 |
Rzeczpospolita Sclavińska
Kraj Korony Sarmacji
|
|
Przygody Dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa |
| Autor |
Wiadomość |
Wieniawa
Weteran Ulubieniec Cezara

Prowincja: Eldorat
Imię: Emil
Nazwisko: hrabia Potocki
ID: A9344
Pomógł: 6 razy Wiek: 113 Dołączył: 12 Mar 2007 Posty: 1308
|
Wysłany: 2008-02-02, 17:05 Przygody Dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa
|
|
|
Przygody Dzielnego Wojaka Emiliana Aemiliusa
Rozdział VII - Wiwat Italia!
Emilian wrócił już z Grecji. Pierwsze kroki po zejściu na ląd w Ostii skierował do pałacu swego krewnego senatora Gaiusa Aemiliusa. Ten uszczęśliwiony obsypał go złotem. Było tego ze 20 tysięcy sestercji. Wuj dodał do tej nagrody 20 niewolników i osiem pięknych niewolnic.
Na wpół podtopioną ulicą szedł dobrze ubrany młody mężczyzna, nie zważający najwyraźniej na nieprzychylną aurę. Razem z nim szła świta niewolników. Przechodził obok likwidowanego właśnie dużego zajazdu. Emilian podszedł do stojącego obok człowieka.
- Czy ten budynek jest na sprzedaż? - spytał
- Tak. A bo co?
- Bo chciałbym go kupić. Mogę rozmawiać z właścicielem?
- Tak. Tam stoi. - pokazał na mężczyznę stojącego przed podupadłym trochę Domus
- Dziękuję bardzo - odparł Emilian po czym podszedł do mężczyzny
- Dzień dobry. Chciałbym kupić ten zajazd.
- Dobrze, ale musi pan jeszcze kupić ten dom.
- A ile to będzie kosztować?
- 2000 sestercji
- No bez przesady. Dam 1700.
- 1900
- 1750
- 1800
- Dobrze. Zgadzam się.
- Daję panu taką cenę tylko dlatego, że muszę opuścić miasto. Pan pozwoli, że pokażę mu najpierw dom a potem zajazd.
- Dobra. - Emilian poszedł za kupcem
Domus był jedno-piętrowy. Przez ostatnie lata nieco podupadł. Przedsionek domu od części stricte mieszkalnej oddzielał ogródek ze sporawym basenem na "deszczówkę". W przedsionku domu na parterze znajdowała się duża sala do przyjmowania gości i urządzania uczt, hol, mała łazienka, salon i średnich rozmiarów pokój, który miał drugie wejście od strony ulicy i najwyraźniej służył właścicielowi za aptekę. Na piętrze znajdowały się dwa pokoje gościnne, mały gabinet i duża biblioteka. W części mieszkalnej na parterze znajdowały się: łazienka, kuchnia, spiżarnia, podręczny magazynek i cubicula dla 30 niewolników, które dziś były już puste ale świadczyły o zamożności dawnego pana domu. Na piętrze mieściła się sypialnia pana domu i jego żony, 3 mniejsze sypialnie, łazienka i pokój dzienny.
Gdy zakończyła się prezentacja domu Emilian wraz z kupcem poszli do zajazdu. Dla niego również ostatnie lata nie były łaskawe. W sali karczemnej miejsca było na około 40 ludzi. Elegancki, kamienny bar, który był pewnie świadkiem niejednej bijatyki i pijaństwa stał teraz opuszczony i trochę zaniedbany. Na "tyłach" znajdowały się: kuchnia, spiżarnia, magazyn, sypialnie na kilkunastu niewolników i 4 pokoje, w których ladacznice mogły spełniać się zawodowo. Na piętrze zaś mieściło się 15 pokojów gościnnych i bardzo zaniedbana łazienka.
Jeszcze tego samego dnia Emilian kupił dom i Zajazd. Emilian nazwał nowo-kupioną karczmę "Legiony Cezara".
Następny dzień to nie był dzień jak co dzień. To był inny dzień. Nowy dzień. Słońce wstało nad Miastem rozciągając żółtą poświatę. Ubrałem się więc w wyjściową szatę, zaś cały mój ekwipunek, czyli kilkunastu niewolników różnej narodowości, przygotowywali się do wyjścia. Po kątach dało się tylko słyszeć: „jeśli się nie zgodzi to zastrajkujemy, ale cii” inny zaś mówił „weźmiemy urlopy na żądanie”. Wzruszyłem jednak ramionami, zawsze w końcu niewolników mogę wcielić do prywatnej gwardii lub po prostu wychłostać. Gdy konsumpcji czas dobiegł końca umyłem twarz, wytarłem ją zamaszystym ruchem ręki i nakazałem wymarsz. Ach, cóż to był za widok. Pięknie maszerujący, poruszający biodrami primadonny, barczyści niewolnicy, lektyka i przystojniak italsko-greckiego pochodzenia siedzący i rozkoszujący się smakiem jakiś egzotycznych owoców. Kierunek: targ! Musiałem wszak kupić coś do remontowanych w pocie czoła Domus i zajazdu.
A co na targu?! Tysiące świecidełek, płótna, przyprawy, zdechłe ryby, mięso szczurze! Cokolwiek zamarzysz! Kazałem zapakować trzy pieczone szczury na wynos, w przyprawach z dalekiego wschodu, z małymi, ślicznymi, wypalonymi oczkami. Wyglądały jakby chciały powiedzieć „schrup mnie”. Ponadto zakupiłem niezbędnik młodego myśliwego, czyli trochę dziczyzny. Nie wiem skąd się ona tam wzięła ale wyglądała na niedzisiejszą. Miałem jednak ochotę na odrobinę ryzyka związanego z konsumpcją nadgniłego mięsa. Ileż emocji dostarcza oczekiwanie na reakcje organizmu. Cudo!
Przechadzałem się pośród stoisk a sprzedawcy, znający podstawy komunikacji z klientem i profesjonalnej sprzedaży, zachwalali swoje towary, pomstowali, że tylko oni są prawdziwymi Egipcjanami i nawet piramidę u nich kupię. Nie skusiłem się jednak, widziałem bowiem podczas swych podróży piramidy i stąd wiedziałem jak trudny byłby ich transport do mojego ogródka. Dłużej tylko dyskutowałem o Sfinksie który miał sam przyczłapać ale koszty pokarmu dla tego stworzenia nieco mnie przeraziły, lepiej jednak utrzymywać prywatne legiony których rzecz jasna nie mam.
Spotkałem znajomego przyjaciela Gajusza Flaviusa – kupca, który ściągał swe towary z Galii, Pannonii, Grecji, Kartaginy, Hiszpanii i Egiptu. Niezłych majątków się dorobił. Niezwykle tanio sprzedał mi masę potrzebnych rzeczy takich jak: drogie meble do domu i te tańsze do zajazdu (po które wkrótce wyślę moich niewolników), jedzenie, wino, naczynia, wodę, ubrania, zioła (do mojej apteki), farby do pomalowania ścian, materiały do remontu (przede wszystkim drewno), zwoje do biblioteki, złoto, masę win i mięsiw, egzotyczne warzywa i przyprawy, zestaw „Mozaika, zrób to sam” i wiele innych, wielce przydatnych rzeczy.
Kiedy skończyłem zakupy unosząc się we własnej nicości, zmierzyłem wzrokiem świat i powiedziałem „basta!”. To oznaczało tylko jedno. Czas powrotu. Niewolnicy szemrali a ludzie robili szemrane interesy. Ja zaś wracałem do mojej rezydencji. W ciągu kilku dni powinna być gotowa. W zajeździe na ścianie powieszę uzbrojenie i sprzęt legionistów.
Pomyślałem sobie: „Tu na razie jest ściernisko ale będzie San Francisco”. Sam nie wiem skąd przyszedł mi do głowy ten rym… będę musiał popytać gdzie jest do cholery to San Francisco… |
_________________ Zawsze dumny z szefa swego,
To szwoleżer Piłsudskiego.
Z adiutantów i lekarzy,
Ma Warszawa pułk gówniarzy.
Lance do boju, szable w dłoń
Bolszewika goń, goń, goń
Żuraw, żuraw, żurawia
Żurawiejka ty maja!
 |
|
|
|
 |
Loran Kras
Patriota

ID: A9651
Pomógł: 2 razy Wiek: 32 Dołączył: 10 Wrz 2007 Posty: 771 Skąd: Dębica
|
Wysłany: 2008-02-02, 17:57
|
|
|
napiszę krótko |
|
|
|
 |
Jacek Mikołaj
Uczony

Prowincja: Eldorat
Imię: Jacek Mikołaj
Nazwisko: Danicki
ID: AB030
Pomógł: 3 razy Wiek: 29 Dołączył: 27 Gru 2007 Posty: 341 Skąd: ja to wiem?
|
Wysłany: 2008-02-02, 17:57
|
|
|
| Wieniawa napisał/a: | | Pomyślałem sobie: „Tu na razie jest ściernisko ale będzie San Francisco”. Sam nie wiem skąd przyszedł mi do głowy ten rym… będę musiał popytać gdzie jest do cholery to San Francisco… |
Końcówka jest najlepsza.
Fajne opowiadanie |
|
|
|
 |
Sobieszek
Weteran

Prowincja: Trizondal
ID: A9001
Pomogła: 7 razy Wiek: 28 Dołączyła: 04 Sty 2008 Posty: 2306 Skąd: Gdzieś w v-świecie...
|
Wysłany: 2008-02-02, 18:10
|
|
|
Fajowy tekścik
No i wróciłem na historicę, bo mnie zachęciłeś, Wieniawa... |
_________________
 |
|
|
| Poziom: 39 HP |
 |
 |
 |
 |
3% |
140/4676 |
|
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|