Surmenia jest moją ojczyzną, tam się urodziłam, ale niewybaczalny jest ton nadany wydarzeniom przez tworzenie się frontu antyrojalistycznego w społeczeństwie surmeńskim. Bardzo mnie to boli, że poniekąd do tego wszystkiego przyczyniła się osoba mojego brata. Republika to samobójstwo, wiedział o tym również mój ojciec, który mimo swoich ciemnych stron nie poszedłby tak daleko. Poddani Don Marcosa to zapewne we większości ludzie o dobrych chęciach, ale niewybaczalne jest ich poczynanie. W akcie solidarności z monarchią i postępowaniem rządu Królestwa Surmeńskiego oraz większości Eklezji również nie pojadę do Surmenii, dlatego też każdy, który w prawdzie i z prawdą bytuje powinien pokazać swój znak sprzeciwu wobec tych agitatorów, aby Surmeńczycy nie otworzyli Puszki Pandory z nazwą Demokracja.