Rzeczpospolita Sclavińska Strona Główna Rzeczpospolita Sclavińska
Kraj Korony Sarmacji

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Nasza literatura nr I
Autor Wiadomość
Culture Corporation
Nowy


Dołączył: 15 Kwi 2008
Posty: 8
Wysłany: 2008-04-16, 21:23   Nasza literatura nr I



Nasza literatura


numer I, 16 IV 2008 r.


Spis treści:

(Dobry) początek:

-K. G. Stratosławski Smak herbaty

Pewna historia...

-K. G. Stratosławski Przypadki sclavińskiego szeryfa

Końcówka mistrzów:

-M. Białoszewski Ballada o zejściu do sklepu

***


(Dobry) początek

Smak herbaty

Jeszcze dawniej były ślady
jeszcze dawniej się to czuło
I nie zniechęcało, nawet gdybało
bo tak ruszyło, że koła ciągle się kręcą
Turbiny pracowały
Teraz spoglądam, i nie wiem...
Choć to samo, już nie ciągnie
Już wyhamowuje

Brzozy, brzozy, brzozowy las
i tylko to za szybą...
doniosłość tego faktu
którego właściwie nie ma
powala mnie
Bo co to niby było?
Że już nie ma? Że nie tak...
Czy za dużo dopowiadałem,
czy za mało głaskałem?


Więc znów na Twój wizerunek odwracam wzrok
Pragnę znów rozruszać maszynerię
choć wcześniej tego nie zrobiłem
i majstrem tu nie jestem
Mam nadzieję, ze się zdecyduję
bo na razie widzę tylko brzozowy las za szybą
I Twój wizerunek

I już nawet herbata zaczyna normalniej smakować

I znowu te brzozy, ta ich stałość
gdybym też tak mógł!
Ale i one się kołyszą
bo i morze ma przypływy i odpływy
A słowo nie zostało wypowiedziane
ani przez mnie, ani przez Ciebie
Jeszce nie zamieszkało w sercach "na pewno"

Znów spoglądam na Twój wizerunek
z tym jednym pragnieniem
by wgłębiając się w oczy
zobaczyć ten błysk w nich

I znowu czuć, ze przez Ciebie i herbata lepiej smakuje...

K. G. S.



***


Pewna historia...


Przypadki sclavińskiego szeryfa

Szeryf siedział spokojnie w swoim służbowym mercedesie. Niezła maszyna, myślał sobie kolejny już raz, od kiedy ten samochód posiada, czyli od ledwo miesiąca. Co jakiś czas upijał łyk kawy, słuchając sobie starego przeboju The Doors, „Alabama Song”, płynącego z prywatnego jednak radia urzędnika. Cholera, skoro na taki wóz ich stać, mogliby i radio do niego zafundować. Ale nie sknerzą się, a ten nowy premier miał być podobno lepszy, już o ministrach skarbu i spraw wewnętrznych nie wspominając. Cóż, takie Zycie. Szeryf już dawno przyzwyczaił się do tego, iż prawda o politykach często mija się z tym, co się o ich mówi lub co sami oni głoszą, jednak tak jak ciągle wielu ludzi dziwił się, gdy fakt ten wychodził wreszcie na jaw. Kiedy ja się w końcu przyzwyczaję, taki stary jestem, ciągle się zdaje z nimi, a dalej głupi jestem.
Za oknem chylące się ku zachodowi słońce pięknie świeciło, niebo było bezchmurne, wiał lekki, przyjemny wietrzyk. Ciszę przerywał tylko co chwila tubalny głos jakiejś postaci oraz potężne brawa. Dokładnie tak samo, jak gdy uroczyście otwierano Nowy Kotwicz, pomyślał szeryf. Wtedy także prezydent, choć inny, niż dziś, był poważny, lecz i rozochocony, jakby strzelił sobie setkę lub dwie wódki na odwagę, nowo mianowany burmistrz też wyglądał na bardzo zestresowanego, a tłumy szalały z radości. Z czego oni się tak cieszą? Że Sclavinia znów się powiększa, że nowe miasto, te Mostowice, tak szumnie zapowiadane po sukcesie Nowego Kotwicza, tak jak on szybko napełni się liczącymi na zasiłki imigrantami, ludźmi znudzonymi Eldoratem, nielicznymi rozczarowanymi Kotwiczem, nowobogackimi i chorobliwie ambitnymi, ślepo wierzącymi w objęcie jakiegoś dobrego stanowiska w tej nowej metropolii? A bardzo ciekawe, kogo wyznaczą na szeryfa… Jeśli takiego po… hm, półgłówka jak tego von Lembacha, to chyba zrezygnuję… choć Mosotwice leżą od Eldoratu dużo dalej niż Kotwicz, to może jednak jest szansa że będę się z nim widywał rzadko i to jedynie cholernie służbowo. Że tez akurat wszyscy mający na bakier z prawem muszą namieszać i w Eldoracie, i Kotwiczu… no ale cóż, jeszcze nie wybieram sobie współpracowników… jeszcze.
Od pewnego czasu napływające oklaski było wyjątkowo entuzjastyczne i długie. Czyżby sclavińska elita rzuciła na ruszt pospólstwa wyjątkowo smaczny, lub choć tak wyglądający, postulat lub obietnicę? Zsunął z nosa przeciwsłoneczne okulary, by lepiej widzieć to mrowie, klaskające pajacom, eee, to znaczy, władzom państwowym i miejskim, ściszył muzykę i nasłuchiwał.
-…tak więc potęga naszego państwa, jak i całej Korony Sarmacji, wzrasta, i to znacząco, na całej arenie międzynarodowej – perorował niestrudzenie, ale i z lekką chrypką, baron Jarosław Szeptyński herbu Jelita, prezydent Rzeczpospolitej Sclavińskiej. – Od dziś weszliśmy znów w niezwykle korzystne dla nas porozumienie na temat korzystania z dróg krajowych na terenach Księstwa Trizondalu oraz naszego państwa…
Na te słowa lekko skłonił się wysoki, szczupły jak tyczka brunet w potężnymi wąsami, Atanazy I, książę Trizondalu. Za to potężny blondyn o wyglądzie trochę młodszego i dobre ogolonego Świętego Mikołaja w gustownym garniturze, prezydent Szeptyński, kontynuował:
-…za niedługo zaś otwarte zostanie jedyne w swym rodzaju muzeum militarii w Mostowicach, które na pewno będzie powodem do dumy tak miasta, jak i całej Rzeczypospolitej, jak i całego Księstwa Sarmacji...
Niektórzy z obecnych na rynku miejskim nowego miasta (zapewne opłaceni przez odpowiednich ludzi, pomyślał szeryf) zaczęli natychmiast skandować: Piotr Mikołaj II! Niech nam żyje!
-…jak już wielokrotnie było mówione, muzeum to…
To „wielokrotnie” oznacza w tym wypadku „o wiele za wiele razy”, jednak szeryfowi nie chciało się już dalej rozwozić nad wielką agitacją na Reczy muzeum mostowickiego. Za wiele i za długo jest o nim mówione w kraju, by to ciekawiło wszystkich, oprócz rozwrzeszczanych i rozochoconych tłumów. Zniesmaczony stróż prawa wsunął więc znów na nos swe okulary, wbił wzrok w niebo i podkręcił gałkę głośności w swym jakże prywatnym radiu samochodowym. Zapewne taki stan trwałby jeszcze długie minuty, może nawet godziny, gdyby nagle nie przerwało go głośne nawoływanie płynące z radia:
-Szeryfie, szeryfie!
Adresat wypowiedzi od razu poznał głos von Lembacha i ciężko westchnął.
-Tak? – odrzekł do mikrofonu.
-Niesamowite rzeczy się dzieją! Na południu Eldoratu jakiś potężnych wybuch zmiótł z powierzchni ziemi kilak willi…
-Że co? – reszta kawy o mało nie wylała się na siedzenie pasażera.
-Dosłownie – płynął z głośnika podniecony głos. – do tego przed chwilą doniesiono mi, że pana zastępca, Szymański, strzeli sobie w łeb w mieszaniu szwagra w Kotwiczu!
-E? Że jak?
-Tak! To co pan słyszał! Niech pan lepiej opuści ten nudny wiec i zapieprza do swojego komisariatu. Ministerstwo już wie i to panu poleca.
-Nosz cholera, jakie rzeczy… ale, przynajmniej nudno nie będzie.
Szeryf zapalił silnik, dopił resztkę kawy, a kubek wyrzucił przez okno już poza miastem. W ciągu godziny był już w stolicy. Myśli różnego rodzaju i proweniencji kłębiły mu się w głowie…

ciąg dalszy nastąpi...

K. G. S.

***

Końcówka mistrzów

Ballada o zejściu do sklepu

Najpierw zeszedłem na ulicę
schodami,
ach, wyobraźcie sobie,
schodami.

Potem znajomi nieznajomych
mnie mijali, a ja ich.
Żałujcie,
żeście nie widzieli,
jak ludzie chodzą,
żałujcie!

Wstąpiłem do zupełnego sklepu;
paliły się lampy ze szkła,
widziałem kogoś - kto usiadł,
i co słyszałem?... co słyszałem?
szum toreb i ludzkie mówienie.

No naprawdę
naprawdę
wróciłem.

M. B.



Redaktor naczelny: Konstatyn Geralt Stratosławski
_________________
Konto obsługujące tylko i wyłącznie Culture Corporation i jej gazety.
Ostatnio zmieniony przez Michal Siduniak 2008-04-17, 14:28, w całości zmieniany 8 razy  
 
     
Poziom: 1 HP   0%   0/18
   MP   100%   8/8
   EXP   77%   7/9
Sobieszek 
Weteran


Prowincja: Trizondal
ID: A9001
Pomogła: 7 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 04 Sty 2008
Posty: 2306
Skąd: Gdzieś w v-świecie...
Wysłany: 2008-04-17, 17:31   

Bardzo dobre wiersze.
PS. Mam pytanko - czy inni mogą publikować swoje wiersze w Culture Corporation? ;-)
_________________

 
 
     
Poziom: 39 HP   3%   140/4676
   MP   100%   2232/2232
   EXP   3%   5/160
Floydpink 
Obywatel
wielki architekt


Prowincja: Sclavinia
Imię: Konstantyn Geralt
Nazwisko: Stratosławski
ID: AB369
Wiek: 34
Dołączył: 25 Mar 2008
Posty: 35
Wysłany: 2008-04-18, 09:41   

von Sobieszek napisał/a:
Bardzo dobre wiersze.
PS. Mam pytanko - czy inni mogą publikować swoje wiersze w Culture Corporation? ;-)


oczywiście - chętni niech zgłaszają się do mnie :)

p. s. następny numer w nowej, lepszej szacie graficznej ;)
_________________
Konstantyn Geralt Stratosławski

-dyrektor Biblioteki Narodowej;
-redaktor naczelnych "Naszych powieści"
 
 
     
Poziom: 4 HP   0%   0/61
   MP   100%   29/29
   EXP   72%   8/11
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0.1 sekundy. Zapytań do SQL: 12