Dodano 2011-01-02 23:57:35 przez UMF
Jakże idealnie cytat z "Wesela" Wyspiańskiego określa ostatnio rozpoczętą dyskusję, na temat stanu sarmackiej polityki. Kilka prostych pytań zadanych przez pana Jeremiasza Winchestera totalnie obnażyło nasze słabości - Winchester nas zastrzelił.
Z początku zdeprymowany myślami o kolejnym nieciekawym roku za mną i o nadchodzącym, jawiącym również niezbyt zachęcające perspektywy, ominąłem wspomnianą dyskusję. Nie miałem ochoty po raz kolejny tłumaczyć komuś dlaczego nasze partie polityczne nie są warte splunięcia, jaki mają program, czym był Syriuszem i dlaczego już nie funkcjonuje, i tak dalej, i tak dalej. Mimo to, po jakichś dwóch godzinach zmieniłem zdanie i postanowiłem stawić czoła rozważaniom na temat naszego politycznego podwórka i nie tylko.
Gdyby do sprawy podejść podręcznikowo, należałoby zastanowić się nad podstawami do istnienia polityki w Księstwie, a co za tym idzie, istnieniem partii politycznych i ich programów. Idąc tym nurtem i przyjmując, iż ze swojej definicji partia polityczna ma za zadania przejąć i utrzymać władzę. Zasad niby prosta, ale jest jeden warunek - trzeba mieć co przejąć i utrzymać.
Ktoś powie - zaraz, zaraz, przecież mamy parlament, mamy "samorządy", mamy co przejmować. Czy aby napewno? Prowincje już od dłuższego czasu nie są miejscem politycznych rozgrywek, nie ma zwyczajnie o co walczyć. Bo gdzie leży atrakcyjność urzędu naczlenika prowincji? Nie znaczy to, że umniejszam jego znaczeniu, ale gdzieś po drodze, w ramach nie tylko reform systemu samorządowego, naczelnictwo prowincji zatraciło, lub zmieniło swój sens. Być może chodzi tu o zmniejszenie wpływu na prowincję, choć to jedynie pozór, gdyż Namiestnik czy Król, jako osoba najważniejsza w danym regionie, może wpływać na lokalne działania drogami innymi niż polityczne pociąganie za jakiekolwiek sznurki. Co więcej, osobiście upatrywałbym taki model działania, za najbardziej właściwy.
Jeżeli chodzi o tzw. "centralę", sprawa nie kształtuje się bardzo odmiennie. Brak rywalizacji wynika z osłabienia znaczenia parlamentu i rządu. Wpływ obywateli na rządzących ogranicza się do narzekania, a wpływ rządzących na państwo to jedynie załatwianie spraw bieżących. Bo niby jak ma wyglądać program polityczny? O polityce zagranicznej można napisać tylko tyle, ze będzie. Bardziej ambitna partia pokusi się o wpisanie do programu chęci współpracy ze wszystkimi mikronacjami, które wyrażą taką wolę. Co by nie mówić o stosunkach z Wandystanem czy Natanią - realne korzyści dla obu stron są bardzo małe. Jeżeli chodzi o gospodarkę, to chyba wszyscy widzą jaka jest sytuacja - dana partia musi mieć wpisane w progamie że gospodarka powstanie, ale jak tego dokonać w jedną kadencję? Po prostu się nie da, bo albo zabraknie czasu, albo tempo prac legislacyjnych nad wdrożeniem systemu ekonomicznego sparaliżuje reformy, albo obywatele zgłoszą tyle sprzeciwów, albo tyle wniosków co do działania systemu, że zadania stanie się absurdalnie trudne. Polityki socjalnej nie prowadzimy, a kwestie ustrojowe nie chyba jedyna rzecz, jaką realnie można w programie określić i później realizować, choć akurat tego typu zmiany nie zmienią w funkcjonowaniu Księstwa praktycznie nic. Odebranie czy dodanie komuś kometencji z perspetktywy obywatela nie sprawującego władzy nie zmienia nic. Jak widać - nie za bardzo jest co przejąć, nie za bardzo jest czym rządzić, nie za bardzo jest jak rządzić. Sprawy, które załatwić trzeba, nie są możliwe do wykonania przez jedną kadencję, a tym bardziej specyfika funkcjonowania mikronacjia wobec czasu i realnego świata nie pozwala na rządowe wykonanie pewnych prac.
Co się tyczy gospodarki - napomnknąłem wyżej. Przez jedną kadencję systemu zrobić się nie da. Nawet jeśli dane ugrupowanie zdecyduje się na utworzenie systemu i wdrożenie go, prawdowpodobne jest, iż sprawa może ugrząźć jak sławetny NSI. Jeżeli się mylę - proszę mnie sprostować. Nie wiem jednak dlaczego, ale od dłuższego czasu cicho jest o tym projekcie, a chyba nie powinno być tak, że to ktoś z obywateli przypomina programistom o konieczności informowania nas o postępie prac. Jeżeli postępu nie ma - trudno, mimo wszystko wypada choćby o tym poinformować Sarmatki i Sarmatów.
Zbliżając się do końca chciałem jakoś efektownie spuentować moje rozważania, jednakże do głowy przychodzą mi jedynie kwaśne myśli o zastoju i braku perspektyw dla sarmackiej polityki, który przenosi się w pewnym stopniu na perspektywę powtórnego powstania gospodarki. Być może się mylę, ale problem tkwi gdzieś głęboko u podstaw istnienia nie tylko Sarmacji, ale mikronacji w ogóle. Księstwo istnieje już ponad 8 lat - niektórzy z mieszkańców powinni zauważyć, że mikronacje rządzą się swoimi prawami i na dłuższą metę kopiowanie realnych państw kończy się fiaskiem, ale o tym innym razem.
Bo to Sarmacja właśnie, chciałoby się powiedzieć, znów czerpiąc z Wyspiańskiego, Sarmacja "zastrzelona" Winchesterem... Brawo, panie Jeremiaszu. Szkoda tylko, że nic z dyskusji przez pana rozpoczętej nie wyniknie...
___
Leszek ŻółtowskiKomentarze
Winheart, dodano 2011-01-04 22:00:23:
1) Artykuł jest bardzo ciekawy i według mnie utrzymany na wysokim poziomie :) Także autorowi gratuluję.
2) Zgadzam się z tym, że władza jest w Sarmacji mało atrakcyjna, bo władza oznacza dźwiganie wszystkiego na własnych barkach. Napędzanie mini-aktywności innych swoją hiper-aktywnością, w dodatku za wypłatę, która "będzie", albo i nie będzie - a od niej przecież zależą inicjatywy, które się bezustannie podejmuje szukając w morzu martwych dusz ostatnich aktywnych Sarmatów.
3) Polityka w KS (choć jest to tylko moje subiektywne zdanie) podupadła ponieważ ograniczała się do walki między konkretnymi kandydatami zamiast walki między programami, a gdy udało jej się wznieść na nieco wyższy poziom kontakty partii rządzących z opozycją ograniczały się do tego "dlaczego nasza partia zrobiłaby to lepiej".
4) Nawet jeśli upadek polityki nie był związany z jej marnym poziomem możemy szukać jego podstaw w "starzeniu się" mikronacji. Młodzi wolą mniej męczące zajęcia - polityka wymaga myślenia, dodatkowo trzeba czytać i pisać (o zgrozo) o różnych ustawach i projektach, a to przecież męczące.
5) Co do długości kadencji - fakt, wykonać jakiś większy projekt w 2 miesiące nie jest łatwo, ale dałoby się, gdyby zapewnić sobie płynność w rządzeniu, tylko kto wytrzyma pół roku czy choćby 4 miesiące utrzymując wciąż ten sam stopień aktywności i nie odczuwając zmęczenia?
6) Jeśli chodzi o fiasko projektów takich jak mikronacje po pewnym czasie, to coś jest na rzeczy - znowu to "starzenie się społeczeństwa" - chcemy trwać musimy inwestować w nowych zamiast podniecać własne żale, pretensję i spory. Pytanie co zrobić by nowi chcieli u nas być. Dla mnie rzeczą absolutnie niezbędną jest system gospodarczy. Bez niego, po ostatnich zmianach, staliśmy się społecznością forumową, jakich masa w sieci i nie do końca zasługujemy na miano mikronacji.
7) Ostatniej, lecz nie mniej ważne - mimo wszystkich smutnych rozważań wciąż jestem optymistką - wierzę że wyjdziemy z kryzysu, Tobie życzę takiego samego optymizmu - łatwiej się wówczas pracuje :)
Guedes de Lima, dodano 2011-01-05 11:18:08:
Fantastyczny artykuł. Gratuluję. Dobrze się czytało. Pozdrawiam.