Wandystan w płomieniach
Arkadij Magov, 18 listopada 2008
Wandystan ogarnięty płomieniem anarchii już przypomniał sobie swoje rewolucyjne korzenie. W całym państwie w wielu miejscach wybuchły zamieszki, na placach spotykają się tłumy, a samozwańczy "kaznodzieje" prowadzą długawe wywody na temat końca świata.
Za wszystko odpowiada trwająca od dłuższego czasu nieaktywność wielu dotychczasowych działaczy. Spowodowała ona opróżnienie niemal wszystkich urzędów jakie do tej pory trzymały to państwo w ryzach. Jedyny działający organ, prezydent MW, na jeden dzień zawiesił swoją działalność i wyszedł na ulice między ludzi.
Z całego kraju dobiegają informacje o najróżniejszych incydentach. W Genosse Wanda Stadt płonie opustoszała ambasada Księstwa Sarmacji, a pikietujący pod nią skrajni nacjonaliści Wandejscy domagają się spotkania z ambasadorem. Nie zauważyli nawet, iż tego od kilku miesięcy w Wandystanie nie ma...
W Winnicy dokonano zamachu na kota rajańskiego biznesmena. Kot został pojmany, a na jego sierści wygolono napis "Odpierdol się cwelu od Wandystanu". Właściciel kota przyjechał do MW, gdyż ponoć odkryto jakieś wielkie złoża ropy naftowej w Winnicy właśnie.
Nie studiują studenci Politechniki Precelkhandzkiej. Wszyscy wyszli na ulice narzekając na niski poziom kształcenia wyższego w MW. Do protestów mają się przyłączyć jeszcze dzisiaj studenci LUW.
Wracamy do stolicy. Tutaj zawisły plakaty "Precz z kontrrewolucją" i twarzami różnych osobistości v-świata. Na jednym z plakatów widzimy, o zgrozo, twarz Bruthusa Peruna i jego wypowiedź "W ogóle uważam, że MW najszybciej rosło w siłę, kiedy byliśmy w KS i niedługo potem.... ". Za plakaty odpowiada tzw. "Sąd Rewolucyjny", czyli grupa skrajnych bojowników, którzy wsławili się walkami z bazylianami sarmackimi w czerwcu ubiegłego roku.
Płonie maszt telefonii komórkowej należący do scholandzkiego potentata w tej branży Scholofonis. Na ulice w tych niespokojnych czasach wyszły również mniejszości narodowe - największa grupę stanowi grupa sarmacka. Protestują one przed nietolerancją wandejczyków. Na jedną z takich grup natarł oddział Ludowych Bojowników Wandejskich, ale szybko się okazało, że była to prowokacja rajańskiego wywiadu. Po zdjęciu kominiarek żołnierze LBW okazali się być rajańczykami.
Zostali natychmiastowo aresztowani przez MO. Zrobiono to dla ich dobra - protestujące mniejszości narodowe, do których dołączyli także bardziej tolerancyjni wandejczycy, rozdarłyby prowokatorów na strzępy, a morderstw tutaj nie chcemy.
Milicja Obywatelska, Sarmacka Armia Ludowa i Służba Bezpieczeństwa przez cały dzień oficjalnie stoją z boku. Mają polecenie interweniować tylko w sytuacjach skrajnie zagrażających czyjemuś życiu.
Kolejna relacja Dnia Anarchi już za godzinę.
Rodzyny
Komentarze
Ivo Danuta Karakachanow Śreee?
Lord Darth KanzlerJa słyszałem, że dziś wieczór na Arena Genosse szykuje się manifestacja połączonych kibolskich sił Trampkarzy i GNP. Trudno powiedzieć co z tego wyniknie, ale wiemy, że zamówiony został pociąg z kegami "Michasia Mocnego 21%". Nie wykluczone, że wprost z Arena Genosse kibice stołecznych klubów udadzą się na miasto a wówczas będzie z pewnością wesoło. Obserwatorzy donoszą, że mieszkańcy i przedsiębiorcy najbliżej Areny już zabijają okna i drzwi drewnianymi deskami. Wzrosła ponoć też sprzedaż postoletów na kapiszony w pobliskim slepie kibica.
Aborcjusz StruszynskiOto fragment transmisji, jaką Sarmacki reporter nadał dwie minuty temu wprost z Winnicy, na falach SarmaVoice:
...dziki tłum w gruzach, jakie niegdyś były Winnicą, depcze portrety Lorda Wandera, tłumacząc się tym, że Towarzysz ów mimo wszystko poszedł się bawić gdzie indziej (do Sarmacji). Do tej grupki dziwnych fanatyków strzelają snajperzy na drzewach. Co jakiś czas ktoś oburzony, że niszczy się portrety Matki Narodu, rzuca kamieniem, butelką, koktajlem Mołotowa w tych ludzi. Zarazem oni okopują się i strzelają z pistoletów maszynowych. Gdzie niegdzie wybuchają granaty. W radio słychać przemówienie jakiegoś prominentnego działacza politycznego: "Miasta nie posiadające buduara, miasta porzucone, niechciane, zapomniane przez Lud, należy zaorać traktorami, koparkami, walcami, wysadzić w powietrze, zalać i zatopić, zasypać, domy tamtejsze jaknajszybciej trzeba splądrować, zburzyć, spalić, zaś miejscową ludność zgwałcić i zutylizować!" To rozwściecza zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych. Będący jeszcze wczoraj spokojnym turystą-emerytem, sędziwy i siwuteńki Towarzysz z Precelkhandy wznosi okrzyki "Spalić! Splądrować! Zasypać!" i tłucze wszystkich dookoła, kogo tylko napotka, kijem bejsbolowym. Jakiś milicjant w obszarpanym mundurze krzyczy, że nie da zalać miasta kwasem siarkowym i strzela ze służbowego pistoletu w głowę jakiegoś niemowlaka, trzymanego na ramieniu przez matkę - pracownika przedsiębiorstwa chemicznego - majstrującą coś przy dźwigni do rozładunku cysterny z kwasem. Nad miastem pojawiło się i UFO, ale dwa talerze zostały zestrzelone z wyrzutni ziemia-powietrze, jakie nasi Niźsi Bracia, Gnomy, ustawili sobie na dachu sklepu z pamiątkami. Na horyzoncie pojawił się czołg, o ile się nie mylę, czołg Towarzysza Pupki. Ale czy to Towarzysz Pupka nim steruje, czy ktoś inny? Na to pytanie spróbuję uzyskać odpowiedź za godzinę, kiedy ponownie połączymy się w celu zdania relacji! Z płonącej Winnicy wasz ukochany korenspondent, kawaler Tomasz "Myszka" Chojnacki.
Defloriusz Dyman WanderJa wam dam rozpierdol w Winnicy! Siedze na stadionie Wyjebiennoje Wiłki i wyjsc na miasto nie moge- kamien tu, kamien tam. Do chuja to niepodobne!
Ivo Danuta Karakachanow Śrzależy do czyjego chuja, Towarzyszu Podpułkowniu
Anarchia Napalm PerunMagov oszalał kompletnie? Wylazłem ze schronu, bo niby koniec świata, nawet się najadłem, bo jak koniec to po cholerę mi balsamizacja za życia. Wchodzę do knajpy, zamawiam u-booty i nic się nie dzieje, scholandzki niewolnik podaje, wypijam, golonka jest. Wszyscy zadowoleni, urzędników niby nie ma, ale Wandejczyków to nie rusza. I nagle widzę, jak Magov biega jak oszalały i wykrzykuje coś o anarchii. Towarzyszu, ja rozumiem "39,5" kochacie, czytaliście ostatnio o pseudoanarchii kozaneckiej w Baridasie, ale grzybów więcej nie jedzcie.
Aborcjusz StruszynskiTowarzyszu Wanderze! Już spieszę Wam na odsiecz! Przerąbując się mieczem - zabranym jakiemuś złodziejowi co szabrował po muzeum - ścinając głowę za głową, rękę za ręką, po przez rozbryzgującą się krew, latające jelita, wrzaski i opary agoni przedzieram się z wolna w stronę stadionu.
Michał CzarneckiTutaj, na łonie Wandy, mamy cały czas takie imprezy, zwłaszcza kiedy tow. Krystyna przynosi Żubrówkę i napoje energetyczne.
- [żeby komentować zaloguj się]



