Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Monarchia a kraje wirtualne

Lord Darth Kanzler, 24 lipca 2008


dr Robert Janusz von Thorn-Czekański (aka Lord Darth Kanzler)[1]

W toku rozważań nad słusznością, lub nie, istnienia krajów wirtualnych opartych o system władzy monarszej należy postawić dwa niezwykle ważkie pytania - pierwsze z nich jest takie: "czym w ogóle jest monarchia ta realna, a czym jest monarchia ta wirtualna?", i drugie: "jakie zagrożenia stoją przed państwem wirtualnym i jak je zniwelować?". Zanim jednak przejdę do odpowiedzi na te pytania chciałbym zaznaczyć, że nie jestem fanatycznym zwolennikiem żadnego z istniejących rozwiązań. Uważam, że siłą wirtualnego kraju jest jego elastyczność, jednak i ona ma swoje granice i musi być realizowana w oparciu o pewne ograniczenia, wynikające z natury technicznej - tu mowa o miejscu odgrywania zabaw i gier pod ogólną nazwą "państwo wirtualne".

Wikipedia definiuje monarchię tak: "Monarchia (gr. monarchía – jedynowładztwo) – ustrój polityczny lub forma rządów, gdzie suwerenem jest jeden człowiek, nazywany monarchą. Monarcha sprawuje władzę zazwyczaj dożywotnio, jego funkcja jest często dziedziczna i zwykle jego stanowisko jest nieusuwalne."[2] Historia realnych państw nauczyła nas, że rola i istota monarchii zmieniała się na przestrzeni wieków - stanowiła swoistą ewolucję, w której rola monarchy (czyli suwerena) przechodziła od bardzo szerokiej (wręcz despotycznej) w czasach pierwotnych (wódz wspólnoty plemiennej) czy starożytnych, przez średniowieczny feudalizm, w którym władza monarsza osłabła, oświeceniowy absolutyzm (gdy ponownie wzrosła) aż po monarchie konstytucyjne i parlamentarne z ograniczoną władzą monarszą. W realnym świecie upadek wielu monarchii nastąpił po I wojnie światowej, a dziś istnieje ich jedynie 45. Inaczej jest w krajach wirtualnych.

W świecie jakim się bawimy - wirtualu - monarchia, w tej, czy innej formie stanowi dominujący system rządów. Opiera się na centralnej władzy monarchy - księcia, króla, cesarza, konsula, mandragora (nazwy są zależne od kraju wirtualnego i przyjętej konwencji zabawy). Jednak rola monarchy w wirtualnym świecie będzie inna niż w realnym, choć, przy zachowaniu oczywistych perspektyw, porównywalna. W realnym świecie monarcha był gwarantem istnienia państwa i ciągłości sprawowanej władzy. Od niego pochodziła władza na niższych jej szczeblach i to od niego pochodziło władztwo w ogóle. Monarcha niejednokrotnie był uznawany za Boga, a jeśli nie, to panowało przekonanie, że władza jego pochodzi od Boga - siłą rzeczy, jako taka była poza wpływem Narodu. Idea Narodu jako suwerena, z łaski którego panuje monarcha to wynalazek schyłkowej epoki monarchii - pierwszy stwierdził to Napoleon Bonaparte "Cesarz Francuzów". Pamiętać także należy, że po klęsce wojen napoleońskich abdykował on pod naciskiem swoich dowódców. Inaczej było i jest w wirtualu. Tu monarcha abdykuje nie na skutek wojen (one nie są możliwe), ani na skutek popełnianych błędów (wyjątkiem była abdykacja Kaizera Cesarstwa Valhalli w mojej osobie), lecz na skutek braku realnego czasu na sprawowanie władzy i dalsze uczestnictwo w zabawie (Dreamland, Scholandia) - choć od tej reguły jest wyjątek w postaci Księcia Sarmacji. Niemniej jednak w konwencji wirtualnego państwa odpowiednikiem dbania o ciągłość władzy i państwa będzie dbałość wirtualnego monarchy o sprawny serwer i system stron internetowych państwa. Jest on także gwarantem jako takiej reakcji władzy monarszej w czasach kryzysów politycznych na tyle silnych, że godzą w jedność państwa i grożą jego rozpadem, czy wręcz upadkiem. Taka rola jest niezaprzeczalna i potrzebna.

I właśnie - odpowiedź na drugie z postawionych pytań na wstępie - największym zagrożeniem wirtualnego państwa jest upadek stron i zniknięcie z "sieci". Aby tak się nie stało musi istnieć gwarant stabilności tego newralgicznego i jedynego realnego zasobu każdego państwa wirtualnego - serwera, przestrzeni hostingowej, baz danych. Bez tego państwo takie zwyczajnie nie istnieje. Można tu parafrazować słowa znanego powiedzenia i stwierdzić "mam serwer, więc jestem". W toku toczonych ostatnio debat pojawia się pytanie - czy aby zapewnić ciągłość istnienia serwera i stron, czyli państwa, potrzebna jest jedna osoba z szeroką władzą polityczną, czy wystarczy jedynie jedna dedykowana i mająca zaufanie wszystkich osoba, pełniąca funkcje techniczne. Bo to, że ktoś taki w ogóle musi być jest bezdyskusyjne. Twierdzenie, że to nieprawda jest brakiem odpowiedzialności i pokazuje nieznajomość realiów wirtualnego świata.

Teoretycznie możliwe jest istnienie w pełni demokratycznego państwa wirtualnego, w którym władza pochodzić będzie z wyborów, a osoby ją pełniące będą miały dostęp do serwerów wynikający z samej władzy. Zawsze jednak będzie istniał gwarant tego, że te serwery są i istnieją - niezależnie od tego czy rządzi "lewica" czy "prawica". Pytanie jak to rozwiązać by było jak najbardziej demokratycznie? Odpowiedź jest prosta - założyć stowarzyszenie, które wykupi serwer i przestrzeń hostingową i zarządzać, a także reprezentować kraj przed usługodawcą będzie na mocy zapisów w KRS i w oparciu o realny kodeks cywilny. Odpowiedź prosta, jednak rozwiązanie raz, że kłopotliwe, dwa, że trudne w funkcjonowaniu - i kosztowne - każda zmiana w KRS to koszty, a takie zmiany byłyby częste (przynajmniej dwa razy do roku po każdych wyborach). W tym momencie dochodzimy do sedna wywodu.

Kraj wirtualny istnieje bo my chcemy by istniał - tu nie ma determinantów w postaci krwi przodków, Ojczyzny, walki o ziemię. To jest zabawa. Każda zabawa i gra ma jednak swoje reguły. Jedną z nich w wirtualnym świecie jest to, że istnieje "game master", który dzierży klucze do serwera i systemu stron. Nie musi On posiadać władzy politycznej - i wówczas nie nazwiemy kraju monarchią, a właśnie demokracją (ograniczoną, ale jednak demokracją). Konkludując cały ten wywód - monarchią wirtualną będzie kraj, w którym jeden człowiek ma władzę polityczną i od niego pochodzi reszta władzy w takim, czy innym zakresie - może to być forma porozumienia z wirtualnym narodem, może być całkowita dyktatura i despotyzm. Taki władca może, lecz nie musi, dysponować kluczem do serwera i stron (najczęściej dysponuje). Monarchią nie nazwiemy kraju, w którym władze najwyższe, w tym głowy państwa, pochodzą z wyborów wolnych, a jedynym ograniczeniem tej wybieralności jest posiadanie klucza do serwerów i stron przez osoby trzecie - najlepiej nie posiadające władzy politycznej jako takiej. Taki kraj będzie krajem demokracji wirtualnej. I gdyby tym kryterium się posłużyć w określaniu, który kraj jest monarchią, który demokracją, itd. to należy powiedzieć wprost:
- Księstwo Sarmacji, Królestwo Dreamlandu, Królestwo Scholandii, Wolna Republika Morvan, Wysokogórska Republika Elfidy - to są monarchie wirtualne - w nich bowiem osoba dzierżąca klucze do serwera i stron jest jednocześnie władcą, od którego pochodzi władza na niższych szczeblach (tu chodzi o zakres władzy, a nie osoby ją pełniące),
- Mandragorat Wandystanu jest krajem ograniczonej demokracji wirtualnej/ograniczonej monarchii wirtualnej, bowiem pomimo znacznego ograniczenia władzy politycznej dysponentów kluczy do serwera i stron, ta władza faktycznie nadal istnieje - w jakimś, mniejszym, czy większym, zakresie.

Aby Wandystan stał się prawdziwą demokracją wirtualną to należy dążyć do ograniczenia władzy państwowej dla dysponenta kluczy (tu mandragor odpowiedzialny za system). Jeśli jednak te ograniczenia władzy politycznej i państwowej nie będą zmniejszane Wandystan będzie tu gdzie jest - pół na pół.

---
[1] Autor jest Dziekanem Wydziału Nauk Politycznych Ludowego Uniwersytetu Wandejskiego, mieszkańcem świata wirtualnego od ponad sześciu lat, wnikliwym i bezkompromisowym obserwatorem życia politycznego krajów wirtualnych.
[2] http://pl.wikipedia.org/wiki/Monarchia, w dn. 24.07.2008 r.

Rodzyny

Komentarze

  • Anarchia Napalm Perun

    Zgadzam się z Tow. Dziekanem. Wandystan jest w połowie drogi. Muszę podkreślić, że nie popieram zupełnego odebrania władzy Mandragorom. Powinni nadawać odznaczenia państwowe, tytuły awangardy oraz w pewenych kwestiach mieć prawo weta (z możliwością odrzucenia tegoż przez Churał- by była jednak kontrola społeczna, a nie veto monarsze). Zgadzam się, że musi istnieć dzierżyciel stron, stabilny, niezmienialny w wyborach. Nie zgadzam się jednak, że cała sfera finansowa- kasa wandejska musi być pod zarządem "strażnika kluczy".

  • Marceli Baldachim Khand

    W pełni zgadzam się w powyższym artykułem. Nic dodać, nic ująć w zasadzie

  • Aleksander Keller

    Nuu gratuluje Towarzyszu Doktorze ciekawej pracy naukowej!

  • Lord Darth Kanzler

    A dziękuję Tow. Rektorze!

  • Ivo Danuta Karakachanow Śr

    wypierdalać!
    przeczytam jak wydacie ałdiobuka bo za długie:D pozdro!

  • Andreas von Zenhorst

    Ciekawy artykuł, dziękuję towarzyszowi za możliwość zapoznania się z poglądami towarzysza. Uważam jednak po części odmiennie, że "prawdziwa demokracja wirtualna" jest jedynie mrzonką, marzeniem, utopią. Już z pierwszej części artukuły wynika przecież, że musi istnieć "gwarant", "deponent kluczy" do serwera. Tym gwarantem musi być realna osoba, mała grupa osób, które łączy coś więcej niż wirtual (np. przyjaźń, zaufanie). Założenie stowarzyszenia jest bardzo trudne z kilku powodów: kosztów założenia, braku miejsca na siedzibę, niechęci ludzi do formalizowania zabawy w postaci powoływania realnych bytów. Po za tym trzeba pamiętać, że prawo do korzystania z sewera łączy się z realnymi obowiązkami, jest ściśle związane z prawem realnym. Łatwo można wyobrazić sobie sutyację w której jakis świr sprowadzi odpowiedzialność karną na najemcę serwera, stronę umowy. Po co komu takie problemy...

    Zresztą, nie znajdzie się drugi do tanga. Rozwiązaniem sztucznie ndętego przez tow. Peruna problemu jest zaaprobowanie status quo systemowo-gospodarczego, pozostawienie to wspomnianym "gwarantom" i ew. wspieranie ich tej pracy. Dopiero wówczas pozostali mogą się skupić na tworzeniu "fajnego państwa prawa", pozyskiwaniu nowych zasobów ludzkich. Moje odmienne zdanie w tej sprawie nie zmienia powyższej oceny, że artykuł był ciekawy. Miło, że się towarzyszowi chciało.

  • Lord Darth Kanzler

    @Ivo - tow. Prezydencie! Wypierdalajcie z ałdiobukami. To nie wandne. A żeście taki leser to szok. ShOCk!!!111 xD

    @Andreas - ja tylko pragnę zaznaczyć, że nigdzie nie napisałem, że "prawdziwa demokracja wirtualna" jest docelowo tym czego pragnę :)

  • Solidariusz Kandelabr Sodomow-Gomorow

    Może wydasz całą książkę z Twoimi przemyśleniami? :P

  • Aborcjusz Struszynski

    A kto by robił ilustracje?

  • Andreas von Zenhorst

    Lebencjusz. Ma niezłą kreskę.

  • Raul Urban III

    A ja się nie zgadzam, jak znajdę czas, to się odniosę.

  • [żeby komentować zaloguj się]