Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Moderator: Władze Voxlandu

Awatar użytkownika
Anastasia Windsachen
Posty: 533
Rejestracja: 26 paź 2022, 12:43
Lokalizacja: Koniglich Palast ins Vox

OBYWATEL

ODZNACZENIA

Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Anastasia Windsachen »

Akt 1
Scena 1 “Miłość niejedno ma imię”


Miejsce akcji: Palatynat Leocji, Berklehopf
Postacie: @Anastasia Windsachen , @Krzysztof Windsor , @Sophie , Sługa Pocztowy

Obrazek

(Wczesnym rankiem do salonu, w którym na jednej z kanap leżą śpiący Krzysztof i Sophie, wchodzi świeżo obudzona Anastasia, która nie zauważa syna i synowej. Na podłodze leżą puste butelki po winie, talerze z resztkami jedzenia. Na ścianie naprzeciwko kanapy wisi duży portret męża Anastasii - Joahima, obok wyjście na taras. Na środku pokoju stoi mały okrągły stół ze srebrną szkatułką.)

Anastasia (do siebie): … i tak właśnie wygląda to “królewskie” życie. Ożeń się z facetem spontanicznie na książęcych urodzinach kilka minut po rozwodzie, obiecajcie sobie wielką miłość i co? Miesiące nieobecności, dworki na mojej głowie i jeszcze rodzina! A potem przyjedzie albo raczej to ja do niego pojadę i znowu, jak głupia nastolatka cała w skowronkach.

(Podczas gdy Anastasia wygłasza swój wewnętrzny monolog, powoli budzi się Krzysztof. Słysząc głos matki próbuje zorientować się gdzie jest i po kilku chwilach, już wie, że leży na kanapie w salonie. Rozglądając się widzi puste butelki i szybko dopina w pół rozpiętą koszulę. Z lekkim stresem w oczach wygląda znad kanapy. Mówi poszarpanym, świeżym głosem.)

Krzysztof: Umm… Dzień dobry mamo… Która godzina?

(Anastasia słysząc głos za plecami lekko podskakuje i patrzy na syna. Widzi, jak w pośpiechu dopina guziki w pomiętej koszuli i przysłania kołdrą leżącą obok Sophie. Przez chwilę na jej twarzy występuje duży wyraz zdumienia, który po chwili zamienia się w standardowy, kamienny ni to grymas, ni to uśmiech.)

Anastasia: Dobry dla kogo dobry. Widzę, że nie próżnowaliście dzisiaj w nocy. Zostawić was samych na chwilę to, jak ojca. Taki ułożony byłeś zanim się ożeniłeś z tą Edelką. Już mogłeś tym księdzem zostać. Dziedzica byś nie dał, ale chociaż jakieś maniery by zostały. Jakiegoś odległego kuzyna by się znalazło by tron wziął, Ty byś błogosławił, a tak to proszę! Salon, godzina, bo pytałeś, dziesiąta, a nawet po! A wy co? Na kanapie, półnadzy, ubrania rozrzucone, butelki pozostawiane po całym pokoju. W kogo Ty się wdałeś? Gdzie to ułożenie?

(Krzysztof nieco zszokowany wstaje i podchodzi do matki)

Krzysztof: No, niech mama nie przesadza. Dopiero mieliśmy ślub. Raz na jakiś czas się można wyspać. A w porównaniu do Damiano, myślę, że nadal jestem ułożony. Tu paparazzi nie stoją pod oknami - podszedł do okna i rozejrzał się- nie wszystko wyjdzie. Butelki zaraz raz, dwa posprzątam i będzie jak kilkanaście godzin temu - czysto i schludnie. Czy my mamy dzisiaj coś zaplanowane?

(Sophie w końcu budzi się. Otwiera jedno oko, którym spogląda na Anastazję. Wstaje narzucając na siebie szybko jakąś narzutkę. Zaczyna zbierać butelki)

Sophie: Dzień dobry, Pani Matko! Jak dobrze, że zawsze można liczyć na Twoje niezapowiedziane wejście! Troszkę nam się z Krzysiem pospało! Ale musisz nam wybaczyć, to nie była zbyt długa noc… Prawda… Tygrysie?

(Sophie wrzuca butelki do kosza, talerze układa na blacie.)

Sophie: Żebym ja musiała to sprzątać… Niepojęte. Skoro i tak musimy robić to sami… Krzysztofie, może powinniśmy spędzać więcej czasu… w odosobnieniu? W końcu byśmy się wyspali!

(Anastasia już ma coś odpowiedzieć Krzysztofowi, ale pobudka Sophie zamyka jej usta. Zwłaszcza pieszczotliwe przezwisko. Karci się pod nosem, że po raz drugi pozwoliła wytrącić się z roli.)

Anastasia: No, na pewno, na pewno więcej czasu w odosobnieniu… Nie daj Matko i już do końca mi ten Krzysiu zbiednieje. I z morałów, i z tych mięśni, może jeszcze pieniędzy… I jakbyście się bardziej zainteresowali innymi, a nie swoimi igraszkami to byście wiedzieli, że o tu macie dzwonek. Wciskacie i służba przychodzi. Krzysiu, co się dzieje? Gdzie Twoja pamięć, że masz służących?

Krzysztof: Mamo, spokojnie nie bój się… A co do służby to… lepiej, żeby nie widzieli tego w pierwotnym stanie. Jeszcze wyjdzie coś z pałacu. Lekko ogarniemy i ich zawołam.

(Krzysztof obraca się do Sophie.)

Krzysztof: Kochanie, jak będzie czas to pojedziemy do Wertingham, tam pośpimy trochę więcej - przez myśl przeszły mu poranki z dudami, które budziły królową.

(Krzysztof podszedł w stronę telefonu i poprosił do słuchawki swojego equerry. Zapytał go o terminarz, po czym zwrócił się do mamy.)

Krzysztof:Mamo, za godzinę mam spotkanie w muzeum. Sophie, idź się przygotować, idziesz ze mną.

(Sophie, podchodząc do Krzysztofa, mówi do Anastazji)

Sophie: Widzisz, jaki on jest stanowczy? Chyba nie chcesz w nim tego zmieniać? Taki stał się zaraz po ślubie. Powiedziałabym, że nawet w pierwszą noc po ślubie!

(Sophie staje przed Krzysztofem, niemal stykając się z nim. Zadziera głowę do góry, patrząc mu smutno w oczy)

Sophie: Muzeum? Może pojechalibyśmy do Edelweiss. Trochę byśmy odpoczęliśmy. Zaciągnęli prawdziwej kultury. W muzeum czeka nas znowu tylko sztuczne uśmiechanie… Musimy tam jechać?

Krzysztof: Przecież wiesz, że to nasza praca… Dajemy tym ludziom radość, wspieramy ich, jesteśmy… Przykładem… (lekko się zawiesił i zaśmiał) Wakacje będą już niedługo, na Schmelfetz na pewno tam będziemy. A teraz, no czekają nas obowiązki.

(Podszedł energicznie do przycisku i zadzwonił po służbę, która po kilku minutach zjawiła się w salonie.)

Anastasia: Przykładem… przykładem… Ja o waszych grach i upodobaniach w łóżku słuchać nie muszę.

(Ostatnie słowa Anastasia skierowała w stronę Sophie, która wbrew jej planom nie poczuła się skarcona, a przeciwnie. Stała wyprostowana i z zawadiackim uśmiechem patrzyła się na nią.)

Anastasia: Idźcie, idźcie już do tego muzeum czy lećcie między te góry… Same problemy z tą miłością…

(Anastasia machając ręką i kręcąc głową odchodzi w stronę okna po drodze wyjmując ze srebrnej szkatułki papierosa.)

Sophie: No dobrze, skoro musimy… Pójdę się przygotować. Tylko… Czy ja mam w ogóle w co się ubrać?

(Sophie, zastanawiając się jaką odzież wybrać, kieruje się w stronę swojej garderoby. Po drodze mija obraz Joahima, przesuwając palcem wzdłuż jego ramy. Zerka, czy nie osadził się tam kurz.)

Sophie: Taaak, same problemy z tą miłością… Muzeum… Krzysztofie, za chwilę będę gotowa!
(Sophie wychodzi z salonu)

(Krzysztof po wyjściu Sophie podchodzi do matki.)

Krzysztof: Mamo, nie bądź na nią zła, przecież dopiero wyszła za mąż, dopiero się wdraża, poznaje to życie. Stara się żeby sprostać Twoim wymaganiom… No, nic zmykam - obowiązki wzywają. Będziemy na obiad!

(Windsor wychodzi z salonu, przedtem lekko całuję matkę w policzek na pożegnanie. Anastasia bez słowa odprowadza wzrokiem każde z nich, by ostatecznie uchylić drzwi na taras i opierając się o ramę zacząć głośno myśleć.)

Anastasia: Młoda miłość, taka energiczna, taka pełna pasji, taka nie zjedzona przez czas, jak płaszcz przez mole. Jej gwałtowność, jej poryw…

(Spogląda za siebie na portret, na którego ramie z daleka widać ślad po przejechaniu palcem.)

Anastasia: Ale niech nie myślą, że to ich usprawiedliwia. Życie nie robi nikomu łaski i nie przyjmuje wymówek. Godzina do wyjścia, a oni w pierzynach.

(Zamyka drzwi i gasi papierosa w popielniczce leżącej na stole. Podchodzi do portretu męża i tęsknie patrzy.)

Anastasia: A my potrafiliśmy nawet spektakl w teatrze opóźnić bo nas pochłonęły sprawy ważniejsze niż państwowe… A teraz proszę, mniej słów usłyszę niż podczas Twojego pamiętnego pobytu w “kurorcie zdrowotnym MSW” bawiąc się tymi różnymi narzędziami…

(Do pomieszczenia wkracza fikuśnie ubrany sługa pocztowy z torbą listonoszką przerzuconą przez ramię.)

Sługa pocztowy: Wasza Wysokość. List do Państwa.

(Poprawia perukę na głowie i wręcza kopertę do ręki Anastasji. Po tym szybko wybiega z pokoju. Koperta ma kolor butelkowo-zielony, ozdobiony złotym obramowaniem. Pachnie męskimi perfumami o korzennym zapachu. W środku znajduje się list napisany piórem, zamaszystym pismem na papierze czerpanym.)
Ukochana!

Słodkie w mej pamięci wspomnienie!
Gdy tylko myśli me ku Tobie skieruję,
Cały zaraz wstydliwie się rumienię,
Gdy z tęsknoty godzinami lamentuję,
A lędźwie me płoną ogniem nieprzebranym
I ukryć tego za nic w świecie nie mogę,
Nawet gdy jestem kompletnie ubrany!
Sam sobie z tym nie pomogę…

Nigdy się z tym nie pogodzę,
Że inne dłonie twe ciało dotykają.
Tylko wtedy myśli me rozpogodzę,
Jeśli nasze usta w pocałunku się spotkają.

Dla Ciebie gotów jestem w ogień skoczyć!
Każde Twe wymyślne życzenie spełnię!
Nie każ mi z tęsknoty ze sobą skończyć!
Jeśli miłości uśmiechem twym nie wypełnię!

Daj tylko znak, a przybędę!
Twój Rycerz
H jak Held
(Anastasia przeczytała list kilka razy, czując zawsze coś innego. Najpierw zdziwienie, potem poczuła jakby jakiś ogień się w niej rozpalił, następnie podejrzenie. Na jeszcze nie pomalowaną, bladą twarz wystąpił rumieniec. Spojrzała na portret męża i rzucając mu tęskne spojrzenie, schowała list do kieszeni szlafroka i wyszła z salonu.)

Kurtyna


Autorami są: @Femme Mystere, @Joachim Cargalho, @Krzysztof Windsor, niżej podpisana
HM Queen af Konigreich af Voxland
Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Benji
Posty: 88
Rejestracja: 28 paź 2022, 21:53

OBYWATEL

ODZNACZENIA

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Benji »

Anastasia Windsachen pisze: 21 mar 2023, 11:37A w porównaniu do Damiano, myślę, że nadal jestem ułożony.
🙃
Jego Królewska Mość Benjamin I
Król Fenocji, Król Senior i Ojciec Założyciel Voxlandu, Hrabia Kirgydy
Awatar użytkownika
Anastasia Windsachen
Posty: 533
Rejestracja: 26 paź 2022, 12:43
Lokalizacja: Koniglich Palast ins Vox

OBYWATEL

ODZNACZENIA

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Anastasia Windsachen »

Benji pisze: 21 mar 2023, 14:45
Anastasia Windsachen pisze: 21 mar 2023, 11:37A w porównaniu do Damiano, myślę, że nadal jestem ułożony.
🙃
Jakaś kontropinia?
HM Queen af Konigreich af Voxland
Obrazek Obrazek
Awatar użytkownika
Anastasia Windsachen
Posty: 533
Rejestracja: 26 paź 2022, 12:43
Lokalizacja: Koniglich Palast ins Vox

OBYWATEL

ODZNACZENIA

Re: Ród Cargalho - Kochaj i bez dyskusji

Post autor: Anastasia Windsachen »

Scena 2 “Stara miłość nie rdzewieje”
Miejsce akcji: Piotrowice Romanovskie, Zamek Imperatora, tylko częściowo wykończony (zabrakło funduszy w MBP)
Postacie: @Piotr Romanow , @Waksman , @Benji Rockwell , @Bolesław domu Kirianóo

(Na scenę zataczają się Piotr Romanov, Kaspar Waksman, Benji Rockwell, Bolesław Kirianóo. Każdy z butelką jakiegoś trunku w ręce. Waksman podpiera Piotra ramieniem.)

Piotr: I…

(Piotr zaczyna wyraźnie podpitym głosem.)

Piotr: … jeszcze jeden i jeszcze raz!

(Potem Piotr staje na baczność. Salutuje niewidzialnemu dowódcy i popija wino prosto z gwinta.)

Piotr: TO HYMNU! VIVAT NORDATA! Panowie!

(Piotr stuka swoją butelką o butelkę Bolesława.)

Bolesław: Piotrzsze… Jak ja ciebie sszszsanuję… Gdybyśsz tak tylko z tymi… hyk… Edlami tak często nie balowałbyśsz… Vivat Nordata! Hyk…

(Piotr wyciąga zza paska mały toporek i rzuca nim z furią prosto w obraz wiszący na ścianie, przedstawiający Joahima von Ribentropa.)

Piotr: Musisz wspominać Edelweiss właśnie teraz? Wyprowadziliśmy się stamtąd z Benjim i dzięki prawdziwym przyjaciołom, takim jak Kaspar i ty, udało nam się stworzyć Piotrowice Romanovskie… Powinniśmy… powinniśmy…

(Piotr traci rezon, siada na kamiennej posadzce i chowa twarz w dłoniach. Pochlipuje z cicha.)

Bolesław: Piotrzsze… Oni są jak choroba!!! Są wszędzie i sieją tę zarazę!!! Nawet ciebie dopadło. Skąd te łzy w twoich oczach? Czy to zapalenie spojówek? Czy może drzazga ich niecnych czynów?
Benji (czkając): Tato, hyk, nie myśl tyle o nich. Mało Ci już żali dali, ran zadali? Krew za nich przelałeś, a oni jak się opłacili? Nożem w serce i zdradą na kobiercu.

(Siada obok ojca)

Benji: Teraz mamy własne państwo, własne zasady. Wszystko dookoła jest nasze, znaczy Twoje! Zamiast myśleć o nich, myśl, jak uczynić nas silnymi, przykładem dla reszty Pollinu i zetrzeć uśmieszki wrogów z twarzy.

(Na chwilę popada w zadumę by zaraz gwałtownie wstać)

Benji: Mam! Zapomniałeś? Jestem zięciem Ribertropa i Windsachen! Jak lepiej rozsadzić całą tą klikę od środka, jak nie uderzając w jedno z dwóch małżeństw, które siedzi i patrzy na Twój los? Które zgotowało Twój los.
Bolesław: Benżij ma rację! Jeśli Piotrowice mają być sercem Polinu, to właśnie teraz powinny wyznaczać rytm jego życia! Bez tej… ha tfu… zarazy!

(odwraca się do Waksmana)

Bolesław: A ty, Waksman, co tak milczysz? Przepaliło ci krtań, czy w głowie wymieszało?
Waksman: Ja? Nieeeeee. Ja ustalszam plan! Misterny… Myślę, że abyśsz był królem z krwi i, hyk, kości to powinniśmy cię namaścić! NASZA NORDATA MUSZI BYĆSZ WIEEEEELKA I PIĘKNA. Zaproszmy kscięciunia do nas razem z Sophie. Niech Cię namaści.

(Piotr ociera łzy i nosa rękawem.)

Piotr: Rzuciła na mnie urok… Sophie…

(mruczy pod nosem, po czym zrywa się na równe nogi, podnosi butelkę wysoko nad głowę.)

Piotr: KOCHAM WAS!

(Krzyczy i daje każdemu buziaka w policzek)

Piotr: Tylko wy jesteście prawdziwymi przyjaciółmi. Macie rację. Zrobię, jak radzicie! VIVAT NORDATA!

(zakrzykuje, po czym wybiega ze sceny)
HM Queen af Konigreich af Voxland
Obrazek Obrazek
ODPOWIEDZ

Wróć do „National Schausater af Konigreich”