Ogród Różany


Nr inwentaryzacyjny:
Kategoria: Zabytek architektoniczny
Kategoria specjalna:
Prowincja: Gellonia i Starosarmacja
Miejscowosc: Grodzisk
Autor opisu: Incisive
Ostatnia modyfikacja: 2008-11-25

Na północ od miasta, nie tak daleko by piechotą dojść było trudno, lecz na tyle jednak, że mieszczanie rzadko tam chodzą park urody niezwykłej się znajduje. Jest tam od zawsze, a przynajmniej żadne źródła nie mówią o jego powstaniu. Gdy wszedłem doń, choć chłodno już było bo zima za pasem zapach kwiatów aż dech mi zaparł. A cóż to były za kwiaty… Róża… — kwiat królewski ponoć. Kobietom często ofiarowany, bo tak jak one do krwi ranić potrafią, lecz rzecz to błaha… Bo czym jest rana na ciele czy duszy, gdy piękno tak wielkie w ręku mieć można. Że kwiat przekwita? I kobieta również. Choć młodość swą traci ż czasem, chyba żaden mężczyzna gdy takowa dojrzeje, i świeżość tracić zacznie, od razu jej nie wyrzuca, a tylko ona sama za złe ma innym… Często młodszym… Swej jędrności, młodości, piękna… A nie powinna. Chyba że złą kobietą była, i teraz o pozycję swa się boi, bo przecie pierwsza miłość trwać najdłużej będzie, i pierwsze wrażenie prawdziwy wizerunek będzie zacierać. Po wieki, tak jak mój zacierać będzie to, co dzisiaj ujrzałem, i bez względu na to, co z ogrodem onym się stanie. A zobaczyłem wiele. Za ogrodzeniem, które pod przykryciem ogromu kwiatów ku ziemi się giąć zaczęło, ścieżki kamieniem łupanym wyłożone były. A każda z nich do miejsca przedziwnego prowadziła. To do altany przed słońcem zapewne osłaniającej, to do rzeźby jakowej, która uwagę przechodnia na wiele czasu poświęcić może tak pięknem swoim, jak i otoczeniem w które starannie dopasowaną była. Lecz niczym to jest z pięknem kwiatów, które po całym parku woń swą roznoszą. Z pięknem róży… Jest wiele jej odmian. Od dzikiej (często głogiem zwanej), przez tysiące na w półszlachetnych bo prawie dzikich, do tych przez wszystkich wielbionych, które to hodowcy przez wieki całe pod kloszem trzymali, by w końcu pięknem swym mogły wszystkich zadziwić. Na początku zrozumieć nie mogłem, dlaczego to tak przecie delikatne rośliny w chłodzie takim zechciały kwitnąć, lecz szybko zrozumiałem. Woda, która pomiędzy ścieżkami płynęła, ciepłą była, bo gejzery liczne, choć przez kogoś dobrze ukryte, energią swoją strumyczki zasilały, i ciepło z wnętrza ziemi dla piękna kwiatów oddać zechciały, przez co te z wdzięczności przez cały rok kwitnąć mogły.