Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Prawda zawsze zwycięska

Ivo Danuta Karakachanow Śr, 21 grudnia 2008




Dziadek Mróz właśnie skończył oprawiać ostatniego renifera. Zakrwawiony nóż wytarł o długą siwą brodę i z wyrazem niekłamanej radości wypisanej na starczej, zaczerwienionej nie tylko od siarczystego mrozu twarzy schował za pazuchę wyszywanej czerwonymi gwiazdami kufajki. Podrapał się w nos, poprawił śnieżnobiałą, futrzaną czapę. W tym roku wandejskie dzieci oprócz prezentów dostaną po kawałku pieczonego mięsa renifera. W końcu dostał tego pierdolonego monarchofaszystę Świętego Mikołaja. Po długiej, wyczerpującej walce pokonał dziada i odstawił do najbliższego posterunku SAL. Zostanie przekazany SB, a pamiętający dobrą szkołę tow. Kellera Aleksandra oprawcy, tzn. śledczy już zadbają o naprawę zwichrowanego kręgosłupa moralnego kapitalistycznej kanalii. Życie jest piękne. Jako twór fantastyczny powołany do życia dekretem KPS (wandów) w roku 1941 nie miał powodów do narzekań. Szybkim krokiem ruszył w kierunku kulącego się ze strachu młodego elfa. Tak! Życie jest piękne, pomyślał rozpinając rozporek...

Piwnica była ciemna, ściany pokrywały rdzawe zacieki, które symbolizowały legendarną już oszczędność XII Wydziału Służby Bezpieczeństwa. Towarzysz Lepki Marek pokiwał z zadowoleniem głową wpatrując się w pamiętający wczesnego Winnickiego plazmowy telewizor zdobiący jedną ze ścian. Na ekranie widać było schludny, biały pokój, krzesło i grubego kolesia w czerwonym wdzianku przywiązanego do metalowego krzesła. Za plecami osobnika wisiała wandejska flaga. Drżącymi wargami, głosem łamiącym się z przerażenia białobrody mężczyzna wyznawał swoje grzechy:
"Nazywali mnie Świętym Mikołajem, większość z Was zna mnie z reklam SarmaColi i centrów handlowych, gdzie rozdawałem komercyjny, plastikowy badziew zatrudnionym przez Dział Marketingu i Książęce Siły zbrojne małoletnim aktorom. Dzisiaj jednak dzięki niezmierzonej mądrości Towarzyszy Wandejskich dotarła do mnie prawda, którą i Wam pragnę obwieścić. To wszystko była sarmacko-scholandzka prowokacja sfinansowana przez reakcyjną arystokrację dreamlandzką! JA NIE ISTNIEJĘ! NIE MA MNIE! I.. i... WIWAT WANDYSTAN!"
Zza kadru rozległ się stłumiony strzał. Były Mikołaj uśmiechnął się błogo, a na jego czole pojawiła się niewielka, czerwona dziurka. Ekran powoli przesłaniała komputerowo wygenerowana twarz Towarzysza Wandy. W tle dyskretnie, acz mocno przygrywał wandejski hymn.

- Tak Towarzyszu Mandragorze-Prezydencie. Nasi agenci są na miejscu. Pójdzie we wszystkich serwisach państw ucisku monarchofaszystowskiego zamiast tradycyjnych kłamstw znanych tam jako "orędzie miłościwie nam panującego". Wiwat Żenada!

Lepki uśmiechnął się. Święta to przecież czas radości. A co może sprawić większą radość jak kolejny tryumf nad siłami światowego reakcjonizmu?

Tymczasem Dziadek Mróz majestatycznie szybował nad zamarzniętymi przestrzeniami Mandragoratu. Nonszalancko trzymając łokieć na otwartym oknie swojej czarnej wołgi śpiewał starą, wandejską kolędę:

"Pada szpieg, pada szpieg
Dzwoni już zębami
Wielki Wanda jest wśród nas
Pożoga za nami"




Rodzyny

Komentarze