Kres wszystkich kresów odc. I
Raul Urban III, 15 sierpnia 2014
•••••
- Pora położyć temu kres.
Chrapliwość głosu tow. Pupki była nietypowa, biorąc pod uwagę, że przez całe spotkanie popijał koktajl z kufla, uzupełnianego co jakiś czas przez usłużnego adiutanta. Niektórzy ze zgromadzonych zaczęli się zastanawiać co do zawartości koktajlu. No ale Prezydent nie śmiałby przecież, nie przy nich, nie na tak ważnym spotkaniu, prawda?
- Zmusił mnie. Nie chciałem, nie planowałem... Ale on m u s i a ł... - zjadliwie sarkastyczny ton Drogiego Lidera pogłębiał nieswoją ciszę, jaka zapadła w sali.
Obecni pospuszczali głowy, starając się nie patrzeć na Drogiego Lidera ani na siebie nawzajem. Pupka tymczasem ciągnął, sprawiając wrażenie nieświadomego otaczającego go morza niezręczności
- To przez zazdrość. Nigdy nie potrafił przegrywać. Nie pogodził się z tym i rozpętał burzę. A teraz musi wypić to piwo, które sobie nawarzył. To nie moja wina. Ja przekonywałem, apelowałem. Naprawdę chciałem. I co mi z tego przyszło? Nic dobrego. - powiódł na wpół niewidzącym spojrzeniem po sali. Jego wzrok skupił się dopiero na Komisarzu Ludowym ds. Zagranicznych. Ten zadrżał i wyprężył się na fotelu.
- Natychmiast wystosuję stosowną odezwę do Ministra Spraw Zagranicznych Księstwa Sarmacji. To jednak tylko formalność w kontekście propozycji które otrzymaliśmy tydzień temu.
- Dobrze. - Prezydentowi widocznie trzęsły się ręce, gdy upijał kolejny łyk z kufla. - Skończmy wreszcie z tym burdelem.
•••••
W sztucznym świetle zalewającym asfaltową powierzchnię lotniska w Sigmarstadt maszerujące w kierunku niedalekich samolotów oddziały spadochroniarzy były dla ich dowódcy niewiele więcej niż czarnymi plamami w oślepiającej jasności. Mrużąc oczy próbował policzyć kolumny. Dlatego nie od razu zwrócił uwagę na dwie osoby które stanęły obok niego. Dopiero kiedy usłyszał szum plastikowego papierka, który znał każdy żołnierz tej armii, jego kręgosłup przeszył zimny dreszcz. Odruchowo wyprostował się i zasalutował głównodowodzącemu. Ten skinął, oddając paczkę towarzyszącemu mu oficerowi. Rozejrzał się, po czym zadał krótkie pytanie, z każdym słowem wydmuchując pachnącą anyżem, cynamonem i imbirem chmurę.
- Kiedy startują?
- Pierwsza grupa już kołuje. Ci tutaj wylatują za 15 minut, a kolejni za trzy kwadranse. - odpowiedział służbiście dowódca spadochroniarzy.
- Dobrze. Po wylądowaniu natychmiast rozkładajcie te wasze cacka i meldujcie po pierwszym sygnale.
- Nie lepiej poczekać na potwierdzone dane z przejętej bazy? Nie mamy pewności ze to zadziała...
- W tej sytuacji każda sekunda ma znaczenie. Nie tylko militarne, ale i polityczne. Zaufajcie mi, w tym wypadku lepiej się pomylić niż spóźnić. Zresztą i tak nie wiemy czy nie wysadzą urządzeń przed ich przejęciem.
Chwila ciszy przebrzmiała w obłokach tworzonych przez oddechy w mroźnym powietrzu.
- Czy to musiało się tak skończyć, towarzyszu majorze? - spytał nagle spadochroniarz.
Slaby uśmiech wpłynął na usta głównodowodzącego
- Skąd wniosek że cokolwiek się kończy?
Zaryczały silniki. W powietrze wzniosły się pierwsze samoloty...
•••••
Rodzyny
Komentarze
inż. Max ZwellCzekam na następny odcinek!
Alojzy PupkaCzy to o moim słynnym protoplaście, Ambrożym Pupce?
Raul Urban IIINope. To political-fiction umiejscowione w czasach niedługo-przyszłych.
- [żeby komentować zaloguj się]



