Obywatelskie nieposłuszeństwo czyli odmówienie posłuchu prawu


<strong>Tomasz Laskowski </strong>

Obywatelskie nieposłuszeństwo czyli odmówienie posłuchu prawu

Dla wielu postawione powyżej pytanie może wydać się retoryczne. Najczęściej odmówienie posłuchu prawu jest utożsamiane negatywnie ze zwykłym bandytyzmem, z przestępstwem. W dużej mierze słusznie, gdyż jest to czyn z definicji sprzeczny z prawem.

Jednakże takie potraktowanie sprawy mnie nie satysfakcjonuje. W niniejszej pracy postaram się rozwinąć dostatecznie szeroko owo zagadnienie i dojść do satysfakcjonującej odpowiedzi.

Zanim jednak przejdę do meritum sprawy kilka słów tytułem wprowadzenia.

Postawy wobec prawa.

Nie będę zbyt oryginalny w stwierdzeniu, że rozumienie i postawy jednostki wobec prawa są w dużej mierze zdeterminowane poprzez najbliższe otoczenie, to znaczy wspólnotę rodzinną. To tam człowiek uczy się podstawowych norm zachowań, tam też kształtuje w sobie określoną postawę w stosunku do prawa „zewnętrznego” , normowanego przez władzę publiczną. Także poziom wykształcenia jednostki wpływa na percepcję zapisów prawnych, ale i stosunek jednostki do nich. Na ten fakt uczula prof. S. Wronkowska w swej książce „Zarys teorii prawa”. Wyróżnia ona 3 główne postawy wobec prawa:

1. Oportunizm- przejawia się w podporządkowywaniu się obowiązującym normom ze względu na grożące komuś sankcje lub uzyskanie ewentualnej nagrody. Akceptacja lub brak akceptacji norm prawnych, nie odgrywają tu żadnego znaczenia. Liczą się tylko oczekiwane następstwa.

Postawa ta nie jest na ogół związana z ocenami moralnymi.

2. Konformizm –o zgodności lub niezgodności postępowania zgodnie z prawem decyduje chęć identyfikacji z daną grupą ludzi. Od stosunku tej grupy do prawa zależeć będzie także postępowanie jednostki. Konformizm może być uważany za cenny moralnie sam przez się – przez tych ludzi, którzy uznają normy prawne za normy moralne.
3. Legalizm – „gotowość dawania posłuchu wszelkim normom danego systemu niezależnie od ich treści, ale ze względu na fakt, że są to właśnie normy prawne.

Postawa moralnie obojętna.

Tak się kształtują postawy wśród ludzi posłusznych prawu. Utopią jednakże byłoby sądzić, że wszyscy obywatele przyjmą którąś z powyższych postaw. Część zajmie stanowisko wprost przeciwne. Przejawem niezgody z obowiązującym prawem jest po prostu odmówienie mu posłuchu lub całkowite wyobcowanie się ze społeczeństwa, (tzw. pustelnicy). Tego drugiego przypadku nie będziemy jednak w ogóle rozpatrywać i skupimy się tylko na pierwszym z nich.

Brak posłuchu wobec prawa może zaznaczyć się dwojako: z użyciem przemocy i bez jej użycia.

W tym miejscu muszę zaznaczyć wyraĽnie, że pojęcie „obywatelskiego nieposłuszeństwa” traktuję tutaj na równi z pojęciem „odmówienia posłuchu prawu”, gdyż pierwsze zawiera się w drugim i nie jest bez tego możliwe.

Obywatelskie nieposłuszeństwo można zdefiniować w następujący sposób (za Johnem Rawlsem):

„Jest to czyn publiczny dokonany bez użycia przemocy, dyktowany sumieniem aczkolwiek polityczny, sprzeczny z prawem, zwykle mający na celu doprowadzenie do zmiany prawa bądĽ kierunków polityki rządu.

Działając w ten sposób dana osoba odwołuje się do poczucia sprawiedliwości większości członków wspólnoty i oznajmia, że w jej opinii, powziętej w rozwadze, nie przestrzega się zasad społecznego współdziałania wolnych i równych ludzi.”

Nieposłuszeństwo społeczne i walka bez użycia przemocy były taktykami stosowanymi w dążących do niepodległości krajach kolonialnych (np. Indie), w ruchu obrony praw czarnej ludności Stanów Zjednoczonych, do dziś stosują je ruchy pokojowe i ekologiczne. Walkę bez użycia przemocy prowadziła również „podziemna” Solidarność”w Polsce lat 80.-tych. Historia zna zarówno przykłady sukcesów akcji nieposłuszeństwa obywatelskiego, jak i przypadki, w których tego typu działania doprowadziły do otwartego konfliktu między władzami, a protestującymi grupami obywateli, a nawet rozlewu krwi. Często, bowiem władze państwowe nie chcą dostrzec różnicy pomiędzy walką bez użycia przemocy, a rewolucją. Z drugiej zaś strony radykalne ugrupowania, zarówno prawicowe jak i lewicowe, uważają nieposłuszeństwo obywatelskie i działanie bez użycia przemocy za środki niewystarczające dla osiągnięcia zamierzonych celów.

Ludzie dokonujący tego typu czynów często bronią stanowisk, które innym wydają się dyskusyjne. Zwłaszcza wtedy, gdy działania takie podejmowane są w krajach demokratycznych, powstaje pytanie czy w obronie danej sprawy wykorzystano już wszystkie prawne i polityczne możliwości wpływu na władzę i czy nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest w danym przypadku nadużyciem. Należy nadmienić, że problem ten występuje jedynie w państwach praworządnych, stanowi on dylemat jedynie dla tych obywateli, którzy dostrzegają i akceptują prawomocność konstytucji. W moim przekonaniu wiąże się to także z pewnym poziomem wykształcenia obywatelskiego, gdyż jednostka decydująca się na ten czyn zauważa pewien konflikt obowiązków dotyczących przestrzegania prawa, a niesprawiedliwością jego samego.

Niesprawiedliwość jakiegoś prawa nie jest na ogół powodem niestosowania się do niego, tak samo jak ważność prawna ustawodawstwa (określona przez konstytucję) nie jest wystarczającą racją jego przestrzegania. Musimy uznać niesprawiedliwe prawa za obowiązujące, jeżeli nie przekraczają pewnych granic niesprawiedliwości.

Rodzi się w tym miejscu pytanie. Dlaczego tak bardzo akcentuję pewien aspekt łamania prawa, mianowicie obywatelskie nieposłuszeństwo? Wszak jest to zawężanie tematu pracy? Zgoda, ale nie do końca. Kładę na to nacisk gdyż przykłady, na których zamierzam się oprzeć w dalszej części pracy, są w dużej mierze oparte na tej właśnie koncepcji i dokładne zrozumienie jej reguł uważam za wysoce istotne, dla dokładnego zrozumienia sensu pracy. Poza tym jak już wspominałem powyżej z tych dwóch pojęć: łamania prawa i obywatelskiego nieposłuszeństwa wobec niego, jedno całkowicie zawierają się w drugim, więc stosowanie ich przemiennie się w żadnym wypadku nie wyklucza.

Pobór do wojska

Filozof Czesław Znamierowski (1888–1967), twierdził, że państwo jako organizacja władcza unormowana konstytucją jest niezbędna dla społeczności o większej liczbie członków żyjących na większym terytorium. Celem państwa jest ochrona i obrona członków tej grupy oraz utrzymanie porządku wewnętrznego. Aby stawić czoła tym potrzebom konieczne jest utrzymywanie sił przymusu, zwanych niekiedy mundurowymi (wojsko, policja). O ile przynależność do policji w III RP nie jest regulowana prawnie i jest całkowicie zależna o woli jednostki, to istnieje obowiązek służby wojskowej.

Konstytucja nie pozostawia w tej sferze żadnych wątpliwości:

„Art. 82.1. Obowiązkiem obywatela polskiego jest wierność Rzeczypospolitej Polskiej oraz troska o dobro wspólne.

Art. 85.1. Obowiązkiem obywatela polskiego jest obrona Ojczyzny.

2.Zakres obowiązku służby wojskowej określa ustawa.

3.Obywatel, któremu przekonania religijne lub wyznaniowe zasady moralne nie pozwalają na odbywanie służby wojskowej, może być obowiązany do służby zastępczej na zasadach określonych w ustawie.”

/Konstytucja RP, z dnia 2 kwietnia 1997 r./

W III RP uchylanie się od służby wojskowej przez ludzi młodych i zdrowych jest pewnym problemem społecznym. Powszechna jest praktyka załatwiania tzw. ’lewych papierów’, które poświadczają rzekomą niezdolność danego kandydata do służby wojskowej. Jest to karygodne zachowanie i zwykłe oszustwo, którego nie da się i nie można pochwalić – pewien rodzaj odmowy posłuchu prawa, który powinien być karany. Docelowo taka postawa niczemu nie służy, jej wyraziciel owszem protestuje przeciw polityce państwa, ale tym samym wystawia sam sobie negatywne świadectwo – jako człowiek niegodny zaufania – wszak oszukuje państwo. Są to przecież ludzie zdrowi, zwyczajni „symulanci”, którym z różnych przyczyn nie chce się podjąć służby wojskowej. Skąd można mieć pewność, że w przyszłości znów nie oszukają oni państwa lub swego pracodawcy? „Czym skorupka za młodu nasiąknie…”- resztę można dopowiedzieć samemu. Ale co z ludĽmi, dla którym służba w armii stoi w sprzeczności z zasadami religijno-moralnymi? I ten problem, generujący dawniej liczne przypadki obywatelskiego nieposłuszeństwa (np. ze strony obywateli –członków wspólnoty Świadków Jehowy) został w zasadzie rozwiązany po 1989 r., gdy władze III RP zalegalizowały odmowę służby wojskowej i stworzyły możliwość odbycia służby zastępczej, która w żaden sposób nie naruszy dóbr moralnych tych ludzi.

W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej służby mundurowe pełniły ważną rolę, jako środek trzymający społeczeństwo w ryzach. Ustawa o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej z 1967 r. także kładzie nacisk na powszechność służby wojskowej (fragm.):

„Art. 1. Obrona Ojczyzny jest sprawą i obowiązkiem wszystkich obywateli Rzeczypospolitej Polskiej.

Art. 4.1. Powszechnemu obowiązkowi obrony podlegają wszyscy obywatele polscy zdolni ze względu na wiek i stan zdrowia do wykonania tego obowiązku. Obywatel polski będący równocześnie obywatelem innego państwa nie podlega powszechnemu obowiązkowi obrony, jeżeli stale zamieszkuj poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej.”

W okresie PRL-u nie istniała w Polsce możliwość odmowy służby wojskowej ze względu na przekonania. Zdarzali się jednak ludzie, którzy otwarcie odmawiali stawienia się do poboru. Czynili to bądĽ z pobudek etyczno-religijnych, bądĽ też, dlatego, że uważali, iż podporządkowane dowództwu Układu Warszawskiego Ludowe Wojsko Polskie nie służy prawdziwym interesom Polski. Ich odmowa służby wojskowej była, więc formą nieposłuszeństwa obywatelskiego, za które władze karały więzieniem. Odmawiający służby, prócz pobudek religijnych, często motywowali to tym, że nie chcą strzelać do innego człowieka w interesie państwa, czyli nie w bezpośredniej obronie koniecznej. Strzały do np. strajkujących, robotników, którzy de facto wyznawali te same lub przynajmniej podobne poglądy były dla nich nie do pomyślenia.

Przytoczę tu przykład pewnego poborowego, uczestnika tamtych wydarzeń. Ów młody człowiek, mieszkaniec Wrocławia, dostał – na miesiąc przed wprowadzeniem stanu wojennego – powołanie do wojska. "Kiedy wybuchł stan wojenny, wsadzono go do czołgu i skierowano na (…) Wrocław, który – podobno – mieli zdobywać, gdyż opanował go jakiś groĽny nieprzyjaciel. Czołg był wypełniony bronią po brzegi. ' – Ojcze profesorze, co ja, prosty żołnierz, miałem robić, jak się zachować? We wrocławskim tłumie był może mój ojciec… Może ktoś jeszcze z rodziny… Czy mogłem odmówić wykonania rozkazu? Za moimi plecami siedział oficer z nabitym pistoletem. Był stan wojenny. A gdyby kazał mi strzelać w tłum? Czy byłem w sumieniu zobowiązany do odmowy wykonania rozkazu i do heroicznej śmierci z rąk mojego oficera, któremu odmawiam posłuszeństwa na froncie?

„W sytuacji bojowej, jeśli okoliczności wymagają natychmiastowego przeciwdziałania, a inne środki są niewystarczające, przełożony ma prawo użyć broni w stosunku do podwładnych, którzy odmawiają posłuszeństwa, porzucają broń lub samowolnie opuszczają wyznaczone stanowiska bojowe”. Swoje obiekcje, co do etycznej strony otrzymanego rozkazu żołnierz może zgłosić przełożonym póĽniej, gdy rozkaz wykona."

Innym, najdoskonalszym może przykładem niechaj będzie postawa niemieckich pacyfistów. Niemieckie sądy wojskowe skazały na rozstrzelanie kilkaset osób, które podczas II Wojny Światowej odmówiły wstąpienia w szeregi armii, uznając wojny Hitlera za niesprawiedliwe. Symboliczną postacią jest tu Alfred Delp, jezuita (+1942), rozstrzelany za swe poglądy i odmowę służby.

„Chleb jest ważny, wolność jest ważniejsza, ale najważniejsza jest niezłomna wierność ”(Alfred Delp)

Podatki

Od tego się zapewne zaczęło. W 1846 r. amerykański pisarz Henry David Thoreau demonstracyjnie odmówił zapłacenia podatku na rzecz rządu Stanów Zjednoczonych i pozwolił zamknąć się w więzieniu. Tym gestem pragnął on zaprotestować przeciwko niewolnictwu oraz toczonej wówczas przez jego kraj, wojnie z Meksykiem. Zapewne zdawał sobie sprawę, że jego działanie nie pociągnie za sobą zmiany polityki rządu, i nie było to też jego głównym celem. Chciał pokazać współobywatelom, że nie zgadza się z polityką kraju i wykorzystywaniem jego pieniędzy w ten sposób. Protest nie trwał długo, nabrał jednak wymiaru symbolicznego. Dał początek pojęciu „obywatelskiego nieposłuszeństwa”- sam termin pochodzi zresztą z jego eseju pt. „Civil Disobedience”.

Przykładem Thoreau nie zamierzam bynajmniej nawoływać do podobnych akcji. Wręcz przeciwnie. Sądzę, że decydując się żyć w danym państwie i korzystać w jakiś sposób z możliwości, jakie ono oferuje, naszym obowiązkiem jako obywatela jest lojalność wobec tego państwa, a wyraża się ona w wymiarze indywidualnym może przede wszystkim w uczciwym płaceniu podatków. Nie można dawać posłuchu ludziom, którzy nawołują do odmowy zapłaty, gdyż np. podatki są według nich za wysokie, albo są nierozsądnie wydawane. Takie zachowanie jest niedopuszczalne! Przede wszystkim podważa tzw. zasadę rzetelności. Na czym ona polega?

J. Rawls w „Teorii sprawiedliwości” definiuje ją następująco: ”dana osoba jest zobowiązana zrobić co do niej należy –a co określają reguły instytucji – gdy tylko dobrowolnie przyjęła korzyści płynące z tego urządzenia, bądĽ skorzystała z oferowanych przez nie [instytucji] możliwości, by przeprowadzić własne interesy (…).”

Jak to działa? Przykład pierwszy z brzegu: czy jest w Polsce ktoś, kto nie korzystał z możliwości kształcenia w szkołach? Odebrał więc świadczenia od państwa, które finansowali przez swoje podatki jego współobywatele. Teraz zaś sam, podejmując jakąkolwiek działalność, odmawia płacenia państwu należnych mu świadczeń. Niestety, w Polsce nie brak takich nieuczciwych krzykaczy, co gorsza niektórzy z nich zajmują w międzyczasie fotele w Sejmie Rzeczpospolitej Polskiej, jakby na ironię przyozdobieni w czerwono-białe krawaty. Popiera ich około. 15% społeczeństwa. Na pewno nie sprzyja to rozwojowi zdrowej postawy obywateli wobec państwa.

Wracając do przykładu dotyczącego szkolnictwa: dostajemy pewne dobro (wiedzę, wykształcenie), czyli de facto zaciągamy pewne zobowiązanie [1] wobec państwa, które nam tę możliwość zapewniło, opłaca nauczycieli i utrzymuje infrastrukturę edukacyjną. Płacąc podatki spłacamy tenże dług.

Państwo jest wspólnotą ludzi opartą na wspólnym podłożu. Jednym z jego filarów jest zasada wzajemnego zaufania, tzn. wzajemnego świadczenia czynów, usług i pewności, że nie będzie to działanie osamotnione, jednej tylko jednostki, lecz całego ogółu. Wspólne dobro, nazywane niekiedy przez niektórych (żartobliwie?) ‘wspólnym śmietnikiem’, wymaga zaangażowania się ogółu. Wszak nie po to nasi pradziadowie i dziadkowie walczyli o „wolność naszą i waszą”, aby teraz, nieprzemyślanymi działaniami egoistów i oszustów zaprzepaścić cały wspólny dorobek.

Owszem, słuszne mogą być głosy, że ordynacja podatkowa albo dystrybucja środków, pochodzących z podatków jest zła. Aby to jednak zmienić ostatnią rzeczą, jaką należałoby zrobić, jest wstrzymanie się od ich płacenia. Wpierw powinniśmy rozeznać się w możliwościach wpłynięcia na władzę w zwykłym trybie, nie stosując w tym miejscu nieposłuszeństwa obywatelskiego zgodnego z definicją podaną przeze mnie na wstępie pracy. Sposobów takich w demokratycznym państwie jest wiele. Oto niektóre z nich:

* wnosząc projekt ustawy do Sejmu (przez zebranie 100 tys. podpisów),
* zakładanie przez obywateli zespołów eksperckich (składających się z prawników, lekarzy, nauczycieli, etc.) i tworzenie przez nich raportów o stanie własnych miejscowości oraz o stanie państwa,
* organizowanie nieskrępowanych dyskusji obywatelskich w środkach masowego przekazu
* popieranie tych partii i ugrupowań, które w swych programach postulują zmianą krytykowanego przez nas stanu rzeczy
* zgłaszanie i wspieranie kandydatów „obywatelskich”(nie należących do partii politycznych) do przyszłych wyborów samorządowych )w przypadku, jeśli żadna z partii nie reprezentuje naszych poglądów lub nie ufamy jej kandydatom),
* stosowanie na szeroką skale „mail bombingu” czyli masowego wysyłania pism, pytań, protestów, etc. do organów władzy państwowej i administracyjnej,

Obecnie, w epoce globalizacji znaczenie państwa staje się stopniowo coraz mniejsze. Jednakże wciąż jest ono bardzo ważną strukturą i ma ważne zadania do spełnienia: min. Zapewnienie podstawowego porządku i bezpieczeństwa, gwarantowanie wolności gospodarczych, wykształcenie ludzi zdolnych pokierować światowym systemem, zapewnienie infrastruktury i dobrego klimatu dla inwestorów. Aby właściwie spełniać tę funkcję państwo potrzebuje środków, które – nie zapominajmy – pochodzą w głównej mierze z podatków.

W kontekście (nie)płacenia podatków szerokim echem wśród ludności polskiej odbił się nie tak dawny projekt abolicji podatkowej, proponowanej przez ministerstwo finansów. Przypomnijmy: projekt zakładał, że wszyscy, którzy pracowali na czarno- czyli nie zwierzali się Urzędom Skarbowym ze swoich faktycznych dochodów, w przypadku ujawnienia się zapłacą nie 75% karny podatek, nawet nie zwykły 21% dochodowy, lecz jedynie nieomal symboliczny 12,5 % podatek. Oczywiście wywołało to falę uzasadnionych protestów, które odniosły swój skutek i do wejścia w życie ustawy nie doszło. Obyło się bez heroicznych aktów nieposłuszeństwa obywatelskiego czy niesubordynacji prawnej ze strony uczciwego społeczeństwa, które w świetle wypowiedzi wielu osób na pewno by nastąpiły.

Jednakże, przez samo zaistnienie tego projektu został wysłany do społeczeństwa niepokojący sygnał, że być może bardziej opłaca się żyć nieuczciwie i nie płacić podatków, bo i tak przyjdzie rozgrzeszenie. Natomiast uczciwy i płacący je obywatel zostanie ukarany wyższym w efekcie, bo w całości zapłaconym, domiarem stawki podatkowej. Wspomniane wyżej metody legalne oraz roztropność prezydenta wystarczyły, aby zatrzymać ustawę.

Podatki są bardzo ważną częścią składową gospodarki. Potrafią ją stymulować lub ją zniszczyć, zdusić. Nie stać nas (a może brak nam odwagi i mądrego premiera) na wprowadzenie projektu obniżenia podatków, stymulujących gospodarkę, wzorem Georga Busha; jednakże tym bardziej nie stać nas na odchylanie się od obowiązku płacenia podatków.

Dlatego wszystkich nawołujących do buntu, anarchizmu powinniśmy traktować niepoważnie i karać ich przykładnie za szerzenie nieprawdy wśród, niestety, mało świadomych politycznie mas społecznych. Wykształcenie i dobra znajomość realiów rządzących światem gwarantuje pewniejszą walkę z błędami systemu aniżeli głośne pikiety lub blokady dróg.

Walka mniejszości o równouprawnienie

Problem mniejszości narodowych wciąż narasta i przybiera na sile. W Polsce jeszcze tego nie widać tak drastycznie jak np. w USA, Rosji czy nawet Niemczech i Francji, jednakże nie znaczy to wcale, że u nas nie występuje. W tej części pracy skupię się bardziej na przykładach innych państw aniżeli Polska gdzie poruszane przeze mnie zagadnienia faktycznie miały miejsce i stanowią duży problem.

Martin Luther King: ‚Wielka Wspólnota i pojęcie agape’ [2]

Sztandarowym przykładem odmówienia posłuchu prawa stała się walka ludności murzyńskiej o równouprawnienie w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 50.-tych i 60.-tych ubiegłego stulecia. Postacią – symbolem tych dążeń stał się pastor Martin Luter King, który dzięki swojej charyzmie potrafił pociągnąć murzyńską ludność do bezpardonowej walki o swoje prawa. Dodajmy, że była to walka, ale prowadzona bez użycia przemocy, oparta na obywatelskim nieposłuszeństwie i odmowie posłuchu prawa. Liczne w owym czasie ekstremistyczne grupy skupiające czarnoskórych Amerykanów, także walczących o swe prawa, poddawały w wątpliwość słuszność drogi obranej przez Kinga.

Martin Luter King był przywódcą ruchu praw obywatelskich w USA, w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Był bardzo utalentowanym mówcą. 28 sierpnia 1963 roku wygłosił swoje słynne przemówienie „I have a Dream” („Mam takie marzenie”) do ponad 250 000 ludzi, w większości kolorowych zebranych na wiecu. Pomógł zorganizować masowy pochód do Waszyngtonu, który uświadomił rządowi USA, jak ważnym dla ludzi jest „akt praw obywatelskich”, praw ludzkich. Setki tysięcy ludzi przyszło wysłuchać jego przemówienia pod pomnikiem Lincolna, przed Białym Domem. King powiedział w nim, że nie może przewidzieć, co się może stać.

Od początku swej działalności, począwszy od słynnego bojkotu autobusów komunikacji miejskich w Montgomery w 1958 r., nawoływał do pokojowej manifestacji. Bardzo szybko stał się obiektem częstych zamachów terrorystycznych i szykan ze strony elit rządzących. Nie wyrzekł się głoszonych ideałów nawet wtedy, gdy jego dom został uszkodzony wybuchem bomby. Szczęśliwie jego żona i dzieci nie odnieśli w nim żadnych obrażeń. Władze widziały w nim wywrotowca, który może podburzyć murzynów przeciw białym i w konsekwencji doprowadzić do dużych rozruchów na tle rasowym.

Bojkot środków komunikacji miejskiej w Montgomery trwał ponad rok. Zamiast korzystać z usług komunikacji Czarni do pracy docierali pieszo lub taksówkami. Wiele szacunku należy się tym ludziom, którzy w mocnej wierze o słuszności swojej sprawy znosili wiele trudów i upokorzeń. Na poparcie tej opinii przytoczę przykład pewnej staruszki, która pewnego razu z uporem dreptała na drugi koniec miasta. Gdy zatrzymał się koło niej samochód i kierowca zaproponował podwiezienie jej do celu, odmówiła tymi słowami: „Wcześniej moje nogi były wypoczęte, a dusza zniewolona. Teraz moje nogi są zniewolone, ale dusza wypoczęta”.

King, pastor, był zwolennikiem sformułowanej przez stoików i jakże mocno podkreślonej przez Ewangelię chrześcijańską idei braterstwa wszystkich ludzi. Był przeciwnikiem limitowania solidarności do wąsko pojętej własnej grupy (patrz: Kosmopolityzm). ‚My widzimy ludzi jako żydów… katolików i protestantów, Chińczyków i Amerykanów. Nie potrafimy myśleć o nich jak o człowieku, istocie ludzkiej stworzonej z tego samego, co my.” Takie wąskie, skoncentrowane na własną grupę nastawienie prowadzi nie tylko do obojętności na to, co dzieje się z innymi ludĽmi, ale ułatwia wręcz ich dehumanizację. Zaczynamy traktować innych ludzi jako uosobienie mrocznych potęg natury – istoty z założenia irracjonalne i złe. W ten sposób 'zamordowanie obywatela własnego narodu jest zbrodnią, ale morderstwo obywatela innego narodu pozostaje aktem męskiego heroizmu’. King dostrzegał, że ideał miłości i solidarności ograniczony do wąskich ram jednej grupy społecznej, jednego państwa czy narodu może służyć nacjonalizmowi, prowadzeniu wojen, masowemu przejawianiu się barbarzyństwa czy też wyzyskowi. Takiemu ideałowi przeciwstawia on ideał solidarności gatunkowej, obejmującej wszystkich ludzi bez względu na narodowość, kolor skóry czy wyznanie (tzw. Wielka Wspólnota). ‚Nasza lojalność musi przekroczyć naszą rasę, plemię, klasę i nasz naród''. W tym kontekście jego idea i praktyka obywatelskiego nieposłuszeństwa nabiera wyjątkowo szlachetnego wydĽwięku, można powiedzieć, że stał się jej prorokiem. „Dzięki agape, która ułatwia budowę środków wzajemnego zaufania, można po zakończeniu konfliktu przystąpić do pokojowego współżycia". Należy nadmienić jeszcze, iż King był zdecydowanym zwolennikiem budowy tzw. 'welfare world’ (świata dobrobytu), gdyż nędza – jego zdaniem – jest głównym powodem wojen i rebelii. Tym bardziej, że społeczeństwa biedne są na ogół społeczeństwami nie wyedukowanymi, a co za tym idzie – bardziej podatnymi na ‚sugestie’ ze strony władzy bądĽ innej grupy społecznej.

Był zwolennikiem myśli Johna Donne'a, że jeden człowiek nie jest samotną wyspą. ‚Każdy człowiek jest… częścią mnie, a ja jestem częścią jego. Jego agonia zaburza mnie, a zbawienie wzbogaca’. Pod wpływem idei personalizmu, że ‚ludzie rodzą się, aby żyć razem i bez tego dążenia nie byliby prawdziwie ludzcy’, King uznał za naturalną potrzebę człowieka, stworzenie wspólnoty. Nasze przetrwanie jako gatunku wymaga przesunięcia akcentów z POCZUCIA ODMIENNOŚCI na FUNDAMENTALNˇ TOŻSAMOŚĆ CZŁOWIECZEŃSTWA.

Niemy protest, heroiczny akt obywatelskiego nieposłuszeństwa odniósł skutek, a także pokazał całym Stanom palący problem i potrzebę zmian. Sam Martin Luter King nie doczekał świata, w którym „dzieci murzyńskie będą się bez przeszkód bawić z białymi”. W 1968 r. zginął z rąk zamachowca podczas jednego ze swych wystąpień. Jednak pamięć o nim została i jego słynne marzenie się spełniło, a on sam stał się pewnym symbolem walki z niesprawiedliwością przy użyciu jedynie słów i pokojowych czynów.

Prześladowania religijne i opór przeciw nim.

Nierzadko zdarza się, ze dana grupa społeczna jest prześladowana, lub po prostu pozbawiona części praw obywatelskich ze względu na swoje przekonania religijne, wierzenia.

Również w Polsce mieliśmy niechlubne przypadki prześladowań na tle religijnym. Na przełomie wieków na terenach Suwalszczyzny zamieszkiwała spora grupa tzw. staroobrzędowców (zwani także raskolnikami, filiponami). Są oni potomkami tych Rosjan, którzy od końca XVII w. znajdowali schronienie na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej, prześladowani przez ówczesne władze carskie i administrację oficjalnej Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, gdyż nie uznawali oni zrewidowanych ksiąg liturgicznych oraz reform patriarchy Nikona ( 1605–1681) w zakresie obrzędów religijnych.

Na ziemię sejneńsko-suwalską staroobrzędowcy przybyli w drugiej połowie XVIII w. Przeważnie byli to tzw. „bezpopowcy”ze wspólnoty fiedosiejewskiej, która uznawała tylko sakrament chrztu i spowiedzi oraz głosiła powszechne bezżeństwo, w świecie ich zdaniem opanowanym przez Antychrysta. Te surowe zasady zaczęli z biegiem czasu łagodzić. Pod koniec XIX w. większość z nich uznawała już sakrament małżeństwa, zawartego bez udziału wyświęconego kapłana. Pojawiła się też obrzędowość weselna, której wcześniej wśród nich nie było.

Przybyszów z Rosji przyjmowano z reguły bardzo chętnie, gdyż osiedlali się na wyludnionych terenach. Byli uczciwymi dzierżawcami, biegłymi w gospodarce leśnej i rybołówstwie.

Z uwagi na swoją odmienność byli dyskryminowani przez Kościół Katolicki, po rozbiorach jednak prześladowani przez władzę zaborczą na terenie będącym pod władztwem rosyjskim.

Ich nieposłuszeństwo polegało na odmowie składania przysiąg w rycie prawosławnym, odmowie uczestniczenia w oficjalnych nabożeństwach panującej cerkwi, w sporadycznych przypadkach odmowie służby wojskowej w armii carskiej, nie gwarantującej im swobody praktyk religijnych. Często placili za tę postawę wieloletnimi zesłaniami.

W niepodległej Polsce staroobrzędowcy po raz pierwszy uznani zostali przez państwo jako samodzielne wyznanie (Dz. U. 1928. nr 38, poz. 363; Monitor polski 2928, nr 210, poz.482).

Ustalono nawet oficjalną nazwę „Wschodni Kościół Staroobrzędowców, nie posiadający hierarchii duchowej”. Szacuje się, że przed II Wojną Światową w Polsce mieszkało ok. 80 000 staroobrzędowców, w tym na ziemi sejneńsko-suwalskiej –ok. 10 000.

Po wojnie reaktywowali swoją działalność w 1953 r. i zmodyfikowali statut (Urząd ds. Wyznań 30.X.1984, Nk-803). Walka o niepodległość/ autonomię regionu

Metody ostentacyjnego odmawiania posłuchu prawa znalazły zastosowanie także w dążeniach niepodległościowych. Wydawałoby się, że jest to kwestia, w której użycie przemocy wydaje się jedyną drogą do osiągnięcia zamierzonych rezultatów. Historia zanotowała jednak przypadki, w których walka bez użycia przemocy odniosła niesamowity, wręcz nierealny sukces.

Gandhi: Filozofia i sztuka ‚Satyagrahy’ [3] & zasada ‘ahimsy’ [4]

Indie i postać Mahatmy Ghandiego nieodparcie w tym przypadku cisną się na myśl. Człowiek mizernej postawy lecz przeogromny duchem dosłownie wstrząsnął światem i stał się przykładem dla innych np. wspomnianego już Martina Luthera Kinga.

„Od czasu jego śmierci, a i dziś jeszcze, wśród młodzieży szkolnej w Indiach jest znany jako ‚Ojciec Narodu’. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Mohandas Karamchand Gandhi. Kiedy urodził się w 1869 roku, jego kraj nazywano Indiami imperialnymi. Kiedy zmarł zamordowany w 1948 roku, Indie stały się dzięki niemu wolne.”. W jego kraju nazywano go najpierw panem Gandhim, następnie ‚Wielkodusznym’, póĽniej zaś poufale Dziadkiem. W Anglii Churchill, który go nie lubił, mówił o nim pogardliwie jako o półnagim fakirze. We Francji zaś Romain Rolland mówił o nim ze swoistą czułością ‚święty muł’, tak bardzo był uparty. PóĽniej niektórzy porównywali go do Diogenesa, Sokratesa, Chrystusa.

Mahatma Gandhi uważał, iż zasada ahimsy nie powinna się ograniczać jedynie do biernej postawy życiowej nie wyrządzania krzywdy innym. Jego zdaniem ahimsa zobowiązuje do aktywnych form obrony życia i poczucia wartości każdej istoty żyjącej. „Zatem jednostka nie może jedynie powstrzymywać się np. od uczestniczenia w wojnie. Mamy moralny obowiązek walczyć ze złem, ale używając metod wykluczających przemoc. Gandhi zwracał się przeciwko uzasadnieniu przemocy racjami moralnymi, historycznymi, religijnymi; albowiem ‚Żadna istota nie jest na tyle zła, aby pozbawiona była możliwości poprawy. Żadna istota ludzka nie jest aż tak doskonała, aby wolno jej było dążyć do zguby człowieka, którego mylnie uważa za całkowicie opanowanego przez zło’ [Słowa Gandhiego nawiązujące do nauki Jezusa w rozmowie z ladacznicą]. Nienawiść nie może być motywem działań, podejmowanych w obronie nawet najszczytniejszych wartości” Wg filozofii Gandhiego, niezawinione „cierpienie miało poruszyć sumienia oponentów i w ten właśnie sposób doprowadzić do pożądanych zmian społecznych. Gandhi wykorzystywał tu mechanizm tzw. ‚moralnego ju jitsu’. Satyagraha jest w tym rozumieniu metodą walki przez cierpienie (pokazać światu prawdę o agresorze), które staje się środkiem socjotechnicznym (którego zadaniem – przez niezawinione cierpienie odbywane z godnością – jest przekonanie wroga i opinii publicznej całego świata do swoich racji). Cierpienie przyjmowane świadomie, bez obrony i stosowania przemocy, może zmienić naszego przeciwnika. Elementy martyrologii stają się metodą walki”. Gandhi uważał, iż osoba wyrzekająca się wojen z pobudek samolubnych bądĽ z tchórzostwa postępuje niegodnie, ponieważ nie zmniejsza przez to zła na świecie lecz wręcz przeciwnie, przez swoje tchórzostwo wzbudza jeszcze większą agresję u swojego wroga. Zasada czynnej ahimsy, jak i sztuka satyagrahy wymaga pełnego poświęcenia wraz z oddaniem własnego życia za sprawę. Tak więc od prawdziwego pacyfisty wymagana jest wielka odwaga i pełne poświęcenie sprawie, o którą walczy –czyli Pokojowi. Nie jest bowiem sztuką wygrać z kimś kto jest słabszy, ale niewątpliwie sztuką jest walczyć z silniejszym od siebie i wygrać bez użycia przemocy.

Gandhi potępia więc bierny pacyfizm, zalecając przy tym aktywną walkę psychologiczną z wrogiem, jednocześnie nie darząc go nienawiścią, lecz nienawidzić jego poczynań (patrz: King – agape). Jednocześnie poprzez głośną krytykę poczynań wroga i brak jakiejkolwiek przemocy w obronie przed nim – próbować przekonać go do własnych racji. Jak dowodzi historia, poczynania takie mogą skłonić do zmiany stanowiska agresora, który ponadto darzy szacunkiem niedoszłego wroga, za jego odwagę i poświęcenie (patrz: walka o wyzwolenie Indii, o prawa dla ludności czarnej w USA, etc.). "Gdy walczy się bez użycia broni, należy być przygotowanym na ryzyko śmierci tak samo, jakby się brało udział w wojnie.”. Wg Gandhiego jeden naród powinien rozbroić się biorąc na siebie związane z tym ryzyko. Naród ten osiągnie poziom tak wielkiej pokojowości, że cieszyć się będzie powszechnym autorytetem.

Wielokrotnie aresztowany i więziony przez ówczesne władze, początkowo zdecydowanie nie sprzeciwiał się panowaniu Brytyjczyków w Indiach, walcząc przede wszystkim o równouprawnienie ludzi o różnych kolorach skóry. Jednak zmienił zdanie po krwawym stłumieniu pokojowej demonstracji w roku 1919, w której zginęło ponad 400 osób. Wtedy to doszedł do wniosku, iż więĽ z Wielką Brytanią osłabiła Indie politycznie i ekonomicznie. W 1920 r został przywódcą Indyjskiego Kongresu Narodowego i zaczął na serio realizować swoją koncepcję Satyagrahy wobec Imperium Brytyjskiego. Objawiało się to w postaci bojkotu angielskich szkół, sądownictwa czy towarów sprowadzanych z Anglii.
Był niezwykłym oponentem, z którym Brytyjczycy nie potrafili sobie poradzić, najbardziej zagadkowym przeciwnikiem wśród tych, z jakimi Imperium Brytyjskie miało kiedykolwiek do czynienia. Prowadzone przez niego formy protestów polegały przede wszystkim na:

* głodówkach,
* marszach,
* zachowywaniu ciszy,
* odmowie współpracy

Wszystko to dopełniał wysoce elokwentny, wręcz dystyngowany sposób wypowiedzi, byłego adwokata oraz zewnętrzne wrażenie, jakie budził przez swoją ascetyczną sylwetkę.

Jedną z bardziej znanych akcji przygotowanych i przeprowadzonych przez Gandhiego, był ‚Marsz Solny’, skierowany przeciwko ustawie o angielskim monopolu solnym. Sól w owym czasie była drogim artykułem spożywczym. Obrót nią został przez władze kolonialne zmonopolizowanym tak jak obrót bogactwami naturalnymi. Mahatma zachęcał ludność Indii do nie zaopatrywania się w sól u Anglików, a produkowanie jej samemu na własne potrzeby. Aby dać przykład społeczeństwu, sam przemaszerował 400 kilometrów do wybrzeży Indii, by pokazać jak to się robi – za co zresztą został uwięziony.
Niestety kiedy już niezależność Indii była zapewniona, pojawiły się niesnaski między muzułmanami a hinduistami, czego konsekwencją była idea podziału Indii na dwa oddzielne państwa: Pakistan i Indie. Gandhi zdecydowanie się temu sprzeciwiał. Jednak mimo wszystko, już jako niepodległe państwo, 14 sierpnia 1947roku (o północy) – Indie zostały podzielone. Gandhi nie wziął udziału w obchodach ‚Dnia Niepodległości’ – spędzając ten dzień na modlitwach i poście. Niedługo po tym wydarzeniu doszło do krwawych starć między obiema religiami. Gandhi apelował o zaprzestanie przemocy. W styczniu 1948 roku dokonano na niego nieudanego zamachu bombowego, jednakże niedługo póĽniej Mahatma został zastrzelony przez ekstremistę hinduskiego.

Przykład powyższy był ewenementem na skalę światową. Niestety w innych regionach wspomniane wyżej metody uważane są za wysoce nieefektywne i po prostu nie stosowane. Na przykład w Andaluzji i Irlandii północnej głównym argumentem tamtejszych ‘patriotów’- zwolenników niepodległości są zamachy bombowe, które oprócz utrudniania życia państwowym instytucjom godzą także, a nawet przede wszystkim, w zwykłych, szarych obywateli, niejednokrotnie odbierając im to, co najcenniejsze – życie. Tak forma odmowy posłuchu prawa jest wysoce niemoralna i naganna. Niestety, zamiast stabilizacji, można zaobserwować tylko eskalację konfliktu. Każda ze stron coraz mocniej obstaje przy swoim stanowisku i możliwości zakończenia tego sporu wydają się oddalać. Różne formy protestów na polskiej scenie politycznej.

Coraz częściej pompatyczne akty odmowy posłuchu prawa obserwujemy na polskim podwórku, wśród elit rządzących naszym krajem. Trzeba wprost, od razu powiedzieć, że nijak nie mają się one do wzorowych przykładów obywatelskiego nieposłuszeństwa, lecz są czynami zwykłego chamstwa, ciemnoty i prostoty ludzi je czyniących. W przytoczonych wyżej przykładach starałem się pokazać pewną stronę ludzkiej osobowości. Uważam, że opisane przeze mnie akty odmowy posłuchu, złamania prawa miały w sobie pewien poziom, nazwijmy to (może trochę na wyrost) kultury etycznej np. ‘Marsz solny’Gandhiego czy też dumna postawa czarnoskórej staruszki. Z tych czynów biła determinacja działania i oba te czyny były podejmowane w imię wyższych wartości jak np. walka o równość rasową. Nie chcę odejmować wzniosłości czynom podejmowanym w imię powiększenia dobrobytu państwa. Wręcz przeciwnie. Dla wzmocnienia siły mych słów przytoczę pewien fragment wypowiedzi wybitnego filozofa myśli politycznej- Johna Ralwsa:

„Nieposłuszeństwo obywatelskie-jest to czyn publiczny, dyktowany sumieniem, aczkolwiek polityczny, sprzeczny z prawem, zwykle mający na celu doprowadzenie do zmiany prawa bądĽ kierunków polityki rządu.

Działając w ten sposób dana osoba (…) oznajmia, że w jej opinii, powziętej w rozwadze, nie przestrzega się zasad społecznego współdziałania wolnych i równych ludzi.”

Dodatkowo należy dodać, że wstąpienie na drogę łamania prawa dokonuje się zazwyczaj (w kulturach rozwiniętych) dopiero po wykorzystaniu wszystkich możliwych, ustanowionych i zgodnych z prawem dróg postępowania. Niektóre z tych możliwości przytoczyłem już powyżej (patrz: część ‘podatki’).

Jednakże w Polsce jest często inaczej. Nie może to też być powodem do dumy. U nas elity polityczne, współdecydujące o losach kraju, (głównie mam tu na myśli polityków spod szyldów Samoobrony, Ligi Polskich Rodzin i po części Polskiego Stronnictwa Ludowego) wielokrotnie dawały i wciąż dają popis ignorancji i braku poszanowania dla obowiązujących praw. Jest to klasyczny przykład warcholstwa politycznego. Dlaczego? Otóż dlatego, że czyny przez nich dokonywane nie są w żadnym wypadku podejmowane jako opór w interesie sumienia, lecz jest to tylko bicie politycznej piany w celu zyskania zwolenników bądĽ rozgłosu. Jako przykłady :

* niepłacenie długów przez Leppera oraz innych członków Samoobrony (kilkanaście zaciągniętych i niespłaconych do tej pory kredytów),
* blokowanie dróg (co są winni kierowcy, dlaczego firmy transportowe mają ponosić straty?),
* czy wreszcie biografie „etyczne”posłów Samoobrony.

Ludzie z wieloma kryminalnymi procesami i wyrokami za pospolite przestępstwa ma karku nie mają MORALNEGO prawa do łamania praw w duchu obywatelskiego nieposłuszeństwa, a wręcz kompromitują samo to pojęcie!

Ciekawe i trafne są komentarze na ten temat publicystki „Polityki” –Janiny Paradowskiej. Poniżej pozwolę sobie przytoczyć kilka fragmentów:

„(…)Samoobrona z nadzwyczajną ostentacją demonstruje swoje lekceważenie wobec wymiaru sprawiedliwości (opisujemy w tym numerze przypadki posłanki Danuty Hojarskiej), rządu (Leszek Miller w ciągu dwóch dni ma spotkać się z Lepperem, w przeciwnym przypadku cały kraj zostanie zablokowany), praktycznie wszystkich instytucji i osób w państwie, pod adresem których sypią się wyzwiska, kalumnie, oszczerstwa.(…)”

(…)Co więcej, Lepper narzucił w znacznym stopniu styl polskiej debacie publicznej, której trwałym elementem stało się pomiatanie przeciwnikiem politycznym, zwyczajne chamstwo i prymitywizm, epitety zamiast merytorycznej dyskusji, mnożenie demagogicznych haseł. Na początku obecnej kadencji Sejmu posłów Samoobrony chętnie przedstawiano jako zagubionych i niepewnych w nowej parlamentarnej rzeczywistości. Po kilku miesiącach okazało się, że to właśnie oni, przemierzając zwartym szykiem sejmowe korytarze, znakomicie się w niej odnaleĽli, a bardzo wielu próbuje ich naśladować, jeśli nie w czynach, to przynajmniej w okrzykach. Ciekawe, że trzeba było aż okupacji gmachu rządowego, by zaczęto przebąkiwać nieśmiało o odwołaniu Danuty Hojarskiej ze stanowiska wiceprzewodniczącej sejmowej komisji sprawiedliwości i praw człowieka. Mimo okupacji gmachu nie zaczęto nawet mówić o odwołaniu z sejmowych stanowisk innych uczestników tego nielegalnego, łamiącego prawo przedsięwzięcia. A przecież wydawać by się mogło, że jest to sprawa jak najbardziej oczywista, iż stanowisk w Sejmie (honorowanych na dodatek finansowo) nie mogą zajmować osoby działające niezgodnie z prawem.(…)

Jak na razie niezbyt optymistyczny ton wypowiedzi. Ale idĽmy dalej…:

(…)W informacyjnym szumie wybija się ten, kto głośniej krzyczy. W ostatnich dniach najgłośniej krzyczał Andrzej Lepper i to on obecnie nadaje ton polskiej polityce. Wniosek o odwołanie Leppera z funkcji wicemarszałka Sejmu mógł być złożony natychmiast po jego występach we Włocławku (czyt. s. 24). Nie było odważnych, którzy by to zrobili, a więc Lepper uznał, że już wszystko wolno, taki bowiem sieje strach wśród tak zwanych elit. Wolno mu haniebnie lżyć i to wielokrotnie (świadomie i z pozycji wicemarszałka Sejmu – jak sam powiedział) ministra spraw zagranicznych, wolno zagrzewać kolejnych kupców do protestów, wolno żądać przyspieszonych wyborów i zapowiadać kolejną falę manifestacji, które w jego wykonaniu nigdy nie były pokojowe. Wolno mu też kwestionować zobowiązania sojusznicze Polski w sprawie wysłania wojsk do Afganistanu. Wicemarszałek, wykorzystując swoje stanowisko, uderza w główne linie polityki państwa określone po przełomie 1989 r. i w same zasady ustroju demokratycznego, co też zresztą zapowiadał, mówiąc o rozwaleniu kopniakiem sejmowej trybuny.(…)

(…)sprawa Andrzeja Leppera nabiera więc wymiaru szczególnego. To już nie jest problem braku kultury politycznej i obecności chamstwa w życiu publicznym, to jest kwestia pryncypiów.(…) Demokracja jest najlepszym z ustrojów, ale jest też ustrojem kruchym. Łatwo można uczynić z niej karykaturę, łatwo można też przejść od niej do dyktatu ulicy i wezwania męża opatrznościowego. Niebezpiecznie zbliżyliśmy się do tego ostatniego scenariusza(…)”.

Kontynuując wątek nieprzemyślanych, po prostu głupich i nieodpowiedzialnych zachowań można także wspomnieć o pośle Gabrielu Janowskim (LPR), który swą blokadą mównicy sejmowej chciał zaprotestować przeciwko prywatyzacji STOEN-u. Nie czas to i miejsce, aby rozważać merytoryczne przyczyny tego skandalistycznego zachowania. Ten przykład jest tylko kolejnym dowodem na prowincjonalizację polskiej sceny politycznej i staczania się naszych tzw. ‘elit politycznych’ na dno ludzkich wartości kulturowych i obyczajowych. Tego typu zachowań nijak nie można nazwać mianem obywatelskiego nieposłuszeństwa, gdyż po prostu nie mieszczą się w jego ramach. Są one zwykłym nadużyciem swojej funkcji i – często –związanego z nią immunitetu. Są prymitywne, i jak już wyżej pisałem, hańbią owo pojęcie. Jest to odmówienie posłuchu prawa na najniższym możliwym poziomie i zasługują takie zachowania, na traktowanie ich na równi ze zwykłymi aktami wandalizmu.

Nazwałbym to nawet ‘ciężkimi przestępstwami przeciw dobrym obyczajom’, gdyż opisane przeze mnie przykłady zachowań niektórych polityków, są niczym innym jak tylko bezczelną kpiną z wyborcy. Jest to potężna obraza wymierzona de facto prosto w nas –obywateli Rzeczpospolitej Polskiej. Rzecz jasna odcinamy się od tych ludzi i nierzadko zabieramy głos w danej sprawie. Nie potrafię sobie jednak wyobrazić, jak po czymś takim normalny, wykształcony, przejmujący się losami kraju Polak może nie czuć się przynajmniej sfrustrowany.

Na dobitkę dzieje się to na oczach całej jednoczącej się Europy! Wszak w dobie wszechobecnej telewizji satelitarnej i globalnym systemie informacyjnym naiwnością byłoby wierzyć, że takie wydarzenia, szokujące swym chamstwem, umkną uwadze naszych sojuszników, partnerów handlowych i przyszłych „współobywateli”.
Stosowanie odmowy posłuchu prawa w życiu codziennym

Innym problemem, na który pragnąłbym zwrócić uwagę jest odmowa posłuchu prawa w kontekście szeroko rozumianej obrony własnej. Zdarza się coraz częściej, ze ludzie w obawie przed bandytami, złodziejami i włamywaczami, świadomie i z góry łamią prawo, zakładając np. zabezpieczenia, które mogą poważnie zranić włamywacza, lub nawet zabić! Rzeczywistego stanu posiadania (np. systemów alarmowych, monitoringu) nie podają ani w ankietach, ani dokumentach skarbowych w obawie, że wiedza ta przeniknie poza obszar instytucji państwowej np. do coraz lepiej zorganizowanych kręgów przestępczych. Niestety zdarzały się już w przeszłości przypadki, że na wysypisku komunalnym znajdywano całe, w stanie nienaruszonym, akta spraw sądowych, zawierające wiele informacji prywatnych. Potencjalne zaufanie do instytucji obniża nieustanny nieład w papierach, ułatwiający niekontrolowany wyciek informacji.

Powraca w tym miejscu wątek wspomnianej już ustawy o abolicji podatkowej, która zakładała wprowadzenie obowiązku składania deklaracji majątkowych przez ludzi o najwyższych dochodach. Ustawa ta jednocześnie dawała urzędom skarbowym, policji i innym służbom skarbowo- kontrolnym, możliwości bardzo dużej ingerencji w nasze życie. Obok przymusu składania zeznań majątkowych, dopuszczała możliwość, aby w razie jakichkolwiek niezgodności lub uzasadnionych podejrzeń dokonać np. wglądu do stanu naszego konta bankowego.

Stanowiło to wręcz olbrzymie zagrożenie dla zamożniejszych warstw społeczeństwa , gdyż dostęp do informacji na temat ich stanu posiadania i miejsca zamieszkania byłby znacznie szerszy. Natomiast gwarancja ochrony i bezpieczeństwa podanych danych była by jeszcze niższa niż dotychczas, czyli bliska zeru.

Zapewne zgodzą się ze mną wszyscy, że ochrona życia jest praktycznie najważniejszym zadaniem dla człowieka. Tą samą funkcję – ochrony „przed wrogiem zewnętrznym i wewnętrznym”, ma także państwo. Aby ją spełnić musi zapewnić sobie posłuch części ową organizację społecznych tworzących, czyli jednostek. Czyni to poprzez ustanowienie prawodawstwa i odpowiednich sił przymusu, mających stać na straży ustanowionych reguł. Prawo jest tym faktorem który decyduje o kształcie państwa i jego sukcesie lub porażce.

Wydawać by się komuś mogło, że np. zatajenie kamer, to nic złego. Otóż nie! Jest to tak samo złamaniem prawa jak odmowa płacenia podatków. Czyn taki nie kwalifikuje się nawet jako obywatelskie nieposłuszeństwo, gdyż trzeba to wyraĽnie zaznaczyć, że czyn popełniany w imię obywatelskiego nieposłuszeństwa jest jawny i tym samym jest de facto apelem odnoszącym się do poczucia sprawiedliwości innych ludzi. Natomiast jakkolwiek by nie spojrzeć na ukrywanie w ewidencji majątku własnego pewnych urządzeń zabezpieczających, czynność ta do ‘jawnych’na pewno nie należy. Potraktować to zatem należy jako przestępstwo, a nie obywatelskie nieposłuszeństwo, aczkolwiek powyższy przykład jest pewną formą odmówienia posłuchu prawu.

Prowadząc rozważania nad istotą odmowy posłuchu prawa oraz obywatelskiego nieposłuszeństwa, dochodzę do wniosku, że te formy, nazwijmy to (może trochę nieprecyzyjnie), wyrazu swych przekonań powinny być dopuszczalne. Jednakże nie mogą się one obyć bez odpowiedniej (np. za pomocą artykułu w konstytucji) regulacji prawnej, ponieważ stosunkowo łatwo jest zgubić granicę pomiędzy zwykłym przestępstwem, a środkiem mającym na celu realizację pewnych wartości służących społeczeństwu, lub jego części. Istnieje i zawsze będzie istnieć wiele sytuacji, gdzie ludzie chcą lub bywają zmuszeni odmówić posłuchu prawu. Niektóre z tych czynów można usprawiedliwić, a nawet pochwalić (np. Ghandi, M.L. King, Delp)! Inne należy zdecydowanie potępić (np. Lepper, oszuści podatkowi…). Poprzedni akapit, jest wyśmienitym przykładem jak łatwo można zatrzeć granice pomiędzy czynem wartym złamania prawa, a zwykłym przestępstwem. Zatem ocena danego czynu nie może być automatyczna i generalizująca, lecz zawsze musi rozpatrywać konkretny przypadek; jego okoliczności, stan sprawcy oraz szeroki tło społeczne jego czynów. Odpowiedni zapis dotyczący regulacji w tych ważkich kwestiach jest niezbędny właśnie z tego powodu, aby ludzie mogli się na niego powoływać przed sądem, który w odniesieniu do konstytucji wyda odpowiedni, racjonalny werdykt.

[1] Zobowiązanie (obligation) – wymaganie wynikające z zasady rzetelności. –J. Ralws

[2] Agape oznacza osiągnięcie takiego stanu, w którym miłuje się każdego człowieka, ponieważ miłuje go Bóg. Jest to więc miłość w Bogu i do Boga. Miłuje się wtedy osobę, która czyni zło, ale nienawidzi się jej czynu. Agape jest podstawą, która umożliwia zlikwidowanie stanu wrogości autystycznej.

[3] Satyagraha = satya (prawda) + agraha (upieranie się) = upieranie się przy prawdzie, wierność prawdzie.

[4] Zasada ahimsy – czyli nie wyrządzania zła, zalecana przez buddyzm, hinduizm, a przede wszystkim dżanizm. Nakazuje przyjęcie postawy życzliwej i opiekuńczej wobec wszelkich istot żywych, tak ludzi jak i zwierząt.