Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Prezydent a "sprawa książęca"

Raul Urban III, 3 grudnia 2013


Kochany Mój!

Towarzyszu Pac!

Pozwólcie, że zacznę jak zawsze - pierdolicie! Opowiadacie banialuki przeraźliwe, tak straszne, że aż śmieszne, że uszy puchną, wędzidełka prężą a zwieracze kurczą. A pięści w niejednych gorącogłowych rękach zaciskają. Swoją urażoną - o pierdoły, a jakże - dumę oddajecie w sukurs bazyliańskim zacofom, wpisując się zatem w poparcie nurtów skrajnych.

Wyjaśnijmy kilka - zdawałoby się - oczywistości.


Nie istnieje "wolność od wolności słowa". Nie można mieć jabłka i zjeść jabłko. Jeżeli uznajemy, że istnieje i powinna istnieć wolność słowa - to powinniśmy się pogodzić z jej konsekwencjami. Że czasami przeczytamy coś, co nas wkurzy, nie spodoba się - i tak dalej. My, Wandejczycy, jakoś się pogodziliśmy. Tak między sobą, jak i w stosunku do reszty. Nie pozywamy za obraźliwe nazywanie nas "Panami". Nie uruchamiamy prefektoidalnej machinerii, gdy ktoś pomówi któregoś z nas. Akceptujemy różnorodność opinii. Akceptujemy to, że niektórym może się to, jak się wyrażamy, nie podobać - tak jak akceptujemy to, że sposoby wyrażania się niektórych wojskowych czy monarchofaszystów może się nam nie podobać. Trudno, co robić. Żyje się dalej. Mówienie, że stosujemy tu podwójne standardy jest bzdurą.

Pojęcie wulgaryzmu jest konstruktem społecznym. To słowo, tamto słowo, chuj, kurwa, liceum czy frisbee - wszystko może być wulgaryzmem. Żyjecie w niewoli swoich umysłów, samodzielnie nakładanej i codziennie odnawianej klatce. Wandejska myśl kulturalna, polityczna, cywilizacyjna wręcz - odrzuca pojęcie wulgaryzmu. Liczą się intencje, to co stoi za słowami. Treść, nie forma. Obrażając "kulturalnie" Sarmata czuje się lepszy - że "nie zniżył się do poziomu dyskutanta, a jednocześnie dojechał mu tak, że mu w buty poszło". Wandejczyk może nazwać kogoś "chujem" pieszczotliwie i z miłością. Która z tych postaw zdaje się Ci się, towarzyszu Pac, bardziej pozytywna? Od czego wolałbyś "wolność"?


O kwestii mojego "szlachectwa" nie będę się rozpisywał. Rozmawialiśmy, wydawało mi się, że swoją opinię wyraziłem (zarówno publicznie jak i w rozmowie prywatnej). Postanowiłeś ją zignorować. Twoje prawo - a moje, aby Cię (w zakresie, w jakim dotyczy to mnie) obsobaczyć jak burą sukę. Że się prefektura wtrąciło - pies ją ganiał.

Moje emocje w tym temacie najlepiej odda cytat (oczywiście wulgarny, bo jakżeby inaczej) z "Nic śmiesznego": Dobra! To chuj ci w dupę, stary! Ja tu na deszczu, wilki jakieś! Przyrzekaliśmy sobie ten film od lat, ale jak nie, to nie!!! O. To właśnie o tym myślałem i myślę.


W kwestii zrzeczenia tytułów. Arogancja jaką się wykazujecie Towarzyszu, biorąc całą tą kwestię do siebie, niemal narusza prawa fizyki. Wasze prawo - ale zwracam uwagę na jedną kwestię. Wy nadaliście wioski raz, do tej pory. To oznacza, że większość tytułów posiadanych przez Wandejczyków nie pochodzi z Waszych rąk. Jest efektem długiej pracy, z przerwami bądź nie. Dłuższej niż Wasze panowanie, a niekiedy dłuższej, niż Wasza ogólna bytność w Sarmacji.

Mówiąc szczerze - nikt nie patrzył na Księcia w momencie rzucenia pomysłu i podjęcia decyzji. Po twoim wystąpieniu ws. prefektury zdecydowaliśmy się na poprzedzenie ogłoszenia stosownym zastrzeżeniem. "Mokrą ścierkę" sobie Towarzysz wyobraził. To jest demonstracja nie przeciwko Księciu, ani nawet nie przeciwko Helwetykowi. To jest demonstracja przeciwko obecnemu "porządkowi" panującemu w tym państwie. To jest danie do myślenia tym, którzy widzą w Wandystanie tylko wulgaryzmy - bo skoro wulgaryzmy - to przecież nie zasłużyliśmy na te tytuły diuków czy innych wsiowych półgłówków.

Skracając: mimo swojego złotego czepka i wyższego krzesła nie jesteś adresatem wszystkich słów i działań jakie się dzieją. Oczywiście, jak chcesz, możesz każde działanie i każdy niesłodkopierdzący post na forum określić jako "plucie Ci w twarz". Ale jeżeli jasno mówisz, że nie masz problemu z ludźmi, którzy mają inne poglądy niż Ty - to czemu masz problem z naszymi intencjami? Ponownie - treść, nie forma.

I jeszcze jedno - ponoć przecież nobilitacje nie są "łaską Księcia" - a przynajmniej stałoby to w sprzeczności z głoszoną powszechnie tezą o "obiektywizacji nadań". Zdecyduj się.


Kończąc tą chyba nieco zbędną polemikę, życzę Księciu i Sarmatom spokoju i sprawiedliwości, której tak bardzo pragną. Atmosfery wzajemnego szacunku, poszanowania prawa i kultury języka. Zgodnie z prastarym brugijskim powiedzonkiem hokejowym - oby się wasze wszystkie marzenia spełniły.

Rodzyny

Komentarze