Historia Cafe pod Minogą

Każdy, kto należy do eskwilińskiej śmietanki towarzyskiej doskonale zna ten mały, niepozorny lokal położony przy Placu Niepodległości 7. Blisko tu z Rady Narodowej, blisko z Pałacu Prezydenckiego i pobliskiego sądu. Nie dziwota więc, że to właśnie w Cafe pod Minogą nad filiżanką doskonałej kawy po eskwilińsku (z ananasem rzecz jasna) albo kieliszkiem czy szklanką czegoś mocniejszego zbierają się stołeczni politycy, dziennikarze, poeci i adwokaci by dyskutować de omnibus rebus et quibusdam aliis… Chciałoby się rzec, że początki Cafe w pomroce dziejów i że mityczny Eadan poił swe stada bydła w pobliskim źródle krystalicznej wody. Niezupełnie tak jest, gdyż historia Cafe pod Minogą liczy sobie niewiele ponad 130 lat.

Już w 20 lat od założenia Eskwilingradu przez Consuelio Cezara miasto było pełne wszelkiego rodzaju szynków, oberży, karczm, gospód, szynkwasów, ,,domów dobrego humoru” i innych lokali, wszelkiej maści i autoramentu, tak że idąc z zawiązanymi oczami ulicami stolicy łacno było odgadnąć, gdzie się jest – przed pełną piwniczką. Pijaństwo stołeczne, dla którego ,,wypić do południa 3 butelki ponczu to proste jak ananasa posiekać” musiało być szczególnie uderzające na tle ówczesnej, wstrzęmieźliwej raczej, prowincji. Nie szkouje więc święty gniew ówczesnego biskupa Eskwilingradu: ,,Ostatni grosz po dziurach przepijają, a dziur we własnych spodniach nie widzą, zboże gnije po magazynach, z każdej uliczki zieje ślepota, brud, pustota, zaprzaństwo i zgorszenie. Zginiesz ty, Eskwilingradzie, jako Gomorra, jeżeli się nie nawrócisz, jeżeli nie przestaniesz być współczesnym anus mundi!”. Z tym ostatnim wielebny ojciec nieco przesadził, ale miał rację w diagnozie. Wiek XVIII nie był najlepszym momentem do rozwoju kawiarnii, wobec wybujałego temperamentu mieszkańców miasta.

A przecież kawa znana była Eskwilińczykom co najmniej od XVI wieku! Rzecz w tym, że początkowo jej nasiona traktowano jako lekarstwo na bóle zębów i głowy, a dostęp do niej wymagał specjalnego zezwolenia. Nadmiar produkcji szedł na eksport. Dopiero pod wpływem szlachty ispalskiej, pod koniec XVIII w., część eskwilińskich elit przekonała się do kawy jako napoju, zaś prawdziwy ,,szał kawowy” ogarnąl wyspę ok. roku 1840. Nieznany z imienia hodowca kóz z Limby dolał do kawy nieco mleka swych zwierząt i zaprawił ananasem. Tak zrodził się nasz eskwiliński rarytas.

Kawiarnie zaczęły powstawać jak grzyby po deszczu, omijając początkowo stolicę. Ale i eskwilingradzkie ochlapusy przekonały się o cudownych właściwościach kawy i w roku 1887 powstała pierwsza kawiarnia w mieście. Jej założycielem był polski imigrant Arnold Burczywiecha. Aby przyciągnąć klientelę, wierną dotychczasowym pijackim zwyczajom, wymalował na szyldzie minogę – popularną wówczas rybią zagryzkę. Narodziła się Cafe pod Minogą.

Dzięki doskonałemu położeniu w centrum miasta Cafe szybko zyskała wielką popularność. Z jej ustronnych podcieni korzystali także przeciwnicy okupacji ispalskiej, co omal nie doprowadziło do jej zamknięcia w 1928. Na szczęście osobista interwencja ispalskiego gubernatora Freya, wielbciela kawy, zapobiegła katastrofie. Nieszczęsny gubernator ukręcił sobie jednak powróz na własną szyję, gdyż to właśnie w Cafe pod Minogą w 1936 Enrice Iguana, eskwilingradzki przemysłowiec, powziął pomysł finansowania bojówek, sprzeciwiających się Freyowi i jego konserwatywnej polityce. Doprowadziło to do złamania monopolu szlachty na władzę i dopuszczenia burżuazji do udziału w rządach w 1941.

Potomkowie Burczywiechy prowadzili kawiarnię aż do lat 70 XX w., kiedy to przejęła ją obecna właścicielka. Nikt, z wyjątkiem wysoko postawionych oficerów wywiadu nie zna jej nazwiska. Dla wszystkich to po prostu – Pani Lodzia, pełna humoru, rudowłosa, zażywna i sporych rozmiarów kobieta.

Zasługi Cafe pod Minogą dla naszego Państwa i jego kultury są wielkie. Ileż to partii szachowych rozegrano na tych chybotliwych stoliczkach? Ile ustaw utrącono, a ile przepchnięto na ,,minogowo-kieliszkowych konsultacjach”? Ile pięknych wierszy przybito na drzwiach, a ile marnych spożytkowano na serwetki? Nikt nie zliczy. Jak nie ma kawy po eskwilińsku bez ananasa, tak nie ma Eskwilinii bez Cafe pod Minogą. Esto perpetua!

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: