|
[REFORMA] Konwencja o kształceniu wyższym (3)
|
|
12.03.2011, 15:24
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2011 21:56 przez Kryspin van Buuren.)
Post: #1
|
|||
|
|||
|
[REFORMA] Konwencja o kształceniu wyższym (3)
Na 19 Państw Członkowskich tylko 7 podpisało konwencję w sprawie tytułów i stopni zawodowych i naukowych, zaś jedynie 3 uczelnie wyższe mogą nadawać tytuły naukowe zgodnie z zasadami tejże konwencji, którą dla celów tegoż wywodu nazwijmy konwencją o tytułach, niestety nie ma danych ile osób w mikronacjach posiada tytuły nadawane zgodnie z konwencją, ale minimum 13. Jak widać statystyki nie są zbyt ciekawe.
Jednak statystyki Wasze Ekscelencje to tylko statystyki, prawda jest znacznie gorsza. Tytuły naukowe nie są w ogóle cenione w świecie wirtualnym, a my zamiast wspierać tworzenie jakiegokolwiek systemu działania wyższych uczelni i funkcjonowania faktycznego tytułów naukowych tylko sztucznie ograniczamy ich liczbę, ale nie dbamy w ogóle o jakość wykładanego materiału, trudność zdobycia tytułu i de facto na uniwersytecie X może być znacznie łatwiej niż na uniwersytecie Y zdobyć ten sam uznawany tytuł z mocy starej konwencji. Dlatego proponuję następujące punkty: Po pierwsze należy uchylić starą konwencję przez jej wypowiedzenie przez dotychczasowych członków. Po drugie zaś należy przyjąć nową, ustaloną wspólnie w treści konwencję o kształceniu wyższym. Dość istotnie jest tutaj słowo „wspólnie”, gdyż w interesie nas wszystkich jest aby jak najwięcej państw ratyfikowało nową konwencję. Co powinna zawierać nowa konwencja i czym różnić się w kwestiach zasadniczych od starej? Oto wypunktowane główne założenia wraz z podkreśleniem ewentualnych różnic z konwencją starą: 1. Głównym założeniem konwencji jest wprowadzenie równego poziomu nauczania we wszystkich uczelniach wyższych państw podpisujących konwencję i poziom ten powinien być relatywnie wysoki. W porównaniu do starej konwencji zmienia się całkowicie główne założenie, gdyż celem starej konwencji było wprowadzenie takich samych tytułów naukowych. 2. Wspólny system tytulatury – zdecydowanie powinniśmy mieć wspólny system tytulatury, a więc zrealizować zasadniczy sens pierwszej kownecji; 3. Uniezależnić naukę od polityki – w mojej wizji OPM ma być tylko elementem rozpoczynającym propagowanie nauki, a nie organem nadzorującym naukę, zaś w starej konwencji to do organów OPM należy „obowiązek” akredytacji uczelni; 4. Wprowadzić nadzór – zapisy konwencji muszą być wykonywane i zapewnione. Stara konwencja mówi tylko o sposobie akredytacji i nie nakłada żadnego nadzoru na akredytowane uczelnie; Jak zrealizować te punkty? Ad.1 Należy stworzyć ciało stricte naukowe, które będzie określało w każdej dziedzinie, co winno być wymagane od studenta, by ten mógł dostać odpowiedni tytuł; Ciało takie powinno się składać z przedstawicieli już akredytowanych uczelni; W celu wprowadzenia jakiś podstawowych zasad sprawiedliwości należy na początek tę komisję zwołać z przedstawicieli uczelni dziś będących akredytowanymi już, zgodnie ze starą konwencją; Ad.2 Zdecydowanie należy pozostawić już wynegocjowany system tytulatury; Ad.3 Sądzę, że o akredytacji powinno decydować ciało naukowe, o którym mówiłem w odnośniku do punktu pierwszego, a nie jakieś stricte matematyczne wymogi. Owe ciało podejmowałoby decyzje zgodnie z własnym regulaminem (podejrzewam, że kolegialnie) i jeśli uczelnia zostałby sprawdzona i poziom egzaminowania oraz wykładów był zadowalający to powinna zostać wpisana na listę uczelni wyższych, których tytuły będą uznawane we wszystkich państwach podpisujących konwencję; Ad.4 Ciało naukowe nie tylko powinno sprawdzić za pierwszym razem, czy uczelnia spełnia wymogi ustalone przez to ciało, ale także, a może przede wszystkim powinno sprawdzać to na bieżąco oraz to powinno być także ciało odwoławcze dla osób chcących wnieść jakieś skargi na uczelnię. A więc podsumowując tę część – w nowej konwencji wprowadzony zostaje nadzór nad treścią wykładów, poziomem egzaminowania studentów, ale nadzór sprawowany przez ludzi nauki nad ludźmi nauki; Dlaczego tak? We wstępie uzasadniłem, że stara konwencja się nie sprawdza, teraz pora by uzasadnić, dlaczego należy odrzucić opcję „pomocy” mniejszym na korzyść zmiany zasad gry. Po pierwsze pomysł „pomocy” jest bardzo szczytny, jednak nikt z niego nie korzysta lub korzysta się z niego w bardzo małym zakresie. Ludzie uważają, że to strata czasu kształcić się w obcym państwie, by dopiero po x czasu otworzyć swoją uczelnię. I moim zdaniem mają w pewnym sensie rację, bo proszę spojrzeć – już w pierwszej dyskusji nad konwencją temat został poruszony – jeśli jakaś mikronacja posiada np. magistra filologii germańskiej, a który to tytuł upoważnia w Polsce do nauczania np. w szkołach średnich to należy zakładać, że gdyby chciał otworzyć wydział filologii germańskiej w jednej z mikronacji (gdzie język niemiecki jest używany np. jako pomocniczy) to pewną głupotą byłoby mu kazać się kształcić na magistra w jakimś zagranicznym uniwersytecie – przecież nikt nie będzie oczekiwał od wirtualnego uniwersytetu, że ten przekaże wiedzę na poziomie dajmy na to realnej szkoły średniej pod względem zaawansowania. Przykład z magistrem filologii jeśli jest zbyt mało trafny to polecam przykład z realnym adwokatem – osoba taka zna prawo w teorii i praktyce i oczywiście w warunkach mikronacyjnych powinna się z nim bliżej doszkolić jednak podstawy już ma i może się zdarzyć, że taki realny adwokat mógłby „zawstydzić” swojego wykładowcę na uczelni akredytowanej. Poza tym gdyby to był dobry pomysł to dlaczego do tej pory nie słyszeliśmy o jego powszechnym wdrażaniu w życie? Stoję na stanowisku, że już samo uznawanie tytułów za równe sobie tylko ze względu na wykształcenie kadry wykładającej jest całkowicie nieuzasadnione i sprzeczne z logiką oraz postępowaniem świata realnego. Podam tutaj przykład realny, na jakiej zasadzie następuje nostryfikacja dyplomu ukończenia szkoły państwa obcego w Rzeczpospolitej Polskiej. Otóż brana jest pod uwagę liczba godzin danego przedmiotu przez dany okres lat nauki, a także zaawansowanie materiału wykładanego w (tym przypadku) szkole; Nie jest w ogóle brane pod uwagę, by Rzeczpospolita Polska, czy jakakolwiek organizacja w jej imieniu sprawdzała ile lat kształcił się nauczyciel fizyki w Niemczech by móc uczyć w szkole – gdyby tak było nigdy nie uznano by żadnego dyplomu. Dlaczego? Aby być nauczycielem fizyki w Niemczech potrzeba min. 4 lat, w Polsce 5, tak samo aby być w Niemczech nauczycielem języka obcego należy mieć minimum magistra, w Polsce licencjata i certyfikat językowy – jednak to nie interesuje żadne ze strony wspólnej umowy międzynarodowej (zawartej między Republiką Federalną Niemiec, a Rzeczpospolitą Polską); W związku z tym jakim prawem, na podstawie jakiej logiki uczelnia, która ma x doktorów.net ma być akredytowana, chociaż jej wykłady „wołają o pomstę do nieba”, zaś uczelnia mająca x-3 doktorów.net oraz kilka osób jedynie z wykształceniem realnym np. prawniczym posiada wykłady o znacznie wyższym poziomie zaawansowania w materię wykładaną, ale akredytowaną nie zostanie? Albo na jednej uczelni aby zdobyć tytuł należy napisać pracę (np.) magisterską i zdać egzamin zaś na innej tylko zdać egzamin - zgodzą się ze mną chyba Wasze Ekscelencje, że napisać pracę, obronić ją i do tego zdać egzamin jest trudniej niż tylko zdać egzamin – a my stawiamy znak równości między obydwoma tytułami; To moje pierwsze uwagi jestem ciekaw odpowiedzi Waszych Ekscelencji. |
|||
|
« Starszy wątek | Nowszy wątek »
|
Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Szukaj
Użytkownicy
Kalendarz
Pomoc

