Willa została otoczona przez policje. Cywile zrobili to tak sprawnie i szybko, iż nawet Cheewazz nie mógł się do niczego przyczepić więc zły, że nie może nikogo zgnoić pociągnął solidny łyk ze swojej piersiówki. Dobra teraz powiedz im, że mogą się poddać, albo niech idą do diabła*rzucił do komendata policji który zasalutował tylko jak ostatni głupek i poszedł wykonać polecenie* Kapitanie- kiedy zaczynamy?*jeden z saperów zagadał otwarcie do Cheewazza*
-Naczelny Wodzu! Nie drażnij mnie Podkówka. Zaczniemy kiedy ja tak zdecyduje. *wg planu mieli dać terrorystą godzinę na odpowiedź. Po 45 minutach cierpiwość Cheewazza skończyła się jednak* Zaczynamy akcję *zakomenderował Cheewazz przez krótkofalówkę* Nie spieprz tego Podkówka, bo zostaniesz dożywotnio królem sedesów*dodał jeszcze i zaczął obserwować przez lornetkę poczynania swoich ludzi. Kluczem było by terroryści nie odkryli działań jego ludzi. Dlatego Cheewazz wyznaczył 2 snajperów do obserwacji terenu. Jeśli terroryści wyszli by na zewnątrz albo zaczęli się rozglądać- mieli ich ostrzelać by odwrócić ich uwagę i, jeśli się uda, ,,zdjąć" kilku terrorystów.
Czteroosobowa grupa pod dowództwem Podkówki szybko podbiegła do muru i zaczęła sprawnie, ale z należytą ostrożnością montować ładunek wybuchowy. Cheewazz patrzył to na swych ludzi to na zegarek. 20s, 30 s, minuta. Czemu do diaska tak długo? *pytał sam siebie Cheewazz pociągając kolejne łyki ze swej manierki* Po 3 minutach żołnierze zaczęli w pośpiechu się wycofywać. Cheewazz połączył się przez krótkofalówkę ze snajperami* Jak tam sytuacja?
-Czysto. *uzyskał odpowiedź*
*Cheewazz policzył po cichu do 10 po czym połączył się z donem Duarte*
-Zaczynamy akcję. Niech Twoi ludzie będą w gotowości. Za 20 s rozpoczynamy akcję
*po czym połączył się z rozlokowanymi wokół posesji żołnierzami z ręcznymi wyrzutniami rakiet*Rozpoczynamy akcje! Gotuj broń... Ognia!
Na rozkaz 6 żołnierzy wystrzeliło piciski dymne które z hukiem uderzyły w wyznaczone cele w wilii. Odpowiedział tylko głośny skowyt psów. Dokładnie 3 s później saperzy odpalili ładunek zamontowany w murze.
Atak! *wykrzyknął tylko Cheewazz do Duarte przez krótkofalówkę*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 10:17
godz. 14.01
-Przyjąłem, słyszę bardzo dobrze-skomentował na krzyki kapitana pułkownik i gwizdnął w kierunku adiutanta.
-Tak jak ustaliliśmy.
Przez wyłom w murze wbiegło na ogrody i w kierunku dziedzińca kilkunastu żołnierzy. Od strony zabudowań zaczęły padać pociski karabinowe buntowników. Wywiązała się obustronna strzelanina.
Po dwóch minutach, Duarte wysłał kolejną grupę, 8 żołnierzy. Krótko potem odezwała się mikrofalówka.
-Tu sierżant Perez, zgłaszam się.
-Pułkownik Duarte przy słuchawce, jak to wygląda?
-Tak sobie. Spodziewali się nas, po za tym jest ich więcej niż kilku. Pewnie kilkunastu do dwudziestu.
-Gdzie jesteście, jak postępy?
-My musieliśmy odbić w lewo ze względu na intensywny ostrzał i właśnie (trzaski, strzały w tle wypowiedzi) wkroczyliśmy przez przypadek z innej strony, z bocznej werandy.
-A reszta? Te posiłki co wysłałeś, tkwią gdzieś między budynkiem gospodarczym, a dziedzińcem. Są pod ostrzałem.
-Jakieś straty?
-Kapral Ziółkowski dostał lekko w nogę. Nic mu nie będzie. Ale póki co może tylko zabezpieczać tyły.
-Dobra. Kontynujcie natarcie wgłąb willi. Przeszukiwać pomieszczenia po kolei, ale z głową! Oczyścić całe piętro z terrorystów, potem dokładnie przeszukać.
-Tak jest!
Rozmowa się zakończyła. Spojrzał przez lornetkę. Faktycznie, z wielu okiennic wychodzących na frontowe wejście pluły serie z AK-47 w kierunku schowanych za składzikiem żołnierzy. Szybka decyzja.
-Gdzie są do cholery snajperzy?
I jakby wywołani- z korony drzew za jego plecami padł p strzał z karabinu Dragunov. Szybko przysunął lornetkę do oczu. Ciemna postać która strzelała zza małego balkonu przechyliła się i bezładnie spadła na ziemię z pierwszego piętra.
Mimo tego, potrzeba nowych sił. Okazało się, że jest o wiele więcej.
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 12-03-2012 10:22
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 10:45
godz. 14.12
Sami tego chcieli.
-Plutonowy Hrymowski!
Natychmiast zasalutował poprawnie niski, krępy żołnierz.
-Zabieraj trzech ludzi i rozstaw się ze swoim ckm-em tam, za zwaliskiem tych kamieni i desek, obok składziku.
-Tak jest
-Będziecie ostrzeliwywać widoczne punkty obrony rebeliantów. Wykonać!
-Sierżancie Namysłowski!
-Tak jest!
-Weźmiecie RPG-7 i będziecie w odwodzie, za plutonowym Hrymowskim, gdyby był jakiś problem.
-Tak jest!
-Tylko pamiętajcie! Musimy odbić prezydenta całego i zdrowego! Tylko na wyraźny rozkaz strzelajcie z granatnika!
-Tak jest!
-Pamiętajcie o tym, bo wam urwę jajca!
-Tak jest!
Zadzwonił do sierżanta Pereza.
-I jak?
-Są postępy. Opanowaliśmy całą werandę i parter tej części lewego skrzydła willi.
-Są straty od ostatniej komunikacji?
-Nie, za to zdjęliśmy 5 bandytów.
-Jak z amunicją?
-W porządku. Tylko odeślę jednak rannego kaprala, bo rana mu się zaczęła paprzeć
-Dobra. Kontynujcie natarcie. Opanujcie najpierw pierwsze i drugie piętro tej części budynku. Chce mieć całe lewe skrzydło czyste
-Rozkaz!
Wybrał numer krótkofalówki oddziału wsparcia.
-Jak wam idzie podporuczniku Biłonin?
-Było słabo, ale wysłałeś tu chłopaków z PKM. Rozłożyli się i trochę ich dali łupnia po oknach. Przebiliśmy się do przejścia dla pracowników i póki co zajmujemy pralnię.
-Tak trzymać kontynujcie.
Dzwonię do kapitana Khadila:
-jest ich o wiele więcej niż sądziliśmy, ale wszystko idzie zgodnie z planem. Wdarliśmy się z lewej strony, próbujemy też z drugiej strony. Wygląda na to, że są nieźle uzbrojeni. Mamy jednego rannego. Zabiliśmy co najmniej 5-6 ich bojowników.
Po tym meldunku krótkie spojrzenie na mapę. Teraz trzeba zaatakować trzecią grupą!
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 11:05
godz. 14.27
Trzecia grupa uderzeniowa miała stanowić człon wszystkich sił. Pułkownik zorganizował około trzydziestu żołnierzy. Razem z nimi, zebrany za samochodem pancernym Ratel-20 wydał rozkaz ataku. Ze zgliszcz w murze obserwował co się dzieje. Grupa żołnierzy rozciągnęła się w tyralierę, chowając się za udogodnieniami terenu (murki, ściany), 9 szło bezpośrednio za samochodem pancerny, który powoli toczył się przez wjazd w kierunku frontowych drzwi wejściowych. Początkowo obrońcy nie straszyli za bardzo, oddając kilka strzałów. Dopiero gdy żołnierze z Ratelem-20 zbliżyli się nieco do wejścia, pułkownik zauważył przez lornetkę, jak z trzech stron gruchnęły serie broni maszynowej.
Grupa szturmowa celnie odpowiadała ogniem. Także wieżyczka pojazdu przekręciła się w boku i padł pierwszy strzał z działka, kompletnie niszcząc stanowisko obronne na drugim piętrze. Na ziemię spadły kawałki framugi i elewacji. Działko szybko przeniosło ogień na kilka stanowisk umiejscowionych tuż koło głównych drzwi.
Są bardzo blisko!
Wtedy zaskoczyli ich buntownicy. Prawie jednocześnie rzucili w stronę nacierających kilka granatów. Na Ratela poleciała butelka z benzyną.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 11:18
godz. 14.30
Kierowca przytomnie włączył natychmiast tylny bieg. Butelka zapaliła na szczęście tylko trawę tuż przed Ratelem. Zaraz po sobie nastąpiły cztery eksplozje granatów. Żołnierze wycofują się na pozycje, gdzie mogą się ukryć, za murkiem , który jest mniej więcej w połowie drogi między murem otaczającym posiadłość, a samą willą.
Pułkownik warczy do słuchawki.
-Jak straty, jak straty!?
-Jeden chłopak nie żyje, mamy pięciu rannych.
-Rozumiem, a co z amunicją?
-Póki co jest, ale trzeba ich najpierw trochę zmęczyć. Tak nie damy rady od frontu, przez ten zamknięty dziedziniec jesteśmy wystawieni na ostrzał z trzech stron.
-Niech ratel troszkę podjedzie, ale nie za blisko, żeby go butelką nie poczęstowali i ma walić z działka i km w punkty.
-Tak jest!
-Przesunę wam ckm i drużynę z RPG
-Przyda się.
Zgłasza się mikrofalówka ponownie
-Tu sierżant Perez. Co tam się dzieje? Jest pełno dymu i ostra strzelanina na dziedzińcu?
-Atakujemy ich z tej strony, co u was?
-Opanowaliśmy cały parter i pierwsze piętro lewego skrzydła, ale ciężko jest dalej iść. Nie wycofali się w głąb, tylko poszli na drugie piętro i zrzucają nam z góry granaty.
-Dacie radę. Jakieś starty?
-Nie, za to ściągnęliśmy ich dwóch ludzi.
-Rozumiem. Atakujcie dalej. Przeszukajcie każdy kawałek budynku, który opanujecie.
-Tak jest.
Przez szkła lornetki widział jak ckm rozkłada się przy murku i zaczyna z Ratelem dziurawić ich wysunięte placówki. Na chwilę zobaczył, jak działko robi w budynku dziury średnicy pół metra. Małe, ale skuteczne.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 11:31
godz. 14.42
W słuchawce grupa atakująca prawe skrzydło.
-Jak idzie.
-Dobrze. Wycofali wszystkich na główne wejście i na lewą część budynku. Póki co ściągnęliśmy jednego terrorystę, bez strat własnych i zajęliśmy dużą część pomieszczeń służbowych. Niebawem będziemy mogli wejść na główny korytarz. Tam na pewno będą.
-Jakieś ślady dona De Sigmunda?
-Nie, nie odszukaliśmy Prezydenta.
-Szukajcie dalej.
Przed głównym wejściem dopalała się trawa. Było trochę dymu.
Strzelanina na dziedzińcu weszła w decydującą fazę. sierżant Namysłowski właśnie odpalił RPG-7 i ze stanowiska km buntowników w oknie na poddaszu nad wejściem została tylko dziura. Głośny wybuch i dachówki oraz dwa ciała bojowników ciśnięte przez podmuch na ziemię jak kukiełki spadały przed drzwi z wielkim łoskotem.
Ostrzał zelżał. Jeden z buntowników chciał oprzeć karabin na balkonie i z góry ostrzelać żołnierzy za murkiem. Ratel-20 obrócił wieżyczkę i strzelił z działka prosto w napastnika. Pocisk kal. 20mm cisnął nim o ścianę i praktycznie przepołowił na pół. To co było kiedyś żywym człowiekiem w strasznym stanie leżało na podłodze balkonu.
Widać było, że nie wytrzymują takiego natężenia.
- Poruczniku Reichman!
- Tak jest!
- Zbierz tych za murku i rozpoczynacie szturm. Musimy się wedrzeć do środka.
-Tak jest!
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 12-03-2012 11:32
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 11:43
godz. 14.53
Otrzymał wieści z innych frontów.
Lewe skrzydło nie bez problemów, ale zajęte. Rzucane granaty z góry raniły jednego żołnierza, ale po krótkiej strzelaninie zabili trzech bojowników, którzy zabarykadowali się na górze.
grupa atakująca prawą stronę robiła postępy, aż do momentu dojścia do głównego korytarza, który wychodził na hall wejściowy głównych drzwi wejściowych. Właśnie na tym odcinku obrońców było najwięcej i zażarcie ostrzeliwywali dziedziniec. Zastopowali także marsz tej grupki. Jeden z żołnierzy otrzymał postrzał w udo, a sami zabili po drodze dwóch terrorystów. Nie znaleźli prezydenta.
Przekazał te informacje Głównodowodzącemu.
Po dwóch minutach porucznik Reichman pobiegł do grupy uderzeniowej czekającej przy murku.
Ruszył do przodu Ratel-20. Ci z murków z porucznikiem poderwali się do przodu. Sierżant Namysłowski strzelił z RPG-7 prosto w drzwi wejściowe. Ciężkie, drewniane wrota, zaryglowane wcześniej dokładnie, rozpadły się na kawałki. któryś z żołnierzy nacierających upadł, zapewne trafiony. Ostrzał obrony był już niewielki. Wreszcie, oddział wdarł się na główny korytarz.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 12-03-2012 12:08
godz. 15.04
Było jasne, że zdobycie willi to kwestia najbliższych minut. Pułkownik Duarte pod eskortą czterech żołnierzy dotarł do budynku i konsultował się z porucznikiem Reichmanem.
-Póki co, nie mamy śladu prezydenta, ale gdzieś tu musi być.
-Proszę szukać dokładniej
Po korytarzu przeszło echo krótkiej serii z AK-47
Żołnierze ochraniający natychmiast zaczęli być bardziej czujni.
-W głębi posiadłości nadal jest paru bojowników, łatwiej jest się im bronić w wąskich korytarzach i ciasnych pomieszczeniach
-Przecież wiem. Trzeba być jednak bardziej ostrożnym.
-Widział pułkownik te ciała przy wejściu? Natłukliśmy ich od cholery!
-Tak, ale skup się na zadaniu.
Na odgłos dłuższej wymiany ognia Duarte wyjął pistolet z kabury i poszedł zobaczyć gdzie jest problem. Strzały padały z dołu.
Doszedł do ściany, z której nie można się wychylić. Szarpnął za ramię kaprala, który siedział obok niego i czekał aż ostrzał zelży.
-Coś zaciekle wala do nas pułkowniku.
A co jest dalej, za tamtym korytarzem.
-Chyba zejście na dół do piwnicy.
- Niech to! To tam! Na bank własnie tam przetrzymują Prezydenta! Ty tu jesteś najwyższym stopniem?
-Póki co tak, panie pułkowniku, nas jest czterech, ich chyba też, ale są schowani...
-Każ jednemu lecieć po posiłki. Niech powie, że tu się ukrywa prezydent. I te posiłki maja być bez broni ciężkiej! Żadnych granatów itp.!
-Tak jest!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 12-03-2012 12:28
Z drzemki wyrwał mnie donośna eksplozja.
"Przyszli po mnie, przyszli". Z niepokojem kręciłem się po pokoju chodząc w kółko. Po jakimś czasie słyszałem różne strzały. Najpierw pojedyńcze, po jakiś dwudziestu pięciu minutach rozległa się regularna wymiana cały serii. Przyłożyłem ucho do ściany. Słychać było słabe krzyki i przytłumione "tyk, tyk" jakieś armatki. Potem chwila ciszy. jakaś seria z cięższego karabinu. Znowu chwila ciszy. I nagle ŁUP.
Dach jakby się zatrząsł, ściany dostały lekkich drgań.
Ostrzeliwują wille z moździerzy? Kto ich tam wie? Sięgnąłem po wodę. Nie dostałem jedzenia od wczorajszego wieczora, przynieśli mi tylko wodę. Bydlaki. Wsłuchiwałem się w słabe odgłosy strzałów. Położyłem się na pryczy i odpoczywałem na boku, popijając mineralną.
Wten usłyszałem głośny jazgot karabinowy. Całkiem, całkiem blisko.
I znów ŁUP. Tym razem znacznie bliżej. Chyba jakoś w drzwi wejściowe, jak pamiętałem. Są blisko. I nie myliłem się tym razem. Parę minut później usłyszałem głośne strzały. Muszą być korytarz, maksymalnie dwa korytarze ode mnie. Może są na drugim piętrze? Z nadzieją usiadłem na podłodze i byłem gotów, by w razie czego podnieść ręce do góry. Głupio być zabitym przez przypadek, nie? Było kilka minut po piętnastej.Zapamiętałem tą godzinę. Czekałem co będzie dalej, wzdychając ciężko.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 12-03-2012 12:59
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 13-03-2012 12:23
godz. 15.14
Przybiegł z kolejnymi dwoma żołnierzami.
-Wychylcie się i spróbujcie prowadząc ciągły ogień wyeliminować strażników.
-Ale panie pułkowniku, jak tylko się wychylimy, to nas sprzątną, nie ma się nawet gdzie schować!
-Cholera, no jakoś trzeba się tam dostać
-Może granatem...
-Nie! Nie ma mowy o granatach! Musimy odbić Prezydenta
Siedzieliśmy i zastanawiałem się co zrobić, gdy z gór zaczęły padać pociski
-Ki czort?
-Pewnie zaraz będzie ich więcej. Tu jest styk wejścia na górę i przejścia południowym korytarzem w kierunku tylnego wyjścia. A zapewne tamci to grupa bandytów z prawego skrzydła, która się tu wycofuje.
-Będą więc uciekać!
-Tak panie pułkowniku. Pewnie wezmą Prezydenta.
-To obserwujemy i czekamy. Trzymać gotowość.
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 13-03-2012 12:24
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 13-03-2012 13:08
Drzwi z trzaskiem zostały otwarte na oścież. Spojrzałem z nadzieją w tamtą stronę. Do pokoju wpadł terrorysta z Ak-47.
-Wstawaj, idziemy
-Gdzie mnie prowadzicie?
-Nie zadawaj pytań, bo dostaniesz kulkę w łeb. Ręce do góry i wychodzimy.
Nie chciałem sprawdzać, czy to tylko przechwałki, więc spełniłem prośbę. Wyszliśmy do małego holu, który prowadził na korytarz. Po chwili zza korytarza przybiegł drugi terrorysta, tak samo ubrany- jak reszta- w bluzę khaki i byle jakie buty.
-Przy skręcie na końcu korytarza są już żołnierze, ale chyba niewielu. przed chwilą zastrzelili Maćka.
-Co robimy?
-Czekamy, słyszałem z góry, że przebija się do nas Norbert. Będziemy razem chyba zwiewać tylnym wyjściem. Tylko-wskazał na mnie palcem- trzeba go trzymać przy życiu. To nasza karta przetargowa.
Żołnierz wychylił się zza ściany i zaczął przymierzać się do strzału. ktoś był jednak szybszy. Rozległa się krótka seria. Pierwszy pocisk trafił w ścianę tuż obok niego, drugi zostawił krwawy ślad w klatce piersiowej, trzeci jak zauważyłem trafił gdzieś w biodro albo brzuch. Czwarty nie mógł być celny, bo porywacz już opadał na ziemię, trzymawszy kurczowo karabin w rękach. ten, który po mnie przyszedł do piwnicy zawahał się i odruchowo nachylił nad kolegą. Tylko na to czekałem.
Z impetem kopnąłem go w nerki. Tamten zachwiał się, ale próbował ustać. uderzyłem prawym prostym i popchnąłem go na ścianę. Ryknął z bólu, ale przeszedł do natarcia. Byliśmy w zwarciu i nie mógł do mnie wymierzyć z AK, ale chciał uderzyć kolbą. Zrobiłem unik, a gdy wykonał krok w tył i zbierał się, by we mnie wycelować, rzuciłem się na niego. Odrzucił gdzieś na bok karabin z siły mojego ataku. Tarzaliśmy się chwilę po podłodze. zasunął mi lewym sierpowym. Przydusiłem go prawą ręką za szyję. Przez jakiś czas z różnym szczęściem biliśmy się i staraliśmy mieć przewagę nad drugim przeciwnikiem. W pewnym momencie złapał mnie w tak niefortunny dla siebie sposób, że łatwo udało mi się go odrzucić na jakieś dwa metry. Podniosłem AK i szybko wymierzyłem. Nie chciałem strzelać. On jednak równie szybko wyjął bagnet z pasa, który miał przy boku. Nacisnąłem spust. Byłem o chwilę szybszy. Nie mogłem spudłować. Rozległa się seria. Wszystkie pociski trafiły. Zrobiłem z tego bandyty sito. Upadł tuż przed moimi stopami bez życia. Stałem chwilę zaskoczony finałem akcji, która się wydarzyła. Wysunąłem się na korytarz podnosząc ręce ku górze (w jednej trzymałem AK).
-Nie strzelajcie, jest prezydent Adam de Sigmund!
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 14-03-2012 12:34
godz. 15.18
Wychylił się zza krawędzi trzymając w obu dłoniach Berettę kl. 7.62. przymierzył do zbliżającej się postaci. W chwilę jednak zrozumiał.
-Panie Prezydencie!
Podbiegł do niego, warcząc do ukrytych żołnierzy- nie strzelać, nie strzelać, to El Presidente! Nie mógł opanować wzruszenia. Rzucił się mu w ramiona.
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 14-03-2012 12:42
Ze zdumieniem patrzyłem na to co się dzieje. Wielki, czarnoskóry oficer niemal zgniótł mnie w serdecznym uścisku. Powiem szczerze, że prawie upadłem. Byłem zmęczony i ciężko mi było ustać na nogach. przed chwilą byłem o krok od śmierci i moje serce waliło z ogromną siłą i szybkością, a w dodatku miażdży mnie facet, który waży na oko 120 kilogramów przy dwóch metrach wzrostu...
Gdy dał mi odetchnąć, ścisnąłem mu dłoń.
-Dziękuję ci Giovanni za to wszystko. Uratowałeś mnie od tych oprawców.Będę twoim dłużnikiem. Dziękuję bardzo... Wiedziałem, że mnie odbijecie.
Usłyszałem charakterystyczne "klik" aparatu fotograficznego. odwróciłem się na bok. Okazało się, że jeden z żołnierzy robił podczas całej akcji zdjęcia.
-Żołnierzu, ile robiłeś zdjęć?
-To było 58 panie prezydencie, ale dwóch moich kolegów z innych oddziałów jeszcze mieli robić, żeby mieć jakieś pamiątki
-Świetnie, jak się nazywacie?
-Szeregowy Podomski Panie Prezydencie?
-Dobra robota, ale masz świadomość, że jest to bezcenny materiał, który trafi do muzeum?
-Ale...
-Oczywiście otrzymasz za to nagrodę. Państwo o tobie nie zapomni.
Nasza pogawędkę przerwał pułkownik.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 14-03-2012 13:44
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 14-03-2012 12:47
godz. 15.21
Wszystko toczyło się bardzo szybko. Widać, że prezydent zaczął czuć się jak ryba w wodzie. Mimo potarganych ubrań, AK w dłoni, rozbitych brwi - potrafił w minutę doprowadzić się do zadziwiająco dobrego stanu jak na te warunki, uśmiechnąć się filmowo i dobrać odpowiednią pozę do zdjęcia.
tak cz siak, trzeba było przerwać tę sielankę.
-Panie Prezydencie, w budynku nadal toczą się walki. Jesteśmy odcięci od głównych sił. Musimy ruszać. Widzę, że umie pan się posługiwać AK- oficer wskazał trupa, który leżał na końcu korytarza, skąd nagle wyłonił się de Sigmund.
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 14-03-2012 12:51
-Tak, przeszedłem szkolenie wojskowe na własne życzenie parę lat temu, jak skończyłem szkołę średnią.... Nieważne. Lepiej opuśćmy to miejsce.
I ruszyliśmy. Na przodzie jeden żołnierz, potem ja z karabinem, za mną pułkownik z pistoletem w reku i ostatni - szeregowy Podomski z przewieszonym aparatem na szyi AK gotowym do strzału.
Szliśmy wzdłuż korytarza. Z góry zaczęły dochodzić odgłosy krzyków.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 14-03-2012 12:58
godz. 15.30
-Idą tu- mruknął pułkownik i zarządził nagły skręt w boczną uliczkę, do korytarza prowadzącego do gabinetów nad wejściem frontowym. z drugiego piętra wytoczyło się kilka postaci.
-To lojaliści!
-A wy to bandyci!
I rozległ się terkot karabinowy.
Przymierzył pojedyńczy strzał z Beretty trafił pierwszego napastnika prosto w głowę. Świetnie wyważona broń, celna. Pewna ręka. kilkadziesiąt metrów. Zero szans.
na schody wbiegło trzech następnych.
W tym czasie Podomski szedł dalej patrzą, czy możemy bezpiecznie przechodzić na dół z drugiej strony, a drugi z żołnierzy w tym czasie przeładowywał broń i szamotał się z zamkiem.
gen. Giovanni Ngobo Duarte
Edytowane przez Giovanni Duarte dnia 14-03-2012 13:53
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 14-03-2012 13:41
Bez zastanowienia zapomniałem o swoich bolączkach. Wycelowałem na postacie schodzące ze schodów i ponownie nacisnąłem spust. Kałasznikow głośno wypluł długą serię pocisków, które obramowały tamto miejsce. To była długa seria. Co najmniej kilkanaście pocisków. Pułkownik także strzelał. Po chwili zobaczyliśmy jak to się skończyło. Poręcz była całkowicie zniszczona. Na ziemi leżało martwych dwóch bojowników. jeden jeszcze coś charczał, ale jego koniec był bliski. W Ścianie było masę śladów po kulach. AK przy takiej serii miał tendencję do rozrzutu.
-Wychodzimy stąd- zadecydowałem i po upewnieniu się szeregowego Podomskiego, że nic nam nie grozi, zeszliśmy na dół. Tam mijaliśmy licznych żołnierzy, ale nie zatrzymywaliśmy się. Nadal dzierżąc poczciwego AK w ręce, teraz szedłem tuz obok uśmiechniętego pułkownika. Zbliżyliśmy się do murów posiadłości i dziury, z której rozpoczęto szturm. Byłem oswobodzony!
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 14-03-2012 13:56
godz. 15.34
"Orzeł wrócił do gniazda"- powiedział przez krótkofalówkę pułkownik Duarte, gdy tylko de Sigmund przeszedł przez dziurę w murze i zupełnie bezpieczny, został otoczony opieką lekarską. Ten zwrot miał oznaczać uratowanie Prezydenta, lecz walki całkiem nie ustały. Na kolejne hasło przekazane kapitanowi Khadilowi trzeba było poczekać.
Postów: 182 Miejscowość: Luanda Data rejestracji: 21.09.11
Dodane dnia 14-03-2012 14:04
godz. 15.45
Ostatnie walki wygasły. Garaż, który był na tyłach posiadłości był ostatnim bastionem dla samotnego bojownika, który nie chciał się poddać i podejmował przez kilka minut bezsensowna walkę z nacierającym oddziałem żołnierzy.
krótko potem padły prawdopodobne liczby strat, które potem potwierdzono dwie godziny później.
Armia Rządowa straciła dwóch żołnierzy, zaś ośmiu zostało rannych, w tym dwóch ciężko.
Naliczono osiemnaście ciał bojowników. Wzięto także do niewoli siedmiu terrorystów, w tym trzech rannych. Jednym z rannych jak się okazało był ich przywódca - Roberto Arrunde.
akcja "Ananas" została zakończona. Giovanni Duarte w świetle lamp sygnałowych karetki zgłosił przez krótkofalówkę ostatnia komendę donowi Khadilowi. Umówione; "Ananas już w puszce".
Gratulacje pułkowniku. *powiedział sztucznie wesołym głosem Cheewazz. Był wściekły na Duarte, że przeprowadził akcję niezgodnie z jego planem. Z drugiej strony liczyła się skuteczność- a tej odmówić Duarte nie mógł, choć 18 zabitych to była lekka przesad* Policja zajmie się sprzątaniem. Ty wróć ze swymi chłopcami do bazy i każ im przyszykować oficerskie posiłki- zasłużyli. Sam zaś sporządź raport osobistych zasług członków grupy uderzeniowej. Nie wątpię, że generał Wereman będzie chciał ich osobiście odznaczyć kiedy wróci z urlopu. *zakończył Cheewazz, po czy wsiadł do łazika* Do kwatery głównej *rzucił tylko do swego adiutanta. Odjechali z piskiem opon sprzed rezydencji, zostawiając teren do zabezpieczenia policji*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla