Dziennikarstwo śledcze - odc. 1
Alojzy Pupka, 12 czerwca 2009
Jak informuje agencja WAND-TASS, wczorajsze doniesienia o rzekomej śmierci Iwana F. (ps. Neokid) – znanego przedstawiciela mniejszości baridajskiej, ekscentrycznego poety i grafika, a także bywalca restauracji dworcowych – zostały określone przez Prasbiuro Obywmilicji jako zbędne przecieki, nieodpowiedzialny propagit defetyzmu, zdrada ideałów klasowalki, a również informacje niepotwierdzone, pełne luk i przekłamań.
Takie zarzuty nie mogły przejść bez echa; redakcja Wandei Ludu musiała zareagować. Plansze do darta (zdjęcie Ulłyka) zdjęli i zastąpili tablicą korkową z planem działania, po czy do akcji wyruszyli nasi najlepsi dziennikarze śledczy — Mariusz Marx Kolanko i Bogdan Stalinowski. Jak szybko ustalił redaktor Kolanko – prawda rzeczywiście nie przystaje do informacji przedstawionych przez Jana Z. (ps. Camel) i stawia w dość niekorzystnym świetle jego samego. Redaktorowi Kolance udało się dotrzeć poprzez brudne zaułki dzielnicy św. Biedy do ekskluzywnego domu uciech, a w nim m.in. do znanej drag queen, Adonisa W. (ps. Adonlala). Adonis, oszołomiona gradem podchwytliwych pytań i erudycją naszego redaktora, przyznała że to nie ona odkryła ciało Iwa F. Okazuje się, że w tym samym czasie oddawała się piciu herbaty w towarzystwie samego Camela (a także Apolla Y. i kilkorga innych nielegalnych surmeńskich imigrantów) w jego podmiejskiej willi. Zdradziła się także ze swoimi obawami co do ryzyka, związanego z piciem herbaty bez zabezpieczeń. Tow. Kolanko próbował skontaktować się z Z., aby potwierdzić, lub zdementować te skandaliczne informacje. Niestety — ten wybitny polityk, były prezydent, wielokrotny komisarz i kwiaton, rzucił słuchawką gdy tylko redaktor zapytał go o pewne pikantne szczegóły dotyczące jego herbacianych upodobań. Czyżby zatem miał coś na sumieniu? Czyżby miał coś wspólnego z rzekomą śmiercią tow. Iwa?
Pomimo tego — tak go nazwijmy — incydentu, nasza redakcja nie poddała się. Od pół roku cała śmietanka towarzyska Genosse-Wanda-Stadt nie rozmawia o niczym innym, jak tylko o tajemniczych powiązaniach na styku biznesu, polityki i romansu pomiędzy Z. i znanym z iście nieziemskiego, zimnego okrucieństwa oraz zamiłowania do języka francuskiego komisarzem Pupką. W tym kontekście wymieniano także nazwiska szefa SB, Iwa F., a nawet (ale tylko szeptem) samego Marcelego Baldachima K.! Wandea Ludu postanowiła sprawdzić ile prawdy jest w tych plotkach i czy sam (o Wando!) krwawy Aloise nie jest zamieszany w ten skandal. W tym celu redaktor Bogdan Stalinowski udał się do ponurego, owianego mroczną legendą gmachu NKWD. Liczył na spotkanie z samym komisarzem, ten jednak znajdował się na spotkaniu roboczym z szefem SB, oraz z pełniącym obecnie obowiązki naczelnika E3, prof. Franciszkiem Modrzewiem. Wobec tego redaktor postanowił rozejrzeć się na własną rękę. Pierwsze nadzieje na penetrację gmachu siedziby narkoma, rozwiały się w spotkaniu z barczystym strażnikiem na półpiętrze. Przy kolejnej próbie redaktor wykazał więcej rozumu i ostatecznie udało mu się dostać (poprzez zsyp, kuchnię, salę reedukacji, komorę przystosowaną do palenia akt i harem) do ściśle strzeżonej łazienki personelu na piątej kondygnacji podziemnej. W tym przytulnym, wyłożonym kafelkami o dyskretnym motywie w stylu leblandzkiego art déco z drugiej połowy lat 30., odbył niezwykle długą i pouczającą rozmowę z babcią klozetową. W ten sposób dowiedział się, że Camel, a nawet sam Neokid, bywali często widywani w późnych godzinach nocnych przy tylnym wejściu do prywatnych pomieszczeń komisarza Pupki. A także że zaschnięty kał prof. Modrzewia wyjątkowo ciężko zdrapać z bakelitowych ścianek muszli. Tego istotnego tropu (kału profesora) redaktor nie mógł jednak zbadać, odchody przepadły już bowiem pod niemiłosiernymi ciosami innowacyjnej zdrapywaczki z żyletkami, autorskiego pomysłu rezolutnej babci. Znów nasuwa się kilka pytań: Co jadł profesor? Czy babcia nie jest zbyt sprytna? I co u licha robili F. i Z. u komisarza Pupki po nocy — czyżby plotki były prawdziwe? A może pili herbatę?
Wyczerpawszy trop Camela, redaktorzy udali się na miejsce zdarzenia po to, by dokonać wizji lokalnej. Na ulicy przed blokiem komunalnym rozdzielili się, aby zwiększyć swoją operatywność. Redaktor Stalinowski skierował się bezpośrednio do lokalu zajmowanego przez F., gdzie powitały go zapieczętowane drzwi, uzbrojony strażnik i milicyjna taśma z napisem
переходить не лзя!. Wobec twardej postawy pilnującego drzwi członka złowrogiej formacji Waffen-Blumenschüttenmädchen (nazywanej też psami Pupki), redaktor postanowił popytać o losy Neokida ludzi stojących przed sklepem monopolowym, co zakończyło się całonocną libacją i masywnym kacem nazajutrz. Cóż, takie są blaski i cienie pracy dziennikarza śledczego. Zwłaszcza w medium publicznym. Więcej szczęścia okazał się mieć redaktor Kolanko: poszukiwania doprowadziły go szybko pod drzwi sąsiada F. — Genadija K. Ten jasnowłosy i błękitnooki mężczyzna przed czterdziestką spokojnie mógłby uchodzić za teutończyka, a nawet scholanda. Zaprowadził go do sypialni, gdzie po wypiciu kilku herbat opowiedział mu o swoich relacjach z F.: "Nienawidziłem tego czarnego dupka i prowokatora prawie tak jak [autocenzura prewencyjna]. Żałuję, że to nie ja go tentego, bo że to nie zatrucie pokarmowe, no to tego to ja jestem całkowicie — kurwa — pewien. No bo — kurwa —
no." Po czym, w odpowiedzi na pytające spojrzenie zapinającego właśnie rozporek redaktora Stalinowskiego, dodał: "Przeca od chorego na żołądek nie byłoby słychać odgłosów napierdalania kogoś gazrurką i nie wyrzuconoby przez jego okno czegoś — kurwa — zawiniętego w dywan i ciężkiego jak chuj do stojącej na ulicy ciężarówki. Z logo Pupkacorp., ale bez — kurwa — rejestracji.". Po czym machnął ręką, splunął i zapalił kolejnego papierosa. Redaktor zmierzył go wzrokiem. O Alojzym opowiadano mnóstwo strasznych rzeczy, ale Stalinowski jak dotąd wkładał je między bajki o żelaznym piesku scholandzkim. Genadij, co prawda, był miły i pił herbatę jak nikt, ale redaktor dalej nie był przekonany, czy powinien mu uwierzyć. Czy to możliwe, żeby wandejscy urzędnicy załatwiali osobiste porachunki w taki sposób, bez zwracania uwagi na interes Ludu
Pracującego? Czy Genadij nie jest aby agentem scholandzkim, albo (co gorsza) klonem Ciupaka? Co było w dywanie i czy Iwo żył jeszcze kiedy wywożono go ciężarówką? Gdzie go wywieziono? I po co? Kto jeszcze jest w zmowie i dlaczego Lepki?
Te i inne pytania przychodziły do głowy naszym redaktorom, kiedy walcząc dzielnie z przeciwnościami losu próbowali dokopać się do prawdy. Jeśli powiedzie im się — możecie państwo liczyć na naszą kolejną publikację.
DYZKLEJMER: Redakcja Wandei Ludu, ani red.red. Stalinowski i Kolanko nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za szkody fizyczne, psychiczne i jakiejkolwiek bądź innej natury, jakie mogą wystąpić u czytelników. Diz łird staf kamz łif ABSOLÓTLI noł łaranty![1] Wszelkie opisane postacie, wydarzenia, miejsca i sytuacje są tak zgodne z prawdą jak to, że v-świat jest płaski (por. IIAsmd 1,6). Wątku tajnych, brugijskich kont członków zmowy, na których zdeponowano vhd[2] pieniędzy, nie poruszyliśmy z obawy o własne tyłki.
[1] — barid. wand.: coś się nie spodoba, to możesz wypierdalać!
[2] — vhd to skrót wandejskiej jednostki, oznaczającej v huj dużo (tu: engelsów).
Rodzyny
Komentarze
Alojzy PupkaO w mordę! Przysłali mi to z Cenzury i miało iść do niszczarki, a autorzy do E3, ale chyba pomyliłem adresy poczty pneumatycznej! Przerąbane!
Marceli Baldachim KhandCudowne. Myślę, że postawione pytania wymagają szerokiego dyskursu. Spróbuję moje hipotezy przedstawić wieczorem
Jan ZaorskiTow. Pupka po przemyśleniach, stwierdziam, że popełniłem błąd nie odpowiadając na pytana red. Stalinowski i Kolanko. Ale teraz jestem gotów odpowiedz na parę pytań.
Alojzy PupkaA ja nic tym chujom nie powiem! Wszystko nie prawda, nie znam tego człowieka, konto należy do brata bliźniaka, którego się wypieram!
- [żeby komentować zaloguj się]



