Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 04-05-2013 11:56
Pod każdym tekstem zachęcam wszystkich zaangażowanych w działania wojenne w dopisywanie się pod oficjalne opisy, do których jestem zobowiązany z ramienia KKW Andriejgrad. Port. Godzina 12:00
Kapitan de Sigmund stał na molo, kończąc cygaro. W ręku trzymał telegram, który nadszedł z Pałacu Prezydenckiego. Nie czytał treści całego postanowienia. Wystarczyło, że odczytał krótką wiadomość dona de Wilczyno: "Słońce wstaje, Goliat bije". Wszystko było jasne. Z doków właśnie na patrol bojowy wypływała korweta rakietowa "Tur". Wyciągnął z kieszeni munduru komórkę. Wybrał numer Cristiana Diaza.
-Cristian? Jesteś na lotnisku? Przesiadamy się na MIG-29. Wydaj rozkazy przygotowania dwóch maszyn, polecimy nad ich lotnisko i zapolujemy. Co? Powtórz, nie słyszę... Tak, niech podwieszą kilka bomb i pocisków powietrze-ziemia, może wypatrzymy jakieś oddziały i uda się ich poczęstować trotylem. Ok, to widzimy się za 40 minut.
W miedzy czasie wysłał dwóch sierżantów. Jednego do admirała von Weremana, drugiego do kapitana Khadila. Żeby wszyscy wiedzieli, że niebawem będzie pierwsze rozpoznanie. Z nastawieniem na ataki z powietrza. Zbliżył powoli dopalające się cygaro do ust. Rześka bryza morska wraz z mocnym, czekoladowo-pieprzowym aromatem krótkiego, ale grubego robusto marki La Floriana uderzyła do głowy. W oddali zauważył nadjeżdżającego szofera z autem. Nie mogąc rozstać się z pysznym wyrobem tytoniowym, skierował się do nadbrzeża.
O godzinie 20:48 korweta Tur zajęła miejsce bojowe. na południe od Bergo. Czaiła się na pojedyncze jednostki piratów...
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Zgodnie z rozkazami KKG, kilka kilometrów na zachód od korwety "Tur", swoje stanowisko zajął OE "Aldryk Wielki" pod komendą kpt. Jaskoviakusa. Maszyny wyłączono, by wyeliminować kawitację; zarządzono ciszę na okręcie. "Aldryk" czekał na swój łup, omiatając teren działania sonarem.
Havelock Jaskoviakus Anonimus -
PRN i PRR Brodę nosi się w sercu. (anonim)
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 04-05-2013 18:53
-Gdzie kapitan de Sigmund?
W chwili, gdy sam do siebie zadawałem to pytanie, zajechał z piskiem duża czarna Toyota. Wysiadła z niej znajoma postać.
-Ave kapitanie !
-Ave, ave. Przygotowałeś samoloty?
-Tak jest. Chciałbym zgłosić jednak, że tylko raz wcześniej pilotowałem MIGa-29...
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 04-05-2013 20:25
Płn. Osteria, morze.godz. 13.02
Oba MIGi wzniosły się na wysokość 4000 metrów. Po kilku minutach wraz z Diazem, don de Sigmund minął linię brzegową Osterii. Przed nimi było tylko spokojne morze...
Kwadrans później na monitorze radaru de Sigmunda pojawiły się zarysy wyspy Maariennhama, oddalonej od nich o ok. 20 km. De Sigmund wzniósł maszynę na 6000 metrów. Wten, zauważył coś na radarze.
-Bandycie na godzinie 10. Dwie maszyny, wysokość 5700 metrów, odległość 17 km. Lecą w luźnym szyku.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 04-05-2013 21:20
godzina 13:19
Monitor pokazywał już nie dwie, a cztery punkciki
-Cristian, bandytów jest sporo.
-Radar pokazuje, że to MIG-17
-Damy radę, lecą niżej. Trzymamy się razem, lecimy na osiem i pół tysiąca metrów.
Ryk pełnej mocy silników i już chwilę później byli prawie na 8000, gdy de Sigmund zauważył na czystym niebie, daleko przed nim trzy ciemne punkciki.
-Dobra, zabawimy się. Ciekawe, jak robią uniki z dystansu?-zażartował w eter, odbezpieczając spust i naciskając guzik. Jedna z podwieszonych średnich rakiet naprowadzanych radarem, typu powietrze-powietrze ATX-70 wystrzeliła w kierunku pierwszego z nich.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
W tym czasie okręt transportowy "Iskra", płynący pod banderą zielonej gwiazdy na czerwonym tle (bandera piratów), wypływał z portu w Hassle to Bergo. Stary transportowiec o wyporności 2380 BRT nie przeczuwał, że pod wodą czai się Aldryk Wielki...
"Ostatecznym celem i istotą państwa jest potęga, a jeżeli ktoś nie potrafi zmierzyć się z tą prawdą, powinien trzymać się z dala od polityki."
Heinrich Gotthardt von Treitschke
Admirał Maximilian Wilhelm Gottlieb Alexander Reinhold Lothar Guido Theodor Hans Siegfried Albrecht Christian Friedrich Arnold Wolfgang Bernard Heinrich August Otto Freiherr von und zu Wereman
Postów: 42 Miejscowość: Derby Data rejestracji: 11.03.13
Dodane dnia 05-05-2013 01:19
"Mamo, co się dzieje w domu? Z tatą dobrze? Nawet nie wyobrażasz sobie jakie są różne przypadki życia. Jeszcze niedawno byłem banitą i biedakiem. Teraz mam za przyjaciół wpływowe osoby, nominowano mnie na porucznika i czeka, by isć w bój! Póki co czekam ze swoją kompanią na załadunek w Osterii, ale wiem, że niebawem rzucą nas do walki na ayspy Maarieenhama. Tak się nie mogę doczekać ! Muszę splacić dług wdzięczności wobec RE. przyjęła mnie i dała możliwość zrobienia kariery. A potem kto wie? Mam andzieję, że nasze pochodzenie nie będzie przeszkodą. Póki co ślę do przeora pismo z prośbą o przywrócenie i możliwość założenia niewielkiej parafii w Rzeczpospolitej. Myslisz, że brat Hieronim mi wybaczy?
Ściskam mocno,
Konrad"
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 05-05-2013 01:28
-cztery to nie za dużo?
No, ale na dyskusję było późno. Pociski z takiej odległości można łatwo wyminąć, ale stary sprzęt bandytów pozwolił uniknać trafienia lidera ich grupy dosłownie o włos. Widzieliśmy ich coraz lepiej. Chyba się przestraszyli ewentualnych konkretnych rakiet i rozsypali się na wszystkie strony, ale nie skierowali się do odwrotu. trzeba było podjąć walkę.
Postów: 602 Miejscowość: Łodzia Data rejestracji: 31.07.11
Dodane dnia 05-05-2013 02:22
Skręciłem gwałtownie w lewo i wziałem na celownik odosobniego MIGa-17. Tamten uciekał z prędkością 1 maha, co w oczywisty sposób nie robiło na Sigmundzie wrażenia. Sylwetka metalowego starego odrzutowca rosła w celowniku. Komputer pikał, że system odszukał cel i są gotowe do odpalenia. Teraz tylko wymierzyć.... i ..... nacisnał spust.
Pocisk R-20 nakierowany radiowo poszybował prosto, a potem za celem skręcił lekkim łukiem w lewo. De sigmund zwolnił i patrząc się na wynik, przygotował się do manewru beczki. MIG-17 próbował przewrócić się na plecy, ale nic to nie dało. W ostatniej chwili pilot katapultował się, a pocisk R-20 idealnie trafił w sam środek mysliwca, powodując chwilę później eksplozję i zamieniając go w kupę złomu. De Sigmund usmiechnął się szeroko i poszukiwał kolejnej ofiary. Inne MIGi 17 widząc znaczną różnicę poziomów, rzuciły się do ucieczki w kierunku swojego lotniska. Kątem oka kapitan spojrzał, jak Diaz krąży gdzieś na wysokości chmur. Dał syganł do pościgu. Co prawda, zajęty walką stracili trochę czasu, ale nowoczesne MIGi-29 były znacznie szybsze i zwrotniejsze niż złom piratów. Jednak tamci zniknęli z pola widzenia. Lecieli za nimi tylko dzieki wskazaniom radarów. Chwilę później zobaczyli czarne punkciki. Ale zaraz przed nimi wybrzeże. Są już nad archipelagiem.
-Tu Diaz, długo będziesz się z nimi bawił? Nie dasz rady ich dogonić.
-Cristian, jak wdpenę do dechy, to moze marudera dorwę.
-Jak chcesz. ale bez sensu żebyśmy we dwóch ich gonili, jak tak tchórzą. Rozpoznam Wschodnie wybrzeże Maarieenhama, a ty już się przyjrzyj lotnisku, skoro jutro mają tam lądować chłopcy z piechoty.
-Dobra myśl. Ok rozdzielamy się, ale za parenaście minut z powrotem sie widzimy w drodze do Osterii, zrozumiano?
-Tak jest !
De Sigmund skręcił w prawo i obniżając pułap docisnał moc w silnikach.
Zbliżal się do Wyspy Hassle. Z daleka widział, jak pierwszy myśliwiec wyladował na pasie. Równo za nim leciał drugi, podchodzący do lądowania. Trzeci niecierpliwie robił ciasne skręty, zeby zdążyć zanim MIG de Sigmunda będzie na tyle blisko, żeby skutecznie go dosięgnąć pociskiem. Rozpoczał się wyścig z czasem. Drugi MIG-17 zmniejszył prędkosć i zaczał schodzenie ścieżką na pas. Został ostatni. Jego pilot cwanie zrobił skręt i z łuku chciał się wcisnąć na pas tuż za kolegą, zagrywajac bardzo ryzykownie. De Sigmund leciał wciaż prosto na niego, w szybkim tempie zbliżając się do ostatniego. Zarysy lotniska było widać coraz lepiej. nagle rozległy się glośne halasy i jakby wybuchy. To lekkie działka przeciwlotnicze obrony lotniska otworzyły ogień. De Sigmund nie przejmował się tym. Jakby chciał zakpić, zniżył samolot jeszcze bardziej, żeby osiągnąć większą predkość. Siła przyspieszenia wgniatała go w fotel. Dymy wybuchających pocisków były coraz blizej, utrudniały mu prosty lot. System namierzania poinformował o tym, że MIG-17 jest w zasięgu. Ale wciaż nie mógł go namierzyć na celownik. Tamten gosć był już blisko lądowania.
Nie mogę namierzyć, nie mogę...
Niech to szlag !
Nie dorwę go.
De Sigmund w chwili przebiegłości wystrzelił pocisk. Nie miał prawa go trafić. Mimo skutecznej odległości i dobrego keirunku, namierzany elektronicznie pocisk był wycelowany za wysoko i nie trafił. Ale miał inne zadanie. MIG-17 otrzymał od komputera informacje, że w jego kierunku leci pocisk, a on sam zwalnia i musi lecieć prostą ściezką do ladowania. Pilot mógl zaryzykować i wylądować, ale musiał być pewien, że de Sigmund nie trafi. Przestraszyl się. W ostatniej chwili podniósł swoją maszynę do góry i skręcił ostro w prawo, zakręcajać pod drugie podejście. Co prawda pocisk przeszedł daleko nad nim, ale w tej chwili dał się zlapać w pułapkę. Na to liczył Adam. Bardzo szybko doskoczył do bandyty na odległość 400 metrów i uchylając się od salw dwóch działek ZPU, namierzył ponownie MIGa. Tym razem bylo za blisko na pociski rakietowe. Postanowil rozprawić się po staremu. Zaszedł go od tyłu i w dogodnym momencie przełączył na automatyczne działko 30 mm. Chwila oczekiwania i naciśniecie spustu.
W powietrzu rozległa się seria strzałów. Pierwsze dwa przeszły obok celu, gdyż MIG-17 w ostatniej chwili próbował uniknąć linii strzału skrętem w dół, ale już nastepne pociski trafiały. De Sigmund widział jak cztery pociski trafiły lewe skrzydło. Ale wróg nadal leciał. Krótki lot za nim, i kilka sekund później znów go trafił. Trzy pociski trafiły w kadłub. Z pod samolotu zaczał wydostwać się mały plomień. Jeszcze kawałek pościgu, poprawka na cel i kolejne trzy strzały z działka. Jeden trafił po raz kolejny w lewe skrzydło. Z chwilą trafienia, kawałek skrzydła odleciał i samolot wpadł w niekontrolowany korkociag. MIG-17 bezładnie spadł rozpadając sie w powietrzu i rozbijajac sie w morzu tuż przed wybrzeżem i zbawiennym lotniskiem. De Sigmund skręcił maszynę na południe i zawrócił do Diaza.
Minister Wojska Dowódca Sił Powietrznych Szef Wywiadu Wojskowego "El Presidente"
Nunquam in deditionem venias!
Edytowane przez Adam de Sigmund dnia 05-05-2013 02:31
Godzina 12.00 ratusz w Andriejgradzie
Cheewazz zabawiał właśnie burmistrza Andriejgradu kolejną wojskową anegdotką, gdy podszedł do niego lokaj cichym głosem informując go o przybiciu jego adiutanta.
-Wpuścić!- odpowiedział Cheewazz, wykonując przy tym wielkopański wymach dłonią. Następnie poprawiwszy sobie serwetkę pod brodą, zwrócił się do swojego rozmówcy.
-Muszę przyznać donie burmistrzu, iż zacny ten wasz trunek. Naprawdę tak smakuje ten słynny osteryjski bimber? Niesamowite.
-Cieszę się, że nasza regionalna specjalność znalazła uznanie w ustach tak słynnego konesera alkoholi jak don major.
-Zaiste...- zaczął Cheewazz, jednak w tej chwili do pomieszczenia wszedł jego adiutant. Zasalutował i stanął na baczność. Cheewazz machnął tylko ręką każąc mu spocząć.
-Cóż tam za wieści mi przynosicie?-.
-Melduje donie majorze, że załadunek na ,,Mefista" już się rozpoczął. Zgodnie z planem.
-A jakie wieści z Novi? Jak sobie poczyna stary von Ritter-Kremenhof?-.
-Melduje, donie majorze, iż póki co batalion eskwiliński nie dotarł jeszcze do Novi. Transportowce ,,Miłek" i ,,Odyn" wciąż oczekują na nasze siły-.
-Widzę że poczciwemu Ritterowi nie spieszy się- stwierdził Cheewazz nie ukrywając satysfakcji w swoim głosie. Ritter był dość oczywistym kandydatem do objęcie nadzoru nad zaokrętowaniem sił batalionu eskwilińskiego w Novi, jako dowódza tego podbatalionu oraz równy szarżą Cheewazzowi oficer. Mimo to, Cheewazz wiedział, iż nie słynie on z punktualności, co go cieszyło, bo w raportach podkreśli on przewlekłość jego działań porównując je do swojej punktualności.
-Dobrze, dobrze. Możecie już odejść. Informujcie mnie jak będą jakieś problemy...Ale dopilnujcie by ich nie było, inaczej osobiście wam jaja wyrwę- rozumiemy się?-.
-Tak jest donie majorze-.
-Odmaszerować. Co ja mówiłem donie burmistrzu? A tak wyborny trunek. Mogę poprosić jeszcze ociupinkę?
Do godziny 21 udało się dokończył załadunek sprzętu na transportowce stacjonujące w porcie. Major Ritter ostatecznie zameldował zakończenie okrętowania o godzinie 22.30. W pół godziny później transportowce wypłynęły z portów w Andriejgradze i Novi kierując się w kierunku wysp Maarienhhama.
Bujanie statku nie służyło Cheewazzowi, który szybko przekonał się, iż osteryjski bimber jest o wiele trudniej strawić niż wypić. ,,Przynajmniej nie bedzie mnie jutro bolała głowa" pomyślał Cheewazz, po raz kolejny pochylając się nad pięknem morskich fal rozbijanych przez kadłub transportowca ,,Mefisto". To miała być dla niego długa noc...
El Presidente Rzeczpospolitej Eskwilińskiej
Kawaler:
*Wielkiego Orderu Złotego Orła za wstęgą
*Królewskiego Orderu Świętego Ducha
*Orderu Zasług Republiki Palmowej III Stopnia
*Krzyża Komandorskiego Orderu Bene Merenti
*Złotego Orderu Cyrkla
Edytowane przez Cheewazz Khadil dnia 05-05-2013 22:13
Postów: 61 Miejscowość: Jeziorno Data rejestracji: 03.12.12
Dodane dnia 05-05-2013 23:18
Leciałem na dużej wysokości, zapamiętując kilka różnych stanowisk ogniowych na przedmieściach Truso. Skręciłem na wschód, zauważyłem min. linię okopów. Miałem się oderwać od wyspy i zawrócić na miejsce spotkania z de Sigmundem, nad morzem. Aż tu patrzę- drogą jadą dwa samochody. Pomalowana na zielono ciężarówka i pick-up z otwartą paką i karabinem maszynowym zamontowanym na dachu. No to chyba nie są cywile, pomyślałem i ze znacznej odległości rypnąłem 8 małych pocisków niekierowanych. Wciąż naciskałem spust, jak tylko widziałem tumany kurzu i wybuchy wokół pojazdów. Za parę chwil szybko się oddaliłem patrząc jak oba auta płoną. Większa w tym frajda niż uganiając się nawet za tymi tłumokami w MIG-17 !
Skocz do Forum:
Logowanie
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.