|
Propozycja zmian dot. Trybunału Arbitrażowego.
|
|
01.06.2010, 20:55
Post: #8
|
|||
|
|||
|
RE: Propozycja zmian dot. Trybunału Arbitrażowego.
Istotą każdego sądu międzynarodowego jest stanie na straży przestrzegania prawa międzynarodowego. Sąd taki bada wyłącznie relacje pomiędzy równoprawnymi podmiotami w prawie międzynarodowym, jakimi są suwerenne państwa i to od ich decyzji zależy, czy będzie miał do tego kompetencje. Poddając się międzynarodowej jurysdykcji takiemu sądowi państwo nie traci nic ze swojej suwerenności, bo w kompetencji państwa nie leży rozstrzyganie sporów międzynarodowych sensu largo, a zatem nemo plus iuris ad alium transferre potest quam ipse habet.
Obecna treść Karty OPM ustanawia możliwość poddania sporu pod arbitraż lub(!) [przy okazji to można to zmienić, bo rodzi dość dziwną konstrukcję] mediację. Pozwolę sobie wyjaśnić znaczenie tych dwóch pojęć w prawie. Otóż, w skrócie, mediacja jest to taka forma rozstrzygnięcia sporu, w której oprócz stron udział bierze również mediator, czyli osoba, która _pomaga_ dojść stronom do porozumienia i osiągnąć jakiś kompromis. Natomiast arbitraż jest to _oddanie_ rozstrzygnięcia sporu arbitrowi/arbitrom, którzy rozwiązują spór wydając stosowne orzeczenie. Reasumując, już w chwili obecnej w Państwa rozumieniu (chyba, że ja go zwyczajnie nie rozumiem) Trybunał miesza się do wewnętrznych spraw państwa i gwałci (o zgrozo!) ich suwerenność za sprawą uprawnienia do wyrokowania. W dalszej kolejności chciałbym nawiązać do rzekomego "braku zgody państw", który raczyła tak dobitnie wskazać Wasza Królewska Mość w swoim interesującym, merytorycznym wystąpieniu. Otóż państwo, które przyjmuje Kartę Organizacji Polskich Mikronacji o takiej, a nie innej treści, już w akcie ratyfikacji wyraża zgodę na działania, które Karta normuje. Inaczej - jeżeli Samunda, jako kandydat na członka OPM, zgadza się na podpisanie Karty (które jest jednym z warunków przystąpienia), zgadza się również na jej postanowienia. A tym samym, jeżeli Karta zakładałaby możliwość rozwiązywania sporów międzynarodowych przez niezależny Trybunał na wniosek tylko jednej strony, to Samunda de lege lata wyraża zgodę na oddanie sporów międzynarodowych, których jest stroną, jurysdykcji właśnie tego Trybunału i na jego zasadach. I nie jest to bynajmniej ingerowanie w wewnętrzne sprawy państwa bez jego zgody, gdyż taka zgoda została właśnie wyrażona w akcie ratyfikacji Karty i nie potrzebna jest tutaj, z formalnego punktu widzenia, kolejna zgoda w konkretnej sprawie. Zburzyłoby to wtedy sens tworzenia takich instytucji, jeżeli państwa będą mogły dowolnie rozstrzygać, czy chcą się poddać arbitrażowi w konkretnej sprawie, czy nie, w zależności od ich argumentów oraz pozycji w sporze. Co wtedy z państwami, które są potencjalnymi poszkodowanymi? Wedle Państwa toku myślenia – najlepiej pozostawić ich samych sobie, a winni niech pozostaną bezkarni. Ad rem, nikt nie będzie ustanawiał norm, które będą pozwalały Trybunałowi działać ex officio, a tylko na wniosek zainteresowanego państwa – strony w ewentualnym sporze. Dlatego bezzasadny jest argument o braku zgody na wszczęcie postępowania. Owszem, postuluję wprowadzenie wymogu tylko dla jednej strony, ale to podyktowane jest wyłącznie specyfiką sporów międzynarodowych i koniecznością ochrony każdego państwa. Ponadto chciałbym zauważyć, że Trybunał nie ingeruje w sprawy wewnętrzne państwa, a jego zewnętrzne stosunki z innymi podmiotami prawa międzynarodowego. Przy okazji chciałbym się również odnieść do podnoszonego już pomysłu nadania Trybunałowi kompetencji sądu odwoławczego od wyroków krajowych. Jestem święcie przekonany, że bardzo niewiele państw, jeżeli w ogóle któreś, skorzysta z tego i pozwoli na takie zagranie. Nie pozwolą sobie na to z pewnością państwa, które mają dobrze działający i rozwinięty system sądowniczy i prawa w ogóle (jak w Dreamlandzie). Dlatego, że to będzie ingerencja i podważanie kompetencji krajowego sądownictwa, a także sędziów, którzy jak nikt znają własne prawo i zwyczaje panujące w kraju, a także w świetle krajowych unormowań, to krajowe sądy są właściwe dla rozpoznawania spraw swoich obywateli. Ponadto pojawiają się tutaj również wątpliwości natury prawnej. Na jakiej zasadzie w ogóle obywatel państwa X mógłby odwoływać się od prawomocnego wyroku sądu, jeżeli jego prawo tego nie przewiduje? Na podstawie jakiego prawa i jakich zasad będzie rozpatrywana dana sprawa? Jak chcecie związać takim wyrokiem państwo, skoro w świetle jego porządku prawnego taki wyrok nie będzie miał żadnej racji bytu, gdyż nie było w ogóle podstaw prawnych do jego wydania? Inaczej sprawa by się miała, gdyby dany obywatel miał prawo do odwołania się do prawa międzynarodowego, a w szczególności miał się do czego odnieść. W chwili obecnej nie mamy odpowiednich podstaw do tego, aby ktoś mógł się odwołać od wyroku sądu krajowego, bo nie ma odpowiednich przepisów podobnych choćby do realnych konwencji o prawach człowieka i podstawowych wolnościach. (-) Dr jur. net. Robert van Buuren, rs. Królestwo Dreamlandu | Wydział Prawa UKD |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc


