Tajemnica Kellera II
Arkadij Magov, 23 grudnia 2007
Hałas i cisza, ból i euforia, zimno i gorąco, szybko i powoli. Obudźcie się towarzyszu kawalerze...
Śmierdziało. Uryną i... szczurami? Uhm... No i jeszcze coś... Krew... Tak, to musiała być krew. Otworzył oczy, chociaż już sam nie wiedział czy przypadkiem nie ma ich otwartych. I tak było ciemno i tak. Był do czegoś przywiązany mocną liną. Każdy ruch powodował zaciskanie się liny na nadgarstkach, ramionach, nogach i... szyi. Szybko odpuścił sobie próby oswobodzenia się. Poza dźwiękiem dzwonków dźwięczącym mu w uszach przewijała się jedna myśl: „Co się kurwa stało?”
Jego głębokie przemyślenia przerwał mu metaliczny głos, który odezwał się nad nim, a może obok. Sam już nie wiedział. Myślał, że głos pochodzi z glośnika, chociaż równie dobrze mógł to być głos kogoś stojącego bezpośrednio obok. Nie takie rzeczy już widywał.
„Obudźcie się towarzyszu kawalerze...” –powtórzył głos. Tak... To ten głos mówił do niego podczas snu. A może to nadal był sen? Postanowił nie odpowiadać na wezwania. Niech myślą, że jest nieprzytomny. Jeśli to sen to się obudzi, jeżeli jawa, to oni go obudzą. Doszedł do wniosku, że skoro jeszcze żyje to musi być potrzebny i zamierzał taki pozostać jak najdłużej.
W jego umyśle zrodziła się masa pytań... Skąd wiedzą, że jest kawalerem? Gdzie się znajduje? Czemu jeszcze żyje? Kim tak naprawdę był jego cel? Kto i czemu go wrobił? Dlaczego płacili w engelsach? Komu podpadł? A może jakie informacje chcieli z niego wydobyć? Jakieś nazwiska, adresy, numery gadu-gadu? No i pozostawało jeszcze jedno pytanie, bardziej ogólne: co tu się kurwa dzieje? Rozmyślania przerwało skrzypienie otwierających drzwi. Usłyszał za sobą kroki. Starał się jak najdłużej utrzymać spokojne bicie serca, ale w takich warunkach wymagało to niemalże nadludzkich umiejętności.
Usłyszał gdzieś oddech. Już kompletnie stracił orientację. Nie wiedział nawet czy siedzi czy leży. Oddech nie brzmiał znajomo. Nie był taki wyrafinowany i spokojny jak ten w gabinecie Kellera. Ten był jakiś zdenerwowany, pełen agresji, nienawiści... Znał ten oddech... Przypominał oddech... Auć... Poczuł niesamowity ból i nie był w stanie określić jego źródła. Teraz już znał ten oddech na pewno.
To był oddech kata.
Rodzyny
Komentarze
Marceli Baldachim KhandMusze wydrukowac, bo w zyciu z ekranu nie przeczytam.
To był oddech kota.
Aborcjusz StruszynskiCiepła i gęsta ciecz napłynęła mu do ust. Czuł się coraz słabszy i coraz bardziej senny. Wszystko stawało się coraz bardziej obojętne, pozbawione znaczenia. Zachłystnął się krwią. Nie miał siły kaszlnąć. Ból minął, zrobiło się ciepło. Nie mógł złapać oddechu.
Aleksander KellerTo mi przypomina Orwella, a konkretnie 1984.
pozdrawiam
Arkadij MagovZupełnie bezpodstawnie ;)
- [żeby komentować zaloguj się]



