Quam committitur a patria? – początki Rzplitej

Tekst niniejszy stanowi wstęp do wciąż tworzonego opracowania nt. kulisów powstania Rzeczypospolitej Eskwilińskiej pióra Martinusa de Wilczyno.  Zamieszczono dzięki uprzejmości autora.

Wszystko zaczęło się w maju 2009 roku. W głowie pewnego młodego człowieka, wówczas mieszkańca Scholandii (do niedawna jeszcze figurował tam jako bezdomny), zrodził się pomysł: ,,Może sam założę własną mikronację?” Jak powiedział, tak zrobił. 19 maja 2009 roku wysłał do kolegi email, zaczynający się od słów: ,,Cześć Marcin! Czy słyszałeś może o czymś takim jak wirtualne państwo?” Wysyłającym był oczywiście don Aureliusz Łuczak, a kolegą – Marcin Wilczyński.

Pierwsze rozmowy na temat rodzącego się kraju toczyły się przez Naszą Klasę i GG. Ustalono w nich m.in. że państwo będzie republiką, powierzchnią zbliżoną do San Marino. Powstał też pierwszy projekt flagi (obowiązujący do dziś) i herbu (obecna wersja różni się praktycznie tylko barwami). Rozważano rozmaite wersje historii kraju (wyspa, która parę miesięcy temu wynurzyła się z morza, zbuntowana górska prowincja), ale ostatecznie odłożono tę sprawę na później.

Oto unikatowy fragment rozmowy na GG między założycielami:

„Kurczak” – Aureliusz Łuczak; „Ja” – Marcin Wilczyński

Inne kwestie były bardziej palące, zwłaszcza obywatelska. Państwo nie mogło przetrwać z dwoma mieszkańcami, nawet tak wspaniałymi, nie mówiąc już o przyroście naturalnym. Dlatego obaj założyciele rozesłali wici wśród swych znajomych. Przykładowa wiadomość wyglądała następująco:

Szanowna Pani!

Została Pani zaproszona do zarejestrowania się na www.eskwilinia.fora.pl Proszę się załogować jak MS005. Czekam na wszelkie Pani pytania i sugestie w tej sprawie.
Sacretarius Status Clairissimae Rei Publicae Esquilinae
(-) Martinus de Wilczyno

W ciągu kilku dni stawili się (w takiej właśnie kolejności):  Monika Sompolińska MS005 (23 maja), Adrian Szadowiak ASz004 (24 maja), Piotr Miłek PM006 (25 maja), Daniel Archetka DA007 (26 maja), Adam Zygmunciak AZ003 (1 maja).

Jeszcze przed powzięciem powyższych kroków, don Łuczak ogłosił Deklarację Niepodległości, w obu wersjach językowych – polskiej i łacińskiej. Jej tekst jest dobrze znany każdemu eskwilińskiemu dziecku, gdyż w szkołach muszą się jej nauczyć na pamięć. Na podstawie tego przeklinanego dziś przez nieszczęsnych uczniów dokumentu, ukonstytuowała się nasza Rzeczpospolita. Pełnię władzy przejął Tymczasowy Zwierzchnik Rzeczypospolitej – Aureliusz Łuczak. W ciągu siedmiu dni od Deklaracji, miał on ogłosić wybory.

Stało się tak 24 maja 2009 roku. Jednocześnie zostały ogłoszone wybory prezydenckie (na niedzielę 31 maja) i do Rady Narodowej (na sobotę 30 maja). I pojawił się problem. W Radzie Narodowej przewidziano 5 miejsc, a termin zgłaszania kandydatów mijał 29 maja, o godz. 19. Tymczasem do południa 29 zgłoszono tylko dwie kandydatury! Założyciele wpadli w panikę. Co z tym zrobimy?! – pytali. Pojawił się pomysł obradowania w niepełnym składzie, a nawet propozycja pierwszego fałszerstwa wyborczego w naszej historii. Dla dobra swej sławy autor zmilczy, kto ją wysunął. Zaiste, piękny byłby to precedens dla rodzącej demokracji! Na szczęście, pomimo pewnej nerwówki, ostatecznie znalazło się 5 kandydatów, a wybory odbyły się bez przeszkód i zgodnie ze standardami europejskimi, a nie bananowo-republikańskimi, przy frekwencji na poziomie 71 %. Do Rady Narodowej weszli wszyscy kandydaci: Daniel Archetka, Piotr Miłek, Adrian Szadowiak, Marcin Wilczyński i Adam Zygmunciak.

Z wyborami prezydenckimi poszło znacznie prościej, gdyż startował tylko jeden kandydat, Aureliusz Łuczak. Otrzymał on znakomity wynik 100 % głosów, zostając w ten sposób pierwszą głową państwa niepodległej Rzplitej. Frekwencja i tu wyniosła 71 %.

Eskwilinia miała więc już obywateli i demokratycznie wyłonione władze, ale nie miała Konstytucji. Nadal więc, na drodze konsensusu, całość władzy spoczywała w rękach Prezydenta, z wyjątkiem pozostawionej Radzie Narodowej legislacji. Prace nad ustawą zasadniczą podjęli jeszcze w pierwszych dniach po Deklaracji Niepodległości donowie Łuczak i Wilczyński. Pierwszy projekt, autorstwa tego ostatniego, liczył zaledwie 6 artykułów, podzielonych na 16 § i nie trafił nigdy pod obrady Rady Narodowej, chociaż wiele jego punktów powtarzał projekt don Łuczaka, ostatecznie uchwalony i ze zmianami obowiązujący do dziś. Założyciele jeszcze przez jakiś czas dyskutowali drobne poprawki (np. pomysł nazwania premiera sekretarzem stanu, albo powołania eskwilińskiego CBA – to ostatnie na szczęście upadło), nim projekt trafił pod obrady.

I zaczął się zalew poprawek, nieraz istotnych i trafnych, nieraz drobiazgowych. Prawdziwą burzę (która była tylko zapowiedzią jeszcze większej, przy pracach nad ustawą) wzbudziła kwestia samorządów. Prezydent Łuczak bronił twardo (do dziś to czyni) koncepcji jednostopniowego podziału administracyjnego i niewielkiej liczby gmin. Don Zygmunciak, powołując się na przykład Malty proponował podział dwustopniowy. Z prac nad innymi poprawkami (zwłaszcza ówczesnym art. 26 o kompetencjach Prezydenta) powstał wielki mętlik, nad którym p.o. Przewodniczącego Rady Narodowej, Marcinowi Wilczyńskiemu, ciężko było zapanować. Ale i on sam zaliczył poważną wpadkę w czasie obrad. Podczas głosowania nad poprawkami do projektu raczył arbitralnie stwierdzić: Jeśli pozostali posłowie nie zagłosują do tego czasu, poprawki zostaną przyjęte w proponowanym przeze mnie brzmieniu, a poprawki posła Zygmunciaka – odrzucone. Musiał jednak wycofać się z tego po sprzeciwie posłów.

Debata nad samym projektem trwała w dniach 1-6 czerwca. Od 2 do 10 czerwca w kilku turach głosowań przyjmowano poprawki, a ostateczne głosowanie trwało w dniach 13-15 czerwca. To ostateczne głosowanie odbyło się w formie co najmniej kontrowersyjnej. Ponieważ aktywność posłów z każdym dniem malała, a wszystkim zależało na szybkim przyjęciu Konstytucji, zastosowano głosowanie ,,milczące”. Przewodniczący zarządził, że przyjmuje jedynie głosy przeciwne lub wstrzymujące, a posłów, którzy nie zagłosują, uważać będzie za głosujących za. W ten sposób projekt Konstytucji przeszedł jednogłośnie, choć (ściśle rzecz biorąc) nikt nie oddał głosu popierającego projekt.

Ale nie był to jedyny problem rodzącego się państwa. Wciąż należało ustalić jak będzie wyglądała Wyspa, jej klimat i mieszkańcy. Nieocenieni w tym względzie byli posłowie Miłek i Archetka, znawcy w sprawach geograficznych. Po kilku dniach dyskusji nad nazwami miast i ich ludnością (początkowo ludność Wyspy miała liczyć aż 700 tys. ludzi!), dyskutanci doszli do konsensusu. Nazwy miejscowości zostały ostatecznie, niezwykły tryb, uchwalone przez Radę Narodową. Po niezwykle owocnej i płodnej dyskusji na temat rolnictwa, spośród 18 (!) proponowanych rodzajów upraw wybrano 8 – kukurydzę, ananasy, kawę, trzcinę cukrową, daktyle, jutę, tytoń, bawełnę. Stwierdzono obecność miedzi, huty, przemysłu spożywczego i tekstylnego na wyspie.

Przy dyskusji nad hodowanymi w Eskwilinii zwierzętami, poseł Wilczyński wyrzekł znamienne słowa: ,, Zastanawiamy się nad pogłowiem trzody chlewnej i liczbą kur, a nie mamy ani rządu, ani Przewodniczącego Rady Narodowej, ani nawet Konstytucji! Czy to nie śmieszne?” Poseł Archetka zreplikował: ,,Od watahy drobiowej do Rady Narodowej…”. Inne wypowiedzi to wprost apologia koziego rodu. Stwierdzono wręcz, że Eskwilinia jest państwem prokozim. Mimo trwających prac nad Konstytucją niestety nie wpisano do niej ,,wieczystej przyjaźni” z kozami… Sprawa do nadrobienia.

Aby należycie poznać atmosferę tych pionierskich dni i unoszący się wówczas w całym państwie ,,sawuar-wiwr”, zachęcam wszystkich obywateli do zerknięcia w tematy ,,Mapa i dane o państwie”, ,,Klimat, fauna i flora” oraz ,,Miasta i miasteczka”, dostępne w dyskusjach na starym forum. Efekt prac w postaci pięknej mapy posła Miłka można było do niedawna oglądać. Niestety mapy zniknęły, choć trwają prace nad jej reaktywacją. 29 lipca 2010 roku Sekretarz Komitetu Ocalenia Rzeczypospolitej pośmiertnie odznaczył Piotra Miłka Srebrnym Orderem Cyrkla.

” Wy, młodzi, nie pamiętacie już tych czasów…” – zamyślił się pykając fajkę dziadek Zygfryd, zwracając się do wnucząt – ale za moich czasów, wszyscy mieli swój numer. Co prawda nie wytatuowany na ręku, ale zawsze…

Istotnie. Może to dziś dziwić, ale aż do marca 2010 roku, większość Eskwilińczyków nie posługiwała się swym nazwiskiem czy pseudo jako loginem, ale identyfikatorem. Składał się on z inicjałów danej osoby i numeru porządkowego, pokazującego moment przybycia na Wyspę. I tak Aureliusz Łuczak logował się jako AŁ001, Marcin Wilczyński – MW002, Michał Poldkowicz – MB008 itp. Nie wadził on nikomu przez dłuższy czas, przez kilka pierwszych miesięcy miał nawet znaczenie urzędowe (np. przy wyborach), ale jego znaczenie malało. Nowi obywatele nie byli już indywidualnie zapraszani przez dotychczasowych, nie uprzedzano ich o obowiązku posiadania takiego właśnie loginu, więc pojawiały się wyłomy. W pewnym momencie nikt już identyfikatorami się nie przejmował, wskazywały tylko na starszych mieszkańców. Trwały siłą eskwilińskiego bezwładu i konserwatyzmu, który wszyscy dobrze znamy i kochamy.

Aż pewnego pięknego dnia, zauważyliśmy, że śmieją się z nas za granicą (Forum Mikronacje) i identyfikatory zostały usunięte, mimo sprzeciwu ze strony jednego z obywateli.

W południe, 3 czerwca 2009 roku, poseł I kadencji Adrian Szadowiak złożył swoje ślubowanie poselskie. O godz. 13.15 opuścił gmach Rady Narodowej i już nikt nigdy więcej go nie widział. Ta tajemnicza sprawa znalazła poczesne miejsce w historii eskwilińskiej kryminalistyki, odbiwszy się wcześniej szerokim echem w prasie i wzruszywszy posadami Rady Narodowej.

Początkowo sądzono, że to chwilowa nieobecność, głosowania szły zwykłym trybem, ale czas mijał, poseł nie wracał, a próby kontaktu spełzały na niczym. Sprawą zainteresowała się prasa:

Członkowie Rady niech wreszcie się wezmą do roboty a nie spędzają czas na jałowych dyskusjach. Tak będzie lepiej dla ludzi i dla naszej Ojczyzny. Warto również zauważyć że jeden z posłów nie pojawił się jeszcze od czasu wyborów! Gdy tylko został zaprzysiężony i złożył ślubowanie słuch o nim zaginął. Sugerowałbym Tymczasowemu Przewodniczącemu zainteresowanie się tą kwestią. (Trybuna Ludu 1/2009, 7 VI 2009)

Od zaprzysiężenia Rady Narodowej mija już kilka dni, jednak większe zainteresowanie zwykłych ludzi niż niekończące się kłótnie konstytucyjne wzbudza sprawa jednego z posłów. Udział Adriana Szadowiaka w pracy Rady ograniczył się do złożenia przysięgi, po czym rzeczony poseł… zniknął. Nikt nie wie, co się z nim stało. Daje to szerokie pole dla inwencji ludzkiej. Posła Szadowiaka ochrzczono już przydomkami: ,,znikający towarzysz” czy ,,latający Holender”. Krążą też wierszyki w stylu: ,,Był i znik, bo go wezwał NIK”. Piszący te słowa sam na własne uszy słyszał nawet pewnego przedszkolaka, który twierdził z pełnym przekonaniem, że posła porwała czarna wołga. Czyżby towarzysz Szadowiak zapomniał o starym kawale?
-Dlaczego komuniści nie lubią bawić się w chowanego?
-Bo nikt by ich nie szukał!
(Wieści Eskwilińskie, 9 VI 2009)

Poszukujemy również informacji co się stało z zaginionym od wielu dni posłem Szadowiakiem. Ktokolwiek go widział lub może podać jakiekolwiek informacje dotyczące jego osoby proszony jest o kontakt z redakcją. (Trybuna Ludu 5/2009, 13 VI 2009)

Jak powszechnie wiadomo w szeregach Rady Narodowej zasiada 5 posłów. Czy aby na pewno? Według zapisu prawnego jak najbardziej lecz eskwilińskie realia mają się zupełnie inaczej. Tak było jedynie w pierwszych dniach od wybrania składu RN. Po uroczystym zaprzysiężeniu frekwencja na posiedzeniach wynosiła maximum 80%. A i to nie zawsze. Pytanie, gdzie podział się piąty poseł? Ta zagadka nurtuje pozostałych członków już od dość dawna. Wiadomo, w przy nieparzystej liczbie głosów znacznie łatwiej przebiegają obrady, a tak już niejednokrotnie ciężko było osiągnąć konsensus. <<Oczywiście, nie jest nam łatwo, ale cóż możemy zrobić, pozostaje nam czekać, może wkrótce wszystko się wyjaśni. Możliwości jest wiele, ale nie chciałbym gdybać. Pożyjemy zobaczymy…>> – mówi wymijająco jeden z posłów. <<Panie, co tu dużo mówić, wziął dietę i popłynął!>> – śmieje się zapytany przez Nas o pinię, Pan Mścisław, rolnik spod Lojangu. <<Cóż, drogi nie są najlepsze…>> – rzuca zdawkowo i niezbyt optymistycznie jeden z zapytanych obywateli. Póki co jedyną pewną rzeczą w tej kwestii jest to, że jak posła Szadowiaka nie było, tak nie ma. A jak się sprawa rozwinie, o tym być może przekonamy się już wkrótce. (Nasza Eskwilinia 1/09, 21 VI 2009)

18 czerwca 2009 roku Kancelaria Rady Narodowej wydała komunika, w którym prosiła o pomoc wszystkich, mogących rozjaśnić sprawę, lecz nie przyniosło to żadnego rezultatu. 31 maja 2010 roku Sąd Najwyższy uznał Adriana Szadowiaka za zmarłego.

Los posła do dziś pozostaje nieznany.

Tak więc Rada Narodowa obradowała w uszczuplonym składzie – Archetka, Miłek, Wilczyński i Zygmunciak. Parzysta liczba posłów wprowadzała nieraz problemy w czasie głosowań, stąd np. dwukrotne głosowania nad niektórymi ustawami. Ucierała się praktyka uchwalania ustaw. Początkowo debata i głosowanie odbywały się w oddzielnych wątkach. Przewodniczący Wilczyński eksperymentował z metodami głosowania – czasem było imienne, czasem w ankietach, a nawet milczące. Ta ostatnia, szeroko stosowana, niecodzienna praktyka polegała na tym, że Przewodniczący wygłaszał oświadczenie: Przyjmuję tylko głosy przeciwne i wstrzymujące. Brak wypowiedzi oznacza zgodę. Było to gorzkie lekarstwo na nieregularną obecność niektórych posłów na posiedzeniach. W ten sposób przyjęto np. Konstytucje, co jest kuriozum na skalę nie tylko mikroświatową.

Nie obyło się bez wpadek. Po koniec czerwca Przewodniczący Wilczyński zarządził głosowanie na ustawą o dniach wolnych od pracy. Przez 6 dni popędzał posłów do oddawania głosów, po czym przedłużył głosowanie. Ostatecznie oddano 2 głosy. Tuż po głosowaniu Przewodniczący stwierdził: ,,Przepraszam panów posłów. Ta ustawa obowiązuje już od ponad tygodnia!”.

Pomimo tych drobnych śmiesznostek bilans prac I kadencji jest pozytywny. Przegłosowała ona w sumie 13 ustaw, niektóre o fundamentalnym znaczeniu (większość z nich obowiązuje do dziś), Konstytucję oraz Regulamin RN i to mimo okresu wakacyjnego. Wiele debat było gorących i twórczych, np. spór między komunistą Miłkiem a EPD o wysokość płacy za pracę w święta i wolne soboty. Kolejne Rady mogą brać z niej przykład (może z wyjątkiem szanowania procedur…).

Łatwo przewidzieć, że przy takiej aktywności obywateli było o czym informować. Już pod koniec maja zaczęły wychodzić Wieści Eskwilińskie, które przez długie miesiące były najpopularniejszą gazetą Wyspy. Początkowo ograniczały się do 1-2 artykułów tygodniowo, by w lutym 2010 roku rozrosnąć się do całkiem sporych rozmiarów, zyskać prężną rubrykę sportową, kilku stałych felietonistów i wiernych czytelników. Ostatni, jak wielu myślało, numer (68) ukazał się 13 lutego 2010 roku, ale od listopada 2011 roku powróciły w nowej formie, na http://www.wordpress.com. Jej redaktorem naczelnym od samego początku jest Marcin Wilczyński.

Jako druga, 4 VI, dołączyła do nich Esquilinia Democratica – organ Eskwilińskiej Partii Demokratycznej (wychodziła do 25 listopada 2009 roku, ukazało się 11 numerów), trzy dni po niej Trybuna Ludu redaktora Miłka (ostatni, 6, numer nosi datę 14 czerwca 2009 roku), a 21 czerwca – Nasza Eskwilinia. Pierwszy jej numer zredagował Daniel Archetka, po czym gazeta zamilkła. Reaktywował ją Aureliusz Łuczak w marcu 2010 roku. Nowa Nasza Eskwilinia okazała się pionierem technicznym, gdyż jako pierwsza ukazywała się nie w formie postów na forum, ale na osobnej stronie. Z biegiem czasu jednak gazeta zarzuciła tę metodę. Ostatni, 18, numer Naszej Eskwilinii ukazał się 16 listopada 2010 roku.

Aby dopełnić obrazu, należy też wspomnieć o serwisie informacyjnym. Przekazywał on w telegraficznym skrócie najważniejsze wydarzenia na wyspie i był bardzo przydatny. El Presidente Łuczak korzystał czasem z niego, dyscyplinując rząd i Radę Narodową. Niestety, ukazywał się regularnie tylko przez miesiąc, po czym wydał z siebie 3 jęki we wrześniu 2009 i wrześniu 2010, po czym zamilkł na wieki.

Kryzys przyszedł, jak to w mikronacjach, w okresie wakacyjnym, choć z opóźnieniem. Pierwszy zniknął z powodu problemów z Internetem Daniel Archetka, a 11 lipca wyjechał na zapowiedziany wcześniej urlop Piotr Miłek. Nic nie wskazywało na to, że już nie wrócą do kraju…

A tymczasem rozpoczynała się poważna debata nad systemem gospodarczym. Czy ma animować tylko stosunki między realnymi użytkownikami? A może tzw. ,,obieg zewnętrzny”, czyli życie 250 tys. fikcyjnych obywateli? Czy nie zbliży się zanadto do schematycznych gier i zachowa eskwilińską specyfikę, z kozami, palmami itd.? Oprócz tego należało się zastanowić nad nawiązaniem stosunków zagranicznych z innymi krajami i staraniami o przyjęcie do OPM. Rząd premiera Zygmunciaka, zaprzysiężony po koniec czerwca, wciąż czekał na votum zaufania (udzielono go ostatecznie milcząca – 14 lipca).

Przewodniczący Wilczyński utrzymywał regularny kontakt z posłem Archetką dzięki Naszej Klasie. Przesyłał mu najnowsze informacje o pracach Rady, po czym uwzględniał zdanie posła w czasie głosowań. Była to jednak droga bardzo niewygodna, poseł Miłek wciąż milczał, a na domiar złego za granicę wyjechał premier Zygmunciak, więc prace Rady nieraz stawały w miejscu, a milczące głosowania były na porządku dziennym. Państwo zdawało się zamierać. Wysiłki czynione dla pozyskania nowych obywateli spełzały na niczym.

28 sierpnia Prezydent Łuczak zakomunikował zdumionym Eskwilińczykom: Jeżeli do dnia 18 września państwo nie zacznie znowu działać normalnie, tzn. Parlament nie wznowi normalnych prac, nie zgłoszą się kandydaci w wyborach itp. to Eskwilinia zostanie z l i k w i d o w a n a!!!

CIĄG DALSZY NASTĄPI

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: