Ojcze Nasz – Modlitwa Jezusa


Ojcze Nasz - Modlitwa Jezusa

Modlitwa Pańska, ta, którą Chrystus podał swym uczniom jako wzór prawidłowej modlitwy do Ojca. Tymi słowami Jego uczniowie mieli zwracać się do Boga, to On im to nakazał: „Wy zatem tak się módlcie...” (Mt 6,8) I od samego początku chrześcijanie tak się właśnie modlili. To jest doskonały wzór modlitwy, zawierający w sobie wszystko to, co modlitwa zawierać powinna. Jest w tym sensie doskonały, że prawidłowo „ustawia” modlitwę, jako spotkanie, które ma nie tyle zmanipulować Boga, czy może do czegoś Go skłonić, co raczej zmienić, podnieść właśnie modlącego się człowieka, uczynić go lepszym, a przez to bliższym Bogu. To powinien być cel każdej modlitwy - każda więc modlitwa chrześcijańska powinna na tym tekście się wzorować, do niego też – jako na kryterium poprawności, ma się mierzyć. Kiedy człowiek się modli spontanicznie, od siebie, powinien w treści, w swej postawie ją naśladować, kiedy (w ogóle już!) tworzy teksty modlitw, winien weryfikować ich treść, ich wymowę na jej treści, na jej wymowie. Spróbujmy przyjrzeć się tej modlitwie, jej prośbom, a jednocześnie stawmy sobie przed oczy ten obraz Boga i człowieka, który Jezus stawia w niej przed nami:

"Ojcze nasz" - Jezus każe nam nazywać Boga Ojcem. Nie jest więc to jakiś Bóg daleki i surowy, który z czystą sprawiedliwością będzie osądzał czyny, dla którego jesteśmy nie znajomymi Mu bliżej stworzeniami, z którymi nie ma On osobistego kontaktu. Cała Ewangelia Jezusa uczy nas, że ten Bóg - Ojciec zna i kocha każdego z nas tak samo gorąco, On, który Swego Jedynego Syna wydał za nas, który "wie, czego nam potrzeba", który pragnie "aby nie zginął żaden z tych, których dał" Jezusowi. Bóg - Ojciec troszczy się o swoje dzieci i przygarnia je do Siebie, rozumie je i pragnie tylko ich dobra. Bóg jest nie tylko moim, ale NASZYM Ojcem, muszę siebie zauważyć w ramach całej wielkiej Jego rodziny, a są w niej wszyscy ludzie. Nie wolno nikomu rozróżniać między dziećmi Bożymi, jeśli On traktuje nas tak samo. Nie ma lepszych ani gorszych, nikt nie może o sobie mówić ani nawet myśleć, iż jest bliżej Ojca. Nikt nie ma Boga tylko dla siebie - On jest dla wszystkich i wszystkim się udziela. To słowo "nasz" jest więc także zobowiązaniem - modlący się winien konsekwentnie stale budować swoim życiem mosty do innych ludzi, ma być im prawdziwym i dobrym bratem, a nie odcinać się od nich, zwłaszcza gdy go potrzebują. Zwracając się do Boga "nasz Ojcze", jeszcze raz odkrywamy, i to w świetle Jego objawienia, że jesteśmy jedną wspólnotą Jego dzieci, i że więcej nas łączy, niż dzieli.

"...który Jesteś w niebie" - Ojciec, tak bliski nam, a przecież w niedostępnym niebie... Niebo należy rozumieć nie tyle jako coś, za czym można jedynie tęsknić, rzeczywistość wspaniałą a daleką - Niebo to Dobro, Miłość i Szczęście. Ojciec w niebie - to Ten, który jest nieskończenie doskonalszy i potężniejszy od wszystkich ziemskich ojców. On nas nie opuści, gdyż nigdy nie odchodzi. On nas nie zawiedzie, gdyż to On przecież jest samą Miłością i zawsze wyciąga do nas rękę. Niebo Boga to przecież także nasz przyszły dom, to nasze dziedzictwo, wysłużone nam przez Jezusa. Niebo Boga to właśnie to szczęście, do którego jesteśmy w drodze, to "dom, w którym jest mieszkań wiele", przygotowanych właśnie dla mających je zająć dzieci Boskiego Ojca. "Ojcze w niebie" wyraża nie tylko wzniosłość Boga i Jego nieskończony majestat - w ustach ucznia Jezusa oznacza nadzieję spotkania w wiecznym domu, wiarę w spełnienie Jego obietnicy. Niebo nie jest nam wcale tak dalekie - jest bezpośrednim celem naszej obecnej wędrówki. Wypowiedzenie tego słowa w modlitwie przywołuje nam na myśl ten jedyny godzien wędrówki cel, do którego zbliżamy się z każdą minutą naśladowania Jezusa, z każdą Komunią i każdym świadectwem Jemu złożonym w życiu. W słowie tym zawarta jest nasza ufność, nasze pragnienie i nasza świadomość, iż kroczymy właściwą drogą...

"niech się święci Twoje imię" - Nie o to tu idzie, by Imię Boga było świętsze, ono już świętsze być nie może. "Imię", oznacza w Biblii samą osobę. Imię Jahwe to On sam, żywy i działający, ratujący i czczony przez ludzi. "Jego imieniu" błogosławią, Jego "imienia" wzywają na pomoc, Jego "imieniu" budują przybytek i składają "ofiarę czystą". "Imię Pana trwa na wieki" - On żyje w wieczności i nie zna początku ni końca. "Święć się Imię Twoje" oznacza najpierw zobowiązanie siebie samego do szacunku dla Boga. To słowa uwielbienia, znaczą: niech Ci będzie chwała". Znaczy to także, że zapraszamy Boga, by w naszym życiu zajął On pierwsze miejsce: "Niech się Twoje Imię święci" - we mnie samym. W moim porządku życiowym, w mojej hierarchii wartości Bóg ma być na pierwszym miejscu, najpierw On ma się liczyć, wszystko inne potem. Jest to więc także wyznanie wiary w Boskość Boga - przyznanie Mu pierwszeństwa we własnym życiu. Widzimy wie, że w tej przedziwnej i doskonałej modlitwie Jezusa, nie prośba zajmuje pierwsze miejsce, a prawdziwe i jakże konkretne uwielbienie Boga i zaproszenie Go do naszego życia. "Święcenie imienia Bożego" ma się i we mnie samym dokonywać przez to, że nie okrywam Go niesławą przez moje własne dzieła i słowa. Jestem przecież dzieckiem Boga, "chrześcijaninem" - chrystusowym. Jako taki jestem znany w moim środowisku. Imieniu, które noszę, imieniu Bożemu nie wolno mi przynieść wstydu - umniejszałbym przez to chwałę Boga na ziemi. Przeciwnie - moja miłość do braci i jej dzieła mają Jego imieniu, którym jestem nazwany przynieść chlubę - "aby widzieli wasze uczynki i chwalili Ojca waszego".

"niech przyjdzie Twoje Królestwo" - Królestwo Boże "nie jest z tego świata" - nie można zatem rozumieć go w jego kategoriach. Królestwo Boże, które głosi Jezus, przyszło na ziemię razem z Nim, i ma się urzeczywistniać w Jego Kościele. Jest to Królestwo dobra i zbawienia, jest to największa wartość dla człowieka, Jezus przyrównuje je do drogocennej perły, dla której warto jest sprzedać wszystko, by ją posiąść. Królestwo Boże, jak je rozumie Jezus, jak mówi liturgia chrześcijańska w ślad za Ewangelią, to "królestwo PRAWDY i ŻYCIA, królestwo MIŁOŚCI, SPRAWIEDLIWOŚCI i POKOJU". To królestwo przyszło z Nim, ale musi się na świecie wciąż realizować i rozwijać. W naszym Kościele, w życiu każdego z nas musi być obecna ciągła walka ze wszystkim tym, co jeszcze nam przeszkadza, walka o realizację tego królestwa. To ja mam budować na moim odcinku królestwo prawdy - to znaczy w prawdzie żyć. To ja mam wprowadzać pokój, to ja mam świadczyć miłość - jako pomoc, współ-czucie, radę czy dzielenie troski i pracy innych. Proszę więc Boga, wszyscy tu zgromadzeni Go prosimy, aby przez nas realizowało się Jego Królestwo - abyśmy umieli otworzyć się na Jego łaskę i przyjąć ją tak dobrze, żeby wystarczyło nam siły do budowy Królestwa. Bo że nam Jego łaski nie brakuje - jest pewne. W Eucharystii otrzymujemy jej tyle, ile jesteśmy zdolni akurat przyjąć.

"Niech się spełni Twoja wola, jak w niebie, tak i na ziemi." - Wola Boga w niebie jest prawem. W Nim bowiem żyją ci, którzy na ziemi starali się ją spełniać (święci) i ci, którzy zawsze ją spełniali (wierne Bogu duchy niebieskie). Oni wszyscy doskonale znają nie tylko wolę Bożą, a tą jest zawsze dobro, lecz widzą też jasno, że tylko spełnianie Jego woli prowadzi naprawdę do szczęścia. Tylko bowiem wypełniając zamierzenia Boże względem nas nie narażamy się na błędy i bolesne upadki, sami bowiem odchodzimy od najlepszej Jego drogi. Wola Boża nie jest jednak dla nikogo przymusem. Na ziemi jest to świetnie widoczne. Człowiek posiada zawsze alternatywę, może się woli Boga oprzeć i przeforsować swoją wolę. Jakże często opłakane skutki tego (nierówności, wojny, kłótnie, dyskryminacje, itp.) dotykają nie tylko samych sprawców, ale i innych ludzi. Modlimy się, aby wola Boża uzyskała wypełnienie wśród nas. Prosimy więc za wszystkich ludzi, by Pan udzielił im łaski poznanie Swej woli we wszystkich sprawach, i by oni sami zechcieli się Jego woli podporządkować. Prosimy jednak także i za siebie, byśmy Jego wolę względem nas, którą znamy (Ewangelia, przykazania, apele Kościoła), zawsze chcieli i potrafili wypełniać. Można by sparafrazować to zdanie tak: "Panie, Ty wiesz, że chcę spełniać Twą wolę. Panie, pomóż mi wtedy zwłaszcza, gdy będę chciał się Tej woli sprzeniewierzyć. Wówczas wspomnij na tę moją prośbę, którą teraz wypowiadam, i podtrzymaj mnie, daj mi łaskę, bym i wówczas opowiedział się za Tobą. Bo tylko to, co Ty chcesz, jest dla mnie na pewno dobre i prowadzi mnie prosto do Ciebie". Mamy prawo i powinniśmy za Chrystusem samym powtórzyć: "Ojcze, jeśli możliwe, odsuń ode mnie ten kielich (uczyń mi to, lub nie uczyń tamtego), lecz (ostatecznie) nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie". On, dzięki temu posłuszeństwu, odkupił nas wszystkich - my, ja, dzięki takiemu posłuszeństwu, zbawimy się z Jego pomocą.

"Naszego chleba powszedniego daj nam dzisiaj" - Dosłownie tłumacząc greckie słowo „epiusion” otrzymujemy: Daj nam chleba potrzebnego na dzisiaj. Tradycja chrześcijańska widziała zawsze w tej prośbie przynajmniej trzy warstwy znaczeniowe.

Najpierw, rzecz jasna, dosłownie: jest to prośba o to wszystko, co konieczne do przeżycia i do życia godnego. Inaczej mówiąc: nie dopuść, Panie, byśmy musieli głodować i żebrać. Oddal katastrofy i złe godziny, aby nasze życie mogło przebiegać w upragnionym pokoju i wystarczającym dostatku, aby nasze dzieci miały co jeść i w co się ubrać.

Następnie w sensie przenośnym: prosimy także o łaskę Boga, nieustannie nam potrzebną do dobrego życia. "Beze Mnie nic uczynić nie możecie" - to Jego potężna pomoc podtrzymuje nas na właściwej drodze. Zwrot ten wskazuje więc nam i na tę prawdę, że winniśmy zawsze odnosić się do Boga, we wszystkim, co czynimy szukać Jego błogosławieństwa. Nie wolno nam zbytnio ufać we własne tylko siły, bo kiedyś moglibyśmy się mocno rozczarować...

Wreszcie, jak już wspomniano, jest to też prośba o pokarm eucharystyczny. Prosimy Ojca o największy Jego dar, o Chrystusa, Jego Syna i Jego uosobione Zbawienie. W Nim otrzymujemy Komunię, to znaczy prawdziwe zjednoczenie z Ojcem. Z Jego mocą możemy kontynuować naszą doczesną pielgrzymkę, posileni tym "chlebem, dającym życie wieczne". Prosimy Go zarazem o rzecz niesłychaną - o nieśmiertelność, o udział w bóstwie: to Jezus sam powiedział: "Ja jestem chlebem życia, kto spożywa ten chleb, nie umrze ... będzie żył na wieki". Prosimy o rzeczy wielkie, lecz to On sam w swym Synu pozwolił i nakazał się prosić - prośmy więc w radości i już teraz z wdzięcznością o to, co nam się nie należy, lecz co Bóg sam zechciał nam dać z własnej woli.

"I przebacz nam nasze winy, jak i my przebaczamy tym, którzy przeciw nam zawinili." - Prośba o przebaczenie naszych upadków, błędów i zdrad, naszych przewinień i wielkich grzechów nie stoi tu osamotniona. Jak każde dziecko, mamy prawo prosić Ojca o przebaczenie. Nie można przecież domagać się od ojca wielkiego prezentu, dopóki nie przeprosi się go za to, co między nami a nim było nie w porządku. Ojciec niebieski chce jednak nie tylko tego, On stawia warunek: najpierw musimy przebaczyć my sami. Musimy pojednać się z tymi, z którymi ta jedność została zerwana, niezależnie od tego, z czyjej to było winy. I nawet prawdziwym nieprzyjaciołom mamy wybaczyć, a wówczas możemy być pewni wybaczenia Ojca. Każdy, wymawiający święte słowa tej modlitwy, zwłaszcza w tym momencie najświętszym: w Eucharystii, przed łamaniem Chleba, winien przy tym zrobić sobie błyskawiczny rachunek sumienia: czy mówię te słowa szczerze, czy też okłamuję mego Boga, co i tak nie ma sensu, bo On okłamać się nie da. Czy prawdziwe są moje słowa "Bo i my przebaczamy?" Czy już przebaczyłem , czy nie czuję urazy do nikogo? A jeśli jest choć jeden taki, z którym jeszcze nie "wyszedłem na prostą", to teraz właśnie postanawiam, że w najbliższym czasie to uczynię, aby moje słowa do Boga nie były kłamstwem, abym nie przyjął Jego największego daru świętokradczo, żywiąc w sercu choćby małą iskrę nienawiści, wrogości do drugiego człowieka. Przebaczenie i miłość Boga przyjąć mogą ci, którzy prawdziwie znają te pojęcia z autopsji - którzy umieją przebaczyć i kochać.

"I nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie" - W tym brzmieniu, wyjętym ze współczesnego tłumaczenia Ewangelii (PE), jest prośba łatwiejsza do zrozumienia. Nasze codzienne "Ojcze nasz", przejęte ze staropolskich tłumaczeń i głęboko zakorzenione w tradycji oddaje tę prośbę słowami: "...i nie wódź nas na pokuszenie", czym może budzić mylne mniemanie, iż to Bóg sam jest w stanie być autorem pokus. Samo Pismo potwierdza przeciwieństwo tego: "Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że „Bóg go kusi”. Bóg bowiem nie podlega pokusie ku złemu, ani też nikogo nie kusi" (Jk 1,13-14). Nasza prośba ma na myśli Bożą pomoc w chwili próby, podtrzymanie w niebezpieczeństwie upadku. Jest powiedzeniem Bogu: "Nie opuszczaj nas, gdy nas wystawiasz na próbę, wspomóż naszą słabość". A próba jest konieczna, bo w nieustannej walce o dobro w naszym życiu i w trudzie podejmowania decyzji za Bogiem prawdziwie dojrzewamy i rozwijamy naszą chrześcijańską osobowość. Prawdziwie kochamy Boga wówczas, gdy walczymy, aby móc Go kochać, gdy każdy akt tej miłości okupiony jest trudem, wywalczony na samym sobie. Nie dziwmy się więc, jeśli przychodzą pokusy - Bóg je dopuszcza, abyśmy wzrastali i rozwijali się, byśmy wciąż mogli potwierdzać ten nasz podstawowy wybór i decyzję, że będziemy Mu wierni. Wielokrotnie sprawdzony przyjaźń ma wielokrotnie większą wartość, takiego przyjaciela każdy sobie nieskończenie ceni. I Bóg nas sobie ceni, gdy nasza przyjaźń ku Niemu wytrwa w doświadczeniu. Mamy jednak prawo prosić Go, aby nas wspierał swoją Mocą z wysoka. Nasza prośba jest równoznaczna z jednoczesnym otwarciem się na tę pomoc, z deklaracją woli jej przyjęcia. Wówczas dopiero On może jej nam udzielić, gdyż On niczego nie daje bez naszej wiedzy i zgody. Prośmy więc o Jego pomoc w godzinach próby, a gdy one nadejdą, przypomnijmy sobie, że to wsparcie jest z nami, trzeba je tylko zauważyć i wdzięcznie przyjąć.

"Ale nas zachowaj od złego" - Ta ostatnia prośby jest organicznie związana z poprzednią. Nie tylko więc idzie tu o to, by ominęło nas zło, mogące nas dotknąć od zewnątrz. Także i to jest ważne, i o to mamy prawo prosić: Niech nie przyjdzie na mnie to najgorsze, jeśli to się stać nie musi, lecz Ty, Panie, wiesz lepiej. Główna myśl prośby nie idzie jednak w kierunku wybawienia od zła zewnętrznego. Przecież człowiek, dotknięty nieszczęściem czy skrzywdzony, odsunięty i prześladowany nie jest przez to dalej od Boga - przeciwnie, on jest Bogu nawet bliższy, a raczej to Bóg jest wówczas bliżej niego, jak kochający ojciec przy płaczącym dziecku. W perspektywie zbawienia nie dzieje mu się więc to najgorsze. Zło ma miejsce przede wszystkim wówczas, gdy to właśnie my ulegamy pokusie i czynimy to, co niegodne w oczach Bożych. Wówczas popełnione zło tkwi wewnątrz nas, pozostaje jak jakiś cierń i zatruwa trwale nasze wewnętrzne życie, osłabia, a czasem nawet likwiduje naszą jedność z Ojcem Niebieskim. To takie zło oddala nas od Boga, to tylko przez takie możemy się zatracić. Dlatego prosimy Jego, który za chwilę da nam Siebie, aby strzegł naszych kroków, aby nie dopuścił do wpadnięcia w przepaść czy choćby podejścia na jej skraj. „Strzeż mnie o Boże, Tobie zaufałem”, powie psalm. A my dopowiemy: Nie daj , by mnie uderzono, lecz zwłaszcza, abym ja uderzył - nie dopuść, by mnie skrzywdzono, lecz bardziej, abym ja nie skrzywdził - nie czyń mnie ofiarą nienawiści, lecz i mnie nie pozwól nienawidzić. Zbaw nas od złego...

Modlitwa Pańska jest najdoskonalszym przykładem chrześcijańskiej rozmowy z Bogiem. Jest Jego uwielbieniem i prośbą, wyraża także własną pokorę i dobrą wolę. We wszystkim otwiera człowieka na działanie Tego, który wszystko może, Jemu pozwala prowadzić życie wolnego stworzenia. Zmierza ku świadomemu poddaniu przez człowieka swej woli, rozumu i uczuć Ojcu, który sam wie najlepiej, czego nam potrzeba i najlepiej też nas poprowadzi. Dzięki niej lepiej pojmujemy, jak ma wyglądać nasza jedność z Bogiem, co to znaczy żyć tak, jak Jezus. Prawdziwie otwiera nas na Jego działanie, uczy nas, jak być jego dobrym odbiorcą i pośrednikiem.