Przemówienie księcia Alchiena
Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka, 29 sierpnia 2008
Przemówienie na lotnisku w Genosse-Wanda-Stadt
Wandejczycy!
Jestem szczęśliwy i dumny, mogąc stanąć po raz kolejny na gościnnej ziemi wandejskiej. Przyjazd do Waszego kraju jest dla mnie szczególnie ważny - Mandragorat to bowiem nie tylko państwo, którego historia obfituje w punkty zwrotne dla całego v-świata; Mandragorat to mikronacja, która sama w sobie, w swojej najgłębszej istocie, jest przełomem.
Na wstępie pragnę powiedzieć wprost tym, którzy mają jeszcze wątpliwości - tak, widzę Wandystan i Dreamland jako strategicznych partnerów, jako państwa, które są dla siebie wyjątkowo ważne, które wspólnymi siłami mogą osiągnąć w v-świecie ideał równości i różnorodności, o którym mówię podczas mojej kilkudniowej podróży po zagranicy. Tak, Mandragorat i Królestwo powinny zbliżać się do siebie i dążyć do stabilnych form ścisłej współpracy, pamiętając - co oczywiste - o pełnej proporcjonalności stosunków.
Pytanie brzmi - szczególnie w kontekście mojego wczorajszego przemówienia w Natanii, gdzie dzieliłem się opinią na temat rozbicia, odśrodkowych tendencji i z-różnico-wania dzisiejszego mikroświata -
Po co nam współpraca?
Nie chcę jednak przypominać znanych nam wszystkich banałów na temat tego, jak jeden kraj może być wzbogacony przez drugi na drodze wspólnych inicjatyw kulturalnych, wymiany dyplomatycznej, etc. Tym powinni zajmować się urzędnicy. Spróbuję skonkretyzować może pytanie:
Po co nam, światu wirtualnemu, współpraca nas, różnych Państw i Narodów?
Grunt pod odpowiedź przygotować należy jasnym stwierdzeniem:
monarchofaszyzm upadł.
Model ustrojowo-prawny, który Wandejczycy bodaj po raz pierwszy nazwali "monarchofaszyzmem", a który opisywano wiele razy z fachowością, na jaką nie będę się silił (odnoszę się zresztą i tak do powszechnie przyjętego znaczenia tego zwrotu), skończył się - upadł, gdyż nie jest już możliwy do zrealizowania. Popełnilibyśmy karygodne uproszczenie, stwierdzając, że monarchofaszyzm upadł dzięki rewolucji w sensie politycznym. Jeśli już, była to "revolution silencieuse", której przyczyny należy upatrywać nie tylko w rosnącej świadomości obywateli jako takich, ale i w wielu innych czynnikach - zwykłemu zmęczeniu samych rządzących, kolejnym zmianom pokoleniowym, które być może przepełniły przysłowiową czarę. To nie miejsce, by rozpatrywać przyczyny upadku monarchofaszyzmu, "dawnego", jako ustroju (podkreślam, że chodzi mi o model formalny). Możemy z czystym sumieniem stwierdzić, że próba przywrócenia go do świetności w jakimkolwiek państwie wyrządziłaby temu państwu obiektywną szkodę, ze względu na zniechęcenie lub emigrację znacznej liczby obywateli lub wręcz, metaforycznie co prawda pojmowaną, wojnę domową.
Powinniśmy zauważyć raczej, że upadek tego dawnego porządku, szczególnie w kraju, w którym władzy zależy na jego utrzymaniu, nie jest dobrze widoczny - przypomnę, że żeby osądzić system, należy zwykle wyjść poza system (dlatego widzimy, że monarchofaszyzm się skończył, dopiero, gdy w jasny sposób się go wypieramy i próbujemy funkcjonować bez jego pozoru). Nadal wielu - inteligentnych i doświadczonych - jest przekonanych, że sformułowanie o sławnej bądź niesławnej "Wielkiej Trójce" ma wciąż wielką wagę, nie zestarzało się. Wśród obywateli tak starszych, jak i młodszych mikronacji; tak kolosów v-świata, jak i planktonu, panuje często przekonanie o "grawitacyjności" czy polaryzacji sceny międzynarodowej.
"Dawny" istnieje jako system społeczny, gdyż wielu nie zauważyło, że można mu zaprzeczyć i wyprzeć się go na dobre.
Wracamy tutaj do postawionego wcześniej pytania - jaka w świecie na pograniczu monarchofaszyzmu jest rola współpracy międzynarodowej? Jaka powinna być ta współpraca, by przyczynić się nie tylko do rozwoju stosunków bilateralnych, ale i choć trochę poprawić sytuację całego mikroświata?
To, czego Dawny nie znosił, to zbytnia różnorodność, często mylona z "rozdrobnieniem", czy to wewnątrz państwa, czy w szerszym sensie. Była ona uznawana za przeciwieństwo politycznej i społecznej stabilności. Tymczasem - różnice między mikronacjami wyjątkowo rzadko są przeciwieństwami. "Różnica" nie znaczy "opozycja"
My - to znaczy ci, którzy chcemy wzbogacać v-świat - powinniśmy promować właśnie różnorodność. Nie iluzoryczną stałość, nawet nie wielką aktywność zebraną w jednym państwie, ale różność.
Czy to nie z chęci różnico-wania się powstają w v-świecie nowe Narody? Kiedy secesja (czy jakakolwiek inicjatywa zmierzająca do powstania mikronacji) bierze się z chęci zwykłej zmiany na "przeciwne" do obecnego (najczęściej jest to zmiana personalna), to powstaje tylko państwo, ale naród - społeczność - jest ta sama; jedynie rozbita. Gdy nie tylko chcemy odwrócić obecną sytuację o 180 stopni, ale faktycznie wnosimy do v-świata coś nowego, coś, co pozwala nam się od-różnić - i zbieramy się wokół tego - wtedy stajemy się narodem.
Jak ma wyglądać współpraca między różnymi od siebie krajami?
Przede wszystkim, nie oznacza ograniczenia kontaktów. Użyczmy sąsiadom tego, w czym się specjalizujemy, czego mamy w obfitości, ale - nie zmuszajmy ich do przyjęcia tego w taki sposób, w jaki wprowadziliśmy to u nas. Nie przeszkadzajmy im rozwijać swojej różnorodności; nie zakazujmy im się od nas różnicować - wesprzyjmy ich tym, co jest im potrzebne, ale nie narzucajmy im własnego kontekstu, własnej ideologii. Różnice między państwami nie muszą przekładać się na społeczny i polityczny dystans. Pamiętajmy to, co musiał zapomnieć monarchofaszyzm, by doprowadzić świat wirtualny do obecnego etapu - droga inna od naszej nie musi być gorsza. Służy po prostu realizacji innego marzenia. A marzenia - te ostateczne cele istnienia wirtualnego świata, tak często mylone z doraźnymi potrzebami i grą polityczną - nigdy nie muszą ze sobą walczyć.
Popełniłbym nadużycie, wołając - "współpracujmy z każdym". Nie - współpracujmy ze sobą i z każdym, kto tego chce. Tyle możemy zrobić w tej chwili, krok po kroku zbliżając się do coraz większej równości i różnorodności mikroświata.
W ten sposób nie tylko wesprzemy siebie nawzajem, ale i zakodujemy - gdzieś, we wspólnej historii, wspólnym doświadczeniu mikroświata - ten ideał różnicy, ideał różnorodności. Będziemy w ścisłym znaczeniu nie tylko Państwami i Narodami, ale przedstawicielami świata wirtualnego. Taka, jak sądzę, jest rola Dreamlandu i Wandystanu.
Wiecie pewnie w większości, że jestem zagorzałym i radykalnym monarchistą. Daleko mi do liberała, jeszcze dalej - do socjalisty. Nie jestem też rewolucjonistą. Dreamland jest pełen ludzi, którzy sytuują się na scenie politycznej gdzie indziej niż Wandejczycy, którzy wyznają inne idee i ideały. To znaczy tylko tyle, że pula płaszczyzn, na których możemy współpracować i odkryć coś zupełnie nowego, jest bardzo duża.
Nakłaniajmy do współpracy. Pokazujmy drogę odśrodkową, na zewnątrz, zdala od tych, którzy chcą na siłę jednoczyć, unifikować, centralizować.
Widzę przyszłość reliktów tego etapu mikrohistorii, który właśnie kończymy - jedno lub dwa państwa rządzone według dawnego porządku, jednoczące się aż do momentu, gdy w całym kraju nie będzie miejsca na więcej niż jedno marzenie, na więcej niż jedną opinię. Będą to państwa większe być może od reszty, ale osamotnione, zamknięte w sobie, skłócone.
Pamiętajmy - małe kraje, zjednoczone wokół marzenia, które rozumieją wszyscy mieszkańcy; małe kraje, których jest tak wiele - to partnerzy, których nie możemy pomijać.
Skończyła się epoka sformalizowanych sojuszów, unii, związków - rozpoczyna się ta, w której siłą napędową współpracy nie będzie przepis, ale chęć wymiany doświadczeń. Nie znaczy to, że państwa powinny przestać występować pod wspólnymi szyldami i hasłami, zbierać się w organizacjach międzynarodowych - chodzi raczej o zmianę formuły, o przeniesienie akcentu. O drobne różnice, nie o przeciwieństwa.
Kraj towarzysza Wandy pokazał, jak wielkie różnice mogą zaistnieć w v-świecie; jak te różnice wzbogacają go. Pokazał, jak daleko jest różnorodności od rozbicia i zachwiania. Za to pragnę Wam podziękować.
Wandosławię!
(-) gen. książę Alchien
Arcyżenadyn Ekorzynu
Odznaczony Orderem Przemysłu Włókienniczego
Rodzyny
Komentarze
Lord Darth KanzlerGenialne! Prawdziwe! Znakomite! Brawo i vivat!
Solidariusz Kandelabr Sodomow-GomorowMoja krew.
Marceli Baldachim KhandBardzo dobry artykuł. Wczoraj mnie nie było w domu, więc tym samym na necie.
Arkadij MagovA jednak Alchienowi nie udało sie samemu wrzucić postanowienia ;)
Cieszy mnie postawa prezentowana w powyższym przemówieniu, cieszy mnie postawa Dreamlandczyków obecnych na czacie.
Smuci mnie postawa władz wandejskich, które nie oddelegowały NIKOGO na spotkanie z Dreamlandzczykami i nie miał go kto prowadzić.- [żeby komentować zaloguj się]



