Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Punkt (odc. 1)

Lord Darth Kanzler, 4 października 2008


Niewielki pokój w komunalnym bloku z wielkiej płyty był zagracony w sposób wręcz nieprawdopodobny. Szczelnie zasłonięte okna nie wpuszczały nawet jednego promienia dziennego światła, a wisząca u sufitu 25 watowa żarówka jedynie w niewielkim stopniu rozpraszała wszechobecny mrok. Pod oknami stał niewielki stolik, na którym stał nowoczesny telewizor. Na środku pokoju, na przeciw telewizora stał stół, przy którym zwrócony plecami do drzwi wejściowych siedział człowiek. W pokoju rozbrzmiewał głos spikera, który profesjonalnym głosem obwieszczał najnowsze wiadomości dnia. W odstępie paru sekund dało się słyszeć ciche stuknięcia noża i widelca. Człowiek posilał się garbiąc się lekko nad talerzem. Wykwintna potrwa złożona z gotowanych na parze ziemniaków, smażonego, świeżo złowionego rano, łososia i żółtej fasolki, zakrapiana białym winem, szalenie kontrastowała z leżącymi na stole poplamionymi tłuszczem skrawkami gazet. Była trzynasta osiem, piętnasty dzień grudnia.

Misza lubił dobrze jeść. Przy każdym posiłku zamykał na chwilę oczy i wyobrażał sobie, że jest w ekskluzywnej restauracji, jednej z takich, do których uwielbiał chodzić przed wojną. Zastawę zdobył jednego dnia przechodząc koło zniszczonego lokalu w centrum miasta. Nie wiele udało się uratować. Łososia, warzywa i butelkę wina zakupił rano na targu. Zresztą gdzie indziej miał je zdobyć? Nie działały normalne sklepy, centrum miasta praktycznie nie istniało, kwitł czarny rynek, a ceny potrafiły przyprawić o zawał. Szczególnie ceny łososia i wina. Misza uśmiechnął się do swoich myśli i popił łykiem lekko chłodnego wina połknięty właśnie kęs obiadu. Spojrzał na telewizor i podnoszony właśnie widelec zamarł w pół drogi do ust. Spiker milczał, pojawiały się jedynie kolejne obrazy chaosu na ulicach Winnicy. Ogień, dym, krew, pył... Widelec spadł na stół z głuchym dźwiękiem uderzenia w drewno. Misza zamknął oczy... Daria...

Ledwo słyszalny elektroniczny dźwięk wyrwał Miszę z odrętwienia. Skulił się i pochylił nad stołem. Nastąpił wybuch. Drzwi do mieszkania wraz z połową ściany przestały istnieć. Mrok pomieszczenia został spotęgowany chmurą pyłu powstałą po wybuchu. Telewizor powodował, że cały pokój zdawał się migotać bladą niebieską poświatą. Misza otworzył oczy i wstał. Przechylił głowę w lewo i w prawo, strzyknęły kręgi szyjne. Powoli odwrócił się i spojrzał na pięciu uzbrojonych ludzi, którzy stanęli w jego małym pokoju. Dwóch po prawej, dwóch po lewej, i jeden po środku, na przeciw Miszy. Uzbrojeni byli w nowoczesne ręczne karabinki maszynowe, maskujące umundurowanie, poliwęglanowe, wzmacniane kevlarem i związkami platyny kamizelki kuloodporne. - Witaj Misza, trudno było Cię znaleźć... zapraszam na spacer. Misza dłuższą chwilę przyglądał się przybyszowi w środku, który wypowiedział te słowa. - Pamiętasz... Anton... nasze ostatnie spotkanie? - wycedził niemalże szeptem - Pamiętasz co Ci wówczas obiecałem? Trzeba było mi uwierzyć na słowa... Ruch Miszy był tak błyskawiczny, że żaden z żołnierzy nie zdołał zareagować. Wyrwany Antonowi karabinek szybko znalazł się na wysokości jego gardła. Błyskawicznym ruchem Misza uderzył w odsłoniętą krtań pozbawiając przeciwnika oddechu. Anton padł na podłogę i się dusił. Misza wyciągnął broń przed siebie i powiedział do pozostałej czwórki - Spokojnie, to była sprawa między mną, a nim, teraz idę z Wami. Prowadźcie.

Przedmieścia Precelkhandy nie należały do najbezpieczniejszych miejsc. Tu praktycznie każdy nosił broń, wszędzie walały się śmieci, ogołocone z liści rachityczne drzewka, pełne grafitti szkielety budynków, niegdysiejszych bloków, wypalone wraki pojazdów, kartony i prowizoryczne stoiska handlowe... Tak wyglądał cały Mandragorat Wandystanu po ostatniej wyniszczającej wojnie. Więzi społeczne nie istniały. Codziennie każdy walczył o przetrwanie, ojcowie sprzedawali córki, synowie handlowali XMD i bronią, matek nie było widać, a te, które odważyły się pokazać były gwałcone na środku ulicy. Nikt się nie przejmował, nikt o nic nie dbał. Misza się rozejrzał po ulicy. Przywykł już do tego co widział. Wojna skończyła się pięć lat temu. Spojrzał na zachód. Na horyzoncie majaczyły stalowe i aluminiowe kikuty największego kompleksu przemysłowego Precelkhandy. Pół miasta tam kiedyś pracowało. Teraz to był jedynie teren licznych band, które niejednokrotnie toczyły ze sobą wyniszczające walki o "ziemię". Na wschód nie patrzył. Wiedział, że centrum miasta praktycznie nie istnieje, zmiecione falą uderzeniową bomby wodorowej, którą Sarmaci zrzucili na miasto w pierwszych dniach wojny, a po której pozostał krater o promieniu dwudziestu metrów. Promieniowanie było nadal wysokie, jednak ludzie nauczyli się już żyć w tych warunkach. Misza przypomniał sobie czytany przed wojną artykuł, w którym jeden z genosskich naukowców dowodził, że jedynie szczury potrafią się szybciej niż ludzie dostosować do otaczającego je środowiska. Na środku ulicy stała kawalkada wojskowych pojazdów. Wyraźnie widoczne były oznaczenia - czerwona odwrócona gwiazda wpisana w płomienny okrąg. - Jeszcze tego mi tylko brakowało do szczęścia... - powiedział cicho do siebie Misza i ruszył w kierunku stojącego pomiędzy dwoma czołgami opancerzonego pojazdu.

[cdn...]

Rodzyny

Komentarze

  • Palpatyn Zgonarcha Lepki

    Bzdura Wandystan posiada tajny system antyrakietowy przez który nic sie nie przedrze. A chłopaki z sił powietrznych każdy wrogi samolot w trymiga rozpierdolą.

    Całkiem fajny początek powieści:)

  • Lord Darth Kanzler

    Za wszelkie błędy przepraszam, naprawię je w ostatecznej wersji :) Co by nie było, że ich nie widzę :]

  • Aleksander Keller

    Bardzo fajne, lubię tego typu książki-to formalnie gatunek science-fiction z politicalem :)

  • [żeby komentować zaloguj się]