Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Wywiad z Lordem Protektorem

Wandosław Katiuszon, 4 września 2008


Michał O"Rhada, Lord Protektor WRM opowiada w rozmowie
z "Wandeą Ludu" o sytuacji w Wandystanie, Morvanie, tym
jak jedno ma się do drugiego i perspektywach na przyszłość.



Wandosław Katiuszon: Witajcie, Towarzyszu Lordzie Protektorze! A może już tylko "Lordzie Protektorze", obywatelstwa wandejskiego wszak zrzekliście się. Czy jest w Was nadal "towarzysz", czy widzicie się w dzisiejszym Wandystanie?
Michał O"Rhada: No cóż, do Wandystanu nie straciłem ani szacunku ani sympatii. Jednak przekonałem się, że bycie głową jednego państwa i obywatelem drugiego jest niełatwe, a czasami dość nieprzyjemne. Obywatelem już nie jestem - może kiedyś postaram się o ten zaszczyt, ale pewne rany muszą się zabliźnić.

WK: Możecie więc dzisiaj patrzeć na Wandystan nieco z zewnątrz. Pisaliście na LDMW, iż z tej perspektywy widać nieco więcej, że dostrzegliście błędy wciąż popełniane przez Wandejczyków. Co mieliście na myśli?
MR: Na początku chcę zastrzec, że to co teraz widzę u innych, dostrzegam też w swoich działaniach w przeszłości, przynajmniej w sporej części. A mówiąc o tym można użyć kilku określeń - albo błędy i wypaczenia czy nawet odchylenie fochodemokratyczne, albo po prostu inaczej obraną drogę rozwoju państwa.

WK: Możecie sprecyzować, na czym polegają te błędy i wypaczenia? Na czym polega problem "fochodemokracji" wandejskiej?
MR: Po dość dynamicznym odejściu z Mandragoratu - choć może demonstracyjnie nie rzuciłem obywatelstwem, bo zrzekłem się go prywatnie cenzorowi, no i nie wysmażyłem jakiegoś listu z pretensjami na LDMW - jak to się niektórym zdarzało - po tym odejściu poświęciłem dłuższą chwilę, żeby zastanowić się, co było nie tak. Co było nie tak w Wandystanie, że musiałem zrzec się obywatelstwa i co było nie tak ze mną, że doprowadzono mnie do odejścia. Wróciłem pamięcią do czasów pierwszego MW i wtedy mnie nieco olśniło.
Zmiany w Wandystanie zaczęły się wkrótce po zjednoczeniu - którego, ze strony Sarmackiej, wielkim byłem apologetą. Liczyłem na większa demokratyzację Księstwa (wkrótce po zjednoczeniu wstąpiłem do przede wszystkim wandejskiej partii - Partii Pracy Sarmacji), na więcej wolności słowa. No i się nie zawiodłem - sytuacja szybko ustawiła Wandystan jako przeciwwagę dla reszty Sarmacji - jako miejsce wolności i demokracji kontra monarchofaszystowski zamordyzm. Jednym z pierwszych symptomów tego była np. pierwsza Wandea Ludu - były to czasy przed Parkiem i SzU, i wolna publikacja czego się zapragnie była dużą nowością. Bardzo demokratyczną nowością, dodajmy. No a łącząc to z tradycyjną wandejską wolnością słowa... Wyszło co wyszło.
Przeskakując teraz dalej - po Wandejskim Czerwcu Wandystan miał już demokrację i wolność słowa na sztandarach - i to była właśnie ta zmiana kierunku MW. Pierwszy Mandragorat był zdecydowanie socjalistyczny i kolektywny. W drugim nie było już tyle socjalizmu, nie było tyle komunizmu, nie było kolektywizmu - partie, nawet jak się formowały (z dłużej istniejących to byli Młodzi Duchem) to i tak pozostawały strasznie luźne. A demokracja i wolność słowa stały się de facto bożkiem - fetyszem Wandejczyków. To źle wpłynęło na dyskusje. Bo od tej pory, kiedy ktoś komuś mówił, że się z nim nie zgadza, to zaraz ta kwestia wypływała i jedna albo druga strona, a najczęściej obie, oskarżały się o ograniczanie wolności słowa. Wychodziły z tego fochy, przede wszystkim.

WK: Ale przecież za wydarzeniami, które doprowadziły do waszego wycofania się z uczestnictwa w życiu politycznym Mandragoratu, stał nie problem fochów czy wolności słowa. Wręcz przeciwnie - to ideowość towarzysza prezydenta de Folvila, który uznał, że nie kolonializm jest nie do pogodzenia z socjalizmem i odpowiedział pozytywnie na apel Samundy. I, w końcu, czy wasze rzucenie obywatelstwem też nie było swojego rodzaju fochem?
MR: Żeby być jasnym - moje odejście nie jest związane z działaniami prezydenta de Folvila. Do niego pretensji o to nie miałem - choć nie zgadzałem i nie zgadzam się z jego zarzutami. Natomiast tak, moje odejście w pewnym sensie było fochem - fochem w odpowiedzi na działania towarzysza Khanda, który zaatakował mnie jako Lorda Protektora z powodu moich działań jako obywatela i polityka Wandystanu. Można też doszukać się nieco wcześniejszych powodów - np. mój zawód podczas ostatniego przydzielania przez mandragorów odznaczeń i tytułów awangardy - kiedy to mimo swoich trwałych działań dla MW (dwukrotny komisarz ludowy, trzykrotny kwiaton, działacz kulturalny i aktywny polityk) nie otrzymałem nic, natomiast niektóre osoby, mające dwutygodniowy staż w MW i to ograniczające się do dyskusji, otrzymały za to ordery. Owszem, to był w pewnym sensie foch - ale też realizacja postanowień wcześniejszych - planowałem odsunąć się od aktywności politycznej w MW, ze względu na konflikt interesów. Ostatecznie, wkurzony działaniami zakulisowymi (informację o planowanym ataku na moją osobę otrzymałem kilka godzin PRZED pierwszym postem na ten temat na LDMW) tow. Khanda faktycznie rzuciłem obywatelstwem. Teraz na zimno mogę to ocenić, jako krok może trochę zbyt demonstracyjny, ale w ostatecznym rozrachunku chyba konieczny.

WK: Tow. Khand cieszy się reputacją osoby bezkonfliktowej i ugodowej. Jakimi działaniami zdołaliście tak zaleźć mu za skórę?
MR: Tow. Khand jest przede wszystkim osobą dość zawziętą. No i łatwo go wyprowadzić z równowagi. Przez długi okres bycia mandragorem nie był przyzwyczajony do walki politycznej, jaka miała miejsce po tym, jak nim być przestał. Owszem, teraz widzę że przesadziłem - bo działając na rzecz demokracji w Wandystanie (tak, tej demokracji którą teraz uważam za zbyt istotną w MW) zacząłem w sposób bezpardonowy atakować kilka osób - a ataki te były na granicy obrazy. Myślę, że wkomponowywały się w klimat wandejski, jako ekstremum, ale rozumiem, że dla tow. Khanda mogło być to za wiele. To się staruszek wkurzył.

WK: Czyli uważacie, że brak barier dla wolności słowa w Wandystanie sprawia, iż padają słowa, które dotykają ludzi. Stąd długotrwałe osobiste wojny, kończące się prędzej czy później fochem jednej i drugiej strony, tak?
MR: Nie mówię że chodzi tu o brak barier dla wolności słowa, czy demokracji - problemem jest to, że od kiedy na sztandarach Wandystan zastąpił nimi socjalizm i wandyzm - wszystko zaczęło się sprowadzać do wielu kłótni. Wandystan powinien skupić się na swoim socjalistycznym charakterze - można by na przykład wprowadzić jednopartyjność. Nie jestem fanem obecnych mandragorów (a właściwie nie wiadomo kogo - bo jeden mandragor odszedł, a drugi ma zastępcę) ale trzeba wrócić do tego, żeby kult jednostki nie był tylko na papierze. Chodzi mi o to, że demokracja i wolność słowa w pierwszym Mandragoracie istniały i miały się bardzo dobrze - i to pomimo że nikt nie miał ich na sztandarach. A obecnie wygląda to tak, że jedni mówią że trzeba przestać się kłócić i zacząć pracować, inni mówią im, żeby lepiej zaczęli od siebie, ci pierwsi strzelają focha, a jeszcze inni kłócą się o nowego mieszkańca, czy o to, kto bardziej strzelił focha.
Jest parę osób poza tym całym bałaganem - towarzyszka Schafa i tow. Struszyński, których serdecznie pozdrawiam i mówię - tak dalej!

WK: Wróćmy do ostatniego spięcia na linii Morvan - Wandystan. Poddaliście pod debatę przed Radą Ochrony Republiki wniosek o zerwanie umowy o siostrzeństwie z Mandragoratem. Był to tylko wyciągnięty w emocjach straszak, czy też faktycznie koalicji siostrpaństw grozi rozłam?
MR: To było działanie pod wpływem emocji, przyznaję. Nie twierdzę, że państwa siostrzane mają się popierać bez względu na wszystko - oczywiście dopuszczam krytykę i prośby o wyjaśnienia ze strony siostrpaństw - ale w sytuacji kiedy sojusznik, z którym łączy nas tak istotny układ grozi interwencją militarną, mieliśmy prawo rozważać rozwiązanie sojuszu. Poniewczasie zdałem sobie sprawę z małej realności tych gróźb, bo Prezydent nie ma uprawnień dowódczych w stosunku do SAL, jednak sam fakt, że głowa państwa siostrzanego czyni takie groźby jest w mojej opinii wystarczającym powodem do dokładnego przemyślenia idei siostrpaństw.
Ostatecznie wszystko rozeszło się po kościach - i bardzo dobrze. Nawet jeżeli ta kwestia będzie kontynuowana, liczę na bardziej pojednawczy ton Mandragoratu, oraz na mediacje Gnomii. Tu chciałbym podziękować tow. Waldemarii, która bardzo dobrze zadziałała jako nieformalny rozjemca.

WK: Dał tutaj o sobie znać jeden ze sporów terytorialnych w jakie uwikłana jest WRM. Czy faktycznie warto twardo bronić Morwańskiej obecności na Samundzie? Wystarczyłoby odkryć w pobliżu inną, zasobniejszą wyspę i tam przerzucić oddziały, zaś Samundę oddać pod opiekę społeczności międzynarodowej...
MR: Jestem przeciwny tworzeniu nowych wysp - nawet jeżeli miałoby to być łatwiejsze wyjście. Cesarstwo Samundy wplata się w tradycję kulturową tych ziem - myślę, że zagospodarowywanie wolnego miejsca jest lepsze, niż ciągłe dorysowywanie nowych ziem. Czemu mielibyśmy oddawać Samundę społeczności międzynarodowej? Czy ktoś domaga się tego od Wandystanu względem ziem zaanektowanych na zachodzie Wirtuazji?

WK: Nikt się nie domaga i na tym właśnie polega różnica. Morvan, w odróżnieniu od Wandystanu, próbuje na zajętych ziemiach tworzyć jakieś instytucje będące kontynuatorami - symbolicznie (Samunda) lub formalnie (Tuolelenkka) - poprzednich państw. Jednakże twórcy tych państw stanowczo się sprzeciwiają. Jakkolwiek faktycznie sami się "podłożyli" oddając ziemię, to czy faktycznie ładnie jest wykorzystywać tradycje obcego państwa, w czasie gdy jego twórca chce przywrócić je do życia? Wasze kolonie nie mają rdzennych mieszkańców i są nieaktywne, podczas gdy jednak w niepodległej Samundzie coś się dzieje. Czy tutaj nie postępujecie jak przysłowiowy pies ogrodnika? Czy niepodległość, myślę tu zwłaszcza o Samundzie, nie byłaby lepszą szansą rozwoju dla tych ziem?
MR: Jeżeli mowa o Samundzie, to mamy tu typowy przykład niezrozumienia problemu. Wolna Republika Morvan zawarła dwie umowy - według pierwszej, miała ona zająć całe terytorium Samundy. Po tym, jak okazało się, że ktoś jednak Samundę chce reaktywować - umowa została zmieniona, a ziemie wyspy zostały podzielone na trzy części - morwańską (Cesarstwo Samundy), samundzką (Zjednoczone Królestwo Samundy) i niczyją. Wolna Republika Morvan nie ma pretensji do ziem będących niepodległym państwem i nie przeciwstawia się owej niepodległości w żadnym stopniu. Nie zgodziłbym się również z teorią, jakoby kolonie WRM były nieaktywne - są one częścią WRM i ich aktywność równa się aktywności WRM. Z tego co wiem, jeżeli chodzi o konkretną aktywność na ich terenie, to aktywne są przede wszystkim formowane kolonialne siły zbrojne. Na strony Samundy natomiast stale dodawane są nowe informacje (ostatnio np. o stolicy, Cabastad).

WK: W ten sposób patrząc, to nawet Leblandię można by uznać za aktywną - ale mniejsza o to. Morvan nie posiada terytoriów, które by nie były przedmiotem jakiegoś sporu. Wskutek tego Wolna Republika jest izolowana przez większe podmioty społeczności międzynarodowej (wyjąwszy Wandystan). Czy faktycznie jest to duże utrudnienie dla Morvanu? Czy konflikty dają się Wam we znaki, czy wręcz przeciwnie - napędzają aktywność i stanowią o wyrazistości państwa?
MR: Wbrew pozorom, życie w Wolnej Republice jest raczej spokojne. Mimo, że do naszych terytoriów rości sobie terytoria Sarmacja, na naszej liście dyskusyjnej mniej się o niej mówi niż w Wandystanie - proporcje są duże, nawet biorąc pod uwagę mniejsza liczbę mieszkańców WRM. Nasze społeczeństwo jest raczej zamknięte na świat i poświęca się pracy dla państwa - często zresztą pracy tej można nie zauważyć, gdyż ma ona miejsce poza listą dyskusyjną - np. w dyskusjach, często w świecie realnym. Nie jest też tak, że Wandystan i Gnomią są jedynymi państwami które posiadają stosunki dyplomatyczne z Wolną Republiką - WRM ma traktaty z VRP oraz Elderlandem, w dyskusji jest nawiązanie stosunków z Republiką Neopolis, dawniej obowiązywały traktaty z Awią, Micropolis i Cesarstwem Aztec - do czasu wygaśnięcia tych mikronacji. Nie są to wszystko "wielcy gracze" na arenie mikronacyjnej, jednak nie powiedziałbym, że WRM jest izolowane. Warto wspomnieć też o przyjaznych stosunkach z Austro-Węgrami, które choć przebiegają na stopie nieoficjalnej, mają pewien wpływ na politykę WRM.

WK: Czy to zamknięcie się na świat nie jest dla Was zagrożeniem? Wasza mikronacja ma ponad rok, a przez ten czas praktycznie nie pojawili się żadni nowi aktywni mieszkańcy. Ciężko się rozwijać bez nowych mieszkańców. Planujecie jakieś działania promocyjne, które pozwoliłby ściągnąć nowych mieszkańców do Morvanu?
MR: No, byłbym ostrożny z tym nie pojawianiem. Niepodległość Wolnej Republiki ogłosiły trzy osoby, obecnie na liście obywateli jest nieco poniżej 10 osób. Ale faktycznie, aktywnych jest około pięciu. Co do promocji - nie jest łatwo promować tego typu mikronację, gdyż jest ona, ze względu na specyficzną kulturę i system społeczny dość hermetyczna - nawet jeżeli ktoś do nas trafi, to trudno mu się jest zaaklimatyzować. Ponadto części obywateli odpowiada niewielka populacja - nowi mieszkańcy, nieobeznani z realiami mikronacji mają problemy z wczuciem się, co niektórych irytuje.

WK: A jak oceniacie znajomość Morvanu pośród Wandejczyków? Czy trudności wynikają z przyczyn ideologicznych, nie do przeskoczenia, czy też raczej z nieznajomości tych specyficznych realiów, nie traktowania go jako samodzielnego bytu z unikalną tożsamością?
MR: To jest złożona kwestia. Znajomość Morvanu wśród Wandejczyków jest bardzo skromna - głownie z ich własnej przyczyny. Mimo kilkukrotnej zachęty, jak dotąd zaledwie dwójka Wandejczyków obserwuje listę dyskusyjną Wolnej Republiki - i to pomimo tego, że w traktacie o państwach siostrzanych jest zapisane, że jest ona drugorzędną listą Wandejską (tak jak LDMW dla WRM). Wynika z tego, że Wandejczycy nie wiedza, bo nie chcą wiedzieć - wystarczy im znajomość mnie - stąd ich najczęstsze podejście, kiedy oceniają WRM jako jednoosobową mikronację. Mnie taka ocena boli - bo wiem że jest to państwo niewielkie, ale które powstało i trwa wysiłkiem kilku osób i myślę ze wysiłek ten zasługuje na nie mniejszy szacunek, niż ten który ja mam do aktywnych obywateli Wandystanu. No, jest jeszcze kwestia wandejskich nacjonalistów - np. tow. Keller który bez żenady określa państwa siostrzane jako "satelity". Po takim specu od dyplomacji można by się więcej spodziewać...

WK: Z drugiej strony także obywatele WRM, wyjąwszy waszą osobę, nie zapisuję się na LDMW. W sumie mieszkańcy obu państw żyją własnym życiem, mało się troszcząc o państwa sojusznicze. Brakuje jakichkolwiek inicjatyw, które by przybliżały życie Morwańczyków Wandejczykom (i vice-versa), poza wymianą prasy. Może podjęcie takich inicjatyw byłoby właśnie dobrym sposobem na ocieplenie stosunków na linii MW-WRM? Może więc posunąć dalej integrację systemów informatycznych, może unia gospodarcza?
MR: Wbrew pozorom, obywatele WRM interesują się Wandystanem. Co najmniej dwie osoby spośród nich mniej lub bardziej aktywnie obserwują wandejską listę dyskusyjna. Co do unii gospodarczej, istniała już taka w okresie Cintry II, jednak przez długi okres strona wandejska nie dotrzymywała obietnic względem m.in. oddzielnego systemu rejestracji i oddzielnych identyfikatorów, przez co liczba Morwańczyków, którzy postanowili uzyskać status mieszkańca Wandystanu żeby móc w systemie uczestniczyć była ograniczona. Obecnie posługujemy się systemem przygotowanym dla nas przez Matkę Narodu Gnomiego, i prawdopodobne jest raczej przyłączenie się do Gnomona. Co do integracji systemów - chętnie skorzystalibyśmy z możliwości korzystania z morwańskich ID np. w Wandei Ludu.

WK: Myślę, że pytań już wystarczy. Chcielibyście jeszcze coś dodać na podsumowanie wywiadu?
MR: To chyba wszystko :-) Wyczerpał mnie towarzysz do głębi tymi pytaniami ;-)

WK: Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę Morvanowi dalszego rozwoju! Ufam, że stosunki pomiędzy naszymi państwami mimo trudności ułożą się dobrze.


Rozmawiał Wandosław Katiuszon.

Rodzyny

Komentarze

  • Arkadij Magov

    Towarzyszu Wandosławie! Gratuluję kolejnego zajebistego artykułu. Naprawdę rewelacyjny.

    Powiem szczerze - genialnie trafiony temat. Wandejczycy stanowczo zbyt mało wiedzą o WRM, a przecież powinni. Najbardziej uderzyło mnie to, że Morwańska lista jest drugorzędną listą Wandystanu. Nie wiedziałem o tym! Jestem na liście MW i Gnomii i głupio mi się zrobiło, że nie ma mnie w Morvanie. Za chwilę poprawię ten błąd. Liczę, że reszta Wandejczyków również. Za wyjątkiem tych dwóch rzecz jasna :)

  • Marceli Baldachim Khand

    Ogólnie narazie tylko przejrzałem, bo jestem poza domem. Ale profesjonalny wywiad, i pełne dobrej woli wypowiedzi Lorda Protektora. Ja już wielokrotnie pisałem, że moja reakcja była zbyt pochopna i zbyt emocjonalna.

  • [żeby komentować zaloguj się]