Polemika z dreamlandzko-bialeńską Teorią Martwego Internetu

Vladimir Agucko
Posty: 78
Rejestracja: 21 lut 2023, 23:39

Polemika z dreamlandzko-bialeńską Teorią Martwego Internetu

Post autor: Vladimir Agucko »

Od dawien dawna dokonuje się obserwacji kto jakie posty z siebie potrafi wypruć. Potem dostawiono kolejny probierz jakim był - Ło matko jedyno, a po co on/ona/to, to wszystko robi.

Blogi Zanika, czyli typowe rzygowiny, próbowano skonfundować i próbowano nadać im naturę zatrutego jabłka, którego nie wolno czy też nie powinno się tykać, przeglądać, podlinkowywać, komentować. Następnie próbowano dociec, kto jest na tyle pojebany, żeby kreować coś takiego, czyli przekraczano granicę, która i tak została już przekroczona. Zaczęło się docieranie. Poziom zniewieściałego usposobienia do otoczenia narastał. W pewnym momencie straciło się nawet kontrolę nad byciem z tymi, z którymi się bywało i uznano - a pierdolę te lejce. Po co w ogóle ja je trzymam, skoro inni też nie trzymają, to ja jako prawdziwy ja sobie je potrzymam skoro jest okazja do trzymania.

Dotarto do miejsca, w którym niechcącemu się trzymać, się trzyma i zakazuje się trzymania innym pod warunkiem, że oni też będą trzymać. Jest to sprzeczność w sprzeczności. Wurstlandia raz upadła. Drugi raz próbowała się podnieść i też upadła. Zwalono winę na co? Na nadaktywność pewnej jednostki i na nieaktywność pewnej jednostki. Powstały dwa ładunki o przeciwstawnych nastawieniach. Nadaktywność nazwano trollingiem i spamem. Nieaktywność wypaleniem, wygaśnięciem czy też uśpieniem. Co zrobiono dalej?

Zaczęto zabawę pod tytułem, to może skupmy się, bo jak to mówią w kupie siła, na merytoryczności aktywnośći, bo skoro uznaliśmy, że nadaktywność i nieaktywność są be, to zbudujmy w końcu właściwą aktywność, właściwą wartość, którą będzie można tworzyć/czytać, a której nie będzie można czytać/tworzyć. Nałóżmy sobie kaganiec i się wreszcie opanowywujmy tworząc bądź nie tworząc, czyli zabawiono się w Boga-Stworzyciela:

-Archaniele, co dzisiaj mamy za dzień?
-Niedzielę albo poniedziałek. A czemu szefo pyta?
-Bo już kurwa zapomniałem, czy dziś jest wolne, czy dopiero jutro.

Przerodziło się to następnie w prokrastynację, bo Bogu i tym wszystkim w niego wpatrzonym wszystko się pojebało. Potem zaczęli powstawać konfidenci donoszący - E! Zobacz chuja! Macha łopatą, a dziś wolne... Jakiś jebnięty! Niech mnie nie wkurwia lepiej. Idź mu powiedz, żeby przestał. Inni ruchają laski po kiblach w klubach, a ten debil, no istny debil, jakbym mógł, to bym mu wykurwił, macha łopatą, zjeb pierdolony. Niech zejdzie z moich oczu. A tak w ogóle, to o czym on pierdoli do mnie? Chce w ryj dostać? To niech tu przyjdzie.

Jako, że cały czas mowa o tarciu, to już znaleźliśmy się w tartaku. Piła mechaniczna załączona. Drewienka sobie płyną rzeczką. Nic nie zwiastuje, że za chwile będzie rżnięcie wpół czy też wspak. A tu nagle wielkie koło zamachowe zwane piłą się ukazuje przed oczyma drewienek, a te nawet jakby chciały uciec, to nie mogą, bo piła je i tak skonsumuje. Potem te rozpołowione czy też pocięte kłody leżą i jedna do drugiej gaworzy - a pamiętasz jak płynęliśmy rzeczką, tuż obok nas płynęło inne drewienko, liczyliśmy się nawzajem, było nam raźniej, a teraz leżymy tacy pocięci czy tam podcięci. Nawet flaki nasze obok nas leżą, takie świeże trocinki. A wiesz, że zaraz przyjadą po nas? - mówi jeden pocięty do drugiego pociętego. A ten drugi pyta tego pierwszego, no niby kto? -Grille i będą potrzebowały podpałki.

-Żarty sobie robisz? Ja nie chce być podpałką.
-A kim?
-Na przykład łatą do budowy dachu. Przynajmniej bym się nadał do czegoś.
-Jak im podpasisz z długością i grubością, to może Ciebie wezmą.
-A jak nie?
-To będziesz leżał i czekał, aż ktoś Ciebie weźmie. Trochę grzybem zarośniesz od opadów deszczu jak Ciebie nikt nie przykryje.
-A oni nie wiedzą, że trzeba mnie przykryć?
-Jak mają upatrzonego budowlańca, to Ciebie zakryją i oddadzą do właściwego użytku.

Tak można sobie tworzyć rzeczywistość malkontentów, co samo te słowo ma w sobie przedrostek mal-, który oznacza zły, niepoprawny, wadliwy. To jaki, w takim razie, jest ten dobry content i gdzie go szukać? Kto ma ustanowić czy też pokazać ten dobry content? Ci sami malkontenci, a może kto inny? A może w ogóle nie nazywać contentu? Może w ogóle usunąć terminy określające nadaktywność i nieaktywność? Po co w ogóle ją badać? Po co stawać się strażnikiem rzeczywistości, która dla każdego jest różna? Pytanie, czy prawnicy, informatycy, programiści, socjologowie i urzędnicy to potrafią...
ODPOWIEDZ

Wróć do „Co słychać w Insulii?”