Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Medgar de Rama

Marceli Baldachim Khand, 9 stycznia 2008


Za granicą kochają Dreamland. Doprawdy, czym właściwie zasłużyliśmy sobie na to? Pora, abyśmy i my nauczyli się właściwie oceniać egzotyczne uroki krajów ościennych. Złotousty Mandragor Jutrzenki (to taki wandejski Zeus) Piotr "Khand" Krupiński deklarował niedawno: "Gdybym mial zaczynać v-życie od nowa i nie byłoby Mandragoratu Wandystanu, to z pewnością osiedliłbym się w Dreamlandzie. Jeśli przeciętne v-państwo jest kapelą podwórkową z Chmielnej - to Dreamland to filharmonia narodowa." Serce rośnie, co tu dużo gadać. Po chwili jednak wandejski Serdeczny Przywódca narodu zastrzega się: "My jesteśmy oczywiście i tak najfajniejsi. Jesteśmy, jeśli trzymać się powyższych porównań, zalaną w trzy dupy ciężką kapelą rockową." Nic dodać, nic ująć. Przy okazji świąt Bożego Narodzenia szczery stachanowiec, Manragor Khand poinformował swą wirtualną brać: "Strasznie się nażarłem. Masakrycznie". W ostatnim tygodniu grudnia w Genosse-Wanda-Stadt panowały siarczyste mrozy. Tylko temu faktowi mieszkańcy wandejskiej stolicy zawdzięczać mogą, iż zawartość przeciążonych ciągów kanalizacyjnych nie popłynęła ulicami miasta. Mandragorze! Jutrzenko socjalizmu! Kiedyż wreszcie Ty i Twój nocnik odwiedzicie Dreamland?

Kontekst:O Mandragorze Khandzie, w Głosie Weblandu, nr 43, str. 8

Rodzyny

Komentarze