|
Los Organizacji Polskich Mikronacji
|
|
23.12.2011, 12:53
Post: #16
|
|||
|
|||
RE: Los Organizacji Polskich Mikronacji
Cytat:Zacznę od refleksji natury ogólnej. Obecny stan OPM stanowi wierną ilustrację ogólnej kondycji polskiego mikroświata. Nie mówię tu o demonizowanym kryzysie demograficznym. Chodzi raczej o ogólny uwiąd polityki międzynarodowej, po części wynikający ze znużenia tą sferą aktywności, po części z przekonania o jej ograniczonej wartości– widać to choćby na przykładzie podejścia Sarmatów, Scholandczyków, czy Wandejczyków, niegdyś ponadstandardowo aktywnych, dziś właściwie niemal zupełnie skoncentrowanych na polityce krajowej. Ekscelencjo, zakładając że polityka zagraniczna zawsze była elementem "wypływającym" z polityki krajowej, to w przypadku wielu państw (także części państw wspomnianych przez Ekscelencję) nie ma co liczyć na zaistnienie polityki zagranicznej. Cytat:Paliwem napędzającym Organizację są wydarzenia w przestrzeni międzymikronacyjnej. Dziś takich rozpalających wyobraźnię wydarzeń niemal zupełnie nie ma – punkt ciężkości przesunął się zresztą w kierunku państw młodszej generacji, ale te albo pozostają poza zasięgiem zainteresowania starszaków, albo nie są w stanie wygenerować wydarzeń, które przykuwałyby uwagę reszty świata. O ile więc zmiana na sarmackim tronie lotem błyskawicy obiega większą część polskiego mikroświata, tak przepychanki w Klindii, Czarnym Kraju czy w wirtualnej Wielkiej Brytanii to już wyłącznie cymes dla koneserów egzotycznych doznań. Decyduje efekt skali. Jak wspomniałem, "paliwem" napędzającym z kolei te wydarzenia, są wydarzenia polityki krajowej. Cóż... dziś jest bardzo niewiele postaw z nurtu "anty", by wspomnieć najsłynniejszy choćby antyscholandyzm i antysarmatyzm. Nie mówiąc już nawet o nurcie "pro". Cytat:Problem jest banalny. Przez większą część roku w Gmachu Narodów nie mamy o czym dyskutować. Skromna pozostaje również sfera, którą teoretycznie moglibyśmy próbować uczynić przedmiotem regulacji OPM-owskich konwencji i rezolucji. Siłą rzeczy OPM żyje problemami wewnętrznymi, o charakterze proceduralnym bądź kadrowym: jeśli więc pierwsza połowa 2011 roku przyciągała uwagę delegatów, to przede wszystkim za sprawą postawy jej ówczesnego Sekretarza Generalnego, który lwią część swojej kadencji musiał przeznaczyć na absorbujące polemiki ze swoimi licznymi adwersarzami. Wraz z „powrotem normalności” – pod takim szyldem kandydował w czerwcu JE Timoteos Stefanosigos – wróciła jednak dojmująca nuda. Nie ma jednak czegoś takiego, jak kryzys OPM. Milcząca reakcja na ciszę w mikroświecie sama w sobie kryzysem nie jest. Jeśli alternatywą miałoby być stoczenie się do poziomu Forum Mikronacji, to chyba faktycznie lepiej zamilknąć i zasunąć za sobą kryptę. Faktycznie, niewątpliwą zasługą Ekscelencji von Lichtensteina było pobudzenie pewnych sporów merytorycznych. Oczywiście zawsze stałem na zupełnie innym stanowisku niż Kryspin von Lichtenstein, niemniej - polemika z nim była czymś, nazwijmy to, niezwykle ożywczym. Sądzę, że stoczenie się do poziomu Forum Mikronacji nam nie grozi. Raczej wymarcie :-). Problem leży w tym, że przeważająca część osób istotnie zainteresowanych polityką zagraniczną to znudzeni nią i równie zanudzający innych analitycy. Niezwykle rzadko mamy praktyków, mężów stanu, których interesuje przede wszystkim interes ich kraju. Cytat:Jeśli więc czytam dziś, że OPM wymaga pilnie reformy instytucjonalnej, a remedium na obecne bolączki upatruje się w formule „FPM plus”, kręcę sceptycznie głową. Centralnym punktem reformy proponowanej przez JE Kościńskiego pozostaje organ o roboczej nazwie Rada Bezpieczeństwa i Współpracy, o bliżej nieokreślonych kompetencjach i zasadach procedowania (te mają być dopiero nakreślone w osobnym Regulaminie). Istota pozostaje jednak bez zmian: OPM przyjmuje wszystkich zainteresowanych, na jej czele stoi Sekretarz Generalny, zniesiony zostaje jedynie podział na członków zwyczajnych i stowarzyszonych. Owa Rada, rodzaj państwa w państwie, miałaby składać się jedynie z członków szczególnie zainteresowanych. Pytanie tylko – zainteresowanych czym? Polityką międzynarodową? Póki co nawet nie wyrażono jeszcze potrzeby istnienia Rady wśród państw członkowskich Organizacji. Stąd - nie jestem jej zwolennikiem, podobnie jak Ekscelencja. Rada jedynie wykreuje problemy, którymi sama będzie się zajmować. Gdy chodzi o mnie samego - muszę Ekscelencję wyprowadzić z błędu. Przestało mi być wszystko jedno. Do tej pory sądziłem, że rozmawianie z ludźmi pokroju króla Wurstlandii nie jest rzeczą męczącą. Jak widać, myliłem się - wirtualna przestrzeń, po której się poruszam, jest daleko przyjemniejsza, od kiedy nie ma tam Markusa Vilandera. Teraz muszą się męczyć, o ile mi wiadomo, Sarmaci, na swoim forum. Ja mam szczęśliwie ten luksus, że nie muszę :-). Cytat:Na tym nie koniec - żeby jakakolwiek dyskusja miała dla delegatów głębszy sens, Organizacja powinna zostać wyposażona w instrumenty realizacji swoich aktów prawnych. W chwili obecnej OPM może zdobyć się jedynie na głos świętego oburzenia, zupełnie ignorowany poza tym gmachem. To zniechęca. Tego wątku jednak nie będę ciągnął, gdyż na tym etapie uznaję to za sprawę beznadziejną. Zawsze będzie to święte oburzenie. Jeśli nawet rezolucje OPM miałyby charakter "mniej niewiążący" niż dziś, to i tak niepodporządkowanie się im wywoła jedynie "święte oburzenie". Musielibyśmy albo włamywać się na strony państw, albo doprowadzić do sytuacji, gdy Sekretarz Generalny ma dostęp do serwerów państw członkowskich - a ewentualne zyski płynące z działalności w Organizacji byłyby niewspółmierne do strat płynących z takich rozwiązań. Cytat:Nawiasem mówiąc - projekt Karty autorstwa JE Kościńskiego o tym nie wspomina, ale jeśli taka Rada miałaby zachować elementarną funkcjonalność i od czasu do czasu przyjmować jakieś rezolucje, należałoby znieść obecny próg wymaganych głosów i zastanowić się nad kwestią kworum, tak by dokumenty Organizacji uchwalać zwykłą większością przy standardowej frekwencji. W przeciwnym razie obecny paraliż decyzyjny będzie trwał w najlepsze. Swoją drogą, jestem ogólnie rzecz biorąc zwolennikiem likwidacji kworum przy zachowaniu sensownych terminów głosowań. Jeżeli ktoś jest nieobecny, to decydują za nie go inni, a on sam traci. Cytat:Przyjrzyjmy się liście państw członkowskich. Gdybyśmy zerwali na chwilę z sentymentami i zasadą politycznej poprawności, z miejsca należałoby wykreślić cały szereg państw, które od miesięcy nie spełniają wymogów aktywności określonych w Karcie OPM – poczynając od Erboki, a kończąc na Scholandii. Pozwoliłoby to przynajmniej w części odblokować procedurę legislacyjną i właściwie odegrałoby rolę filtra podobną do tego, jaką miałaby spełnić projektowana przez Kościńskiego Rada. I byłoby to znacznie prostsze rozwiązanie niż wywracanie całego systemu do góry nogami, dzieląc Organizację na Salę Plenarną dla nieaktywnych i Radę dla zaangażowanych. Sądzę, że likwidacja kworum w większości głosowań mogłaby być również wystarczającym rozwiązaniem, a zdecydowanie mniej "niezgodnym" z interesami dużej, jak mi się wydaje, części państw członkowskich - do których Monarchia Austro-Węgierska się zalicza :-). Cytat:Tak czy owak - Organizację trzeba mocno odchudzić. Tu akurat mam przyjemność zgodzić się z Ekscelencją :-). Cytat:O ile dobrze zrozumiałem intencje diuka Kościńskiego to jego propozycja spełnia postulat Ekscelencji Brolle'a o ,,odchudzeniu" Organizacji. Owa Rada Bezpieczeństwa składałaby się tylko z tych najaktywniejszych państw. Natomiast państwa które zabierają głos raz na rok byłyby w tej drugiej grupie. I tu znów moja propozycja - a może po prostu w większości głosowań zlikwidujemy konieczność utrzymania kworum? Cytat:Spróbuję przedstawić kilka propozycji. Obawiam się jednak, że dopiero po Świętach, a na razie życzę wszystkim Ekscelencjom zdrowia, radości, szczęścia i pomyślności w budowaniu ich mikronacji! Hm, mogę odpowiedzieć tylko tak... :-) |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc



