Blog > Komentarze do wpisu
To co poróżniło Sclavińczyków - polemiki ciąg dalszy.
„Nikt tak jak Sclavińczycy nie kocha swojej Ojczyzny.” Te słowa przyświecały mi kiedy moja wirtualna Ojczyzna, którą współtworzyłem z Michałem Stoyałowskim, Emilem Potockim oraz Izaakiem Amadejem, przeżywała kryzysy aktywności, cierpiała na skutek kryzysów rządowych oraz zatracała działalność i stawała się cieniem Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu. W wielu przemówieniach powtarzałem słowa, „Jeszcze Sclavinia nie zginęła i nie zginie.”, bo wiedziałem, że dopóki żyją i aktywni są Sclavińczycy, państwowość sclavińska przetrwa i będzie dawać radość kolejnym pokoleniom. Wypadki potoczyły się tak, że często musiałem zajmować się różnymi sprawami, ale jestem i zawsze byłem tylko Sclavińczykiem.
Niestety walka o dobro i przyszłość Sclavinii, którą rozpocząłem po rozpadzie Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, skazała mnie na terytorium Królestwa Sclavinii, a wcześniej II Rzeczpospolitej Sclavińskiej na haniebny tytuł zdrajcy, sprzedawczyka oraz co najbardziej zabolało, obcokrajowca. Postanowiłem zatem wyprostować całą tą sytuację bez unoszenia się honorem i odpowiadania agresją na agresję, której zbyt wiele już w tej wojnie sclavińsko – sclavińskiej. W konsultacji z moim wieloletnim współpracownikiem i dzisiejszym Królem, Emilem Potockim postanowiłem przywołać moje zasługi w oparciu o historię Stanisława Gertalda oraz sprostować wszystko to, co stało się pożywką dla ludzi pokroju Roberta Dąbskiego.
„Jednakże Sclavinia nie przetrwałaby długo, gdyby nie wielka akcja reklamy Rzeczypospolitej w Internecie, którą przeprowadził Minister Spraw Zagranicznych Guedes de Lima (wtedy jeszcze Fan). Dzięki rozreklamowaniu Sclavinii, do naszej mikronacji zaczęły spływać rzesze nowych obywateli takich jak Mateusz Iontz, Mustafa Kalashnikov ( przyp. Owski ), Barjuan Watts, Adam Kokoszek, Jordan van Zjom, Maciej Parka i wielu innych, którzy wraz ze „starą gwardią” reprezentowaną przez „wielką czwórkę”, oraz Stanisława Gertalda (Ministra Finansów z I RN), Daniela Wińskiego (Ministra Kultury z Rzeczypospolitej Narodów), Mariano Silvo Barbossę (dawniej AdeXa), Piotra Centarowicza (dawniej Szumela)...”, po doświadczeniach w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rzeczpospolitej Narodów przeprowadziłem akcję reklamy na niespotykanie szeroką skalę, zalewając kilkadziesiąt for tematycznych ogłoszeniami, reklamującymi młodą Rzeczpospolitą Sclavińską. Do dziś uważam tą akcję za największy mój sukces, który dał stabilność nowo utworzonej mikronacji.
„Największym sukcesem Guedesa de Limy była jednak inna rzecz. On zapewnił Sclavinii trwałość powodując wejście jej w skład Księstwa Sarmacji (potocznie zwanego inkorporacją). On właśnie jako Minister Spraw Zagranicznych wynegocjował Traktat, na podstawie którego weszliśmy 16 lipca w skład Księstwa Sarmacji, największej polskiej mikronacji, jako Kraj Koronny. Przyszłość pokazała, że zarówno Sclavinia, jak i Sarmacja miały z tego powodu niemałe sukcesy. Inkorporacja zbiegła się niejako z objęciem władzy w Państwie przez Guedesa de Limę, który w niecały tydzień przed oficjalnym ratyfikowaniem Traktatu przez sarmacką Izbę Poselską został wybrany niemal jednogłośnie prezydentem Sclavinii, następcą na tym zaszczytnym stanowisku Michała Stoyałowskiego.” Faktycznie, wynegocjowanie traktatu inkorporacyjnego oraz samo zainteresowanie Księstwa Sarmacji tak młodą i dopiero raczkującą mikronacją, było nie lada sukcesem całej Sclavinii w tym mnie, gdyż mogłem zaszczytnie i symbolicznie wprowadzić naród Sclaviński do Korony Księstwa Sarmacji i tym samym zapewnić trwały byt i pewną pozycję w polskim mikroświecie Rzeczpospolitej Sclavińskiej.
„Jednak oprócz słabego działania Sejmu Sierpień w Sclavinii można śmiało zaliczyć do miesięcy bardzo udanych. Był to miesiąc, w którym na każdym kroku można było widzieć efekty działań de Limy jako prezydenta. Zaczęło się obiecująco, od świetnie i hucznie obchodzonego Święta Symboli Narodowych 8 Sierpnia. Z tej okazji Prezydent nadał ordery „wielkiej czwórce”, oraz odbyły się różne pokazy filmowe i Koncerty. Sierpień nie był może miesiącem wielkich wydarzeń o charakterze politycznym, jednak jedno się rzuca w oczy- wielki rozwój kultury Sclavińskiej w tym okresie.” Sierpień 2007 roku był pierwszym w historii kryzysem aktywności, spowodowanym masowymi wyjazdami wakacyjnymi działaczy rządu oraz aktywnych obywateli Sclavinii. Jako ówczesny Prezydent oraz ostatni z aktywnych Ojców Założycieli postanowiłem trwać na posterunku i poświęcić Rzeczpospolitej Sclavińskiej kilkanaście godzin dziennie, by nie upadła i przetrwała ten trudny czas. „Oprócz prasowego giganta, czyli wydawanego przez Guedesa de Limę „Przeglądu Politycznego” kwitły także mniejsze gazety tematyczne. Ogólnie, Sclavinia rozwijała się niesłychanie pomimo trudnego, wakacyjnego okresu.” Co było ewenementem na skalę mikroświata, bo zamiast pogłębiać się w kryzysie, Sclavinia pięła się w górę i pokazywała całej Sarmacji jak dbać o aktywność.
„Był prezydentem, szefem Sądu Najwyższego, honorowym prezesem jedynej silnej partii w Sclavinii, a także właścicielem dwóch największych gazet informacyjnych „Przeglądu Politycznego” i „Liberum Veto”. Władza ta do tej pory nikomu nie przeszkadzała, gdyż wszyscy wiedzieli, że Guedes zrobi wszystko, by w Sclavinii było jak najlepiej, i by obywatelom się dobrze żyło. Do tej pory prezydent był na prawdę „prezydentem wszystkich Sclavińczyków” i „strażnikiem zgody narodowej”, był po prostu „człowiekiem Sclavinią” i nikt sobie z tego problemu nie robił.” Wtedy właśnie po raz pierwszy historia nazwała mnie „człowiekiem Sclavinią”. Faktycznie początek września pokazał, iż zdobyłem 100% władzy na terytorium Rzeczpospolitej Sclavińskiej co już wkrótce doprowadziło do kryzysu rządowego. „Stanisław Gertald, który na łamach „Naszej Rzeczpospolitej” napisał artykuł „Guedes de Lima-demokratyczny władca absolutny”. Artykuł ten wywołał olbrzymią debatę publiczną nad rządami Guedesa de Limy. Jednak stał się także zalążkiem do olbrzymiego ataku prezydenta na wszelką opozycję przeciw niemu, która wg. Niego „nie była godna rządzić krajem”.” Niestety, jak były wielki Sclavińczyk, Daniel Wiński wie, wtedy moim życiem wstrząsnęły prywatne i osobiste problemy, które odbiły się zachowaniem w mikroświecie. Artykuł Stanisława Gertalda stał się początkiem zażartej wojny, która jest moją czarną kartą w życiorysie wirtualnym.
Październikowy przewrót oraz obalenie mojej persony, było wielkim sukcesem sclavińskiej sceny politycznej i pokazało, jak ówczesna Sclavinia była silna, scentralizowana i gotowa na przejęcie władzy od człowieka, który ciągnął ją praktycznie od czerwca, aż do końca września 2007 roku. Czas i społeczeństwo Sclavinii wybaczyły mi zachowanie z przełomu września i października oraz dało szansę na ustanowienie dnia 12 października dniem demokracji. Osobiste problemy wpłynęły niekorzystnie jeden, jedyny raz na moją personę. Jak czas i historia pokazała, już nigdy tego błędu nie powtórzyłem, oddając Sclavinii to co najlepsze w Guedesie de Limie.
Od 12 maja do 11 października 2007 roku pełniłem funkcję Prezydenta Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Byłem posłem na Sejm I kadencji od 18 maja do 16 czerwca 2007 roku. Byłem Marszałkiem Sejmu II kadencji od 06 czerwca do 29 października 2007 roku. W Sejmie VIII kadencji pełniłem funkcję Marszałka – Premiera od 12 lipca do 20 sierpnia 2008 roku. Pełniłem funkcję Ministra Skarbu w rządzie A. Nowaka od 04 do 20 marca 2008 roku. Ponadto byłem dyrektorem Teatru Narodowego, Biblioteki Narodowej oraz Filharmonii Narodowej czyli wszystkich placówek kulturowych funkcjonujących na terenie Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Pełniłem również funkcję dyrektora Sclavińskiej Agencji Informacyjnej.
Już po połączeniu Księstwa Trizondalu i Rzeczpospolitej Sclavińskiej byłem członkiem Konstytuanty Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu mając wpływ na kształt i przyszłość Sclavinii w wielonarodowościowym państwie, twardo broniąc sprawy sclavińskiej i aktywnie zarządzając departamentem sclavińskim, aż do rozpadu Rzeczpospolitej Trizondalu i Sclavinii. Doprowadziłem do powstania Jastrzębca oraz Nowego Eldoratu, kiedy utracono ziemie na terenach dawnej Mirii wraz z Eldoratem i Nowym Kotwiczem. Zadbałem o powrót do aktywności wielu słynnych postaci w tym Marka Janiszewskiego, Pedro Cavalairo czy Bartka de Limę.
Społeczeństwo Królestwa Sclavinii mimo tego, iż jestem bezcennym elementem historii sclavińskiej i zawsze działałem dla dobra Sclavinii okrzyknęło mnie zdrajcą, gdyż fałszywie odebrało intencje Guedesa de Limy na terytorium Księstwa Sarmacji po powstaniu II Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Otóż mając takie same prawa do Sclavinii jak i Emil Potocki postanowiłem dążyć do utworzenia Hrabstwa Sclavinii na terytorium Księstwa. Hrabstwa, nie posiadającego praw suwerenności i niepodległości, a jedynie symbolicznie nawiązującego do historii Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Hrabstwo nie miało być nigdy przeciwwagą dla II Rzeczpospolitej Sclavińskiej, gdyż jak sam Emil Potocki doskonale wie, nowej Sclavinii życzyłem wszystkiego najlepszego. Hrabstwo Sclavinii miało się stać idyllą dla Sclavińczyków prosarmackich poglądów, którzy chcieli rozwijać Księstwo Sarmacji w oparciu o historyczne sclavińskie miasta jak Eldorat czy Nowy Kotwicz. Nigdy nie dążono do utworzenia pełnoprawnej mikronacji w granicach Księstwa. Domniemania i przypuszczenia doprowadziły do symbolicznego spalenia na stosie niezwykle zasłużonych postaci jak Mustafy Owskiego czy twórcy hymnu Sclavinii, Michała Staropodlaskiego.
Żadne działania nie były nigdy wymierzone w Emila Potockiego, a stanowiły jedynie alternatywę i zabezpieczenie bezpieczeństwa narodowego na wypadek niepowodzenia mikronacji Emila Potockiego, bo ciągłość musiała zostać zachowana, a Sarmacja mogła to zagwarantować. II Rzeczpospolita Sclavińska upadła i gdyby powstało Hrabstwo Sclavinii mogło dać ciągłość państwowości sclavińskiej. Odrodziło się jednak Królestwo Sclavinii, które póki co taką ciągłość gwarantuje i z punktu widzenia historii mikronacji, chwała mu za to.
Zdrajcą zatem nie byłem, nie jestem i nie będę, co doskonale wie Wasz Król, Emil Potocki. Działałem, działam i jeżeli zajdzie potrzeba będę działał zawsze dla dobra Sclavinii. Dlatego też krytykowałem i krytykuję to co złe w dzisiejszym Królestwie. Obcokrajowcem nie jestem, gdyż jak sami widzicie historia nazwała mnie „człowiekiem Sclavinią” i wiele osób w mikroświecie zagwarantuje Wam to, że Guedes de Lima to nieliczny przypadek miłowania swojej wirtualnej Ojczyzny. Sprzedawczykiem również nie jestem, bo nie zaprzedałem duszy diabłu. Obywatelstwo Księstwa Sarmacji to jedynie gest w kierunku Księcia i Sarmatów, którzy dali tak wiele Sclavinii, że czołowa postać sclavińska chce pomagać swoim przyjaciołom z Księstwa. Tym bardziej zawsze powtarzałem, że jestem Sclavińczykiem, a dopiero później Sarmatom.
Myślę, że ten artykuł da Wam do myślenie i zmieni Wasze zdanie na mój temat. Wasz Król doskonale wie, jak wiele może Królestwo Sclavinii skorzystać z mojej pomocy, gdy tylko zmieni swój stosunek do mojej osoby. Królestwo musi zmienić fałszywe zdanie o Mustafie Owskim oraz Michale Staropodlaskim. Te osoby dałyby się pociąć za Sclavinię i nie można ich skazywać na potępienie tylko dlatego, że podążają swoją drogą i mają inną wizję Sclavinii. Wizję, którą sam popieram i popierać będę, trwając w przekonaniu, że Sclavinia hołduje ideały demokracji i wolności słowa.
piątek, 22 kwietnia 2011, guedesdelima
|
|