Zakończyła się faza grupowa i zaczynają się finały. Tym samym pożegnamy się z połową uczestników Mundialu – w nadchodzącym artykule postaramy się podsumować całościowo ich występ w turnieju.
![]()
PIĘCIOPOLSKA 0 – 5 WANDYSTAN
Wydawało się, że Pięciopolanie są jedyną siłą, która może jakkolwiek zagrozić pełnej dominacji Wandystanu i wygranej bez straty ani jednej bramki. Tak się jednak nie stało – Wandejczycy potwierdzili swoją całkowitą dominację, deklasując nawet drugich w tabeli graczy VRP. Co ciekawe – powtórzyła się sytuacja z nieuznaną bramką, po golu Józefa Zamojtela w 28 minucie. Czyżby Wandejczycy mieli jakieś specjalne układy z sędziami?
Poza tą jedną sytuacją Wandystan trzymał VRP na dystans, samemu atakując raz za razem. W całym meczu padło aż 13 celnych strzałów na bramkę VRP, nic więc dziwnego, ze mimo 5 straconych goli graczem spotkania po stronie Pięciopolski został bramkarz Roman Latka.
SCHOLANDIA 0 – 1 TEUTONIA
W spotkaniu dwóch przegranych grupy, które nie mogły już nic zmienić było nudne i dość przewidywalne. Przeważała Teutonia, kotrolując grę przez większość czasu, choć bez specjalnej energii. Scholandia całkiem skutecznie była w stanie się bronić, ale nie udało się jej zorganizować żadnej sensownej akcji ofensywnej.
Zwycięska bramka dla Teutończyków padła dopiero w 76 minucie. Teutonia wygrała swój mecz o honor, jednak nadal będzie musiała wrócić do domu po zderzeniu z niepokonanymi Wandejczykami i silną Pięciopolską.
![]()
TRIzondal 3 – 0 KUGAria
Wynik meczu był przewidywalny, nie zobaczyliśmy kolejnego nagłego zrywu stepowych nomadów. Kugarzy znowu grali w dziwacznej formacji 4-2-4, co, jak można się spodziewać, nie pomogło ani ich obronie ani atakowi.
Liczne ataki Trizondalu (12 strzałów na bramkę w całym meczu) napotykały w sumie tylko jeden opór – bramkarza Rahimiego. Ten samotny bohater wyłapał większość piłek i w przeciwieństwie do potykających się kolegów (zapewne nieprzyzwyczajonych do gry na własnych nogach zamiast konno) w pełni zasłużył na wysoką ocenę i status gracza meczu.
SARMACJA 0 – 1 BRODRIA
To spotkanie to największe zaskoczenie kolejki. Wynik oznacza, że w fazie finałowej nie zobaczymy drużyny Sarmacji – mistrza poprzedniego Mundialu i wicemistrza Ligi Mikroświatowej. Pewni swojego Sarmaci będą musieli we wstydzie wrócić do domu.
Ten mecz był bardzo wyrównany i skupiał się na bezpardonowej walce w środku pola. Skuteczniejsi w natarciach byli jednak Brodryjczycy – to im udało się oderwać już w 12 minucie, kiedy jednak gol Richie Bishopa nie został uznany przez sędziego. Bardziej poszczęsciło się im w 30 minucie, kiedy do siadki dalekim strzałem piłkę posłał Cesario Laranja.
Mimo desperacji Sarmaci nie były w stanie ani w tej, ani w drugiej połowie wyprowadzić chociażby jednego skutecznego ataku na bramkę Brodrii. Trener Dostojewski zacierał ręce i kiedy zabrzmiał gwizdek miał powody do radości, bo dał awans swojej drużynie, jednocześnie eliminując z turnieju potencjalnego faworyta.
![]()
BIALENIA 1 – 0 SURMENIA
Sen o awansie Surmenii był dość krótki – spotkanie z liderem grupy to mimo wszystko nie był spacerek, mimo że trener Michaelus zapowiadał walkę. Ciężko jednak stwierdzić, że słowa nie dotrzymał: Surmenia, mimo oczywistej przewagi przeciwnika długo utrzymywała stan bezbramkowego remisu. I znów, jak w poprzednich meczach, była to zasługa bramkarza: Zakay Zetti pracował na bramce i był w stanie wyłapać aż 7 strzałów.
Niestety, szczęście opuściło go na chwilę w 79 minucie, kiedy z podania Gartha alkera piłkę do siatki posłał głową bialeńczyk Roch Choros. Zwycięstwo było dla Bialenii jak najbardziej zasłużone. Warto też podkreślić, że w obliczu wyniku drugiego meczu w grupie nawet remis nie uratowałby Surmenii awansu.
HASSELAND 3 – 0 ABACHAZJA
Choć stawką był awans, to ciężko to spotkanie nazwać wyrównaną bądź ostrą walką. Tym razem Hasseland nie miał żadnych problemów w meczu z Abachazami, którzy zostali sprowadzeni do parteru i tym samym zakończyli Mundial na ostatniej pozycji w grupie.
Było to dośc brutalne widowisko – mieliśmy co najmniej dwie kontuzje, a surowy sędzia sypał obficie żółtymi kartkami. Hasseland natomiast sypał golami. Łącznie piłka w siatce Abachazów zatrzepotała cztery razy, przy czym bramka z 79 minuty nie została uznana. Tym samym Hasseland zapewnił sobie awans do ćwierćfinałów.
![]()
BARIDAS 1 – 0 DREAMLAND
Niespodziewana porażka Dreamlandu nie doprowadziła do zmian w tabeli, ale jest ewidentnym dowodem że trener pozornie lepszej drużyny zlekceważył przeciwnika. W całym spotkaniu Baridas przeważał, choć i tak brakowało mu skuteczności i ofensywy, aby uczynić ten sukces oczywistym. Był to już zresztą tylko mecz o honor, bo Baridas nie miał już szans na awans.
Jedyna bramka meczu padła już w pierwszej połowie, kiedy po rzucie rożnym odważnie strzelił Abhiman Deepham. Dreamland w żadnym momencie spotkania jednak nie zdecydował się na jakąś próbę odrobienia straty. Prawdopodobnie nie zależało im już tak na wyniku – bo zgodnie z rozkładem punktów mieli awans w kieszeni. Fakt, że Slawonia tylko zremisowała, a nie wygrała z Elderlandem pozwolił zachować pierwsze miejsce w grupie, przy równym stanie punktów i przewadze w bilansie bramek.
SLAWONIA 2 – 2 ELDERLAND
Drugi raz w tych rozgrywkach Elderland ocknął się na tyle, żeby nawiązać równorzędną walkę – do której miał niewątpliwie warunki. Mimo pewnej przewagi Slawonii, Elderland był w stanie kontratakować, a w drugiej połowie był nawet stroną agresywniejszą.
Początek meczu był nietypowy ze względu na potrzebę dostosowania się graczy do niezwykle ostrego sędziego, który żółte kartki wlepił w 2, 4 i 7 minucie (1 Slawonii, 2 Elderlandowi). W 9 minucie padła natomiast pierwsza bramka – dla Slawonii. Po dalszej wyrównanej walce z pewną przewagą Slawonii i drugim golu w 36 minucie większość komentatorów i kibiców uznało, że Slawonia spokojnie zgarnie trzy punkty i być może wyprzedzi Dreamland w tabeli na koniec fazy grupowej.
Druga połowa była jednak odrodzeniem się Elderlandczyków. Ich gra zyskała na skuteczności i zaczęli wyprawiać się co raz śmielej na połowę Slawonii. Pierwsza bramka kontaktowa padła w 74 minucie, a w 82 po dramatycznej walce w polu karnym sędzia podyktował rzut karny, który Elderlandczycy wykorzystali, uzyskując remis.
















Uuu… Sarmacja cieniutko. A mieli walczyć o medale.