IX-X-XI Diciembre AD MMXIV
DZIENNIK POKŁADOWY GALEONU NUESTRA SEÑORA DE ATOCHA
Dni kolejne, IX-X-XI Grudnia AD MMXIV-rejs do Soledad.
Gdańsk, czyli pierwszy na naszej drodze przystanek, stal się miejscem naszego pobytu na czas dłuższy niż przewidywaliśmy. Tym razem niesprzyjający klimat wpłynął niekorzystnie nie tylko na nasze samopoczucia, lecz także na napięty harmonogram podróży, który musiał ulec zmianie. Przeszywający chłód i niesprzyjająca aura zmusiły nas do pozostania w porcie na kolejną dobę, gdyż niespokojne i niezwykle mroźne wody Bałtyku nie pozwoliłyby na bezpieczną podróż ku kolejnemu celowi naszej podróży. Przymusowy postój sprawił także, że Nasza wielka armada wzbogaciła się o okręt liniowy „ Rycerz Święty Jerzy”- który towarzyszy nam w dalszej podróży z polecenia Hetmana Wielkiego.
Gdy Bałtyk pozwolił nam około południa opuścić port Gdański, wyruszyliśmy jeszcze większą flotą ku kolejnemu celowi naszej podróży. Mijając wody terytorialne Estelli Wschodniej utraciliśmy sprzyjający nam do tej pory wiatr, co sprawiło, że dobiliśmy do Portu w Soledad niemalże o północy. Noc upłynęła nam na poszukiwaniu rozrywek w tawernach, piciu miejscowego rumu, grze w kości, oraz zabawie w towarzystwie miejscowych dziewcząt, którym natura nie poskąpiła urody. Dopiero dziś rano tak długo oczekiwany cel naszej podróży ukazał się naszym oczom w pełnej okazałości. Jakże odmienny od poprzedniego port sprawiał wrażenie jakby znajdował się w zupełnie obcym nam świecie. Chłód przemienił się w upał. Ciemna, szara noc- w tropikalny, pełen barw dzień.
Nasza Wielka Armada została ciepło przyjęta przez miejscowych, których radość i pogoda ducha była jedną z rzeczy natychmiast rzucających się w oczy przybysza z obcych stron. Kolejną były lazurowo czyste wody zatoki oraz ciągnące się niemalże po horyzont piaszczyste plaże, konkurujące swym pięknem jedynie z bujną roślinnością, cieszącą oko barwami niezwykle żywymi i okazałymi.
Podążając w głąb miasta i przemierzając wąskie uliczki ulokowane między piętrowymi domostwami obrośniętymi bujnym bluszczem, których okiennice z powodu panujących upałów pozostawały szczelnie zamknięte, podziwiałem uroki tego niezwykłego miejsca, które wydawało się być wydarte z rąk matki natury i przysposobione przez zamieszkujących je ludzi niczym oswojone dzikie zwierze. Bliskość dziewiczej przyrody kontrastująca z dziełem ludzkich rąk, jakim są budynki malowane przez mieszkańców w odcienie bieli, żółci lub turkusu; ulice, świątynie oraz targi stanowiące element każdego współczesnego miasta, w wypadku Soledad stwarzają widok tak niezwykły, że niemożliwym jest chyba doświadczenie go w innym niż to miejscu. Jedynie obecność rzezimieszków oraz dam lekkich obyczajów psuje idylliczny obraz tego miejsca, lecz widać taki już urok kolonii.
Podczas gdy poświęcałem swój czas na zwiedzanie miasta, załoga uzupełniła zapasy oraz przygotowała okręty do dalszej drogi. Kolejnym celem naszej podróży jest klejnot kolonii Skarladu -Los Angeles, do którego mamy nadzieję wyruszyć wczesnym rankiem.
Felipe Miguel de Guzmán