27 Gru 2023, 23:53:50
- musimy wrócić do Nutka - powiedział sir. Cozier, siedząc wygodnie w swoim fotelu. W elegancko wystrojonym gabinecie, znajdującym się na drugim piętrze budynku Admiralicji w Vihres, wspólnie z Forchem i Thomasem Blanky przesiadywali w wygodnych fotelach. Wokół nich rozciągały się masywne pułki, sięgające niemalże pod sam sufit, a na nich niezliczone egzemplarze książek i pamiątek z dalekich krajów. Na wprost od wejścia, przy oknie, stało duże biurko wykonane najprawdopodobniej z winkulijskiej dębiny. Mocny, brązowy kolor nadawał pomieszczeniu charakteru. Po prawej stronie znajdował się ceglany kominek a przed nim mały stolik i trzy elegancko obite fotele.
Na słowa Cozier obaj panowie posmutnieli. Od czasu utraty Nutka zyski Ligi znacznie spadły. Buntownicy przejęli najpopularniejszy i największy port w tej części mikroświata. Nic nie mogło zatrzymać katastrofy, jaką niosła za sobą ta tragedia.
- racja - kiwnął głową Blanky, świadom konsekwencji przedłużającego się braku dostępu do portu.
- Strange żąda od nas natychmiastowej reakcji - kontynuował Cozier - muismy odzyskać Nutka, aby stanąć na nogi. Wyprawa do Aryunu sporo nas kosztowała.
- tylko jak mamy to zrobić? Cała kolonia zajęta została przez buntowników. W Belingam rządzą samozwańcze władze.
Po uwagach Thomasa, Cozier spojrzał na Forcha. Trzeci w rozmówców do tej pory nie odezwał się ani słowem. Wygodnie usadowiony w fotelu popiłał centrazyjskie wino i przysłuchiwał się przyjacielom. Forch de Vris był wielkim przyjacielem Ligi Morskiej i Kolonialnej. Nie ma w Winkulii równie bezwzględnego, skrupulatnego i oddanego człowieka niż on. Mimo, że formalnie nie należy do Ligi, to Admiralicja bardzo chętnie sięga po usługi szpiega.
De Vris uśmiechnął się krzywo.
- być może znajdziemy na to rozwiązanie - zachichotał.
Blanky spojrzał pytająco na szpiega a później na Coziera. Po chwili ten ostatni wyjawił Kapitanowi cały plan. Obejmował on siłowe odbicie Nutka przy wykorzystaniu najemników i wszystkich dostępnych oddziałów kolonialnej piechoty. Jednak nie w tym tkwił szkopuł. Wsparcia podczas ataku miały udzielić jednostki stacjonujące już na miejscu. Po rozmowie De Vris udał się do Nutka.
Na słowa Cozier obaj panowie posmutnieli. Od czasu utraty Nutka zyski Ligi znacznie spadły. Buntownicy przejęli najpopularniejszy i największy port w tej części mikroświata. Nic nie mogło zatrzymać katastrofy, jaką niosła za sobą ta tragedia.
- racja - kiwnął głową Blanky, świadom konsekwencji przedłużającego się braku dostępu do portu.
- Strange żąda od nas natychmiastowej reakcji - kontynuował Cozier - muismy odzyskać Nutka, aby stanąć na nogi. Wyprawa do Aryunu sporo nas kosztowała.
- tylko jak mamy to zrobić? Cała kolonia zajęta została przez buntowników. W Belingam rządzą samozwańcze władze.
Po uwagach Thomasa, Cozier spojrzał na Forcha. Trzeci w rozmówców do tej pory nie odezwał się ani słowem. Wygodnie usadowiony w fotelu popiłał centrazyjskie wino i przysłuchiwał się przyjacielom. Forch de Vris był wielkim przyjacielem Ligi Morskiej i Kolonialnej. Nie ma w Winkulii równie bezwzględnego, skrupulatnego i oddanego człowieka niż on. Mimo, że formalnie nie należy do Ligi, to Admiralicja bardzo chętnie sięga po usługi szpiega.
De Vris uśmiechnął się krzywo.
- być może znajdziemy na to rozwiązanie - zachichotał.
Blanky spojrzał pytająco na szpiega a później na Coziera. Po chwili ten ostatni wyjawił Kapitanowi cały plan. Obejmował on siłowe odbicie Nutka przy wykorzystaniu najemników i wszystkich dostępnych oddziałów kolonialnej piechoty. Jednak nie w tym tkwił szkopuł. Wsparcia podczas ataku miały udzielić jednostki stacjonujące już na miejscu. Po rozmowie De Vris udał się do Nutka.

