Zwycięstwo z Austro-Węgrami
Arkadij Magov, 30 czerwca 2008
Mecz trzech krajów, jak to mówią złośliwi (Wandystan-Austro-Węgry), zakończył się zdecydowanym zwycięstwem Wandejczyków. Zakończył się tak - bo musiał. Reprezentacja A-W grała bez trenera, bez składu rezerwowego.
Nie będę pisał wiele, bo gdyby nie wciąż padające gole i pewna ciekawa sytuacja to mecz byłby nudny jak monarchofaszystowskie flaki w kedarowym oleju. Dodam, że wygraliśmy 6 do 1. W osłabionym składzie.
Co do tej ciekawej sytuacji - otóż w pewnym momencie austrowęgierski bramkarz, źle skoczył do piłki co poskutkowało skręceniem przez niego stopy, a że drużyna nie miała rezerwowych... to musiał grać dalej.
Łatwo sobie przez to wyobrazić jego dynamikę, szybkość wychodzenia do napastników i efektowność powietrznych parad.
Zwyczajnie w świecie koleś grał jak mucha w dupie KONia.
"Daliśmy dupy. Tam powinien był paść wynik dwucyfrowy." - powiedział uśmiechająć się złośliwie frontman naszej reprezentacji, Nexhat Sejko.
Coż powiedzieć. Oby nasza reprezentacja częściej dawała dupy tak jak wczoraj.
Rodzyny
Komentarze
Michał CzarneckiTakie dawanie dupy jest wandne.
Marceli Baldachim KhandTak jest. Bardzo podobają mi się te relacje
- [żeby komentować zaloguj się]



