Cosme Pedro de Médici długo się zastanawiał czy udać się nie spostrzeżenie, nikomu o tym nie mówiąc, do klasztoru w Santiago de Compostela, miał wiele wątpliwości czy to wszystko zostawiać, przecież czekało na niego wiele zadań, wiele wyzwań, którym miał sprostać, był kolejny raz u szczytu kariery w swoim życiu, ale wiedział, że coś trzeba zmienić. Zmienić swoje podejście do życia, zmienić siebie. To był jeden wielki chaos myśli, był rozdarty, ale wiedział, że musi zwrócić się ku Bogu, że on zna jego wszystkie troski, wszystkie jego problemy, wszystkie jego słabości. Postanowił wszystko zostawić. Przywdział skromne szaty i zaczął się gorliwie modlić, o siebie, o wszystkich swoich przyjaciół, o Imperium.
Nie wiedział kiedy i czy w ogóle wróci. Może już tam zostanę do końca? - myślał sobie. Zastanawiał się co powiedzą wszyscy kiedy zniknie, tak po prostu nikomu o tym nie mówiąc, ale wiedział, że musi to zrobić by uporządkować swoje życie. I tak o to, 22 stycznia 2016 roku, nocą wyruszył z Toledo, prosto do Santiago de Compostela, nie chciał by ktoś go zauważył, chciał być sam, z nikim się nie żegnał. Zwyczajnie, wyruszył tam, tak jak czuło jego serce. Mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące. Wiedział, że jego przyjaciele i towarzysze go szukają, ale wiedział, że nikt go nie znajdzie, że jest on sam, w odosobnieniu, ale przyszedł taki dzień kiedy przyśniła mu się Matka Boska, która powiedziała do niego: "Synu, idź, przyszła pora!". W tym śnie ujrzał również lwa z koroną. Gdy się obudził - nie mógł dojść do siebie, ale wiedział, że pora wrócić. Może nie do tego samego życia, ale do nowego. Już nie w odosobnieniu. Zastanawiał się co to może oznaczać, "przyszła pora?", ale na co? Lew z koroną? Co to może symbolizować? Czy to chodzi o mnie? O moje dalsze losy? Czy coś się stało? Coś się wydarzyło?
Wiedział, że nie może dłużej czekać. Wyruszył rankiem, 6 czerwca 2016 roku do Toledo, nie do Saragossy czy Monderii, nie do swoich ziem, swojego majątku bo stwierdził, że stolica jest teraz ważniejsza. Nie mylił się. W Toledo ujrzał tłum ludzi, rozmawiali. O wszystkim, o życiu, o Imperium, że co raz gorzej się wiedzie, że w Kortezach trwają debaty o dalszym losie Imperium, po drodze spotkał swojego dawnego przyjaciela i się u niego zatrzymał... na jak długo? Czas pokaże.