Wydarzenia w Suremenii odbieramy raczej negatywnie, lecz ja bym się doszukiwał - choć idących dosyć okrężną drogą - pozytywnych aspektów tamtejszego kryzysu. Co prawda Demokracji raczej nie pomogą, ale gusta literackie zaspokoić mogą. Surmenia po raz kolejny jest
muzą dla sarmackich artystów i tym razem nie obeszło się bez docinek w kierunku surmeńskiej quasi-prawicy, zaś samo opowiadanie ma w sobie coś z powieści Dumasa, lecz tym razem zamiast płaszcza i szpady, jest purpurowa sutanna Jego Eminencji księcia van Oranje-Nassau oraz "twarde, jak skała mięśnie byczków na usługach tajnego instytutu surmeńskich arystokratów".
Polecam i czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.