BONUS - Jądro w ciemności część 5 - "Anal z Zielonego Wzgórza"
Michał Czarnecki, 24 sierpnia 2006
Na prośbę czytelników napisałem od razu 5 część. Nosi ona wiele
znaczący tytuł - "Anal z Zielonego Wzgórza".
- Yyy... Dzień dobry... No więc mam problem...
- Co jest?! Kim ty jesteś?! To prywatna częstotliwość!
- Tutaj Misio. Mam problem.
- Aaa witamy witamy... Strach do dupy zajrzał to się zgłaszamy?
- Zamknij łeb. Mam problem.
- No no, co tak ostro? Spokojnie, powoli, po co się spieszyć?
- No więc, rozbili mi oddział. Jednej nocy. Prawie wszyscy zgineli,
tylko kilkoro poszło do niewoli, ale pewno oni też już nie żyją.
Chodzi mi o to, że w Górach Kocich jestem już spalony. Potrzebuje
transportu.
- No koleś, to masz faktycznie problem. A gdzie ten transport?
- W okolice Czekan. Tam mam kilku znajomych, zrobimy nową bandę.
- To trochę daleko.
- Na piechotę nie dojdę, bo mnie złapią i kaplica. A jechać nie ma
jak, bo na drogach kontrole.
- Ale tam się kręci dużo wojska.
- No to tym lepiej. Zwiążemy duże oddziały, a w innych częściach kraju
walka będzie się toczyć.
- No ok. Zmieniłeś się trochę...
- Cicho. Na razie.
Rzeczywiście Misio trochę się zmienił. Nie był już tak pewny siebie.
Nadal miał wolę walki. Choć teraz myślał trochę mniej egoistycznie niż
wcześniej. Ciągle palił papierosy i ssał dropsy miętowe. Jednak nie
były to już jego ulubione "Miętowe mocne". Skończyły się mu zapasy
tego boskiego pokarmu. Zostały mu tylko tropicańskie "Mintos Bravos",
które były całkiem znośne i obleśne scholandzkie "Das Drops", które z
miętą nie miały wiele wspólnego.
Centrala "agentów z dupy" poinformowała go, że łącznik o pseudonimie
"Katarzyna" spotka się z nim koło wsi Gnojnik koło Athos, celem
przekazania bliższych informacji. Misio miał już wcześniej spotkać się
z "Katarzyną na bis" ale uznał, że nie jest mu to potrzebne. Wiedział,
że musi schować swoją dumę do kieszeni i póki co działać tak jak
Centrala mu będzie kazała. Ale potem... "Potem to mi mogą pociągnąć"
myślał sobie w duchu i śmiał się z tego za każdym razem. Straszne
przeżycia nie odebrały mu jego specyficznego poczucia humoru.
Punkt kontaktowy był zlokalizowany w stodole. Misio miał wejść, puścić
trzy rzy bąka i powiedzieć: "Ależ tu wali !". Łącznik miał
odpowiedzieć: "No bo jak się nie myjesz...". Misio uważał to za
niedorzeczność. Nie można było poprostu wejść i się przejść do rzeczy?
No ale to nie on służył w wywiadzie. I cieszył się z tego, bo musiałby
się bardzo męczyć z tymi idiotami. Przynajmniej on tak uważał. Kiedy
jechał na praktyki do Szkolina, na Wydział Parapsychologii, na
Uniwersytecie Królewskim, wywiad chciał go zwerbować. Ale powiedział
"żeby spierdalali". A jechał na te praktyki jako student II roku
historii, żeby przekonać się, że są jeszcze więksi idioci niż studenci
matematyki teoretycznej. Sposób nauczania akademickiego w tym czasie w
Sarmacji był dość specyficzny.
Noc była ciemna. Na niebie wisiała gęsta warstwa chmur, idealna aura
do skradania się. Ale Misio miał to gdzieś. Dziarsko przedefilował
przez wieś z karabinem na ramieniu i skręcił w stronę umówionej
stodoły. Nie mogąc otworzyć drzwi odstrzelił zamek. Wszyskto
oczywiście w konspiracji. Drzwi otworzył potężnym kopniakiem, tak jak
to miał w zwyczaju i wbiegł z karabinem gotowym do strzału. Teraz
leżąc gdzieś w sianie zaczął pierdzieć rękami. Tą ciekawą umiejętność
nabył w szkole podstawowej na lekcjach chemii. Nie przypuszczał, że
kiedyś mu jeszcze się przyda. Po umówionych trzech bączkach, krzyknął:
- Ale tu je... wali !
- No bo jak się nie myjesz... - brzmiała odpowiedź.
- Szkoda - Misio miał dzisiaj wielką ochotę sobie postrzelać.
- Żeś to kurwa bardzo po cichu zrobił - odpowiedział głos. Misio nie
widział dobrze postaci. W cieniu zauważył tylko jej zarys. Po głosie
poznał, że była to kobieta.
- No no no... O to słynny komendant Misio... Ciekawe miejsce na
spotkanie - z cienia wyłoniła się postać łącznika. Była to młoda
dziewczyna, o włosach blond upiętych w kitkę. Miała może z metr
siedemdziesiąt pięć wzrostu. Była niższa niż Misio.
- Wspaniale... No to dawaj informacje słońce.
- Spokojnie. Sprawa wygląda tak. Ponieważ tutaj nigdzie nie wyląduje
samolot, musimy się dostać w okolice Feru i dopiero stamtąd próbować.
- Co?! To jest ten niby ekstra plan? To jest jakaś kpina...
- Oj problemy wojenne... - tłumaczył się łącznik - Na piechotę zajmie
nam to z tydzień.
- No dobra... Ważne żeby dotrzeć na to lotnisko... Fer... Cóż za
posrana logika...
- Oj weź zamknij się, bo nie mogę Cię słuchać - odpowiedziała
"Katarzyna na bis" jak sobie nazwał łącznika Misio. Zaskoczyła go ta
odpowiedź. Ale miło. Szykował się wspaniały tydzień...
Rodzyny
Komentarze
Raul Urban III"Halo halo, tu Cracoffia! W imieniu rządu Sarmacji na emigracji wzywamy wszystkich Sarmatów do stawiania oporu okupantowi w każdy możliwy sposób..."
Defloriusz Dyman Wander"Żołmieże armji sarmackij! Rzond Wasz opustził Was. Uszedł na emigratzję do Baridas. Nie ma sens, bystsche stawali opur. Poddajtze siem armji scholandzkij Krula Heinrich III. Bendetzne traktowanji shgodni z Konvencja Genevska i dostnetzne mleko i Tziasteckcha."
Helmut Walterycz"Bracia i siostry w swieckim Wandzie! Wzywam was do powstrzymania sie od nacjonalistycznej przemocy! Pamietejcie o 1917 i Wandoternie. Pracujcie w pokoju i nie niszcie owocow swieckiej pracy! Wanda z Wami" - ojciec swiecki Patrycy XIII, Gaenosse-Wanda-Stadt 13 XI 1939
- [żeby komentować zaloguj się]



