Nr inwentaryzacyjny:
Kategoria: Zabytek architektoniczny
Kategoria specjalna:
Prowincja: Gellonia i Starosarmacja
Miejscowosc: Grodzisk
Autor opisu: Incisive
Ostatnia modyfikacja: 2008-11-25
Roku pańskiego 1272 zachorzał wielce książe Wladymir. Mimo iż na dwór jego całe rzesze felczerów przybywało, to krew mu upuszczając, to maściami smarując, Książe z dnia na dzień z sił opadał. W końcu żona jego, kobieta niezbyt roztropna, lecz i nie głupia przecie usłyszawszy opowieść o wiedźmie gdzieś w borach mieszkającej i o tym, że wszyscy chłopi z całej okolicy u niej się leczą posłać gońców po babę kazała.
Słudzy księcia długo Mądrej Kobiety (jak o niej pospólstwo mówiło) szukali. lecz grosz dookoła sypiąc nie byle jaki w końcu do baby trafili. Dziwna to była kobieta. Wyglądała na lat 70, lecz w oczy jej nikt ze służby książęcej spojrzeć nie śmiał. Bo w oczach tych mądrość i cierpienie wieków całych odnaleźć było można. I poszła kobieta ona do dworu księcia, i wyjść z jego komnaty wszyscy musieli. Co tam czyniła nikt nie wiedział. śpiew tylko stamtąd dochodził jakowyś i zapach kadzidła. A po nocy całej wrota komnaty się rozwarły, i książę w nich staną. Słaby był bardzo, lecz na własnych nogach, czego już lat kilka czynić nie mógł. Za nim Baba ona wyszła, a książę pokłonić się jej raczył.
Po naleganiach księcia kobieta blisko Grodziska dom zbudować sobie kazała, bo w mieście jak mówiła mieszkać nie może, bo wilgoć za wielka , lecz każdy wiedział, że miejsce w którym dom wiedzmy stanął zwykłym nie było. Wody podobno jakowe płynęły pod nim, ale nikt tego wiedzieć na pewno nie mógł. I żyła w nim mądra kobieta wieki całe ponoć, lecz ni jednej zmarszczki na jej twarzy nie przybyło. A wszyscy w mieście u niej leczyć się poczęli, bo cuda czynić podobno mogła, i bule jak ręką odjął mijały zaraz po wyjściu z jej chaty.
Roku pewnego biskup Bartłomiej za sprawą medyków, z usług których nikt lata całe korzystać nie chciał o czary Babę oskarżył, i na stosie spalić kazał. Lecz mieszczanie wdzięczni jej za opiekę przed gwardią do chaty wpadli, i na rękach od śmierci niechybnej unieśli. Dokąd? Tego nikt się dowiedzieć nie miał. Lecz jeszcze długo po tym gdy jaki cierpiący obok szczątków chaty stanął, i trochę ziarna czy jagód pod drzwi rzucił to bóle wszelkie nękać go przestawały.
W wieku XV za panowania hrabiego Unisława sławny mag Farion przybył do Grodziska. Uczty wielkie wtedy odbywać się miały w pałacu Unisława. Na takiej to uczcie miał się czarownik dowiedzieć ponoć, o Babie onegdaj mieszkającej przy grodzie. Dnia następnego wszyscy widzieć mieli, jak Farion z wahadłem jakim wokół grodu chodzi i sam do siebie mruczy. Dopiero wieczorem z łąk wrócił, i od razu do Unisława sie udał. Tam, pomoc swą zaproponował hrabiemu, a w zamian wiele nie chciał. Łąki zaledwie kawałek, gdzie i tak niczego prócz zielska maści różnej nie było. Unisław zgodził się, lecz szybko tego żałować miał zacząć. Dnia następnego tumany mgły jakowejś okolicę przykryły, i choć wiatr silny dmuchał nijak rozwiać jej nie mógł.
I tak na łąkach mgła dziwna siedem dni stała. A gdy ósmego opadłą wreszcie, oczom wszystkich budynek urody niezwykłej się ukazał. Budynek trzy piętra miał, gdzie dwa pierwsze — mniejsze za dom bogatego kupca uchodzić by mogły, lecz trzecie… Sala balowa to była, jak później się okazało. Podłogi marmurem wysadzone były, a sufit i ściany lustrami ze szlifowanego kryształu, co wrażenie niewyobrażalnej wielkości dawało bawiącym się w środku. Okna potężne jak mówiono tyle światła wpuszczały, że przy pełni księżyca świec palić nie było trzeba . I żył tam Farion lat wiele, wielkie bale nocami wydając, a w dzień leczyć ludzi począł, bo magiem był wielkim, a serce jego jeszcze większe było, więc wszystkim pomagał w koło. I ludzie mówić poczęli. Że jest wnukiem Mądrej Kobiety, która wieki temu w tym samym miejscu mieszkała, i ludzi tak jak Farion czarami leczyła. Mijały lata.
Miasto coraz to bliżej Domu Fariona (bo tak mieszczanie zwykli o budynku tym mówić) granice miało. W końcu już jednego, czy dwóch do granic posiadłości maga brakowało. Lecz żaden z domów, choć mistrzów wielu w mieście było, tak pięknym nie był. W oczy to kuć co niektórych zaczęło, i gdy jednej nocy Farion bal dla swych przyjaciół wydawał Banda zbójów najętych przez zazdrosnych na dom ten najechała i spalić chciała. Gospodarz o najściu się zorientował gdy zbóje ogień już podłożyli, więc ujść nie miał dokąd. Okno więc tylko otworzył, przez które postać jego było widać całą i krzyknął:
— Tyle dobra dla was czyniłem, a wy mnie jako lisa z domu mego ogniem wykurzyć chcecie? Domu mego wam się zachciało? Głupcy… nigdy go mieć nie będziecie. A oczy wasze do końca dni miasta gryźć jego widok będzie… Gdy to powiedział jasność wielka zapanowała wokół domu, a gdy opadła śladu po biesiadnikach już nie było. Lecz nikt nigdy w domu owym mieszkać nie mógł, choć wielu chciwych próbowało.
Ponoć, gdy noc zapada, orkiestra walca grać zaczyna, a w środku widać postacie w strojach balowych tańczące wokół suto zastawionych stołów. A dom ten, choć nie remontowany przez wieki całe, tak piękny jak za czasów Unisława, na skraju miasta stoi, a mieszkać w nim tylko biedni i bezdomni mogą, co wielką złość wśród możnych mieszkańców Grodziska budzi.