć kilku ludzi na głównym placu. Zrobiło się kłębowisko piratów, którzy chcieli uciekać przez główną bramę, zamkniętą dotychczas. De Sigmund zwolnił lekkie bomby odłamkowe. Grupa wśród wybuchów rozproszyła się. zostawiając kilka ciał przy wejściu. Mig-21 zrobił zwrot i kolejno odpalał kolejne pociski w budyni, podpalając budynek komendantury, punkt medyczny i salę ćwiczeń. Wybił także cztery dziury w różnych miejscach muru, by łatwiej się szturmowało ewentualny punkt oporu. Baza wyglądała żałośnie. Porozrzucane ciała, ogień, wybuchy, krzyki i walące się budynki mieszały się ze sobą. A de Sigmund dopiero po wyczerpaniu rakiet ostatni raz zszedł lotem nurkowym, położył czterech kolejnych bojowników z działka i zawrócił. W drodze powrotnej minął w locie załadowany na maxa Iła Diaza. Jeszcze mają sporo czasu. Lotnictwo zgotowało im takie piekło, że zapamiętają to do końca życia.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 15-05-2013 11:37
4:50
Wróciłem na kolejny nalot. Branie drugi raz tych cięzkich bomb półtonowych było bez sensu, bo został tylko mniejsze cele. Zabrałem sześć bomb, ale każda po 250 kg. Miałem trochę nadwyżki udźwigu, to pod skrzydłami zabrałem 6 dużych pocisków rakietowych. Filip dał znać, że baza jest blisko. Ryszard prszesłał informację, że jest spokój, łączność w normie. Tym razem poprowadziłem starego Iła od drugiej strony. Około kilometr przed bazą zobaczyłem jak grupa kilkunastu bojowników zaczyna się okopywać i umacniać wały przy drodze.
-Filip wypatruj przez celownik. Wiem na co pójdą bomby
I wszyscy wiedzieli o co chodzi. Z wysokości 800 metrów zrzuciłem je. Przez szybę było widać jak wybuchają niszcząc zbudowane przeszkody i zabijając kilku z nich. Poleciałem dalej. Z bazy wiele nie zostało. Odpaliłem trzy pociski na ostatnie stojące budynki. Skręciłem w prawo. Zanim wrócę do bazy jeszcze zuzyję te ostatnie trzy rakiety na kogoś. Polowałem na cokolwiek. Za chwilę zauwazyłem kolumnę samochodów w tym dwie ciężarówki jadące z Truso kierunku boju o plaże. Pewnie jakieś posiłki. Bach, bach ! Dwa pociski poleciały i jeden trafił w samochód terenowy w środku kolumny, a drugi w jadący drugi samochód ciężarowy. Nagły wybuch i chaos jaki się zrobił był bardzo duży. karawana stanęła, zapaliły się inne auta. Niektóre z aut próbowały zjechać, piraci uciekali we wszystkie strony. Inna ciężarówka z grupą piechociarzy schowała się do małego lasku. Nie widziałem ich, ale wystrzeliłem tam ostatnią rakietę. odlatując zobaczyłem między drzewami płonący wrak. Dolatywałem do wybrzeża, gdy mijałem się z MIGiem-21 de Sigmunda. Pomachałem triumfalnie skrzydłami i wróciłem na lotnisko.
Edytowane przez Cristian Diaz dnia 15-05-2013 11:41
g.4.50 droga wiodąca do Gordwig
Siły lądowe Cheewazza dotarły w miejsce gdzie wiodła jedyna droga ucieczki z Eglen-1. Ciemne chmury dymu znad bazy mówiły same za siebie. Lotnictwo jak zwykle nieco poniosło i oprócz celów strategicznych puścili z dymem, zapewne tak dla pewności, całą okolicę. Mimo to major Khadil trzymał się wstępnego planu.
-Poruczniku Wallenrode. Tutaj zaczyna się Twoja misja. Weź te dwa 4 ratele z załogą i 50 swoich ludzi i patroluj te okolice. Wyłap jak najwięcej uciekinierów z bazy, o ile ktoś tam w ogóle przeżył... I chroń nasze plecy. W razie kłopotów- wyślij kogoś do mnie, ale wierze że sobie poradzisz. Jakiś pytania? Nie? To wykonać!
Następnie Cheewazz zwrócił się do majora Andriejewa- nowego dowódzcy komandosów.
-Donie Andriejewie. Zapewne wróg już zauważył nasz desant, ale nie ułatwiajmy mu zadania z rozpoznaniem naszych sił. chciałbym by dona oddziały zdobyły dla mnie dwa posterunki wroga, które znajdują się na drodze do Gordwig. Jest to Eglen-4 i Eglen-5. W obu posterunkach nie powinno być więcej jak ok.5 do 10 bojowników. Tak więc grupki po 10 komandosów, będą wystarczające, choć oddaje to pod rozwagę dona. Chciałbym też aby 15 komandosów szło od teraz w straży przedniej kolumny naszych wojsk i drugie tyle w straży tylniej. Dwie grupy po 10 komandosów na skrzydła. Da się to wykonać?
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla