Wywiad z tow. Kellerem
Arkadij Magov, 21 września 2008
Jest człowiekiem z betonu i Wandejczykiem bez skrupułów. Legenda Wandejskiej bezpieki, specjalista w sprawach dyplomacji, wielokrotny kwiaton i Komisarz Ludowy. O prawdach i mitach na temat jego osoby, trochę o historii i o przyszłości, ale w ogóle nie o wyborach prezydenckich z Aleksandrem Kellerem rozmawia Arkadij K. Magov.
Arkadij Magov: Witajcie towarzyszu Keller. Co tam u Was? Generalnie ostatnio za dużo Was nie widzieliśmy, a teraz własna firma i spamowanie na LDMW, praca w Churale Ludowym, aktywna działalność w Radzie Polityki Zagranicznej i na Ludowym Uniwersytecie Wandejskim. Czyżby początek kampanii prezydenckiej? A może startujecie w wyborach na pretora? Może to po prostu zwyczajny sposób na zwyczajną aktywność w Wandystanie?
Aleksander Keller: Moja aktywność na LDMW jest uzależniona przede wszystkim od tematu dyskusji. Codziennie ją czytuję, jednak nie zawsze odpowiadam. W okresie letnim miałem sporo więcej czasu. Stąd m.in. moje kandydowanie na Prezydenta MW - chciałem wykorzystać maksymalnie czas mojej szzególnej aktywności. Niestety się nie udało. W Radzie Polityki Zagranicznej zasiadam niemal cały czas, zaś w Churale być bardzo lubię - mam doświadczenie i chcę je wykorzystywać. Co do kampanii prezydenckiej to waham się czy wystartować. Natomiast moja obecna aktywność nie jest związana z żadnymi wyborami.
AM: Jesteście postrzegani jako WWD (Wandejski Weteran Dyplomacji). Praktycznie każdy prezydent chce Was mieć w RPZ, lubicie działać przy OPMie, komentować zdarzenia, które kształtują arenę międzynarodową. Lubicie taką opinię? W tę stronę kierujecie swoją działalność pijarową, czy po prostu to jest coś co faktycznie się Wam podoba?
AK: O tym weteranie to nie wiedziałem. Co ciekawe obecnie nie jestem dyplomatą zatrudnionym w KLSZ, chociaż dobijam się drzwiami i oknami. Dlaczego kolejni Prezydenci chcą mnie w RPZ to proszę ich zapytać. Nieskromnie powiem, że na polityce zagranicznej co nieco się znam, a wynika to przede wszystkim z doświadczenia, czasu obserwacji v-świata i pewnej wiedzy teoretycznej dot. dyplomacji. Zajmuję się tym, bo to zwyczajnie mnie interesuje i tak jak wielu z nas odnajduję w wirtualnym państwie możliwość realizacji takiego zainteresowania. Istotnie ostatnio moje zdanie zostało wysłane do OPM, ale wynikało to z kwestii dotyczących nostryfikacji tytułów naukowych, o czym pisałem na LDMW. Myślę, że każdy kto sprawował lub sprawuje władzę może powiedzieć, że lubi mieć wpływ na wydarzenia, niezależnie na jakim polu - naukowym, krajowym, międzynarodowym etc. .
Właściwie swoim piarem nie kieruję i określenie mnie np. betonem w zasadzie nie było przeze mnie bezpośrednio sprowokowane :)
AM: A zatem jesteście utalentowanym dyplomatą. Jak zatem oceniacie Wasz wpływ, Wasz udział w ostatnim kryzysie siostrzanym pomiędzy MW a WRM? Skąd się wziął? Czego zabrakło? Kto ponosi winę? Co zrobić, by w przyszłości takich sytuacji było jak najmniej?
AK: Co do swojego udziału w tym kryzysie wolę się nie wypowiadać, gdyż nie czuję się upoważniony do przekazywania tego typu informacji. Mogę ocenić na zimno, że formalnie dotyczył sojuszu dużego państwa z małym państwem, zwanym "siostrzpaństwem", co w realnej polityce nazwalibyśmy sojuszem mocarstwa z satelitami. Niestety nikt poza mną nie odważył się w Wandystanie okreslić takim mianem naszych siostrzpaństw. A wynika to z kurtuazji. Swoją polityczną cenę (prawdopodbnie wpływ głosującej mniejszości w wyborach prezydenckich) za tą wypowiedź zapłaciłem. Wracając jednak do WRM. Konflikt był/jest natury personalnej (nie będę rozwijał) i ideologicznej. Wydaje się, że nie może istnieć sytuacja, w której mocarstwo wyznające ideologię socjalistyczną będzie tolerowało u sojusznika (niezależnie od wielkości, bo długość nie ma znaczenia...) zachowania monarchofaszystowskie, w którym to katalogu mieści się kolonializm. Konflikt został nieco rozdmuchany, sprawa jednak wróciła do normy. Nastąpiło spięcie, potem rozładowanie. Nie wiem czy jest sens rozważać pytanie czy można było tego uniknąć lub co robić na przyszłość by tego nie było. Dla mnie jako osoby interesującej się polityką zagraniczną, dyplomacją to ciekawe wydarzenie. Nie ma powodu by pozbawiać nas przyjemności uczestnictwa i obserwacji konfliktu międzynarodowego. Bo inaczej w Wandystanie (i każdej innej mikronacji to dotyczy), zrobiło by sie nadzwyczajniej nudno!
AM: No dobrze. Odejdźmy teraz na chwilkę od polityki zagranicznej, przynajmniej tej jawnej. Przecież Keller to nie tylko dyplomatyczny fachowiec. To as i legenda wywiadu. Skąd wśród niektórych Wandejczyków taka opinia? Jakie macie kontakty z wywiadem teraz, oczywiście jeżeli możecie o nich mówić. Jak oceniacie działalność nowego szefa SB, Marka Lepkiego? Czy macie, żal do Magova, że kiedyś Was odwołał z tego stanowiska i do teraz go już nie piastujecie?
AK: Z tym asem bym nie przesadzał, ale mam taką opinię. Być może dlatego że to ja wnioskowałem o utworzenie SB, podobnie rzecz się miała w Dreamlandzie, gdzie jako poseł SPD to samo forsowałem. Słowo legenda idealnie pasuje do działalności wywiadowczej, z tego względu że niewiele się oficjalnie mówi, a dużo się nieoficjalnie o tej dzialalności myśli (tworzy legendę). Nie mam zamiaru obywateli i mieszkańców Ludowej Ojczyny, czy też innych mikronacji, wyprowadzać z błędu myślenia. Pamiętać należy, że SB zawsze czuwa i tak na prawdę nigdy nie wiadomo co ono robi. Czy dla przykładu ostatni konflikt międzynarodowy nie był wywołany przez SB w jakimś celu? Przykłady można mnożyć. Poza tym wywiad to nie działka, która na konferencji prasowej się chwali sukcesem albo informuje że dzięki niemu coś się nie stało itd. Formalnie rzecz biorąc z SB odszedłem w stopniu majora po dymisji ze stanowiska Szefa SB. Co do mojej obecnej działalności wywiadowczej, mogę powiedzieć jedynie, że nie potwierdzam faktu współpracy, ale i nie zaprzeczam. Zaś co do owej dymisji z funkcji Szefa SB to mnie ona zaskoczyła. Okazało się bowiem, że stanowisko Szefa SB zależne od Prezydenta MW, stało się polityczną kartą przetargową - łupem politycznym, a tego wcześniej nie było.Oceniając obecnego Szefa SB tow. Lepiego mogę powiedzieć że jest dobrym szefem - na stan wiedzy jaki wszyscy posiadamy. Tak na prawdę niewiele jest osób w państwie, które mają dostęp do pełni wiedzy o działalności SB.
AM: Mówi się o Waszej działalności wiele. Powstało wiele legend, mówiący o Waszych zdolnościach. Jedna z historii mówi o tym, jak ucieliście sobie penisa, gdy jeden z monarchofaszystów wisząc na krawędzi przepaści za niego Was złapał i nie chciał puścić. Inna historia mówi o tym jak przebraliście się za butelkę śliwowicy, by wziąć udział w tajnym konwencie Sarmackiej SPD. Słyszałem też, że schowaliście się kiedyś w koronie Ulryka Dariusza i to tak, że nawet go nie uwierała. Ile w tych historiach jest prawdy? Znacie jakąś o sobie?
AK: Co do moich zdolności do czynności intymnych, zwanych seksualnymi, wszystkim legendom zaprzeczam. W niektórych legendach jest spore ziarenko prawdy. Nieopatrznie stworzyliście jedną z nich. Moją decyzją jako Szefa SB, zostały w okresie sarmackiej okupacji ujawnione informacje, z których jasno wynika, że infiltrowałem rządzącą Sarmacją partię monarchistyczną. Może bez większego wpływu na jej działanie, ale informacje z pierwszej ręki :)
AM: Jesteście wieloletnim obywatelem Wandystanu. Wiele widzieliście. Jak oceniacie działalność młodszych obywateli? Których najbardziej zapamiętaliście, których oceniacie najlepiej, z którymi poszlibyście do łóżka, a których zamknęlibyście w najciemniejszym pokoju siedziby SB? Możecie też mówić o tych starszych obywatelach, jeżeli Wam wtedy ulży.
AK: Najmłodsi obywatele winni być aktywni, tak jak ja w czasach mojej świetności. Tego im życzę. Nie powinni jednak popadać w samozachwyt i samouwielbienie i nie szanować "emerytów", gdyż każdego z nas, czas największej aktywności np. politycznej się skończy i wtedy i oni zostaną "emerytami".
Gwoli przypomnienia historii znanych i bliskich mi współpracowników wspomnę tow. Salwadora Salvadoriego i tow. Jacka Nowaka. To był pierwszy i największy polityczny alians, alians lewicy wandyjskiej na początku istnienia Wandystanu - Front Jedności Narodu. Salvadori był Zielony a Nowak z WZPR. Pierwszy był moim KLSZ za czasów prezydentury (nie mieliśmy dzisiejszych problemów z kompetencjami jak Folvil i Perun), zaś Nowak to polityczny sojusznik, wytrawny polityk i sprawny komisarz ludowy.
Tych co bym chciał zamknąć w przepastnej siedzibie SB zostawiam sobie na deser...
AM: Jesteście w stanie wymienić kilka najważniejszych zmian jakie dokonały się w czasie odkąd wy tutaj trafiliście? Jak to było na początku, jak jest teraz?
AK: Lata minęły, ludzie się zmieniają i wymieniają. Zmiany jakie następiły to napewno zmiany prawne, konstytucyjne, chociaż tak na prawdę nasz ustrój prezydencki (!) nie uległ większej zmianie. Dla mnie najciekawsze były zmiany polityczne, jak kształtowały się u nas partie, jak tworzyły i rozpadały się sojusze. Żal że dzisiaj nie ma takiej rywalizacji o charakterze partyjnym, tylko napierdalanka indywidualna, wtedy był kolektyw i więcej gry zespołowej.
Inne zmiany, które od razu na myśl przychodzą, to system gospodarczy. Najpierw była Cintra 1 , potem kukuły, potem ostatnia ich modyfikacja, i wreszcie znów Cintra. Ciekawa bardzo ewolucja, dzięki tow. Khandowi.
AM: Działacie w Churale Ludowym. Jakim jesteście kwiatonem? Jakie macie plany na zmiany w naszym prawie? Co chcielibyście przekazać Waszym wyborcom?
AK: No znów się udało dostać na entą kadencję, ale kwiatonem być lubię bo to przyjemna robota. Formalnie jestem kwiatonem Socjalistycznej Partii Wandystanu. Póki co nie planuję jednak reaktywacji tej niegdyś potęznej formacji. W Churale na pewno chcę sie przyczynić do militaryzacji społeczeństwa. Jako prawdziwe państwo, wzorujące się nieco na relanych socrealach, winniśmy mieć maksymalnie rozbudowaną milicję obywatelską i armię ludową, a każdy z nas powinien się w tym zakresie jakoś wysługiwać systemowi socjalistycznemu!
Chcę przekazać wyborom, moim czy nie moim, że jak wystartuję to na pewno nie na darmo.
AM: Co towarzysz Keller sądzi o obecnych Mandragorach. Jacy są? Jak wspomina czasy, gdy byli zwykłymi obywatelami, takimi jak on? Czy, gdyby zaproponowano mu fotel Mandragora to, by go przyjął?
AK: Dla mnie na zawsze mandragorów będzie dwóch - Winnicki i Krupiński. Obecni mandragorzy, to dla mnie urzędnicy. Są małoaktywni, ale mandragor winien być ostoją systemów państwa i nie musi być zbyt aktywny, ale musi być czujny i niekonfliktowy. Uważam, z całym szacunkiem dla Czarneckiego, że największy autorytet jest przy Sobczaku, choć wielu obywateli nie znających jego działalności w czasach świetności może tak nie myśleć. Co ciekawe Sobczak był swego czasu moim głównym adwersarzem politycznym.
AM: Co Keller ma zamiar robić w przyszłości? Do czego dąży? O czym marzy, w czym pokłada nadzieję?
AK: Dziś mam ciszę i spokój i na razie wystarczy. Chciałem wykorzystać czas obecnej (potencjalnie mojej) prezydentury dla dobra Wandystanu, miałem zapał i energię, co niestety się nie udało. Chcę jednak powtórzyć jeszcze kiedyś okres prezydentury, który nieskromnie twierdzę, był dla Wandystanu rozwojowy i miesiące kadencji nie były przespane, co niestety się u nas zdarza.
AM: Dziękuję serdecznie.
AK: Ja równie serdecznie dziękuje.



