|
Historia
prowincji
Podczas
migracji Sarmatów w głąb wyspy (około roku 650 p.n.e.) jedno z
mniejszych plemion nie zatrzymało się wraz z Niedźwiedziami,
Warami i Guzami w środkowej jej części. Plemię to kochało
lasy, a od sarmackich zwiadowców, którzy przed migracją zostali
rozesłani we wszystkie strony świata wiedzieli, że cały północny-zachód
wyspy to jedna wielka puszcza. Dążyli więc ku ziemi obiecanej
nie zważając na trudy.
Po wielu miesiącach marszu dotarli nad brzeg zatoki, która dziś
nosi nazwę Północnej. Założyli tam niewielką osadę i żyli
spokojnie przez wiele lat nie utrzymując kontaktu ze światem
zewnętrznym. Przez okres izolacji wyspecjalizowali się w używaniu
łuków, a osada rozwinęła się na tyle, że zaczęto ją nazywać
burgiem.
Kolejne informacje mówią o I wieku p.n.e., kiedy to do plemienia
docierają zwiadowcy ludu Morvan. Zostają nawiązane przyjazne
stosunki, rozpoczyna się wymiana handlowa. Drewno do budowy okrętów
wymieniano na doskonałe Morvańskie miecze. Królowa Morvan Máire
budowała armadę, która już za kilka lat miała wyruszyć do Tír
na Mór, by odzyskać to co zostało zagarnięte przez najeźdźców.
Przed wyruszeniem na wojnę królowa odwiedziła burg sprzyjającego
jej ludu. Opowieść o losie jej ojczyzny wzruszyła plemię, które
zdecydowało, że oddział 50 wyborowych łuczników popłynie z
królową, by wesprzeć ją w walce o dziedzictwo. Oddziałem
dowodził syn jednego ze starszych plemienia - Leon.
Królowa Máire wystawiła potężną armadę i pożeglowała do
ojczyzny. O tym co działo się na drugim brzegu opowiada historia
ludu Morvan. Dość powiedzieć, że królowej udało się odzyskać
dziedzictwo, a oddział łuczników pod dowództwem Leona walczył
dzielnie, a on sam wykazał się szaleńczą odwagą. Połowa łuczników
zginęła podczas decydującej bitwy. Pozostali chcieli wracać do
ojczyzny, lecz Leon był rozdarty. Z jednej strony chciał wrócić
na łono plemienia - z drugiej chciał zostać z dzielną królową
Máire, którą obdarzył gorącym uczuciem. Przez trzy miesiące
nie mógł zdecydować się co wybrać, a jego oddział
niecierpliwił się coraz bardziej. Wreszcie pewnej nocy łucznicy
ogłuszyli Leona, związanego zanieśli na statek i popłynęli do
kraju. Po dotarciu na miejsce lud burga przywitał ich gorąco,
lecz Leon nie był szczęśliwy. Chciał wrócić do Máire. Nie mógł
jednak tego zrobić - statek odpłynął, a puszczański lud nie
znał techniki budowy okrętów. Ku czci łuczników poległych na
obczyźnie puszczański lud wystawił pomnik, który - odnowiony -
można podziwiać do dziś.
Wkrótce po powrocie Leona i jego drużyny, na burg zaczęły
napadać okoliczne dzikie plemiona. Puszczański lud zmuszony
został wybrać jednego wodza czasu wojny, który sprawnie mógł
kierować obroną. Jednogłośnie podjęto decyzję, że dowództwo
powierzone zostanie Leonowi. Ten wywiązywał się ze swojego
zadania doskonale lecz wojna nie ustawała. Pokonanego wroga zastępował
kolejny. Lud przyzwyczaił się do Leona i z czasem obrał go
wodzem, a władza miała przechodzić na kolejne pokolenia jego
dzieci.
Niedługo potem Elmer zjednoczył lud Acja, a Leona uczynił
wojewodą. Leon kraj, w którym rządził nazwał Mirią,
na cześć królowej ludu Morvan, o której nigdy nie zapomniał.
Od tej chwili historia Mirii to nieustająca wojna. Zmieniali się
wrogowie, zmieniali sarmaccy książęta, upływały wieki. Ród
panujący nad krainą przyjął nazwisko Kowalczykowscy.
Mieszkańcom Mirii powodziło się raz lepiej, raz gorzej.
Kilkakrotnie znaleźli się w tragicznej sytuacji, kiedy musieli
opuszczać swoje domy, pozostawiać dobytek i przenosić się do
warowni na wyspę wznoszącą się na północ od brzegów Mirii.
Przed kilkoma laty aktualny namiestnik prowincji Miria, Krzysztof
hr. Kowalczykowski zdecydował się odbudować zniszczoną
krainę i ponownie przywrócić świetność burgowi, zwanemu dziś
Kotwicz.
|