Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Relacja z 17-tej kolejki WLP

Arkadij Magov, 10 września 2008


Towarzysze!
Burzliwy, dynamiczny i pionierski sezon ma się ku końcowi. Przed tą już było wiadomo, że GNP zdobędzie mitrza, ale jeszcze 4 drużyny walczyły o drugie miejsce. Co się działo na stadionach? Kto komu skopał dupę i w jakim stylu? Kto dał dupy i na jakim polu? Możecie o tym poczytać w dalszej części.


Walenie Winnica - Rotor Precelkhanda

Walenie przed meczem miały dwunastopunktową przewagę nad Rotorem, ale były tylko dwa miejsca wyżej. Co to oznacza? Mecz bardzo wyrównany, ale z faworytem, w tym przypadku Waleniami. Mecz jednak był niesamowicie nietypowy. Na początku pierwsze minuty to szok dla Waleni i szoł piłkarzy Rotoru. Najpierw Vladan Alempijevic strzelił z dystansu w 2-giej minucie, a w 6-tej Krzystolik popisał się pięknym strzełem woleja co dało dwubramkowe prowadzenie piłkarzom Rotoru. W obu akcjach istotną rolę odegrał Mohamadou Mbouemboue Fewou - pomocnik drużyny z Precelkhandy.

Po pierwszym szoku piłkarze z Winnicy przejęli inicjatywę i zaczęli grać bardziej środkiem pola, co uniemożliwiło precelkhandzkim piłkarzom stworzenie dogodnej sytuacji, a Waleniom wręcz przeciwnie. W trzydziestej minucie po świetnym podaniu Hendrika Maselanda bramkę zdobywa Inal. Mamy 1:2. 7 minut później Walenie stają przed szansą na wyrównanie kiedy sędzia wskazuje na jedenasty metr, ale Maart Obdam, kapitan Waleni, młody, utalentowany pomocnik popełnia błąd i do przerwy Walenie przegrywają z Rotorem 1:2.

Wyrównanie nadchodzi dopiero w 74 minucie, Jason Tamboer wpada w pole karne omijając piłkarzy Rotoru jak tyczki i w ostatnim momencie oddaje piłkę Vallinowi - Skoczek jest bez szans. Żaden bramkarz by tej piłki nie złapał. Rotor w cały mecz, po strzeleniu dwóch bramek grał w głębokiej defensywie, przez co nie stwarzał, żadnej okazji. Jednak kiedy Walenie wyrównały, znów zmienił formację i ruszył do ataku zmuszając defensywę Waleni do popełnienia błędu w 87, kiedy to wpuścili Krzystolika w pole karne i pozwolili mu strącić dośrodkowanie ze skrzydła nadesłane przez Alempijevicia.

Mecz pod kątem posiadania piłki był wyrównany - raz jedni, raz drudzy, ale to piłkarze Waleni mieli, aż 8 akcji strzalając tylko 2 bramki. Precelkhanda miała 3 akcje co dało 3 bramki. W piłce nie wygrywa się akcjami, a właśnie golami. Chyba o tym zapomnieli zawodnicy z Winnicy.

Kumkwaty Wałbrzych - Sprzątacze VRP 1:1

Mecz porywający nie był mimo, iż wicelider podejmował zespół zajmujący 8mą pozycję. Co ciekawe to Miotły z VRP zdominowały zupełnie pierwszą połowę i to one, po bramce Musiałka objęły prowadzenie, ale dopiero w 54 minucie.

Do samego końca dominowały w środku pola co sprawiło, że Gnomy zaczęły szukać okazji w kontrnatarciu. Nie udawało im się, aż do 87 kiedy to Miotły już myślami już piły kumys w Wałbrzyskich knajpach na koszt przegranych, a Orue w duecie Muruą rozpykali ich obronę i doprowadzili do wyrównania.

Na wzmiankę zasługuje wałbrzyski bramkarz, Arroyo, który przechodził samego siebie, by wyciągać piłki co jakiś czas kopane w jego stronę. Jeżeli ktoś sądzi, że Gnomy nie potrafią skakać to powinien spojrzeć na Arroyo - on w tym meczu latał, za co został bramkarzem kolejki, już po raz 4ty z resztą.

Zły Dotyk Winnica - Gorzelniani Miltona 2:2

Mecz pełen zwrotów akcji i przeciwieństw, ale tego można się było spodziewać po dwóch wysoko notowanych zespołach, każdy pod przewodnictwem charyzmatycznego trenera.

Grę zaczęli piłkarze Złego Dotyku (nie)popularnie zwani "pedofilami" i od razu ruszyli na bramkę wódkopijców. Skończyło się to piękną bramką z piętki Sabriego Bardhi i objęciem prowadzenia przez zespół z Winnicy. Później jakby piłkarze z Winnicy oddali pola Gorzelnianym i nastawili się na kontrę. Taktyka się opłaciła - już w 15 minucie strzałem z główki Gozhita podniósł przewagę gospodarzy do dwóch bramek.

Do końca pierwszej połowy piłkarze z Winnicy trzymali się z tyłu i pozwalali bezskutecznie hulać Gorzelnianym po własnej połowie, ale samemu zabierać im piłkę w ważnym momencie i się nią bawić na własnej połowie.

Druga połowa to obrót o 180 stopni. Gorzelniani w końcu znaleźli sposób na rozjechanie piłkarzy Michasia, wszak Leszek to doświadczony trener. Wykorzystał to, że piłkarze Złego Dotyku korzystali z presingu i tak zaczął wciągać ich w pułapkę, bo kiedy gracze z Winnicy uganiali się za piłką rosło ich zmęczenie. Kiedy pomoc już nie miała sił - szło natarcie. Najpierw w 51 minucie kiedy to z karnego strzelał Barzanji, a później w 83 minucie, kiedy piłkę z dystansu, w samo okienko władował do siatki Jotiar Qozi daket.

To był gejm ołwer dla Winnicy. Pedofile nie płaczcie - remis z takim zespołem to nie tragedia, a z resztą remis to nie przegrana. To był mecz taktyczny i tu każdy ponosił konsekwencje swoich decyzji taktycznych. Najpierw poniesli Gorzelniani, za oddanie pola biegającym jak szaleni Winnickim, a potem ponieśli Winnicy, za bieganie jak szaleni oddającym pola Gorzelnianym.

Genose No Pasaran - Dead Ráibéads 4:3

Siła lidera była nieposkromiona, ale króliki, mimo że zdechłe, nie poddały się tak łatwo. Pierwsza połowa zdominowana przez GNP w 5 tej i 8 minucie wpakowali bramki do siatki królików. Obie strzelił Mikel Borja - najpierw z główki, później z nogi po rzucie rożnym.

Przełomowym momentem była 31 minuta kiedy Mikel Borja, rozgrywający chyba swój najlepszy mecz został kontuzjowany. To wywołało uśmiechy na gębach zdechlaków, a Radziecki postanowił pokazać dwa królicze ząbki. W 54 minucie Percy Hopkins lekko przyłożył swoją głowę do opadającej piłki Cranleigha, a 8 minut później piłkę pod poprzeczkę wcisnął Dean Maxwell i doprowadził do wyrównania.

Kanzler dostał szału i zaczął się wydzierać na swój zespół. Pomogło. W 64 minucie zawodnik Królików rozkojarzony krzykami trenera przeciwników wpakował piłkę do własnej siatki, a pięć minut później Rai Orozco czując oddech własnego trenera na plecach kopnął piłkę w stronę bramki i tak się złożyło że trafił doprowadzając do wyniku 4:2 dla gospodarzy.

Kanzler mógł spokojnie usiąć, za to Radziecki zaczął nerwowo podskakiwać, co mi, obserwatorowi uzmysłowiło skąd wzięła się nazwa jego drużyny. Podskoki tak spodobały się jego piłkarzom, że mimo, że ponownie przegrywali dwiema bramkami to wcale nie oddali pola i w 73 minucie Maxwell ponownie sprawił, że Bordeanu musiał wyciągać piłkę z siatki.

Później jeszcze obie drużyny miały wyjątkową szansę na bramkę, ale obie z nich nie skorzystały. Najpierw Campillo po prostopadłym podaniu próbował zaskoczyć bramkarza Królików, ale ten wykonał niesamowitą paradę, a później Maxwell chciał postarać się o hat-tricka, ale chybił.

FC Trampki GWS - Red Star Winnica (dawniej Metalurg Winnica) 2:3

Kolejna niespodzianka kolejki. Metalurg Winnica pod wodzą nowego menedżera nie dość, że zmienił nazwę to jeszcze zupełnie zmienił styl gry, co totalnie zaskoczyło trenera trampków Magova, a jeszcze bardziej jego piłkarzy. Co w połączeniu z pechem daje słaby wynik mimo, że gra się z ostatnią drużyną w tabeli.

Najpierw szło zgodnie z planem faworyta. Dwie bramki w 8 pierwszych minutach i jest ok. Jednak później zaczyna się dziać wiele zaskakujących rzeczy. Najpierw w pierwszej i ostatniej akcji RSW w tej połowie Astapenko pakuje piłkę do siatki Trampków mimo ich totalnej dominacji na boisku.

Później zaczyna się druga połowa, a w niej kontuzja czołowego napastnika stołecznych Trampkarzy i strzelca pierwszej bramki Jody"ego Dolana, a kilka minut później kontuzja kapitana tego samego zespołu Eztebe Aransolo. To było zbyt wiele, by trampki mogły to udźwignąć. Od tego momentu Czerwonogwiazdowcy są w natarciu.

Kiedy w 80 minucie Parashuk strzelił bramkę dla czerwonych trener Trampków tylko westchnął, ale kiedy w 92 minucie Tengström pokonał Larretę z 25 metrów złapał się za głowę i z niewyraźną miną padł na kolana. Trampki chciały powalczyć o trzecie miejsce. Po tej porażce jak dobrze pójdzie skończą na piątym.

Bo taki właśnie jest futbol...

Tym którzy tutaj dotrwali serdecznie dziękuję.
Przypominam:
Konto:"wandea" w LBW
Opłata: symboliczne 2 en.
Co z tego będę miał: więcej takich artykułów

Rodzyny

Komentarze