*Cheewazz siedział za biurkiem w swej kwaterze pogrążony w stercie papierów. Jego nowiutki mundur oficera zdążył już zostać poplamiony licznymi śladami kawy, którą pił w swojej jednostce nieustannie. Cheewazz upił łyk kawy z kubka i skrzywił się.* Co za lura *powiedział do siebie i upewniając się, że nikogo nie ma w pomieszczeniu- choć dobrze wiedział, że nie- dodał po kryjomu nieco ,,przyprawyr1; do swojej kawy. Dodawał jej zresztą regularnie za każdym razem. Nawet ta porcja była wielokrotnie ,,przyprawianar1;, jednak kłopot z tym specyfikiem był taki, iż szybko wietrzał, a kawa robiła się coraz podlejsza, więc regularnie trzeba było dodawać jej smaku. Właśnie skończył dolewanie, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Szybko ukrył piersiówkę za pazuchą i krzyknał* Wejść!.
*To był jego adiutant- chorąży Henryk Flacha. Cheewazz uczynił go swoim adiutantem właściwie z uwagi na zabawne nazwisko. Nadawał się do tej roli tak samo jak każdy inny* Panie porucznikur30;* Cheewazz nauczył go zwracać się do siebie wg starych nazw szarż wojskowych. Cheewazzowi lepiej to brzmiało w uszach*r30; przybył zgodnie z Dona wezwaniem sierżant Podkówka*
Niech wejdzie *odpowiedział Cheewazz. Podkówka wszedł pewnym krokiem, choć od razu Cheewazz zauważył w jego wzroku pewną dozę obawy. Cóż, od niedawna dowodził podbatalionem saperów, jednak nie wyrobił sobie wśród swoich ludzi najlepszego zdanie i wiedział o tym. Często robił sobie żarty ze swoich żołnierzy i choć nigdy nie posuwały się one zbyt daleko mogły być irytujące dla jego podwładnych. Poza tym jego humor radykalizował się wraz z upływem dnia. Nad ranem zwykł być cichy i skryty, a w miarę podróży słońca ku zachodowi wstawał się albo drażliwy i nerwowy albo wylewny i serdeczny*
*Donie Miczmanie Khadil *sierżant zasalutował*
Spocznijcie sierżancie. I na litość tytułujcie mnie per ,,poruczniku
Tak jest!
Wezwałem was sierżancie, gdyż wiem, iż znacie dobrze rozkład poligonów w Eskwilinii. Proszę, powiedźcie mi, czy mamy jakiś poligon pod Eskwilingradem na którym można by przeprowadzić manewry?
Oczywiście jest jeden poligon. Żołnierze nazywają go Pustynią, gdyż jest ogromny i rzadko kiedy widuje się tam żołnierzy, gdyż zwykle ćwiczenia są przeprowadzane w mniejszych jednostkach.
Jak daleko jest on zlokalizowany od centrum Eskwilingradu?
Dlaczego don miczman pyta? *sierżant wyraźnie chciał go wyprowadzić z równowagi, nie tylko okazując bezczelność owym pytaniem, ale także nazywając go po raz drugi miczmanem. Może założył się z kolegami o to jak szybko rozłości on swojego przełożonego. Cheewazz postanowił nie dać mu satysfakcji. Upił solidny łyk kawy i zwrócił się do Podkówki szczerząc zęby niczym wilk gotowy do ataku*
Krótko i po żołniersku Podkówka- gówno-cię-to-obchodzi. Ja zadaje pytania. Jeśli jeszcze raz odezwiesz się nie pytany będziesz sprzątał kible w jednostce przez tydzień. Daleko czy nie?
Nie.
Ile?
20 km od centrum.
*Cheewazz upił kolejny łyk kawy i zaczął po raz kolejnym przeglądać plan budowy gmachu Rady Narodowej w Eskwilingradzie, który leżał wśród wielu papierów na jego biurku, zupełnie ignorując Podkówkę. Ten ciągle stał wpatrując się w Cheewazza. Gdy minęło pełne napięcia 5 minut, Podkówka zdecydował się przemówić*
Czy don mnie jeszcze potrzebuje?
*Cheewazz uśmiechnął się w najpodlejszy sposób jaki umiał* Flacha. *adiutant zjawił się natychmiast. Przynajmniej on dobrze służył Cheewazzowi* Wręcz sierżantowi berło. Na tydzień zostanie on królem ustronnych miejsc w których nie zwykło się mówić wiele, a więcej robić*Ha! Robić! Ależ mu się udał dowcip- pomyślał Cheewazz i w nagrodę za ten zabawny żart przyznał sobie łyk kawusi*.
Wedle rozkazu, poruczniku.
Aha, a kiedy to zrobisz, przyjdź do mnie.
*Flacha zjawił się 10 minut później. Gdy wszedł, Cheewazz rozkazał mu spocząć i usiąść na krześle przed jego biurkiem. Zaproponował mu trochę kawy, a ten nie odmówił. Za to go także lubił! Z nim jednym mógł się tutaj spokojnie napić. Cheewazz nalał mu kawy z termosu i bez krępacji dolał mu nieco ,,przyprawyr1;.* Powiedźcie mi Flacha czy da się zbudować jakiś prosty model tego obiektu, umożliwiający przeprowadzanie ćwiczeń jednostki w takim budynku*podał mu papier leżący przed nim*
To gmach Rady Narodowejr30;
Tak, Flacha. Gratuluje bystrości *mówiąc to Cheewazz wskazał na podpisaną legendę planu budynku. Wielki napis głosił ,,Gmach Rady Narodowej w Eskwilingradzie*.
Cóż da się zrobić.
Ile czasu na przygotowania, będzie potrzeba?
W zależności ilu żołnierzom zleci, don porucznik, owo zadanie.
Niech to będzie nawet cała jednostka- spieszy mi się.
Myślę, iż jeśli zależy Donowi tylko na odwzorowaniu warunków, to stworzenie takiego modelu nie powinno zająć więcej niż tydzień. Odwzorowalibyśmy układ ścian wykorzystując worki z piasku. Każde piętro budynku byłoby osobną konstrukcją. Jeśli mielibyśmy odpowiedni budżet moglibyśmy także umieścić w owym modelu pewne kluczowe przedmioty, jak ławy poselskie itp.
Dobrze, Flacha. Wystarczy mi. Przekażcie ten list don zastępcy kwatermistrza Sił Rzezrwowych ppłkownika Georga von Wittelsbacha. Zobaczymy co on na to.
Tak jest.
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
//Proszę o przeniesienie posta powyżej do Cafe pod Minogą i wykasowanie posta zawierającego ową instrukcję. Przepraszam za bałagan//
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
*Dzień zaczął się paskudnie. Nie dość, że od samego rana bolała go głowa, to jeszcze jakiś spryciarz z jego oddziału poprzebijał opony w jego osobistym łaziku. Cwaniak wiedział, iż od rana miał się spotkać z podpułkownikiem Wittelsbachem. Stary grubas postanowił go wezwać na dywanik by omówić z nim realizacje ostatnich rozkazów dowództwa, tak jakby one nie były dostatecznie czytelne. A może Staremu Knurowi nie spodobało się, iż inicjatywa przeprowadzenia manewrów wyszła od Cheewazza? Ha! Pewnie czuje się zagrożony w swej pozycji. Nic dziwnego. Knur od dawna nic już nie robił oprócz siedzenia na swym wygodnym fotelu w jego gabinecie. Nie raz chwalił się Cheewazzowi, iż jest to najwygodniejszy fotel w całej armii, sprowadzony z samych Austro-Węgier. Zresztą mniejsza o niego. Gorzej, iż na owe spotkanie ledwo się wyrobił jadąc taksówką. ,,Pewnie dowcipniś miał ze mnie używanie ale już ja go wytropięr1; pomyślał Cheewazz trzaskając drzwiami taksówki która zatrzymała się pod bramą główną jego jednostki, pod którą już czekał usłużny Flacha*
I jak poszło, donie poruczniku?
Donie kapitanie, Flacha. Dostałem awans.
Ah. Proszę o wybaczenie kapitanie *żołnierz opuścił głowę na znak przyznania się do błędu*
Było jak to u Knura. Zbeształ mnie, poklepał po plecach, zaczął się śmiać charcząc jak świnia, a następnie powiedział ,,byle tak dalej, Khadil, a zajdziesz tak daleko jak jar1; *odpowiedział Cheewazz i splunął pogardliwie na ziemię. Flacha odpowiedział mu ironicznym uśmiechem, który mógł znaczyć wszystko i nic*
No ale Stary Knur, gówno nas obchodzi. Czas uprzątnąć nasz prywatny chlew. Primo- ogłoś wszem i wobec, iż jeśli do końca dnia nie znajdzie się dowcipniś który uszkodził mój wóz to od jutra wprowadzę 5 h poranną zaprawę i 2 godzinną wieczorną do odwołania. Secundo- ogłoś że od jutra, niezależnie od rozwiązania pierwszej sprawy po południu odbywać się będą 3h ćwiczenia które będą miały na celu przygotowanie jednostki do manewrów. Chce by nasz podbatalion był wzorem dla reszty wojska. Tertio- powiedz, iż dziś na godzinę 16 ma się stawić do mojego gabinetu: sierżant Dymała, sierżant Wałach, chorąży Zdąży i sierżant Podkówka.
On też? *spytał się z niedowierzaniem Flacha. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie Cheewazza, żeby zrozumiał swój błąd* Tzn, tak jest! Kapitanie!
Wykonaćr30;* odpowiedział tylko Cheewazz i odszedł w stronę swojego gabinetu. ,,Co za fatalny dzieńr1; pomyślał raz jeszczer30;*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
(Dzięki za komentarz. Nie wiedziałem, że komuś w ogóle chce się to czytać w całości Będę to jeszcze rozwijał
Skorzystam też z miejsca i podziękuje don Weremanowi, iż postanowił przyjąć mój opis podpułkownika Wittelsbacha w swojej historii. Myślę, że dzięki nadaniu postacią fikcyjnym z wojska pewnych cech charakterystycznych całe wojsko staje się wyraźniejszą instytucją )
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Też zacząłem czytać twoje opisy RPG. Popieram, żeby to wplatać- w końcu jest ciekawiej i co ważne - to kolejna forma aktywności. Popieram każdą z nich.
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
Teksty dona, don Duarte, są bardzo ciekawe Zawsze je czytam choć nigdy nie komentowałem, bo nie było takiego zwyczaju. Może powinniśmy go wprowadzić? To zawsze dobry motywator dla piszącego. Jednak prosiłbym o przeniesienie tej dyskusji gdzie indziej bo zaczyna być zbyt rozbudowana
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
*Czas dłużył się Cheewazzowi niemiłosiernie. Tak to już jeśli poranek jest kiepski to do końca dnia wszystko Cię denerwuje. A kiedy wszystko cię denerwuje czas złośliwie zwalnia rozkoszując się każdą wylaną na twój mundur kawą i każdym zalanym planem operacyjnym, każdym przekleństwem i każdą zbitą przez ciebie butelką. W szczególności gdy była to ostatnia butelka z jedynym sensownym lekiem na twoje skołatane nerwy. ,,Niech ten dzień się wreszcie skończy!r1; krzyczał w myślach Cheewazz zgrzytając zębami i pijąc smaczny jak kocie szczyny napar z rumianku który kazał przyrządzić swojemu adiutantowi. Spojrzał na zegarek- 15.40*
Flacha! Do diabła, FLACHA!
Tak jest don kapitanie!
Gdzie są ci wszyscy, których tu wezwałem. Nie chce się im ruszyć ich żałosnych, tłustych czterech liter?
Don kapitał wzywał na 16r30;*odpowiedział Flacha niepewnym głosem patrząc z dezorientacją na kapitana*
Jak wzywam na 16 mają czekać przed moimi drzwiami już godzinę wcześnie, do diabła- zapamiętaj to Flacha. *Cheewazz zrobił efektowną pauzę. Flacha był tak zdezorientowany i przerażony, iż nie był w stanie wydobyć z siebie ani słowa. Czas odmierzał tylko równomierny odgłos zgrzytających zębów kapitana Khadila*
Będziesz tu tak stał Flacha i się pocił czy przyprowadzisz tu tych błaznów? *spytał się nagle Cheewazz głosem spokojnym i zrównoważonym, który jednak dla chorążego Flachy był bardziej złowróżbny, niż słynne kapitańskie ,,do diabłar1;
Oczywiście nie, don kapitanie. Na rozkaz don kapitanie. Już sprowadzam* powiedział adiutant po czym podjął pospiesznie strategiczny odwrót w kierunku drzwi.
*,,To nie na moje nerwyr1; pomyślał Cheewazz krzywiąc się na smak przełykanego rumianku. ,,Najgorsza banda patałachów w całym wojsku. Don Wereman z pewnością przydzielił mi ich by mi dopiec. EPDowiec, psia krew się znalazł.
Zwołani sierżanci i chorążowie przybyli 5 minut później. Flacha widać się postarał, gdyż biorąc pod wagę wielkość jednostki, która liczyła sobie 400 żołnierzy, musiał on pobić rekord świata w sprincie by w ogóle wszystkich powiadomić o zmianie terminu spotkania, już nie mówiąc o czasie potrzebnym by wszyscy przybyli. Cheewazz z satysfakcją zauważył, iż oficerowie ciężko oddychają, co świadczyło o tym, iż dystans do jego gabinetu pokonali biegiem. Jednak ich wygląd był niczym w porównaniu ze stanem jego adiutanta który był cały czerwony, dyszał ciężko, a jego koszula była szeroko rozpięta*
Flacha! Do diabła, co to ma znaczyć? Tak się prezentuje podoficer Sił Zbrojnych? Zapiąć się! Baczność!
Tak jest, don kapitanie! Proszę o wybaczenie, don kapitanie! *odpowiedział adiutant zapinając się pospiesznie jednocześnie stając na baczność*
Żeby to było ostatni raz, Flacha! Odmaszerować! *Z satysfakcją obserwował jak jego adiutant opuszcza gabinet we wzorcowym marszu. Kiedy drzwi jego gabinetu zostały zamknięte spojrzał po zebranych ludziach i zaczął od słów którymi zwykle witał swoich ludzi*
Jesteście bandą patałachów i wszystkich mogę was zgnoić. Wiecie? *odpowiedział mu pomruk i nieśmiałe kiwanie głowami*
Spytałem was patałachy czy wiecie że jesteście patałachami i czy wiecie, że mogę was wszystkich zgnoić?* powtórzył Cheewazz nieco podnosząc głos*
Wiemy!*odpowiedzieli teraz chórem zebrani*
Sierżancie Podkówka powiedźcie jesteście patałachem?
Jestem, donie kapitanie!
Mogę was zgnoić?
Może don, Donie kapitanie!
Zgnoiłem was?
Tak Donie kapitanie, od dwóch dni czyszczę toalety w jednostce!
Gówno wiecie sierżancie, to i gówno sprzątacie! Mówię wam Podkówka- jeszcze was nie zgnoiłem. Ale mogę to zrobić, jeśli nie będziecie uważać. Rozumiecie?
Tak jest, don kapitanie.
To dobrze. Skoro to już wicie, to zasadniczą część naszego spotkania mamy za sobą. Teraz tylko jeszcze parę nieważnych szczegółów. Jutro rozpoczynamy manewry ,,Pochwała wolnościr1;. Nasza jednostka ma odegrać w nich kluczowe znaczenie i nie chce by banda obesrańców takich jak cała ta jednostka skompromitowała mnie w oczach generała Weremana. Tak więc wszystko musi być na tip-top. Przez nieszczęśliwe zrządzenie losu w całej tej jednostce nie ma bardziej kompetentnych obesrańców niż wy do poprowadzenie naszych grup w tych manewrach. Dlatego macie patałachy szczęście i nieszczęście. Jeśli wszystko pójdzie dobrze- to być może mnie awansują wyżej i nie będę musiał dłużej dusić się w tym gabinecie i znosić waszą niekompetencje. Nawet może uda i wam się awansować. Jednak jeśli coś ktoś spartaczy- to już ja się postaram by odpowiednio za to zapłacił. Pamiętajcie- mogę zgnoić każdego, rozumiemy się?
Tak jest! *odpowiedzieli chórem jak dobrze wytresowana zwierzęta. ,,Może jednak coś ich nauczyłem?r1; pomyślał Cheewazz*
Dobra, słuchajcie. Manewry, jak pewnie wiecie *spojrzał na nich z powątpiewaniem*, a raczej jak powinniście wiedzieć, będą odbywać się w starym pałacu sprzed czasów niepodległości Eskwilinii. Budynek jest w dobrym stanie i znajduje się niedaleko centrum Eskwilingradu więc trzeba będzie zabezpieczyć i wyłączyć z ruchu najbliższe ulice i pilnować by cywile się nam tam nie wchrzaniali. To twoje zadanie Podkówka. Wypełnij je dobrze, a może nawet ułaskawię Cie z Twojej kary. Spróbuj jednak coś spartaczyć ,a cię zgnoję! Weźmiesz 20 ludzi. Najlepiej świeżych poborowych szeregowych. Co by to nam się nie plątali pod nogami. Dasz radę z takim odpowiedzialnym zadaniem?
Tak jest!
Dobrzer30; Zdąży? Teraz twoja rola. Kopnie Cię zaszczyt i zdobędziesz miano dowódcy terrorystów. Scenariusz jest taki, iż okopujesz się w budynku pałacu. Będziesz miał ze sobą 34 ludzi. Macie się zabarykadować wewnątrz. Zrób to jak najlepiej umiesz i żadnej fuszerki mi nie odwalaj. Mimo, że i tak masz w końcu uciekać z podkulonym ogonem, to obrona ma być efektowna i pokazowa. Rozumiemy się?
Tak jest!
Dymała! Tobie przypadnie szlachetne zadanie reprezentowania naszych sił uderzeniowych. Będziesz miał ze sobą 103 żołnierzy, więc będziesz miał nie lichą przewagę. Twój cel- zdobyć pałac w jak najszybszym czasie z jak najmniejszymi stratami własnymi. W budynku znajdować się też będą strategiczne cele. 10 ,,terrorystówr1; będzie nosiło czerwone opaski na lewym ramieniu. Masz wszystkich pojmać, ale nie uśmiercić. Terroryści Ci będą niezależni od rozkazów Chorążego Zdąży i ich celem będzie ucieczka z pałacu. Wybiorę ich osobiście i odpowiednie ich zmotywuje do tego by naprawdę Ci uciekli, więc nie myśl sobie Dymała, że będzie to łatwe zadanie. Masz ich wszystkich przejąć, czy to jasne?
Tak jest!
Dobrze.. Sierżancie Wałach! Twoje zadanie to zabezpieczenie pałacu po zdobyciu go, miejmy nadzieje, przez Dymałę. Będziesz miał do tego 40 ludzi. Macie jednak pracować tak szybko jakby zaraz miała przybyć wroga armia? Rozumiemy się? Stawiacie zasieki, naprawiacie barykady terrorystów które zniszczył Dymałe, a nawet minujecie teren. Wszystko szybko i sprawnie, ale z lege artis oczywiście. Oczywiście Dymała będzie z wami współpracował, ale to na was ciąży odpowiedzialność za zabezpieczenie terenu. Jasne?
Tak jest!
Świetnie. Po pewnym czasie, który będzie zależeć tylko ode mnie i od dowództwa, terroryści wykonają kontruderzenie. Będą dysponowali niedobitkami które się wcześniej wycofały z pałacu i 100 nowych ludzi. Poprowadzi ich oczywiście Zdąży. Chce chorąży, byście za wszelką cenę zdobyli pałac. Będziecie mieli na to 3h od czasu kiedy przekażę wam rozkaz ataku. Natomiast Wałach i Dymała co jasne mają nie dopuścić do zdobycia pałacu. Po 3h oblężenie, ja osobiście wkroczę na czelne 129-osobowego oddziału odwodowego i pokaże wam jak się kończy takie akcje.
Czy wszystko jest jasne?
Tak jest!
No! To zmykajcie!
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
*Cheewazz kazał swemu adiutantowi skoczyć do najbliższego monopolowego po kilka butelek czystej. Wcześniej zwykł robić to sam, nieco krępując się angażować w to swych podwładnych, jednak skoro i tak wszyscy wiedzieli o jego chorobie to po co to ukrywać? Poza tym Flacha był mu wierny jak pies i za to go lubił. I jednocześnie gardził nim. Tak czy owak dzień zdecydowanie się poprawił po wypiciu ćwiartki, z małą domieszką kawy. Dla wojskowego kamuflażu. Impreza w jego gabinecie, w oborowym towarzystwie wielkich planów i idei Cheewazza przerwało pukanie do drzwi*
Wejść Flacha! *Cheewazz już dawno nauczył swych żołnierzy, iż nikt nie ma prawa wchodzić do jego gabinetu bez wstępnej zapowiedzi. Tylko Flacha dostał przywilej pukania bez zapowiedzi. Jakież było zdziwienie Cheewazza, gdy w drzwiach pojawił się nieznana mu bliżej postać mikrego szeregowego, o mysiej twarzy. Jego wzrok krążył po całym gabinecie, skrzętnie omijając jedynie postać Cheewazza, a usta wykrzywiły się w grymasie jakiegoś niewyobrażalnego cierpienia. Cheewazz wyczuł niesamowity odór strachu*
Wejdźcie szeregowy Szczur i zamknijcie za sobą drzwi *żołnierz szybko wykonał rozkaz, po czym zamamrotał coś niewyraźnie*
Głośniej Szczur, głośniej!
Niewiadomskir30;Robert Niewiadomskir30;tak się nazywam, kapitanie*powiedział cichutko jak myszka*
Gówno mnie obchodzi jak macie na nazwisko. Nazwałem was ,,szczurr1;, bo jesteście szczur. A teraz do rzeczy- po co przyszliście? *Cheewazz tylko dlatego nie wywalił żołnierza od razu za drzwi, gdyż zaintrygował go cel jego wizyty. Bojaźliwi żołnierze (czyli cała jego jednostka tchórzy) nie śmiała nawet pomyśleć by przyjść do jego gabinetu bez wyraźnego wezwania. Ktoś kto się na to odważył musiałby być wyjątkowo bezczelny i odważny. Ten nie był.*
Chciałbymr30;chciałbymr30;
Szybciej Szczur. Nie widzicie że jestem zajęty *Cheewazz tęsknie spojrzał w stronę tajnego barku w swym sekretarzyku*
Chciałbym donieść! *wykrztusił z siebie wreszcie szeregowy. Oczy Cheewazza rozjaśniły się, a na jego ustach wykwitł złowróżbny uśmiech*
Doooonieść? Siadajcie Szczur. Siadajcie. *myszowaty posłusznie wykonał polecenie, choć wcale nie dodało mu to wcale odwagi*
Napijecie się czegoś?
Nie dziękujer30;
W takim razie mówcie, Szczur. Słucham. Mam jednak dużo czasu- nie spieszcie się.
No bor30; Don kapitan zagroził, że nałoży karęr30; Jak się nie znajdzier30; żartowniś
Taaakr30; Tak powiedziałem. I spełnię swoją groźbę. Chyba, że w jednostce znajdzie się choć jedna lojalna jednostka, która pomoże mi pozbyć się z jednostki tych drażniących wyrazów niesubordynacji.
No właśnie. Więc ja bym chciałr30; ukrócić niesubordynacjer30; wiem kto to był.
Mówicie więc. *nakazał Cheewazz, a widząc niepewność w oczach żołnierza, dodał* Gwarantuje wam anonimowość.
To była grupa Fufały. Tzn. starszy szeregowy Fufała koleguje się z Podkówką. I ten mu się skarżył jaka to z don kapitana jestr30; przepraszam za wyrażenier30; ,,zapijaczona małpar1;.
Mówcie dalej *,,zapijaczona małpar1;- nieźle, nieźler30;*
Podkówka żalił się na wasz dryl i na nakładane kary. Fufała zaczął więc kombinować jakby się na donie kapitanie odegrać. Wymyślił to przebicie opon. Podkówka z tego co mi wiadomo odmówił uczestnictwa, ale Fufała wciągnął w to jeszcze szeregowego Dandysa i starszego szeregowego Dumasa. Razem poprzebijali owe opony. Choć Dumas stał tylko na czatach. Fufała zapowiedział, iż to jeszcze nie koniec. Zamierza wciągnąć w swoją grupę więcej osób i jak to się wyraził- ,,obrzydzić ,donowi, życier1;. *mimo wstępnej nieśmiałości kiedy Szczur już zaczął mówić to cieżko było mu skończyć. Urodzony donosiciel. Pomyślał Cheewazz*
Dziękuje Ci, Szczurze, za tą informację. Dowiodłeś swojej lojalności wobec dowódcy- chwali Ci się to. Przyjmij *Cheewazz wyciągnął z podręcznej szufladki paczkę niezłych, ale nie najlepszych papierosów* to jako wyraz podziękowania. Oczywiście kara nie zostanie wprowadzona. Fufała odpowie za swoje uczynki. Ty zachowasz jak powiedziałem anonimowość.
Dziękujęr30;Dziękuje, don kapitanie *Szczur był tak szczęśliwy, że nieomal nie ucałował Cheewazza w rękę*
Miejcie oczy szeroko otwarte, Szczur. Nie zapomnę wam żadnej oznaki lojalności. Pamiętajcie- jestem szczodry. Możecie do mnie przychodzić kiedy chcecie, bez zapowiedzi,aler30; *Cheewazz chwilę się zamyślił*r30; na następny raz pukajcie dwa razy, zrozumiano?
Tak jest, don kapitanie!
No to spadajcie już *Szczur jak zwykle szybko spełnił polecenie*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Następnego dnia Cheewazz wezwał całą swoją jednostkę na apel o 6 rano. Ustawił swoich żołnierzy w dwuszeregach po 40 osób w każdym. Zanim w ogóle zaczął mówić postanowił przejść się pomiędzy wszystkim żołnierzami, stając na chwilę przed tymi o których wiedział lub których to podjerzewał o spiskowanie przeciw sobie. Musiał sam przed sobą przyznać, iż zatrzymawał się się przy co drugim żołnierzu. Wreszcie po skończonej inspekcji zakomunkował* Zapamiętajcie koty- jestem największym cwaniakiem z wasz wszystkich i nie pozwolę sobie w kaszę dmuchać. Zapowiedzianych dodatkowych ćwiczeń nie będzie, jako że, poznałem już kto brał udział w tym pożałowaniu godnymr30;kawale *ostatnie słowo Cheewazz wypowiedział tonem przepełnionym obrzydzeniem* Jeśli ktoś z tej grupy ma mi coś do powiedzenia ma na to czas do zakończenia manewrów ,,Pochwała wolnościr1;. Jeśli nikt się do mnie nie zgłosi wyciągne konsekwencje. *Cheewazz posłał promienny uśmiech starszemu szeregowemu Dumasowi i ku jego radości tamten zmieszany spojrzał w inną stronę* Skoro to już do was dotarło to zbierać dupy w troki. Jedziemy do Eskwilingradu. O 12 rozpoczynamy nasze manewry. Macie 20 minut na zebranie się. Cieżarówki podjadą za chwilę tutaj- na głowny dziedziniec. Jazda! Wykonać rozkaz!
Tak jest, kapitanie Khadil *odparł mu chór żołnierzy. Ahhhr30;Cheewazz uwielbiał rozkazywać!*
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.