Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Nerwowo ze Scholandczykami

Arkadij Magov, 14 czerwca 2008


Dzisiaj reprezentacja Mandragoratu Wandystanu starła się na własnym boisku z reprezentacją Scholandii. Scholandczycy mogli być spokojni - oni od trzech meczy doświadczali porażek więc kolejna nie byłaby niespodzianką. Wandejczycy czuli jednak presje - efektowne zwycięstwo z Królestwem Trizondalu, nokaut lidera i obrońcy pucharu, zasłużone choć skromne zwycięstwo z pretendentem - Cesarstwem Valhalli. To wszystko sprawiło, że na piłkarzach reprezentacji Wandystanu ciążyła presja kibiców spragnionych kolejnych zwycięstw.

W pierwszej połowie wyraźnie było widać, że presja dawała im się we znaki. Mimo zdecydowanie lepszego posiadania piłki już w 9 minucie stracili bramkę po świetnej akcji Scholandczyków. To podziałało jak zimny prysznic. Wandejczycy rozpoczęli oblężenie bramki Kopyckiego co w 25 minucie pozwoliło na wyrównanie, a w 26 minucie na postawienie przysłowiowej kreski pod "i".

Jednakże to był nie koniec wrażeń. Wandejczycy mimo kapitalnej gry w środku pola oraz kapitalnej gry na przedpolu okazywali się wyjątkowo nieskuteczni, a rozkojarzona obrona popełniała fatalne błędy wielokrotnie doprowadzając do trudnych do wybronienia sytuacji pod bramką Haliliego.

Wandejczyk nie był rewelacyjny i niczym niejaki Borudz w histerycznym meczu (jeszcze w erze przed internetowej) Pelska : Ustria wyciągał piękne piłki z każdej sytuacji.

Kiedy w 59 minucie Blaku umieścił piłkę w siatce, a Wandejczycy byli wciąż w natarciu wydawało się, że już wszystko jasne. Jednak na 11 minut przed końcem zemściła się nieskuteczność piłkarzy z Wandystanu, wyraźnie już przemęczonych ostatnimi meczami, i nawet Halili w bramce nie pomógł - Kurski strzelił drugą bramkę dla Scholandczyków.

Kiedy po wznowieniu gry Scholandczycy przejęli piłkę Magov zerwał się z miejsca i wydzierał się wściekle przy linii bocznej. Niewiele to pomogło - ostatnie minuty były bardzo nerwowe.

Piłkarze reprezentacji Scholandii w ostatnich pięciu minutach precyzyjnie pakowali piłki w stronę bramki. Było niesamowicie gorąco. Wanda jednak sprzyjał - w doliczonym czasie to Wandejczycy utrzymywali się przy piłce, aż do ostatniego gwizdka.

Wygraliśmy 3 do 2.

Wiernym kibicom serdecznie dziękujemy. Zwycięstwo nad reprezentacją Scholandii dedykujemy naszym przyjaciołom Gnomom. Oby im również w meczach ze Scholandczykami szło tak jak nam ;)

Dziękuję szczególnie tacie Bruthusowi i tacie Michałowi, za to, że przy mnie byli w każdej sytuacji i to dzięki im i mleku wyrosłem na fajnego chłopaka.

Rodzyny

Komentarze