Jak widać znaleźliśmy się w kryzysie. Kortezy i rząd ledwo funkcjonują, pozbawione pełnej obsady. Jeden z deputowanych jest nieaktywny, druga deputowana - aktywna na pół gwizdka. Nie możemy dalej ciągnąć tej chorej sytuacji. Proponuję byśmy całkowicie zreformowali nasz ustrój i odchodząc od parlamentaryzmu skierowali w stronę demokracji bezpośredniej. W obecnej sytuacji do Kortezów i tak dostają się wszyscy zgłoszeni kandydaci, zaś nowy mieszkaniec musi czekać na wybory, co może go skutecznie zniechęcić.
Proponuję, by Kortezy obradowały permanentnie w składzie wszystkich chętnych obywateli skarlandzkich. Deputowani wybieraliby raz na trzy miesiące szefa rządu wraz z przewodniczącym izby z własnego grona. Prawo do udziału w obradach nabywałoby się lub traciło z chwilą stwierdzenia tego przez przewodniczącego, jednakże z prawem do złożenia zażalenia na jego decyzję. Rząd zaś funkcjonowałby w ten sam sposób co dotychczas, jedynie wotum zaufania byłoby wyrażane w domyśle przez Kortezy powołujące szefa rządu.
Prawo do złożenia projektu uchwały do przewodniczącego przysługiwałoby każdemu członkowi Kortezów, przy czym przewodniczący mógłby wedle własnego uznania decydować o kolejności procedowania.
W kwestii sądownictwa najrozsądniej byłoby obsadzić w tej roli króla, który wydawałby wyroki podlegające ewentualnej kontroli przez Kortezy.
Jeżeli chodzi o samorząd, to nadal jestem zdania, że należy zlikwidować go jako instytucję, zachowując jednakże możliwość fabularnego tworzenia miejscowości i to w sposób dowolny - każdy z mieszkańców mógłby opisać zarządzane przez siebie miasto, rozwijać je i animować jego życie. Gdyby mu się to znudziło, wówczas nie byłoby problemu z wyborem burmistrza - takie miasto archiwizowałoby się.
Przedstawione wyżej pomysły są wg mnie koniecznością. I tak mamy wiele nieobsadzonych urzędów, a obecne życie skupia się na zarządzaniu państwem. Musimy zatem zarządzanie nim uprościć i przenieść akcenty na edukację, sport i kulturę.