Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

"Dyman na prerii kozy dyma"

Torkan Ingawaar, 3 listopada 2014


Na prerii zimnej i dżdżystej,
z zapałem kozy dyma.
Deforiusz Dyman Wander.
Nagle na horyzoncie złota limuzyna
spod kół leci za iskrą iskra,
mimo, że preria tak zimna i dżdżysta.
Przerażony Wander krzyczy:
"Das ist meine Land!"
Lecz ku zdziwieniu jego,
z auta tego drogiego,
wysiada Baldachim Khand.
- Tyś jest ponad mandragory! - woła
- Tyś jest ponad papieże!
- Jakże me serce na twój widok ucieszon,
Dymanie moj, Wanderze!
Michaś w szoku,
za nim woła:
"Źli my, mój ty Baldachimie,
żeś spierdolił od swych braci
i zamieszkał w tej Sarmacji?"
Khand w tej chwili szybkim ruchem
się podrapał za swym uchem.
"Chodź i słuchaj jeno,
Dymanie mój złoty,
Jam wandusów miałem dosyć,
Jarzem uciekł od tej pieprzonej chołoty!
"Zdrajca jesteś!" - Woła Michał
"Obyś w piekle długo zdychał!"
"Defloriuszu, nie masz racji,
wyjedź ze mną Do Sarmacji!
Tam jest złoto,
tam jest srebro,
tam też są libertów góry,
nikt tam na nikogo nie klnie,
tam każdy jest miły z natury!
Tam to każdy za darmo dostaje,
chociaż nikt nikomu nie daje!
Tam przychodzą narodziny,
lecz śmierć nigdy nie nastaje!
Kusił go Khand dni 40,
lecz on tylko ścisnął pięści.
"Wandusy to moje braty i nimi pozostaną!
Nie dam Khandowi podłemu
nigdy za wygraną!"
A Khand się taką postawą
naprawdę wielce zasmucił,
więc wracając do auta
na odchodnym rzucił:
"Tam nikt nigdy nie jest chory!
Tam są złote wibratory!"
Na to ostatnie Defloriusz przyklasnął
bez żadnego zastanawiania,
gdyż już grzybicy fiuta dostał,
od kozy brudnej dymania.
I zaraził się Michaś chciwością,
a wiedzieć trzeba,
iż to je straszna choroba,
bo gdy człek jakiś na nią zapadnie,
to i koza się nie ostanie zdrowa.
Zabrali Michasia więc do Engelsa,
jednak po dniach pięciu,
stan mu się nie polepszył,
więc wsiadł do tej złotej limuzyny
i razem z Khandem do Sarmacji spieprzył.

Rodzyny

Komentarze