![]() |
|
Powrót do Nutka - Wersja do druku +- Związek Winkulijski (http://forum.winkulia.eu) +-- Dział: Kraje Koronne (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=15) +--- Dział: Winkulia (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=936) +---- Dział: Komitat Albioński (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=585) +----- Dział: Gospodarka (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=602) +------ Dział: Liga Morska i Kolonialna (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=324) +------- Dział: Kolonie (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=616) +-------- Dział: Nutka (http://forum.winkulia.eu/forumdisplay.php?fid=610) +-------- Wątek: Powrót do Nutka (/showthread.php?tid=5511) |
Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 27 Gru 2023 - musimy wrócić do Nutka - powiedział sir. Cozier, siedząc wygodnie w swoim fotelu. W elegancko wystrojonym gabinecie, znajdującym się na drugim piętrze budynku Admiralicji w Vihres, wspólnie z Forchem i Thomasem Blanky przesiadywali w wygodnych fotelach. Wokół nich rozciągały się masywne pułki, sięgające niemalże pod sam sufit, a na nich niezliczone egzemplarze książek i pamiątek z dalekich krajów. Na wprost od wejścia, przy oknie, stało duże biurko wykonane najprawdopodobniej z winkulijskiej dębiny. Mocny, brązowy kolor nadawał pomieszczeniu charakteru. Po prawej stronie znajdował się ceglany kominek a przed nim mały stolik i trzy elegancko obite fotele. Na słowa Cozier obaj panowie posmutnieli. Od czasu utraty Nutka zyski Ligi znacznie spadły. Buntownicy przejęli najpopularniejszy i największy port w tej części mikroświata. Nic nie mogło zatrzymać katastrofy, jaką niosła za sobą ta tragedia. - racja - kiwnął głową Blanky, świadom konsekwencji przedłużającego się braku dostępu do portu. - Strange żąda od nas natychmiastowej reakcji - kontynuował Cozier - muismy odzyskać Nutka, aby stanąć na nogi. Wyprawa do Aryunu sporo nas kosztowała. - tylko jak mamy to zrobić? Cała kolonia zajęta została przez buntowników. W Belingam rządzą samozwańcze władze. Po uwagach Thomasa, Cozier spojrzał na Forcha. Trzeci w rozmówców do tej pory nie odezwał się ani słowem. Wygodnie usadowiony w fotelu popiłał centrazyjskie wino i przysłuchiwał się przyjacielom. Forch de Vris był wielkim przyjacielem Ligi Morskiej i Kolonialnej. Nie ma w Winkulii równie bezwzględnego, skrupulatnego i oddanego człowieka niż on. Mimo, że formalnie nie należy do Ligi, to Admiralicja bardzo chętnie sięga po usługi szpiega. De Vris uśmiechnął się krzywo. - być może znajdziemy na to rozwiązanie - zachichotał. Blanky spojrzał pytająco na szpiega a później na Coziera. Po chwili ten ostatni wyjawił Kapitanowi cały plan. Obejmował on siłowe odbicie Nutka przy wykorzystaniu najemników i wszystkich dostępnych oddziałów kolonialnej piechoty. Jednak nie w tym tkwił szkopuł. Wsparcia podczas ataku miały udzielić jednostki stacjonujące już na miejscu. Po rozmowie De Vris udał się do Nutka. RE: Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 31 Gru 2023 - 50 tys. renów - powiedział de Vris z chytrym uśmieszkiem na twarzy. Mombasa jednak nie był zadowolony z tej oferty. Cofnął się do swoich braci i wszyscy trzej prowadzili burzliwą dyskusję. Zniecierpliwiony Forch przyglądał się temu znużony. Dotarcie do Nutka sporo go kosztowało. Najpierw musiał opłacić pewnego znajomego pirata. To on na pokładzie swojej łodzi przewiózł dr Vrisa do Nutka. Później było już z górki. Kolonia Ligi została podzielona przez trzy zwaśnione klany. Klan Boruka, największy ze wszystkich, zajął stolicę kolonii. Klan Mombasy zajął kopalnie złota na wschodzie, a grupa Omara wkroczyła na pole uprawne w zachodniej części. Boruka miał szczęście, że w czasie przewrotu szybko udało mu się zająć miasto. Kontrolując port, kontroluje przepływ towarów. Chcąc sprzedać swoje towary, Mombasa i Omar muszą płacić horrendalne opłaty. Stąd ogromna nienawiść między klanami. Dotarcie do Mombasy nie stanowiło więc problemu, wystarczyło "ulokować" sporą ilość gotówki w odpowiednim miejscu. - 50 tys. renów - powtórzył Forch. Wśród braci trwała zażarta batalia. De Vris dostrzegł, że pozostali pragną przyjąć ofertę szpiega. Jedynie sam Mombasa miał co do tego wątpliwości. Wyraźnie poddenerwowany zwrócił się do Forcha, aby mu najprawdopodobniej odmówić. Nim się obejrzał, de Vris wbił mu długi sztylet w bok. Zdezorientowany spojrzał w twarz swojego zabójcy, po czym osunął się na ziemię. Ze sztyletem sterczącym między żebrami nie był w stanie wydobyć z siebie żadnego słowa. Ochroniarze Mombasy już chcieli zabić Forcha, gdy nagle zostali zatrzymani przez jednego z braci. Zabójca doskonale wiedział, co należy zrobić. Wyczuł, że wystarczy usunąć jednego człowieka, aby cały plan się udał. Zadowolony Forch dobił targu z pozostałymi braćmi. Od tej chwili Liga uzyskała 500 ludzi gotowych na znak do ataku. RE: Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 31 Sty 2024 Ciepły, pogodny dzień umilał czas mieszkańcom Belingam. Po opuszczeniu kolonii przez Ligę, miasto bardzo podupadło. Na targu nie było już tak wielu kupców jak wcześniej. Dodatkowo, w Belingam brakowało żywności, wody oraz leków. Emmanuel Boruka, który obecnie kontrolował miasto, zdawał się w ogóle tym nie przejmować. Lwia część zapasów przeznaczona została dla jego najemników. W końcu musiał jakoś ochronić miasta. A to, co by nie mówić, było doskonale ufortyfikowane. De Vris przesiadywał właśnie w jednej z obskurnych kawiarenek. Gburowaty kelner, niechętnie i ze zdecydowanym znużeniem, podał mu sok safo. Mieszankę liści herbaty z czarnymi owocami, do złudzenia przypominającymi czarną porzeczkę. De Vris delektował się napojem, co i raz ocierając chusteczką zabarwione usta. Rozglądając się po mieście, starał się przypomnieć sobie stare czasy. Jako dziecko wychowywał się na ulicach Belingam. Trafił tutaj z południowego Albionu. Porzucony przez rodziców, postanowił poszukać szczęścia w innym miejscu. Zamyślony Forch nie spostrzegł, gdy nagle obok usiadł mężczyzna. Wysoki, o oliwkowej karnacji, najprawdopodobniej lokalny mieszkaniec kolonii. De Vris rozpoznał gościa i badawczo rozejrzał się po okolicy. - Masz szczęście, że przybyłeś sam - odezwał się do gościa. - A ty nie masz na tyle rozumu, żeby się tutaj pokazywać. Czego chcesz? - zapytał tamten. De Virs uśmiechnął się szeroko i leniwie przechylił kubek. Zniecierpliwiony i zdenerwowany gość przyglądał się temu z coraz większym poirytowaniem. Jakby nie chciał zostać nakryty, co bardzo bawiło Forcha. - To oczywiste Tuek. Chcę ubić interes. - powiedział po chwili. - Dlaczego miałbym robić z tobą jakiekolwiek interesy? O co Ci chodzi? - No bo widzisz przyjacielu, twoje dojścia mogą bardzo przydać się moim zleceniodawcom. -Lidze, hę? Nigdy nie pomogę tym parszywcom. Nie po to walczyłem o wolność Nutka. Słowa Tueka rozbawiły De Virsa. Z głośnym śmiechem klasnął w ręce. - Wolność! - śmiał się dalej Forch, a Tuek próbował go uspokoić. - Poniesieni ideałami sięgneliście po broń, aby walczyć w ich imieniu. I gdzie was zaprowadziły te ideały? Ta wolność?! Jednego pana zamieniliście na drugiego. Teraz rządzi wami ten gnojek Boruka. Za Ligi przynajmniej mieliście co jeść. Tuek przyjął jego słowa w milczeniu. To co powiedział, wydawało mu się bolesną prawdą. Boruka wykorzystał nadarzającą się okazję i zagarnął całe bogactwo oraz miasto dla siebie. Teraz mieszkańców Belingam trawiły choroby i głód. Tuek, podczas gdy kolonią władała Liga Morska i Kolonialna, pełnił funkcję zastępcy gubernatora. W czasie gdy ten grubas Brook, ówczesny gubernator, ruchał i zapijał się do nieprzytomności, to Tuek sprawował faktyczną władzę. Był oddanym ludziom i dostrzegał zepsucie w strukturach władzy kolonii. Chcąc coś zmienić, przyłączył się do powstania. Liczył, że wypędzenie kolonistów cokolwiek zmieni. - Co mam zrobić? - zapytał po chwili cichym głosem, jakby nie wierząc, że poddał się szpiegowi. - Uderzyć w kogo trzeba, w odpowiednim czasie. - odpowiedział zabójca, zadowolony z osiągniętego celu. - Tak potężna Liga potrzebuje pomocy byle chłopa? - zadrwił Tuek. De Vris wzruszył ramionami. - Boruka może i jest durniem, ale jego chciwość dobrze zabezpieczyła miasto. Artyleria w porcie, ciężkie stanowiska ogniowe przy bramie. No i ten wielki mur - wskazał przed siebie. - Liga prędzej czy później zdobędzie to miasto. Otoczy port, zablokuje drogę lądową. Miasto całkowicie zostanie odcięte od świata. Pomyśl tylko o ludziach Tuek. Wiem, że najbardziej ci na nich zależy. RE: Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 03 Mar 2024 - Witaj, de Virs. - Lordzie Cozier. - ukłonił się Forch - wyglądasz jak gówno przyjacielu. Cozier do Nutka przybył tydzień temu. Z grupą pięćdziesięciu żołnierzy przeniknął przez wybrzeże i rozbił obóz na pustyni, między obozem najemników z kopalni a miastem. Dzień ataku na miasto zbliżał się i Crozier chciał być na miejscu kiedy dojdzie do szturmu. - Tydzień na pustyni robi swoje. - odpowiedział z uśmiechem. Ubrany był w zakurzony, oficerski mundur Admiralicji. - Jak przygotowania? - zapytał po chwili. - Klan z kopalni jest gotowy, w mieście mamy swoich szpiegów. - A Tuek? Co z nim? De Vris zamyślił się. - Będzie po naszej stronie. - Na pewno? Mówiłeś, że jest niezdecydowany. - naciskał Cozier, co zirytowało de Vrisa. - Gdy tylko pojawicie się pod miastem. Zrozumie, że nie ma innego wyjścia niż nam pomóc. - Obyś miał rację de Vris. Miasto musi paść szybko. Nie możemy pozwolić sobie na zniszczenia. RE: Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 05 Kwi 2024 Cozier wraz ze swoimi ludźmi przyglądał się nacierającym żołnierzom. Atak nastąpił z dwóch stron. Grupa okrętów Ligi zablokowała wyjście z portu. Nie spotkał ona dużego oporu. Co prawda nabrzeża broniły staroświeckie działa przeciwokrętowe, jednak z niewiadomych przyczyn nie zostały one użyte. Drugi atak nastąpił prosto na główną bramę miasta. Ludzie braci Mombasa i Omara natarli prosto na główne umocnienia. Pod murami rozgorzała krwawa łaźnia. Po stronie obrońców odezwały się ciężkie karabiny maszynowe, granaty i moździerze. Śmiercionośna broń zadawała liczne straty atakującemu.Ten, nie mający trwałej osłony, mógł tylko nacierać. Jednak napastnicy nie pozostali dłużni. Odpowiedzieli oni ręcznymi wyrzutniami rakiet oraz karabinami z pustynnych pojazdów terenowych. Operatorzy zaatakowali stanowiska ogniowe i przynajmniej na razie, ogień karabinów ustał. To dało chwilę wytchnienia atakującym i czas na przegrupowanie. Widok wysokich strat nie trapił Coziera. Doskonale zdawał sobie sprawę, że atak na miasto jest okazją upieczenia dwóch pieczeni na jednym ogniu. W tej krwawej grze liczyli się tylko najsilniejsi. Boruka, Omar a nawet sam Forch, byli jedynie zwykłymi pionkami, które niepotrzebne były od razu usuwane. Cozier pozwolił więc krwawić sprzymierzeńcom, aby w przyszłości zadać zdecydowany cios. Po przegrupowaniu się, oddziały szturmowe wysadziły główną bramę. Obrońcy rzucili się do prowizorycznych zasieków. W praktyce były to przewrócone ciężarówki oraz przygotowane wcześniej worki z piaskiem. Gdy atakujący tylko wdarli się do miasta, umocniony przeciwnik otworzył ogień. To trochę pohamowało zapał atakujących. Ten, po udanym wysadzeniu bramy, zyskał na morale i ruszył do frontalnego ataku. Sytuacja zaczęła się komplikować. Poczerwieniały na twarzy Omar wycofał się i ze wściekłością ruszył ku Cozierowi. - Siedzisz tu na dupie, gdy moi ludzie walczą. - odrzekł z nieskrywaną furią. Był bliski zaatakowania Coziera. Ten jednak niewzruszony, obserwował ludzi tłoczących się przy bramie. Dopiero po chwili zwrócił się do dyszącego Omara. - Dostałeś proste zadanie Omar. - odpowiedział Cozier. - Masz zdobyć to miasto. - Nie widzisz, że nas dziesiątkują? Rusz się wreszcie i nam pomóż. Inaczej wycofam swoich ludzi. - Wtedy rozstrzelam ciebie tu i teraz. Cozier nim dokończył, ogień w mieście momentalnie ustał. Zdezorientowani mężczyźni patrzyli w kierunku bramy i na wiwatujących ludzi. Po krótkiej chwili Cozier zrozumiał, co właśnie się stało. Z nieskrywaną satysfakcją spojrzał na osłupiałego Omara. “Gdybyś tylko znał swoje położenie” pomyślał z lekkim współczuciem. Po dziesięciu minutach z miasta wyszedł Tuek. RE: Powrót do Nutka - Artur Kardacz - 10 Maj 2024 Liga Morska i Kolonialna odzyskała kontrolę nad Nutka. Sir. Stuart Strange wkroczył do miasta jako zwycięzca, choć Liga ani trochę nie zamoczyła rąk. Strange z uśmiechem wspominał jak łatwo posłużył się miejsowcymi watażkami. Gdy przestali być potrzebni to szybko podzielili los Boruki. Podobno ich ciała nadal wiszą nad drogą do miasta, aczkolwiek niewiele z nich zostało. Teraz Liga znowu może czerpać zyski z surowców naturalnych i herbaty. Szlak sambanafrykański został ponownie otwarty. Jednakże to nie koniec problemów. Zaraz po odzyskaniu kolonii, na kontynencie wybuchła kolejna wojna. Jak doskonale pamiętamy, poprzednia doprowadziła do przewrotu antykolonialnego i przejęcia władzy przez Borukę. Admiralicja nie może dopuścić do tego, aby historia zatoczyła koło. Garnizon kolonii został wzmocniony o albiońskich i centrazyjskich najemników. Rozpoczęto również formowanie jednostek Kolonialnej Piechoty Morskiej oraz Brygad Nowej Hirshbergii, które w ostateczności mogą wyruszyć do Nutka i wspomóc miejscowe oddziały. Również samo Belingam przygotowano na odparcie szturmu. Do miasta ściągnięto zapasy amunicji, żywności oraz medykamentów. Miejscową ludność z kolei przeszkolono i zmobilizowano. Nie wszystkim się to podobało, niektórych trzeba było przekupić bądź wyperswadować taką potrzebę. Ogólnie nastroje w kolonii nie są najlepsze. Bieda i wyzysk Boruki zrobiły swoje. Naprawa tego stanu rzeczy będzie wymagała czasu i nakładów wielu środków. W kolonii trzeba odbudować przemysł, albowiem wiele kopalń i zakładów przetwórczych przestało działać. W opłakanym stanie jest również rolnictwo. Susze i nieodpowiednia pielęgnacja doprowadziły do ogromnych strat w plantacjach herbaty, daktyli oraz owoców. Przed Ligą wiele wyzwań a problemów wciąż przybywa. |