Egzystencjalizm
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
<strong>Agata Jaroma, „Laurelith”, KUS</strong>
EGZYSTENCJALIZM –LUDZIE, TEMATY I STANOWISKA.
Filozofia egzystencjalna została zapoczątkowana przez Kierkegaarda, wznowił ją około 1930 roku niemiecki myśliciel, Heidegger. Rozpowszechniła się podczas drugiej wojny światowej we Francji, głównie dzięki Jean –Paulowi Sartre. Po wojnie nadal szła torem Kierkegaarda, jednak w głównym punkcie odeń odeszła, stając się wyrazem sceptycyzmu, irracjonalizmu i pesymizmu tego okresu.
Jako przedmiot badań egzystencjalizm objął egzystencję, czyli byt ludzki. Jest przedmiotem filozofii, bo jest bytem naprawdę konkretnym, a nie abstrakcją, twierdzi Tatarkiewicz.
Właściwym twórcą egzystencjalizmu był Søren Kierkegaard, według którego rzeczywistość wyzwala się spod definicji pojęciowej, może być przeżyta, lecz dostępna jest tylko dla jednostki poznającej.
Jednakże egzystencjalizm swoimi korzeniami sięga jeszcze głębiej, choć przedtem nie miał nazwy ani nie rozwijał się w sposób ciągły, jednakże, co jakiś czas znajdował się człowiek, głoszący tę filozofię lub przynajmniej jej motywy, których miał egzystencjalizm co najmniej cztery.
Pierwszy z nich to humanizm – motyw ten, występujący już u Sokratesa, oznacza, że właściwym tematem rozważań filozoficznych jest człowiek. Kolejny to infinityzm, mówiący, że człowiek, jako istota skończona, wciąż na swojej drodze spotyka nieskończoność, pojawia się w systemie platońskim oraz u św. Augustyna. Kolejny jest pascalowski motyw tragizmu, głoszący, iż istnienie ludzkie pełne jest troski i owiane grozą śmierci. Ostatni pierwiastek to pierwiastek pesymizmu, stanowiący o tym, iż człowiek otoczony jest przez nicość i nie ma nic, na czym mógłby się oprzeć. Motyw pesymizmu pojawia się dopiero w XX –wiecznym egzystencjalizmie.
Najważniejszym wydarzeniem w dziejach egzystencjalizmu było jego przeniknięcie z Niemiec do Francji, gdzie podczas drugiej wojny światowej powstał jego główny ośrodek. Wówczas egzystencjalizm stał się bardzo popularny, a zwłaszcza po wojnie, kiedy to doktryna najbardziej ezoteryczna ze wszystkich pociągnęła nawet tych, którzy nigdy nie interesowali się filozofią. Stał się kierunkiem zarówno literackim jak i filozoficznym. Wielu pisarzy przyłączyło się do egzystencjalizmu, lub też zostali tam „zaszufladkowani”przez opinię. Paryscy Rosjanie M.Bierdiajew i L. Szestow, także Kafka czy Unamuno, a nawet Dostojewski i Nietzsche zostali zaliczeni do egzystencjalizmu.
Także na włoskich uniwersytetach egzystencjalizm znalazł zwolenników, rozpowszechnił się w krajach romańskich, jednakże w anglosaskich nie odnalazł oddĽwięku. Rozrastając się i powszechniejąc, stał się tak rozległy i niejednolity, że łącznikiem były bardziej nastroje niż teoria. W tym wielkim obozie po jednej stronie znaleĽli się Heidegger i Sartre oraz ich filozofia nicości i beznadziei, po drugiej zaś myśliciele katoliccy, różniący się od tamtych przede wszystkim tym, iż w ludzkiej egzystencji odnajdowali podstawę do optymizmu i nadziei.
Wiele razy próbowano łączyć egzystencjalizm z innymi prądami, szczególnie we Włoszech. Jedni usiłowali złączyć go z woluntarystycznym katolicyzmem, jak E. Castelli, lub nawet z tomizmem, jak C. Fabro. Inni natomiast z marksizmem, jak G. Della Volpe. Niektórzy nawet z Platonem, Heglem i Crocem, jak na przykład E. Paci.
Egzystencjaliści zakwestionowali pewien rozpowszechniony i naturalny pogląd, iż wiele własności rzeczy wynika z ich istoty, która decyduje o tym, że muszą one być takie, a nie inne, ich esencja stanowi o ich egzystencji. Według nich esencja wcale nie stanowi o egzystencji, nie wyprzedza jej. Po prostu nie ma dla nich żadnej esencji… A skoro nie ma istoty (esencji), lub, jeśli nie wyprzedza ona istnienia, to nie ma w rzeczach nic powszechnego, stałego, przesądzającego ich los. Jednocześnie nie zaprzeczają istnienia wypadków, kiedy esencja wyprzedza egzystencję. Tak jest na przykład w wytworach ludzkich: zanim artysta wyrzeĽbi swoje dzieło, w jego umyśle powstaje koncepcja rzeĽby, zupełnie, jak u Platona: rzeĽbiarz „sięga na półkę z ideami”, by „przypomnieć” sobie, jak wygląda idea rzeĽby i tworzy coś na jej podobieństwo –najpierw jest idea: rzeĽba, potem dopiero istnienie: rzeĽba…
Inaczej natomiast jest w przyrodzie, a na pewno u człowieka, nikt go nie stworzył według idei, znalazł się na świecie i nic nie przesądza z góry jego własności, a to, jaki będzie, zależy od tego, kim siebie uczyni. Może być tym lub innym, wszystkim lub niczym.
Byt ludzki, ten nasz własny, jest dla nas bytem konkretnym, abstrakcją w porównaniu z nim są nie tylko idee, ale także rzeczy zewnętrzne. Egzystencjaliści, mówiąc, że przedmiotem filozofii jest egzystencja, mieli na myśli byt ludzki, specjalnie dla tej egzystencji uważali, że jest pierwsza, że nie wyprzedza jej żadna idea.
Jakie właściwości cechują ludzki byt? Po pierwsze, że jest bytem, którego nie można wytworzyć z żadnej ogólnej koncepcji, idei, jest pierwotny. Jest też bytem świadomym, który nie tylko istnieje, lecz ma także pewien stosunek do swojej egzystencji.
Heidegger pisał: Ja stanowię byt w osnowie swej różny od bytu wszystkich rzeczy, albowiem mogę o sobie powiedzieć: ja jestem. Sartre nazwał taki byt świadomy siebie bytem dla siebie (pour soi).
Po trzecie, dba o swój byt i byty innych istnień o nim stanowiących. Człowiek nie ma wpływu na to, czy się urodzi, jest wpisany w istnienie, ale może swoje istnienie zweryfikować –zaakceptować lub potępić, odrzucić. Następnie –byt jego nie jest izolowany, lecz zintegrowany z innymi bytami, przede wszystkim z bytami ludzkimi i jeśli istnieje, to w świecie (Mitdasein u Heideggera, être pour autrui Sartre’a).
Po piąte, człowiek nie tylko istnieje w świecie, lecz także go poznaje, jak napisał Tatarkiewicz: świadomość bytu nie tylko własnego, ale i cudzego, jest właśnie cechą ludzkiego istnienia. Egzystencja ludzka jest świadoma nie tylko własnej osobowości, ale i świata. Na świat ten składają się nie tylko inne egzystencje ludzkie, lecz takie z „rzeczy”, których byt jest odmienny i, w przeciwieństwie do ludzkiego, nieświadom siebie. To, według Sartre’a, byt w sobie, en soi. Owa dwoistość bytów jest typowa dla egzystencjalizmu – byt ludzki i pozaludzki, être pour soi i être en soi.
Istnienie człowieka wśród innych bytów niesie ze sobą ten skutek, że jest on nieustannie zagrożony w swym istnieniu. Świat podąża własną drogą, nie bacząc na byt tak mały i niewiele znaczący, jak byt ludzki. W każdej chwili może go zniszczyć lub uszkodzić.
Egzystencja ludzka jest krucha, więc musimy nieustannie bronić swojego istnienia, wciąż czymś się zajmować, o coś martwić. Troska bowiem jest kolejną cechą bytu ludzkiego.
Następną właściwością jest potrzeba narzędzi. Bez nich człowiek nie obroniłby swojego istnienia, są mu tak bardzo potrzebne, że włącza je do swojego istnienia i dopiero, gdy owe przyrządy przestają być mu niezbędne, dostrzega w nich byty obce i oddziela je od swojego bytu, zaczyna wtedy przeciwstawiać siebie i świat, rodzi się w nim przekonanie, że poza nim są realne rzeczy. To przeświadczenie ma Ľródło w naszym działaniu, które w związku z tym staje się podstawą istnienia, poznanie zaś to tylko jedna z postaci działania.
Pesymizm, trwoga i zamartwianie się na wskroś przenikają filozofię egzystencjalizmu, są pewnego rodzaju reakcją na zachłyśnięcie się istniejącym światem, wyrazem klęski. Prąd ten występował w krajach pokonanych, jak Francja czy Niemcy.
Dla egzystencjalizmu byt ludzki jest irracjonalny, niezrozumiały, co najpełniej wyraził Sartre, mówiąc: absurdem jest, żeśmy się urodzili, i absurdem, że umrzemy. Po co się urodziliśmy, skoro i tak umrzemy? Jaki cel może mieć byt tak skończony, jak byt ludzki?
Kolejną cechą istnienia jest także trwoga, będąca naturalnym stosunkiem człowieka do bytu, jest lękiem przed niebezpieczeństwami, lecz także przed samą egzystencją. Z jednej strony pogrąża ona w trosce, z drugiej zaś jest motywacją do wysiłku, do próby ratowania się. Jednakże przede wszystkim jest to trwoga przed śmiercią.
Coś się zaczęło, musi się więc skończyć, co istnieje, musi zginąć. Istnienie ludzkie ze swym nieustannym zamartwianiem się samo dąży ku śmierci, jest Sein zum Tode, jak mawiał Heidegger. Śmierć nie jest przejściem do innej ( lepszej czy gorszej) egzystencji, jest jej definitywnym końcem, jest podstawowym wyróżnikiem egzystencji.
Życie, choć nieuchronnie dąży do agonii, jest też nieustanną przed nią ucieczką. Rozmyślamy o śmierci, lecz o śmierci cudzej, swoją traktujemy, jakby nie miała nigdy zaistnieć, wolimy o niej nie myśleć, wmówić sobie, że nas nie dotyczy, mimo tego, że doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, iż musimy umrzeć.
Byt ludzki nie jest wyalienowany, obok niego w podobny sposób bytują inni ludzie, jest zawsze współistnieniem, które ma wpływ na istnienie człowieka. Robi wszystko mniej – więcej według ustalonego algorytmu postępowania. Mówiąc po heideggerowsku, robi to tak, jak się robi, chodzi tak, jak się chodzi, je tak, jak się je. To się panuje nad nim, nie pozwala tak do końca być sobą. Społeczeństwo przeinacza egzystencję jednostki, która przestaje być naturalna, prawdziwa.
Jest jeszcze kilka czynników poza owym się, które wpływają na jednostkę. Jednym z nich jest mowa. Człowiek posługuje się nią, by wyrazić swe istnienie, lecz wyrażając, przekształca je i fałszuje. Wierzy w wyrazy, jakby to koniecznie im odpowiadał byt. Wierzy, że jest tak, jak „wszyscy mówią”, sam powtarza, co mówią, i przez to przyczynia się do tego, iż słowa stają się bytami, które narastają nad rzeczywistym istnieniem.
Przyzwyczajamy się do naszej egzystencji tak bardzo, że uważamy ją za zwykłą, pozbawioną tajemnic, szarą, codzienną. I ta codzienność staje się dla nas naturalna, taki powinien być nasz byt. I mimo, że ciekawość wciąż popycha nas do włączania w nasze istnienie nowych rzeczy, my szybko czynimy z nich codzienność, w której wkrótce się zatracamy. Wtedy tylko jakiś niezwyczajny zbieg okoliczności może wyrwać nas z tego błędnego koła. Kiedy zaś się już to stanie, mocno odczuwamy obcość otoczenia, do którego przywykliśmy. Wtedy poczujemy się jak nie u siebie, poznamy istotę swojego istnienia. Póki zaś żyjemy w szarości dnia codziennego, ona narzuca nam obce formy, przekształcając nasz byt, czyniąc go nienaturalnym. Tylko, kto widzi obcość bytu, ten go poznaje w całej jego prawdzie.
Oprócz doczesnej egzystencji nie ma nic. Ona jedyna jest bez wątpienia realna, w porównaniu z nią reszta bytów wydaje się być abstrakcją, projekcją ludzkiego umysłu.
Nade wszystko fałszywe jest to, co trwałe: Bóg, wieczne idee, wieczne wartości, materia. Cóż to wszystko znaczy dla człowieka, czym jest dla niego wieczność, skoro sam umiera? Ta nieśmiertelność, której pragniemy, jest niemożliwa, bo jest nieśmiertelnością naszej własnej egzystencji.
Nie zostało więc nic z tego, czego ludzkość pragnęła i w co wierzyła. Zostało samo istnienie ludzkie, krótkie i przypadkowe, wyczerpujące się w teraĽniejszości, która jest nie epizodem, lecz wszystkim. Nie ma powodu, dla którego byt mógłby wyrywać się do przodu, albowiem otoczony jest nicością. Stąd pogląd, że trwoga jest jedynym słusznym odniesieniem do egzystencji. Nie powstaliśmy z prochu, lecz z nicości, i nie w proch się obrócimy, lecz w niebyt. Jesteśmy przesyceni nicością i do niej zmierzamy. Wielu filozofów wcześniejszych od egzystencjalistów mówiło o nicości, nigdy jednak nie miała ona dla nich tak dużego znaczenia jak dla egzystencjalistów. Nie bez podstawy nazwano ich filozofami nicości…
Znikąd pomocy, poza własnego bytu nie mamy nic, pragniemy poznać sens naszego istnienia, lecz nie ma nikogo, kto mógłby nam go pokazał. Pragniemy drogowskazów, lecz nie ma nikogo, kto by je poustawiał…
Sartre mówi o opuszczeniu, nie odnajduje on Boga, byt nie potrzebuje przyczyny, jest i…Koniec. Po prostu jest.
Nie ma znaków na świecie, jesteśmy sami, nic nas nie usprawiedliwi. Nie ma Boga, więc nie ma nakazów, a skoro tak, to nie jest powiedziane, że trzeba być uczciwym. Wraz z Bogiem znikają aprioryczne wartości.
W sobie samych również nie znajdujemy oparcia, nasze istnienie nie jest urzeczywistnieniem jakiejś idei człowieka, to fikcja, a z fikcji nie wynikają żadne normy. Rodzimy się niczym i to od nas zależy, kim będziemy. Wszystko w nas jest twórczością i wynalazkiem. Nie ma więc wyznaczonego apriorycznego sensu, jest tylko ten, który sami nadamy. Jeśli na świecie istnieją jakieś wartości, to tylko takie, które sami tworzymy. W tym znaczeniu egzystencjalizm jest humanizmem.
Człowiek jest wolny, niezależnie od tego, czy taka jest jego wola. Dla egzystencjalistów wolność jest koniecznością, jakby karą, co odróżnia ich od większości myślicieli, dla których wolność jest darem. Człowiek jest skazany na to, by był wolny…
Życie jest sztuką wyboru, bo wybierać wciąż trzeba, podejmować decyzje, choć nie ma norm, wartości, które pomogłyby w decydowaniu. Ten punkt stanowił pewną trudność dla egzystencjalistów, albowiem z ich filozofii wynika, iż wybierać należy, ale też, że nie ma do wyboru żadnych podstaw. Dobro i zło to to samo, każda możliwość ma to samo znaczenie, jeśli optujemy za nią w imię wolności i jest ona adekwatna do sytuacji, w jakiej jednostka się znajduje.
Egzystencjaliści stanęli ostatecznie na tym: skoro człowiek nie ma stałych cech i będzie tym, czym sam siebie zrobi, to zawsze może być czymś więcej, niż jest. Stąd wyciągnęli wniosek: niech będzie czymś więcej. To zadanie jest w zasadzie jedynym, jakie można postawić człowiekowi. Niech wykroczy poza własne granice, choć to zadanie wręcz heroiczne. Czasem, ze względu na ten właśnie wniosek, etykę egzystencjalizmu nazywano etyką heroizmu.
Nastroje egzystencjalizmu były pesymistyczne, bo istniał on wśród nicości, bez oparcia. Tak był w każdym razie odczuwany przez przeciwników, a nawet zwolenników. Przede wszystkim twórczość Sartre’a budziła pesymizm, choć on sam dostrzegał w egzystencjalizmie optymizm, bo przecież dowodzi on, iż życie jednostki jest tylko w jej rękach, a to najwięcej, czego można oczekiwać od bytu..
Wielokrotnie porównywano egzystencjalizm z chrześcijanizmem. Owszem, mają one cechy wspólne, jak na przykład przeświadczenie o marności bytu (vanitas, vanitatum ed omnia vanitas), lecz według egzystencjalistów istnienie jest momentem nicości, a według chrześcijan wieczności. Obie weryfikują życie poprzez kryteria śmierci, obie odeszły od przekonania starożytnych, iż śmierć nie jest straszna i nie należy się jej bać. Przede wszystkim filozofia chrześcijańska miała perspektywę wieczności, która nadawała sens bytowi. I mimo zależności egzystencjalistów od Kierkegaarda, to w tym miejscu różnili się ogromnie. Kierkegaard był myślicielem chrześcijańskim, dla którego nieskończoność istniała, a nawet przenikała skończoność ludzkiej egzystencji…
I tutaj dochodzimy do różnic miedzy poglądami egzystencjalistów, a były one niekiedy znaczne.
Jak już wcześniej wspominałam, Heidegger i Sartre zaczerpnęli wiele „z Kierkegaarda”, lecz w jednym punkcie ich droga rozminęła się z kierkegaardowym myśleniem. Byli oni ateistami, a Kierkegaard uznawał istnienie Boga.
Heideggera i Sartre’a także dzieliło niejedno: pierwszy z nich za naczelne uczucie ludzkiego bytu uznał trwogę, a drugi również w obrzydzeniu, dla pierwszego trwoga była natury metafizycznej, dla drugiego bardziej moralnej, była trwogą wobec wolności i odpowiedzialności człowieka. Heidegger niczym Kierkegaard traktował byt niezwykle poważnie, Sartre zaś sądził, iż wobec absurdu istnienia powaga nie jest właściwa. Heidegger również nie był tak bardzo radykalny w swoim ateizmie, jak Sartre. W końcu również, filozofia Heideggera była swoistą ontologią, podczas, gdy Sartre zajmował się głównie etyką.
Wśród dwudziestowiecznych egzystencjalistów najbliższy Kierkegaardowi był Jaspers, który z kolei dość mocno odbiegał od Heideggera i Sartre’a. Ograniczał się do analizy ludzkiej egzystencji, powstrzymując się od heideggerowskiej ontologii. Uważał, że dotychczasowa filozofia popełnia błąd właśnie w tym, że naśladuje naukę, przez to wpada w heglizm, w konstrukcje, choć tak naprawdę może być tylko analizą jednostek.
Heidegger także zajmował się ludzkimi bytami, lecz miał to być dla niego jedynie punkt wyjściowy do dalszych rozważań. Chciał zajmować się bytem w całości, czego do tej pory nikt nie uczynił. Chciał też, by jego filozofie nazwać nie existenzielle, lecz existenziale Philosophie. Jednakże nie dokonał tego, co zamierzał, nie przeszedł od jednostki do ogółu bytu…
Egzystencjalizm różnił się od innych kierunków filozofii nie tylko tematyką, ale też nastrojem, terminologią czy też metodą. Mimo to łączyły go z nimi pewne motywy, będące charakterystycznymi dla epoki: ograniczał wiedzę do zjawiskowej – jak kantyzm, opisywał zjawiska – jak fenomenologia, uzależniał obraz świata od czynności praktycznych – jak pragmatyzm, od nacisku społecznego – jak socjologizm, od form mowy –jak neopozytywizm.
Na koniec mojego wywodu pragnę postawić kilka pytań, które nasunęły mi się podczas lektury materiałów do pracy oraz podczas samego aktu jej tworzenia.
Czy w dzisiejszych czasach może istnieć prawdziwy egzystencjalizm, czy ogranicza się on tylko do pustych haseł, noszenia się na czarno i pesymizmu?
Czy to, co mówili egzystencjaliści o zależnościach między światem a bytem ludzkim sprawdza się w dzisiejszych czasach? Kto nad kim ma kontrolę? My nad światem, czy świat nad nami? Jaki sens ma egzystencja, jeżeli zawieszona jest w nicości i nikt nie może nam pomóc?
I wreszcie –czy naprawdę należy bać się śmierci, skoro jest ona definitywnym końcem życia, które przecież wiąże się nierozerwalnie z cierpieniem i rozczarowaniami?