Przytoczona sytuacja przez Dostojnego Juana jest już nie aktualna, co już zauważyli moi przedmówcy. Wszystko rozeszło się po kościach, że tak się wyrażę.
I mój ojciec wiedział, że Ciprofloksja jest nic nie warta [...]
Ja uważam, że Ciprofloksja jest coś warta. Faktycznie jest to specyficzny naród, ale żeby ich zrozumieć trzeba
nieco się nimi bardziej zainteresować, a nie od razu skreślać tylko dlatego, że czegoś nie znamy. Oczywiście pierwsze wrażenie może być nieciekawe, ale po bliższym zapoznaniu się, punkt widzenia może się zmienić, choć nie musi.
Sam niegdyś miałem nieciekawe zdanie o Ciprofloksji i o ludziach, którzy ją tworzą. Warto wspomnieć, że Ciprofloksja zabłysnęła na konflikcie z Surmenią, ale to nakręcało aktywność po obu stronach, jak i mikroświecie. Potem stało się to już nudne, Ciprofloksja zabłysnęła i przyszedł czas kiedy musieli zmagać ze swoimi problemami bo ileż można straszyć zrzuceniem bomby atomowej na "Srumenię" (potocznie nazywana Surmenia przez Ciprofloksjan w czasie konfliktu)?
Niestety, potomni eklezjaści, jak mój brat, obecny archont tego nie rozumieli powiedzieli tak dla inkorporacji Ciprofloksji.
Ile można żyć przeszłością? Żyć trzeba teraźniejszością i przyszłością, na tej inkorporacji Surmenia może wiele zyskać, jeśli już nie zyskała.
Surmenia niegdyś zdrowa, dziś zepsuta i wyzuta.
Cóż, może i zepsuta, ale nie można obwiniać o to wyłącznie Ciprofloksjan, dużą w tym zasługę mają sami Surmeńczycy.
Boli mnie to, bo to moja ojczyzna, mój dom rodzinny.
W pełni rozumiem Dostojną, Surmenia niegdyś też była moją ojczyzną, stąd też nie jest mi obojętny jej los.