Minęły dwa dni od kiedy złożyłem przysięgę prezydencką. Czuję się zobowiązany napisać kilka słów do ogółu Eskwilińczyków. Dla wyjaśnienia kilku kwestii i dobrego początku urzędowania. Nie wiem, czy ktokolwiek zada sobie trud przeczytania tej pisaniny, ale przynajmniej będę miał spokojne sumienie
Jaka była frekwencja w wyborach - wszyscy wiedzą. Nijak nie oddaje ona naszej aktywności, bo na nią nie można narzekać. Nie pokazuje też ilości obywateli, bo ta jest wręcz wyśmienita, prawdziwy boom imigracyjny. Pokazują się raczej wady ordynacji wyborczej (w najbliższym czasie zaproponuję Radzie Narodowej przyjęcie systemu głosowanie via forum) i specyfikę eskwilińskiego społeczeństwa. Czy też właściwie narodu.
Z różnych powodów zwolennicy Lupinusa nie wzięli udziału w głosowaniu, skutkiem czego będą musieli przez najbliższe 6 miesięcy znosić awersistowskiego El Presidente. Naturalnie zdaję sobie sprawę, że zwolenników zachowawczego kursu proponowanego przez Marcina jest przypuszczalnie więcej. Niestety dla nich, władza w mikronacjach przypada aktywniejszym, w tym przypadku awersowi.
Przez najbliższe pół roku będę awersistowskim prezydentem nad rewersistowskim państwem. Zapewniam, że jakoś to przeżyjemy. Rozumiem wynikającego z tego stanu rzeczy problemy. Nie zamierzam udawać, że jako El Presidente będę się starać pogodzić wszystkich razem i z każdego z osobna. Nie będę też udawał, że zmienię poglądy albo dostosuję się do woli większości. W większości przypadków wszystko będzie po staremu.
Ale rola El Presidente nakłada na mnie pewne wymogi. Siłą rzeczy będę musiał powściągnąć się: tak w piśmie, jak i w czynie (wiadomo o czym tu mowa). Nowa Konstytucja czyni mnie osobiście odpowiedzialnym za los Rzeczypospolitej. Nigdy zatem nie zrobię niczego, co mogłoby państwu eskwilińskiemu zaszkodzić. Zażarty konflikt awers-rewers będę starał się pielęgnować i będę brał w nim udział. Zrobię wszystko, by przestrzegano w nim zasad fair-play i aby przykładano do niego należyta wagę (polityka jest wszak osią eskwilińskiego życia). Ale nie dopuszczę do awersistowsko-rewersistowskiej wojny. Awers będzie dążył do zmian, ręczę. To może się nie podobać, ale proszę sobie z tym radzić. Rewers będzie się sprzeciwiał. I basta. Przykro mi, ale chyba będziecie musieli zaufać, że wiem, którędy przebiega granica pomiędzy konfliktem i wojną. Ostatnimi czasy raz po raz ją przekraczaliśmy. Biorę na siebie część winy, ale zdecydowanie nie całą. To chyba uczciwe postawienie sprawy?
Jedną rzecz wszakże mogę obiecać. Dam Eskwilinii to, czego dotąd nie miała: prezydenta aktywnego każdego dnia, od początku do końca kadencji. Prezydenta dającego impuls do aktywności (vide: zgrabne hasło dona Hugo - kontrowersja, bodziec, aktywność). Przypuszczam, że donowie z EPD mogą mi zarzucić wiele rzeczy, ale nie brak aktywności, prawda? Możecie być pewni, że wykorzystam każdy dostępny mi sposób, by Eskwilinia trwała i była mikronacją najwyższej klasy. Każdy sposób. Promitto.
Złożyło się tak, że awers zyskał znaczący wpływ na sprawy państwowe. Awers ten wpływ będzie wykorzystywał. Liczę, że rewers stanie na wysokości zadania i stawi nam zajadły opór. Stalibyśmy się diablo niepotrzebni - my, progresiści - gdyby przypadkiem udało się stworzyć z RE sprawnie zarządzane, skuteczne, efektywne i efektowne państwo.
Havelock Jaskoviakus Anonimus -
PRN i PRR Brodę nosi się w sercu. (anonim)
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.