Artur po skromnej koronacji udał się do swojej rezydencji. Tam miało odbyć się spotkanie z zaproszonymi gośćmi. Gdy Kniaź dotarł na miejsce nikogo nie zastał, jedynie służbę która kręciła się po rezydencji. W oczekiwaniu na gości udał się do swojego gabinetu. Nie czekając wyciągnął z barku butelkę miejscowego trunku i wypełnił nim swoją szklankę. Z drinkiem w ręku rozłożył się w wygodnym fotelu i zaczął myśleć o nadchodzącej przyszłości.
Rozległ się odgłos brzmiący jakby jak "pyr, pyr, pyr". I faktycznie było to "pyr, pyr, pyr" - odgłos zbliżającego się auta - dość skromnego i staroświeckiego, ale niewątpliwie odświętnego. Limuzyna. Amatorska limuzyna. Wysiadł z niej (rzecz jasna) sagan Amatorii, obywatel westlandzki August de la Sparasan de Harlin: - Proszę wybaczyć niezapowiedziane przybycie w ostatniej chwili - stwierdził już na progu - Obowiązki saganowskie i realioza to złe połączenie -
August de la Sparasan de Harlin
Sagan Amatorii, przewodniczący Sądu Ludowego, prezydent ZPViW, piastujący obecnie bądź w przeszłości liczne inne stanowiska
Zaraz za staroświecką limuzyną sagana Amatorii, zajechał z piskiem opon bordowy AVF Zephyr, eskortowany przez dwa motocykle. Z auta wysiadł Naczelnik Winkulijskiej Republiki Ludowej - Mateusz Żmigrodzki. Po chwili wszedł do środka i przywitał się: - Witam panów serdecznie! Niestety byłem na Rajdzie Winkulii i przez to również przyjechałem trochę później. - Po chwili podszedł do barku, wrzucił do szklanki kilka kostek lodu i zalał je whiskey. Potem usiadł wygodnie w skórzanym fotelu.
Vladimir nie rozumiejąc co to za poruszenie w mieście zapytał przechodnia gdzieś przed siebie biegnącego -Co to za zbiegowisko, biegnący człowieku? Ten odpowiedział w biegu, o mało co nieuderzając w słup -Koronacja była. Ludzie świętują! Już nie zdążył dopytać gdzie, ale nagle dostrzegł jadące limuzyny i uznał, że to pewnie jacyś ważni w nich jadą. Widział, że w kierunku lasu jakiegoś jadą... Po ciemku bał się tam zachodzić, ażeby jakie leśne stwory go nie pożarły żywcem, ale za dnia zrobi sobie spacerek.
Kardacz z wielką radością przywitał przybywających gości - Witajcie przyjaciele! Witajcie, zapraszam o środka - witał ich w progu. Dziękuję za tak liczne przybycie, nie zdajecie sobie sprawy ile dla mnie znaczy Wasza wizyta i wspólne świętowanie objęcia przeze mnie rządów. Witam również nową twarz, Vladimira Agucko, który niedawno przybył do Cesarstwa Insulii i Westlandu. Liczę że Szanowny Pan pozostanie z nami na dłużej. Przyjaciele! Dzisiejszy dzień poświęcimy nie tylko zabawie i radości ale również i zadumie. Przed nami dużo pracy. W głowie mam już pewne plany dotyczące polityki zagranicznej i wzmocnienia naszej gospodarki. W pierwszej kolejności powinniśmy skupić się jednak na kwestiach wewnętrznych. Zapowiedziałem już swoją podróż do każdego z Was, chciałbym z bliska przyjrzeć się każdej prowincji i wspólnie omówić plany na przyszłość. Musimy też dostosować prawo do obecnych realiów. Nie ukrywam że planuję również powołać jedną osobę na stanowisko mojego doradcy. Jeśli sami macie pomysł jak ma wyglądać nowy Westlandu to proszę podzielcie się nim śmiało. Niech ten wątek posłuży nam jako debata nad nowym wyglądem tego kraju. - po tych słowach Kardacz nalał każdemu gościowi miejscowej nalewki i wzniósł rękę do toastu.
Tak jak powiedział, tak i zrobił. Szedł sobie ścieżką, którą nakreśliły mu opony kół limuzyn. Ku jego zdumieniu, nagle wyłonił się zza drzew domek drewniany z tarasem na ogród skierowanym. Zebrani stali i siedzieli z lampkami wina czy też szampana i jeden przemawiał.
Vladimir nagle usłyszał swoje imię w tej przemowie do zebranych, wszyscy się odwrócili w stronę Vladimira przechadzającego się nieopodal płotu okalającego posiadłość, a ten rzekł do nich tak - Witajcie Wielmożni Państwo. Cieszę się, że zauważono kogoś takiego jak ja. Jest mi niezmiernie miło, że mogę pozostawać na tej westlandzko-insulijskiej ziemi.
Nagle kelner podszedł do płotu i podał mu kieliszek nalewki zaproponowanej przez mówcę. Ten za płotem, od strony ulicy stojący przechylił wlewając w korpus i stwierdził -Dobre mięsiwo kopiące! Wasze i moje zdrowie!
Vladimir napiwszy się wystarczająco, oddał nadpite szkło. Podziękował za poczęstunek i udał się powolnym krokiem w stronę hotelu Paddington, w którym, miał nadzieję, dostać w końcu klucz do pokoju.
Sagan Amatorii skorzystał z chwili milczenia, która zapadła po wzniesieniu toastu i przemówił:
- Szanowni Zgromadzeni! Jasnym jest, że dzisiejsze zebranie może mieć nadzwyczajny wpływ na nowy kurs, jaki obierze państwo westlandzkie! Jasnym jest, że Amatoria stanowi jego trzon, zajmując zdecydowaną większość jego terytorium. Ta sama Amatoria, która tak długo cierpiała na republikańskiej dominacji w kraju - lud amatorski długo nie zapomni o aspiracjach Republistanu do absolutnej władzy nad Westlandem, o uczynieniu z "Armii Secesyjnej" prywatnego folwarku, drugich sił zbrojnych dla zachodniego sąsiada! Nie możemy dopuścić do powtórzenia tego. W nowym Westlandzie Amatoria powinna odzyskać należną sobie pozycję równorzędnego partnera -
August de la Sparasan de Harlin
Sagan Amatorii, przewodniczący Sądu Ludowego, prezydent ZPViW, piastujący obecnie bądź w przeszłości liczne inne stanowiska
Ja powiem konkretnie i w punkt - Westland się rozpada na naszych oczach. Forumnacje przegrywają konkurencję z pożeraczami czasu takimi jak TikTok, Instagram, inne social media, Netflix, Amazon Prime, gry mobilne, komputerowe gry free2play czy konsole wideo. Świat zmierza w takim kierunku, że człowiek chce w jak najkrótszym okresie czasu doznać jak najwięcej bodźców. Skraca się attention span, A ludzie preferują coraz krótsze formaty (np. jednominutowe filmy na Instagramie zamiast 20-minutowych filmów na YouTube). Konsument mediów oczekuje natychmiastowej reakcji na to, co wyklika czy napisze. Forum jest formatem przeszłościowym, który po prostu przegrywa rywalizację o czas człowieka w nierównej walce z uzależniającymi dostarczycielami bodźców.
Zaadresować ten problem możemy dwojako. Albo dostosowujemy się do realiów XXI wieku i idziemy w stronę klikalnego kraju, szybkiej listy dyskusyjnej, discordnacji lub państwa-gry, albo kreujemy się jako alternatywa dla tych bezproduktywnych, dekadenckich, uzależniających mediów. Świat, gdzie nie musisz płacić, aby doświadczać pełni doznań, który nie jest zaprojektowany tak, aby Cię uzależniał, nie wymusza na Tobie obecności, a za to rozwija Twoje umiejętności i zdolności w świecie realnym. Dla większości ludzi zabrzmi to po prostu śmiesznie i zleją temat. Ale dla nas to dobrze, bo przyciągniemy do siebie zainteresowanie ludzi, którzy są w stanie się skupić na takim spokojnym formacie, włożyć w coś realny wysiłek, by być dumnym z dokonanej pracy.
Mój wykład brzmi może aż przesadnie idealistycznie. Ale musiałem zastosować kilka hiperboli, żeby uwidocznić problem z samymi fundamentami, na których stoją mikronacje. Wiem, że pytanie było o Westland, ale problemem Westlandu jest to, że stoi w miejscu, kiedy cały świat idzie do przodu. Stosujemy te same mechaniki używane od dekad - robienie narracji na forum, walka o władzę w kraju, opisywanie własnego państwa, kultury, religii, pisanie czegoś w rodzaju książki. Inne państwa mają klikalne systemy gospodarcze, a Westland jest 100% forumnacją, która nawet nie ma Discorda.
Kamiljan de Harlin
Rodzic Doctriny, Prezydent Gaudium
To ja tutaj powiem, że forumnacje mają prawo działać, ale jeżeli są otwarte na zagranicę. Samodzielne narracje, które nie angażują większej ilości osób niestety nie przynoszą życia. Aby dzisiejsza mikronacja działała musi być otwarta na zagranicę, tworzyć inicjatywy i kusić obywateli z innych państw by ją odwiedzali. To też sprawia, że na czele musi stać ktoś lub kilka ktosiów, którzy są koniami pociągowymi i wóz ciągną. Niestety większość mikronacji nie dorówna już starym czasom, gdy było po ponad 10 aktywnych obywateli i każdy miał coś, co zrobienia. Obecnie masa krytyczna spadła do takiej 5 obywateli, którzy działają stricte w kraju i wymyślają atrakcje ściągające zagranicę by ta chętnie działała.
Insulia jest o tyle dobrym układem, że razem jest nas więcej niż 5 osób i daje to większe pole do zabawy między nami. Prowincje nie mogą już dłużej bawić się tylko w swoich granicach, muszą wychodzić poza nie bo inaczej kończy się jednej osobie, która to ciągnie, a mikroświat nawet nie słyszy, co się dzieje. Dobrze, że mamy Mundial bo to okazja do zarówno prezentacji Insulii, jak i wspólnych działań między prowincjami celem promocji zarówno siebie, jak i samego Cesarstwa. Jestem zwolenniczką obecnego rozbicia, a nie centralizacji, ale musimy wiedzieć z czym to się wiąże. Klikalne systemy gospodarcze są ok, ale to tylko dodatek do zabawy, nie powinien on być nadrzędny do forum. Druga sprawa to musi być ktoś kto go napisze. Tutaj ponownie poniekąd odzywa się właśnie głos o większe wychodzenie ze swoich czterech ścian. Bez tego nie będzie współprac, jak choćby współdzielenie systemów gospodarczych.