Akt 1
Scena 1 “Miłość niejedno ma imię”
Miejsce akcji: Palatynat Leocji, Berklehopf
Postacie: @Anastasia Windsachen , @Krzysztof Windsor , @Sophie , Sługa Pocztowy

(Wczesnym rankiem do salonu, w którym na jednej z kanap leżą śpiący Krzysztof i Sophie, wchodzi świeżo obudzona Anastasia, która nie zauważa syna i synowej. Na podłodze leżą puste butelki po winie, talerze z resztkami jedzenia. Na ścianie naprzeciwko kanapy wisi duży portret męża Anastasii - Joahima, obok wyjście na taras. Na środku pokoju stoi mały okrągły stół ze srebrną szkatułką.)
Anastasia (do siebie): … i tak właśnie wygląda to “królewskie” życie. Ożeń się z facetem spontanicznie na książęcych urodzinach kilka minut po rozwodzie, obiecajcie sobie wielką miłość i co? Miesiące nieobecności, dworki na mojej głowie i jeszcze rodzina! A potem przyjedzie albo raczej to ja do niego pojadę i znowu, jak głupia nastolatka cała w skowronkach.
(Podczas gdy Anastasia wygłasza swój wewnętrzny monolog, powoli budzi się Krzysztof. Słysząc głos matki próbuje zorientować się gdzie jest i po kilku chwilach, już wie, że leży na kanapie w salonie. Rozglądając się widzi puste butelki i szybko dopina w pół rozpiętą koszulę. Z lekkim stresem w oczach wygląda znad kanapy. Mówi poszarpanym, świeżym głosem.)
Krzysztof: Umm… Dzień dobry mamo… Która godzina?
(Anastasia słysząc głos za plecami lekko podskakuje i patrzy na syna. Widzi, jak w pośpiechu dopina guziki w pomiętej koszuli i przysłania kołdrą leżącą obok Sophie. Przez chwilę na jej twarzy występuje duży wyraz zdumienia, który po chwili zamienia się w standardowy, kamienny ni to grymas, ni to uśmiech.)
Anastasia: Dobry dla kogo dobry. Widzę, że nie próżnowaliście dzisiaj w nocy. Zostawić was samych na chwilę to, jak ojca. Taki ułożony byłeś zanim się ożeniłeś z tą Edelką. Już mogłeś tym księdzem zostać. Dziedzica byś nie dał, ale chociaż jakieś maniery by zostały. Jakiegoś odległego kuzyna by się znalazło by tron wziął, Ty byś błogosławił, a tak to proszę! Salon, godzina, bo pytałeś, dziesiąta, a nawet po! A wy co? Na kanapie, półnadzy, ubrania rozrzucone, butelki pozostawiane po całym pokoju. W kogo Ty się wdałeś? Gdzie to ułożenie?
(Krzysztof nieco zszokowany wstaje i podchodzi do matki)
Krzysztof: No, niech mama nie przesadza. Dopiero mieliśmy ślub. Raz na jakiś czas się można wyspać. A w porównaniu do Damiano, myślę, że nadal jestem ułożony. Tu paparazzi nie stoją pod oknami - podszedł do okna i rozejrzał się- nie wszystko wyjdzie. Butelki zaraz raz, dwa posprzątam i będzie jak kilkanaście godzin temu - czysto i schludnie. Czy my mamy dzisiaj coś zaplanowane?
(Sophie w końcu budzi się. Otwiera jedno oko, którym spogląda na Anastazję. Wstaje narzucając na siebie szybko jakąś narzutkę. Zaczyna zbierać butelki)
Sophie: Dzień dobry, Pani Matko! Jak dobrze, że zawsze można liczyć na Twoje niezapowiedziane wejście! Troszkę nam się z Krzysiem pospało! Ale musisz nam wybaczyć, to nie była zbyt długa noc… Prawda… Tygrysie?
(Sophie wrzuca butelki do kosza, talerze układa na blacie.)
Sophie: Żebym ja musiała to sprzątać… Niepojęte. Skoro i tak musimy robić to sami… Krzysztofie, może powinniśmy spędzać więcej czasu… w odosobnieniu? W końcu byśmy się wyspali!
(Anastasia już ma coś odpowiedzieć Krzysztofowi, ale pobudka Sophie zamyka jej usta. Zwłaszcza pieszczotliwe przezwisko. Karci się pod nosem, że po raz drugi pozwoliła wytrącić się z roli.)
Anastasia: No, na pewno, na pewno więcej czasu w odosobnieniu… Nie daj Matko i już do końca mi ten Krzysiu zbiednieje. I z morałów, i z tych mięśni, może jeszcze pieniędzy… I jakbyście się bardziej zainteresowali innymi, a nie swoimi igraszkami to byście wiedzieli, że o tu macie dzwonek. Wciskacie i służba przychodzi. Krzysiu, co się dzieje? Gdzie Twoja pamięć, że masz służących?
Krzysztof: Mamo, spokojnie nie bój się… A co do służby to… lepiej, żeby nie widzieli tego w pierwotnym stanie. Jeszcze wyjdzie coś z pałacu. Lekko ogarniemy i ich zawołam.
(Krzysztof obraca się do Sophie.)
Krzysztof: Kochanie, jak będzie czas to pojedziemy do Wertingham, tam pośpimy trochę więcej - przez myśl przeszły mu poranki z dudami, które budziły królową.
(Krzysztof podszedł w stronę telefonu i poprosił do słuchawki swojego equerry. Zapytał go o terminarz, po czym zwrócił się do mamy.)
Krzysztof:Mamo, za godzinę mam spotkanie w muzeum. Sophie, idź się przygotować, idziesz ze mną.
(Sophie, podchodząc do Krzysztofa, mówi do Anastazji)
Sophie: Widzisz, jaki on jest stanowczy? Chyba nie chcesz w nim tego zmieniać? Taki stał się zaraz po ślubie. Powiedziałabym, że nawet w pierwszą noc po ślubie!
(Sophie staje przed Krzysztofem, niemal stykając się z nim. Zadziera głowę do góry, patrząc mu smutno w oczy)
Sophie: Muzeum? Może pojechalibyśmy do Edelweiss. Trochę byśmy odpoczęliśmy. Zaciągnęli prawdziwej kultury. W muzeum czeka nas znowu tylko sztuczne uśmiechanie… Musimy tam jechać?
Krzysztof: Przecież wiesz, że to nasza praca… Dajemy tym ludziom radość, wspieramy ich, jesteśmy… Przykładem… (lekko się zawiesił i zaśmiał) Wakacje będą już niedługo, na Schmelfetz na pewno tam będziemy. A teraz, no czekają nas obowiązki.
(Podszedł energicznie do przycisku i zadzwonił po służbę, która po kilku minutach zjawiła się w salonie.)
Anastasia: Przykładem… przykładem… Ja o waszych grach i upodobaniach w łóżku słuchać nie muszę.
(Ostatnie słowa Anastasia skierowała w stronę Sophie, która wbrew jej planom nie poczuła się skarcona, a przeciwnie. Stała wyprostowana i z zawadiackim uśmiechem patrzyła się na nią.)
Anastasia: Idźcie, idźcie już do tego muzeum czy lećcie między te góry… Same problemy z tą miłością…
(Anastasia machając ręką i kręcąc głową odchodzi w stronę okna po drodze wyjmując ze srebrnej szkatułki papierosa.)
Sophie: No dobrze, skoro musimy… Pójdę się przygotować. Tylko… Czy ja mam w ogóle w co się ubrać?
(Sophie, zastanawiając się jaką odzież wybrać, kieruje się w stronę swojej garderoby. Po drodze mija obraz Joahima, przesuwając palcem wzdłuż jego ramy. Zerka, czy nie osadził się tam kurz.)
Sophie: Taaak, same problemy z tą miłością… Muzeum… Krzysztofie, za chwilę będę gotowa!
(Sophie wychodzi z salonu)
(Krzysztof po wyjściu Sophie podchodzi do matki.)
Krzysztof: Mamo, nie bądź na nią zła, przecież dopiero wyszła za mąż, dopiero się wdraża, poznaje to życie. Stara się żeby sprostać Twoim wymaganiom… No, nic zmykam - obowiązki wzywają. Będziemy na obiad!
(Windsor wychodzi z salonu, przedtem lekko całuję matkę w policzek na pożegnanie. Anastasia bez słowa odprowadza wzrokiem każde z nich, by ostatecznie uchylić drzwi na taras i opierając się o ramę zacząć głośno myśleć.)
Anastasia: Młoda miłość, taka energiczna, taka pełna pasji, taka nie zjedzona przez czas, jak płaszcz przez mole. Jej gwałtowność, jej poryw…
(Spogląda za siebie na portret, na którego ramie z daleka widać ślad po przejechaniu palcem.)
Anastasia: Ale niech nie myślą, że to ich usprawiedliwia. Życie nie robi nikomu łaski i nie przyjmuje wymówek. Godzina do wyjścia, a oni w pierzynach.
(Zamyka drzwi i gasi papierosa w popielniczce leżącej na stole. Podchodzi do portretu męża i tęsknie patrzy.)
Anastasia: A my potrafiliśmy nawet spektakl w teatrze opóźnić bo nas pochłonęły sprawy ważniejsze niż państwowe… A teraz proszę, mniej słów usłyszę niż podczas Twojego pamiętnego pobytu w “kurorcie zdrowotnym MSW” bawiąc się tymi różnymi narzędziami…
(Do pomieszczenia wkracza fikuśnie ubrany sługa pocztowy z torbą listonoszką przerzuconą przez ramię.)
Sługa pocztowy: Wasza Wysokość. List do Państwa.
(Poprawia perukę na głowie i wręcza kopertę do ręki Anastasji. Po tym szybko wybiega z pokoju. Koperta ma kolor butelkowo-zielony, ozdobiony złotym obramowaniem. Pachnie męskimi perfumami o korzennym zapachu. W środku znajduje się list napisany piórem, zamaszystym pismem na papierze czerpanym.)
Ukochana!
Słodkie w mej pamięci wspomnienie!
Gdy tylko myśli me ku Tobie skieruję,
Cały zaraz wstydliwie się rumienię,
Gdy z tęsknoty godzinami lamentuję,
A lędźwie me płoną ogniem nieprzebranym
I ukryć tego za nic w świecie nie mogę,
Nawet gdy jestem kompletnie ubrany!
Sam sobie z tym nie pomogę…
Nigdy się z tym nie pogodzę,
Że inne dłonie twe ciało dotykają.
Tylko wtedy myśli me rozpogodzę,
Jeśli nasze usta w pocałunku się spotkają.
Dla Ciebie gotów jestem w ogień skoczyć!
Każde Twe wymyślne życzenie spełnię!
Nie każ mi z tęsknoty ze sobą skończyć!
Jeśli miłości uśmiechem twym nie wypełnię!
Daj tylko znak, a przybędę!
Słodkie w mej pamięci wspomnienie!
Gdy tylko myśli me ku Tobie skieruję,
Cały zaraz wstydliwie się rumienię,
Gdy z tęsknoty godzinami lamentuję,
A lędźwie me płoną ogniem nieprzebranym
I ukryć tego za nic w świecie nie mogę,
Nawet gdy jestem kompletnie ubrany!
Sam sobie z tym nie pomogę…
Nigdy się z tym nie pogodzę,
Że inne dłonie twe ciało dotykają.
Tylko wtedy myśli me rozpogodzę,
Jeśli nasze usta w pocałunku się spotkają.
Dla Ciebie gotów jestem w ogień skoczyć!
Każde Twe wymyślne życzenie spełnię!
Nie każ mi z tęsknoty ze sobą skończyć!
Jeśli miłości uśmiechem twym nie wypełnię!
Daj tylko znak, a przybędę!
Twój Rycerz
H jak Held
H jak Held
(Anastasia przeczytała list kilka razy, czując zawsze coś innego. Najpierw zdziwienie, potem poczuła jakby jakiś ogień się w niej rozpalił, następnie podejrzenie. Na jeszcze nie pomalowaną, bladą twarz wystąpił rumieniec. Spojrzała na portret męża i rzucając mu tęskne spojrzenie, schowała list do kieszeni szlafroka i wyszła z salonu.)Kurtyna
Autorami są: @Femme Mystere, @Joachim Cargalho, @Krzysztof Windsor, niżej podpisana

